Lwów - idealne miejsce na wieczór kawalerski. Tanio, blisko i...

Lwów jest polski! Spokojnie, nie namawiamy do rewizji granic, tylko do życzliwego spojrzenia na to miasto, bo stało się ono dla Polaków tym, czym Kraków dla Brytyjczyków: imprezownią z ofertą wieczorów kawalerskich.
1 Nocne życie Lwowa zaczyna się już wczesnym wieczorem. Najbardziej znane kluby to Metro, Millenium (niedaleko Opery Lwowskei) i Picasso Nocne życie Lwowa zaczyna się już wczesnym wieczorem. Najbardziej znane kluby to Metro, Millenium (niedaleko Opery Lwowskei) i Picasso Fot. Getty Images

Przemawia... cena!

Nie, to nie jest przewodnik turystyczny, bez obaw. Tak, Lwów jest wart długiego weekendu, wart całego tygodnia i wart każdego zabytku, którym wita przybyszów. Ale zamiast wymieniać wszystko po kolei, z cmentarzem Orląt, Łyczakowskim, klasztorami, cerkwiami i całą wpisaną na listę UNESCO zabudową Starego Miasta, postanowiliśmy spytać o wrażenia kilku facetów, którzy we Lwowie zorganizowali zabawy, których nie zapomną do końca życia. Są wśród nich: spec od "logistyki" wieczorów kawalerskich, jeden żonkoś, którego do Lwowa zabrano, chociaż nic o tym nie wiedział oraz dwaj szeregowi uczestnicy zabaw. Wszyscy zgodnie przyznają, że kontrowersyjny - wydawałoby się - wybór, jakiego dokonali (no bo "gdzie tam Lwowowi do Paryża, Rzymu czy Berlina"), był genialnym pomysłem. 

- Za Lwowem przemawiała cena - nie ukrywa Olek. - Sytuacja polityczna, w tym wojenna zawierucha na Ukrainie, sprawiła, że ceny radykalnie spadły, o czym doskonale wiedzieliśmy. We Lwowie dziś płaci się tyle, ile w latach 90. w krajach byłego ZSRR, kiedy naprawdę wszystko kosztowało grosze - wspomina. Jednak ważna była nie tylko cena. W jego ekipie zebrała się specyficzna grupa uczestników wieczoru kawalerskiego: sami miłośnicy Wschodu, jakże w Polsce - zapatrzonej w Zachód - niedocenianego. - Dobra i tania wódka. Historyczne dziedzictwo miasta. Decyzja zapadła - podsumowuje Olek. Panowie w liczbie sześciu zarezerwowali miejsca w hotelu George. To reprezentacyjny, historyczny hotel w centrum miasta, w którym bywali Franciszek Liszt, Józef Piłsudski, Henryk Sienkiewicz. Taki lwowski Bristol. Cena? W Warszawie czy Krakowie tyle co za George'a płaci się za pokój w hostelu. W Polsce wycieczka wynajęła busik z kierowcą. W drodze imprezowicze po kawalersku raczyli się alkoholem, przystawali na posiłki, a na miejsce dojechali po kawalersku szczęśliwi i mocno już rozluźnieni.

Inną metodę dostania się do Lwowa wybrali uczestnicy wieczoru kawalerskiego, w którym wziął udział Mateusz Rudas. - Było nas pięciu. Wynajęliśmy kuszetkę w pociągu do Przemyśla. Zamieniliśmy ją na imprezownię, musieliśmy uważać, żeby nie zepsuć podróży innym pasażerom (jakoś się udało). Bawiliśmy się całą noc, a rano w Przemyślu zjedliśmy jajecznicę w kultowej, jak się okazało, dworcowej knajpie i wypiliśmy po leczniczym leżajsku o 6 rano. Dla nas mieszczuchów to był odlot i folklor, impreza zaczęła się z przytupem - wspomina Mateusz. Już samo przedostanie się do Lwowa z Przemyśla wymagało zmiany środka lokomocji: z kolei na marszrutkę - mały autobusik kursujący regularnie na trasie, a będący na całym Wschodzie oczywistością.

2 Klubów ze striptizem we Lwowie nie brakuje. Największy to The Plush Rhino (Pluszowy Nosorożec) przy ul. Naukowej 7 (prawda, że ciekawy adres?) Klubów ze striptizem we Lwowie nie brakuje. Największy to The Plush Rhino (Pluszowy Nosorożec) przy ul. Naukowej 7 (prawda, że ciekawy adres?) Fot. BE&W

Ruska bania

Z kolei ogromna "wycieczka kawalerska" Grzegorza - w weekendzie kawalerskim wzięło udział 14 osób - wybrała samolot. To był lot bezpośredni z Warszawy do Lwowa, bilety zostały zarezerwowane wcześniej. W trakcie krótkiej podniebnej podróży panowie wykupili cały dostępny na pokładzie alkohol. Obsługa była na początku nieco przerażona, ale imprezowicze okazali się podróżnymi z klasą. Do tego stopnia, że pan młody już po wylądowaniu mógł sobie zrobić zdjęcia z pilotami w kokpicie. - Sama podróż była imprezą, czego nawet wcześniej nie podejrzewaliśmy - wspomina Grzegorz. W przypadku wieczoru (w istocie: weekendu) kawalerskiego, w którym uczestniczył, wszystko było tajemnicą. Pan młody o niczym nie wiedział, lejtmotywem było porwanie go. Zatem już na lotnisku we Lwowie na wszystkich czekał wynajęty autobus, którego kierowca miał wdzięczny pseudonim "Szakal". To on zawiózł ekipę do hotelu (Atlas Deluxe), w którym imprezowicze nieco odsapnęli, przebrali się i przygotowali na nocne atrakcje Lwowa.

Kawalerskie imprezy naszych bohaterów, jak i większości Polaków, którzy tak postanawiają się zabawić we Lwowie, trwały cały weekend: od piątku do niedzieli. Wszyscy rozmówcy zgodnie przyznali, że zapłacili dużo mniej, niż kosztowałaby ich jednonocna balanga we Wrocławiu, Warszawie czy Krakowie. Znaczy się kawalerska balanga, czyli połączenie wizyty w dobrej restauracji, kilku klubach oraz klubach go-go.

Ale do rzeczy. Co zaoferował im i co oferuje Lwów?

Krótko mówiąc: wszystko. Choć, jak zgodnie przyznają nasi rozmówcy, lokalni organizatorzy turystyczni (właściciele hoteli, knajp, restauracji) jeszcze nie wyczuli rynku dla kawalerów. Lwów jest tak popularny wśród polskich turystów w każdym wieku, że choć wszystkiego jest w bród, nikt z miejscowych nie organizuje jeszcze specjalnych imprez przeznaczonych dla kawalerów i ich kompanów. Ale to chyba kwestia czasu: Krakowowi też zajęło dłuższą chwilę, zanim spostrzegł rzekę pieniędzy napływającą do miasta wraz z Brytyjczykami, i zaczął nastawiać się na imprezy "pod Anglików". Na tej samej zasadzie Lwów też stanie się miejscem wieczorów kawalerskich Polaków, ze specyficzną i dostosowaną ofertą. Bo na razie wszystko trzeba organizować samemu.

Olek i jego ekipa zaczęli lwowską balangę rano, następnego dnia po przyjeździe. Najpierw była knajpa Kryjówka, trochę "upowska" mordownia, więc panowie nie zabawili tam zbyt długo. Wychylili po parę kieliszków i przenieśli się do ruskiej bani: niby sauny, ale kto nigdy w czymś takim nie był, nie jest sobie w stanie wyobrazić klimatu. To tak naprawdę miejsce spotkań, relaksu, rozmów, a wszystko można podlewać alkoholem, jakże niezbędnym na wieczorze kawalerskim. - Chłodziliśmy piwo w basenie z zimną wodą, wskakiwaliśmy do niego i wyławialiśmy etykiety. Dyskutowaliśmy i relaksowaliśmy się - wspomina Olek.
Odświeżeni i rozbawieni imprezowicze przygotowali się w hotelu do dalszego etapu imprezy. A był nim na początek kulinarny gwóźdź programu, czyli kolacja w restauracji Baczewski. - Tego też trzeba doświadczyć na własnej skórze. Restauracja jest bardzo luksusowa, ma się wrażenie, że przenosi gości w lata 20. i 30. XX w. Samo wnętrze robi ogromne wrażenie, a jeśli do tego dodać obsługę i kuchnię, człowiek czuje się jak arystokrata z międzywojnia - śmieje się Olek. - No i rachunek też zrobił na wszystkich wrażenie. Za 4-daniową kolację, ćwiartkę wódki na głowę, zapłaciliśmy po kilkadziesiąt złotych od łebka.

3

Kelner to zawód

U Baczewskiego była też 14-osobowa kawalerska ekipa Grzegorza. - Poczuliśmy tam wszyscy, że kelner to zawód, a nie jakaś dorywcza fucha. Panowie w średnim wieku, gotowi na każde skinienie, w białych rękawiczkach. Styl i klasa. A do tego kuchnia, niezwykle elegancka i wyszukana, ale bez zadęcia. Było rewelacyjnie - wspomina. Po posileniu się i wprowadzeniu w odpowiedni nastrój wszystkie ekipy udawały się do kolejnych legendarnych lwowskich knajp, barów i klubów, z których większość znajduje się niedaleko historycznego centrum miasta, a sporo owianych jest legendą. Gdzieniegdzie wymagana była wcześniejsza rezerwacja, ale tą zajęli się uprzednio główni organizatorzy.

I tak ekipa Mateusza jadła w grillowej restauracji Mięso i Sprawiedliwość. Wszyscy imprezowicze do dziś wspominają smak tamtejszych steków i innych mięsiw. Potem przenieśli się do słynnego Domu Legend. To w rzeczywistości cała 4-piętrowa kamienica. Klimat jest mroczny i "horrorowy". Przejścia między niewielkimi salami wąskie i klaustrofobiczne.

Z kolei ekipa Grzegorza zamelinowała się w Hruszewski Cinema Jazz, lokalu z dużą klasą, w starym kinie przerobionym na klub. Takich też we Lwowie jest sporo.
15-osobowa grupa Karola, która do Lwowa dostała się busem już w piątek rano, po tym, jak przetrzeźwiała, zaczęła żywić się wyłącznie w knajpach na mieście. - Szybko okazało się, że jest na tyle niedrogo, że nie ma potrzeby oszczędzać. Niedrogo i bardzo dobrze - mówi Karol.
 
Nie oszukujmy się, jedzenie i picie są ważne, ale wszystkie nasze kawalerskie balangi przyjechały do Lwowa także na nieco bardziej pikantną rozrywkę. No i okazało się, że miasto ma w tej kwestii naprawdę dużo do zaoferowania. Ukrainki to przecież jedne z najpiękniejszych i najseksowniejszych kobiet świata. Zobaczyć je, jak tańczą dla mężczyzn, to przygoda sama w sobie (co ciekawe, w polskich klubach ze striptizem pracują w większości Ukrainki).

Cafe Masoch to jedna z najsłynniejszych tego typu knajp nie tylko we Lwowie, ale i w Europie. Otóż hrabia Leopold Ritter von Sacher-Masoch, na którego cześć nazwane zostało to miejsce uciech, był Austriakiem urodzonym we Lwowie. To pisarz, dramaturg, romantyk i skandalista, autor książki "Wenus w futrze", w której opisuje życiowy eksperyment: na pół roku stał się niewolnikiem baronówny Fanny von Pistor. Panowie, to od jego nazwiska pochodzi termin "masochizm". Cafe Masoch wspaniale wpisuje się w tradycję. To nie jest żaden klub swingersów, ale ogromny lokal podzielony na dwa: jeden zwykły, a drugi ze striptizem. Przechodzi się między nimi swobodnie. W tym drugim kultywowane jest dziedzictwo patrona, ale raczej zabawnie i z klasą, czyli idealnie dla zabawy kawalerskiej. - Naszego pana młodego piękne kobiety biczowały, oczywiście teatralnie i dla żartu. Ale wystarczyło, byśmy wczuli się w klimat. Były i inne atrakcje. Jeden z drinków był mieszany bezpośrednio w ustach głównego bohatera, które stały się naturalnym shakerem. Było też polewanie jego nagiej klaty gorącym woskiem i mnóstwo innych zabaw - wspomina Olek.

4 Cafe Masoch, ul. Serbska 7, na starym mieście. Przed wejściem gości wita posąg Leopolda Masocha. A wewnątrz? Zabawy w stylu hrabiego. Cafe Masoch, ul. Serbska 7, na starym mieście. Przed wejściem gości wita posąg Leopolda Masocha. A wewnątrz? Zabawy w stylu hrabiego. Fot. Forum

Oligarch Dance

Ekipa Mateusza również trafiła do Cafe Masoch i on sam wspomina lokal podobnie: - Zabawa była przednia, biczowanie i cały "masochistyczny" teatr. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że to gra i konwencja, nikomu nie przychodziło na myśl, by posunąć się za daleko, zresztą obsługa by na to nie pozwoliła - mówi. 

Klubów ze striptizem jest we Lwowie więcej. Wydaje się, że więcej nawet niż np. w Warszawie czy Krakowie. Większość z nich podzielona jest tak jak Masoch, na dwie części, gdzie w jednej goście bawią się jak w barze czy na dyskotece, a w drugiej zaś są tańce na rurze i indywidualne pokazy dla kawalerów. Ekipa Grzegorza miała rezerwację w Białym Króliku. Tańczące panie były przepiękne i seksowne, cała 14-osobowa ekipa wciąż je wspomina. Podchmieleni imprezowicze chcieli nawet "ratować" niektóre striptizerki, proponując im ożenek. Samo to świadczy o tym, jak huczna była zabawa. - Prywatne tańce trwały dość długo, kosztowały po 50 zł za jeden, i zamawialiśmy je taśmowo - mówi Grzegorz. Było pikantnie, bo w Białym Króliku panie wchodziły na scenę np. w konfiguracji domina i niewolnica, w której jedna prowadziła drugą na smyczy. Jeszcze bardziej teatralnie było w Splicie. W części ze striptizem klub ma specjalne fotele, gdzie główny bohater imprezy czuje się jak król, bo prywatny taniec jest naprawdę tylko dla niego.

Atmosfera w Splicie, gdzie wylądowała także 15-osobowa ekipa Karola, jest nawet bardziej burleskowa. Tam panie nie robią zwykłego tańca na rurce i nie rozbierają się po prostu, ale robią to według rozbudowanych scenariuszy, idealnych dla kawalerskich imprez. Są więc seksowne stewardesy, groźne panie kapitan czy kuszące pielęgniarki. Uczestnicy imprezy Grzegorza tak bardzo się rozochocili, że na koniec balangi w Splicie (byli już mocno pod wpływem) zamówili panu młodemu Oligarch Dance. Ten superspecjalny taniec erotyczny polega na tym, że dla wybranego gościa tańczą wszystkie striptizerki.

Klubów i atrakcji Lwów ma znacznie więcej. Nasi rozmówcy, którzy uczestniczyli w imprezach, podkreślali, że dziewczyny są niesamowite. Naprawdę dobrze się bawią, przynajmniej takie sprawiają wrażenie, a nie tylko ze smutnymi minami odrabiają na rurkach pańszczyznę. - To, co nas urzekło, poza organizacją zabawy w klubach, to właśnie uroda dziewczyn. Te w Splicie były bezpretensjonalne, po prostu śliczne. Ale też w zwykłych klubach, których odwiedziliśmy kilka, dziewczyny były wspaniałe. Bardzo ładne, naprawdę bardzo - zachwyca się Karol.

A poza tym wódka jest tania, jedzenie wyśmienite i równie tanie, atrakcji co niemiara (ekipa Karola zorganizowała sobie paintball i spływ pontonami po rzece w okolicy Lwowa). Dla innych poimprezowe śniadania w hotelach i restauracjach też w każdym przypadku były doskonałe. A cena za wszystko, czyli za cały weekend wypełniony imprezą, wynosiła tyle, ile wyniosłaby jednorazowa grubsza impreza kawalerska w dużym polskim mieście. Z podróżą i zakwaterowaniem! Na dodatek, już po obudzeniu się i dojściu do siebie, większość imprezowiczów zwiedzała Lwów. To też zostaje w pamięci, nawet jeśli nie jest najważniejszą częścią kawalerskiego wyjazdu. Spacery okazywały się dla wszystkich sentymentalną podróżą po mieście, które przez wieki było bardzo polskie, ale też bardzo wielokulturowe (Lwów był tyglem polsko-ukraińsko-żydowsko-rosyjskim).

Komentarze (19)
Lwów - idealne miejsce na wieczór kawalerski. Tanio, blisko i...
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    bartek8241

    Oceniono 8 razy 4

    Z knajp Lwowskich zdecydowanie polecam Szkocką. Wnętrze jak w 5* hotelu (nomen omen to knajpa przy hotelu), obsługa profesjonalna, a cennik jak w Domowe Żarcie w Radomiu, z tą różnicą, że np filet - tuńczyk różowy z sałatką i kieliszkiem wina kosztował ok 45 zł - a porcja wielka. Lwów jest cudowny, architektura piękna, ludzie nam przyjaźni, ceny 1/3 tego co u nas. Wynajęte mieszkanie 4 km od centrum (opera) - 3 pokoje, 80m2 to koszt 100 zet / dobę. Dramatem był tylko dojazd - 20 h na granicy ... trafiliśmy na długi weekend i Ukraińcy do domu na tydzień wracali ... :(

  • avatar

    Gość: Ja

    Oceniono 16 razy 4

    No total. Tzn ze za dwa lata przestana nas wpuszczac do Lwowa.
    Generalnie co to za wieczór... tam zjedli tam wypili piwo... no rewelka...
    Geniusze na patong street zapraszam

  • avatar

    jezuitaitamta

    Oceniono 2 razy 2

    Czy przed ratuszem stoją lwy?

  • avatar

    jezuitaitamta

    Oceniono 2 razy 2

    Ta joj!

  • avatar

    Gość: arYka

    Oceniono 10 razy 2

    Nie wiem dlaczego autor użył cudzysłowu przy słowie upowska. To nie jest przenośne znaczenie, to dramatyczna rzeczywistość. A co do reszty "atrakcji" - na miejscu narzeczonych (może już żon) przedstawionych tu panów zażądałabym kompletu badań. Mogli przywlec wszystko od gruźlicy poczynając na HIV kończąc.

  • avatar

    bamshe

    Oceniono 4 razy 2

    Nic tak dobrze nie robi jak reset we Lwowie. Blisko i tani. dziewczyny ladne i chetne, alkohol da sie pic, hotele fajne a rano mozna jeszcze sie gdzies przejsc i wracac do kraju.

  • avatar

    Gość: paweł

    Oceniono 1 raz 1

    2 razy świadkowałem. podobała mi się ta funkcje szczególnie organizacja kawalerskim. Na pierwszym byliśmy w Lesznie w tunelu aerodynamicznym to tak na spokojnie. ale drugi wieczór (a w sumie weekend) byliśmy w Budapeszcie, impreza przednia była..

  • avatar
  • Janusz Bomk

    Oceniono 44 razy 0

    Knajpa kryjówka to knajpa gdzie w wejściu stoi banderowiec I na haslo slawa Ukrainie należy odpowiedzieć i gierojom slawa .pier.... takie atrakcje

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX