Food porn. Chętnie dzielimy się jedzeniem, ale robimy to głównie... online

04.02.2018 16:58
Instagram sprawił, że jemy coraz ładniej. Zdjęcie pięknej potrawy to przecież mnóstwo lajków. Zjawiskiem food porn od jakiegoś czasu zajmuje się już nauka, która - niestety - nie ma dla nas dobrych wieści.
1 Dziś taki widok nikogo nie dziwi nawet w polskich restauracjach Dziś taki widok nikogo nie dziwi nawet w polskich restauracjach

Zjedz ze mną

Zdjęcia: PAP, GETTY IMAGES, @MRS_KITCHEN_FAIR, MACIEJ BLATKIEWICZ (MACIEJ.JE), MATERIAŁY PRASOWE

Bez jedzenia, wody i innych koniecznych do przeżycia zasobów, z racjonowanym miejscem do wegetacji na przeludnionej Ziemi - tak malował się los bohaterów powieści Maxa Simona Ehrlicha "The Edict" z 1971 r. Jak poradzić sobie z brakiem jedzenia? W kinach wyświetlano filmy przedstawiające spożywanie pełnowartościowych posiłków i wnikliwe ujęcia z przeżuwania kawałków mięsa. Projekcje miały zaspokoić ludzi, którzy z głodu uciekali się do kanibalizmu. Wizja upiorna, ale na razie udało się uniknąć takiej dystopii.

Nie przeszkadza nam to jednak w bombardowaniu się nawzajem zdjęciami posiłków w mediach społecznościowych, chwaleniu się kanapką z awokado na śniadanie, lunchem w restauracji z gwiazdką Michelina czy kolacją we dwoje uświetnioną ciastem ze szpinakiem i serem feta. Choć wielu nie wyobraża sobie zjedzenia posiłku bez uprzedniej celebracji jego wyglądu ze smartfonem w ręku, czy daje nam to coś prócz lajków?

Kto stoi za popularnością food porn? Sama ewolucja. To ona zbudowała nasze oczy i mózgi tak, aby jak najlepiej radziły sobie w poszukiwaniu jedzenia w środowisku, które nie obfitowało w składniki odżywcze. Każdy owoc był na wagę złota, a raczej przeżycia.

Dziś sam widok jedzenia sprawia, że nasze ciało przygotowuje się do jego spożycia. Ślinianki wydzielają ślinę, a trzustka enzymy trawienne. Co ciekawe, nie potrzebujemy do tego talerza pełnego przysmaków podstawionego pod nos. Wystarczy przeglądanie zdjęć na Instagramie. Badania udowodniły, że od samego patrzenia rośnie stężenie greliny, czyli hormonu głodu. Komunikuje ona, że trzeba znaleźć pokarm. Normalnie jej poziom wzrasta przed posiłkiem i zaczyna spadać około godziny po jego zakończeniu. Oglądanie jedzenie może jednak zaburzyć ten cykl.

Badacze wzięli pod lupę dwie grupy ludzi. Jedna przed chwilą skończyła jeść, a  druga posiłek miała już dawno za sobą. Naukowcy najpierw zbadali ich poziom głodu, a później pokazali 7-minutowy program kulinarny. Po jego zakończeniu powtórzyli pytanie o apetyt. Okazało się, że po obejrzeniu filmiku bardziej głodni stali się nie tylko ci, którzy nie jedli, ale również ci, którzy posiłek właśnie skonsumowali. Dlatego przeglądanie food porn zaraz po obiedzie czy kolacji nie jest najlepszym rozwiązaniem dla osób dbających o linię.

Oglądanie zdjęć pięknego jedzenia to jedno, ale nawet czytanie artykułu o jedzeniu wpływa na nasze ciało. Amerykański naukowiec Gregory Razran przeprowadził eksperyment, w którym pokazywał badanym zdjęcia jedzenia i monitorował pracę ich mózgu. Aktywowały się w nim nie tylko obszary odpowiedzialne za smak, ale również układ nagrody. Zwykle jest on pobudzany w momencie zaspokajania popędów - zarówno tych związanych z odżywianiem, jak i seksem, ale również ze spożywaniem używek, takich jak alkohol.

Czy więc od oglądania jedzenia można się uzależnić? Ani jeden taki przypadek nie jest znany nauce, choć Koreańczycy mogą niedługo zmienić nasz stan wiedzy. Szczególną popularnością w Korei Południowej cieszy się bowiem mukbang, czyli jedzenie do kamery. Mukbangerzy przygotowują składające się z kilku dań posiłki i wcinają je na wizji, dbając o to, aby mikrofon dokładnie zbierał odgłosy mlaskania.

Oglądają ich miliony rodaków, którzy nie chcą spożywać posiłku w samotności. Dla wybranej garstki najpopularniejszych mukbangerów konsumpcja online stała się sposobem na życie. Fani zrzucają się bowiem nie tylko na składniki do przygotowania potraw, ale dają też pokaźne napiwki. Za jedną kilkugodzinną transmisję i czatowanie najlepsi potrafią zebrać nawet kilka tysięcy dolarów.

2 Restauracja Catit w Tel Awiwie, gdzie talerze mają uchwyty na smartfony Restauracja Catit w Tel Awiwie, gdzie talerze mają uchwyty na smartfony

Sfotografowane lepiej smakuje

Brzmi głupio? Otóż badacze z San Diego przeprowadzili eksperyment na dwóch grupach osób. Obie miały zjeść posiłek, ale tylko jedna uprzednio go obfotografować. Okazało się, że to właśnie grupa fotograficzna oceniła posiłek wyżej. Jak tłumaczyli to naukowcy? Kiedy robimy zdjęcie potrawie, rosną wobec niej nasze oczekiwania i chcemy, aby nam smakowała. Jeśli dodatkowo umieścimy jej zdjęcie w portalach społecznościowych, to nie wypada nam przyznać się do błędu. Będziemy ją gloryfikowali, choćby wcale nie była genialna.

Podobnego zdania jest Maciej Blatkiewicz, bloger i youtuber, który zarabia na pisaniu i mówieniu o jedzeniu: - Zdarzyło mi się wybrać do restauracji tylko dlatego, że podają tam piękne jedzenie, które dobrze wygląda na zdjęciach. Ładne jedzenie też bardzo często dobrze smakuje - mówi Blatkiewicz, który z restauracjami współpracuje też komercyjnie. Informuje o zniżkach lub przeprowadza konkursy dla swoich czytelników. - Prowadzę działalność gospodarczą skupioną wokół moich kanałów społecznościowych. W tej chwili to moje jedyne źródło dochodu - dodaje.

Najbardziej klikalne treści na jego profilu dotyczą pizzy. Inaczej jest u Agi z @mrs_kitchen_fair, która dzieli się zdjęciami swoich zdrowych śniadań. - Przygotowuję owsianki w słoiczkach dla całej rodziny. Taki posiłek to 5 minut roboty i energia na cały dzień. Czasu brakuje tylko na to, aby zrobić dobre zdjęcie - opisuje Aga, która chce zainwestować w zestaw doświetlający, aby nie uzależniać się od światła dziennego. - Czasami też jestem już tak głodna, że nie wytrzymuję całej sesji i zabieram się za pałaszowanie owsianki - dodaje.

O sile mediów społecznościowych bardzo dobrze wiedzą restauratorzy, którzy niekiedy sami zachęcają do robienia zdjęć potraw. - Restauracje są przyzwyczajone, że klienci wyciągają smartfony, zanim sięgną po sztućce. Dodatkowo goście często oznaczają miejsce na Facebooku czy Instagramie, co restauracja może traktować jako darmową reklamę - zauważa Marcin Połowianiuk, fotograf i bloger Spider's Web.

Najdalej w tym posunęła się izraelska restauracja Catit, która gościom podaje jedzenie na talerzach wyposażonych w statywy na smartfony. Do dyspozycji gości są też reflektory, które swoim światłem mogą wydobyć ukryty blask czulentu.

Wymyślne dania to jedno, a co powiecie na to, że w sieci coraz większą popularnością cieszy się tag #groceries, gdzie ludzie chwalą się swoimi zakupami w marketach? Dlatego zamiast zwykłej kajzerki wybierają np. croissanta o fantazyjnym kształcie.

Królową jedzeniowego Instagrama jest jednak pizza. To jej zdjęcia najczęściej lądują w mediach społecznościowych. Na drugim zaś miejscu znajduje się sushi, ale co ciekawe, to nie mieszkańcy Tokio dzielą się nim najczęściej, a nowojorczycy. Właśnie w Nowym Jorku znajduje się też najchętniej fotografowana restauracja na świecie. Konkretnie jest to bar na dachu jednego z wieżowców, z którego rozpościera się panorama miasta.

Jak widać w food porn ważne jest nie tylko jedzenie, ale i otoczenie. Selfie z drinkiem z palemką na tle Empire State Building - to prawdziwe instagramowe combo.

3 Owoc zakazany, czyli brytyjska restauracja Waterside Inn, w której nie wolno robić zdjęć potrawom Owoc zakazany, czyli brytyjska restauracja Waterside Inn, w której nie wolno robić zdjęć potrawom

Jak jeść bez telefonu?

Robienie zdjęć jedzeniu ma też swoich przeciwników. W 2014 r. czołowi francuscy kucharze zwarli szyki w kampanii krytykującej koncentrowanie się na smartfonach zamiast na jedzeniu. Niedługo później brytyjska restauracja Waterside Inn całkowicie zakazała fotografowania swoich potraw. Trzy gwiazdki Michelina i tak skutecznie przyciągają do niej gości, ale już nie instagramerów. Jedyne, co w Waterside Inn można zrobić z jedzeniem, to... je zjeść.

Powstają też dark restaurants, czyli restauracje, w których nie patrzymy na potrawy. Tak naprawdę wcale nie patrzymy, bo jest ciemno, choć oko wykol. Oczu akurat się tam nie konsumuje, ale zdarzają się już takie rarytasy jak bycze jądra. Pogrążone w ciemnościach restauracje mają u gości pobudzić inne zmysły. Oprócz oczywistych, smaku i powonienia, także dotyk. Na czas jedzenia sugeruje się bowiem odłożyć sztućce na bok i rozprostować palce w poszukiwaniu banana smażonego z czosnkiem czy uprażonych robaczków. Przed wejściem w mrok nie wybiera się menu, a jedynie nastrój jedzenia: od komfortowego po dziwaczne (gdyż tylko w ten sposób można odkrywać nowinki na talerzu).

Jak jednak pochwalić się facebookowym znajomym, że było się w dark restaurant? Flesz aparatu zniszczyłby starannie przygotowany klimat, więc wszystko, co może dać światło (telefony, zapalniczki itp.), zostawia się przed wejściem. A przecież zdjęcia robione przez gości to jednak dodatkowa reklama. Millenialsi już teraz kierują się nie tylko rekomendacjami znajomych czy przewodników turystycznych, ale otwierają Instagrama i szukają najlepiej wyglądającego jedzenia w okolicy. Kupują oczami. Ten trend wykorzystuje też Google Maps, gdzie zdjęcia lokali podzielone są na dwie kategorie: klimat (fotografie pomieszczeń) i "z menu". Na miejscu wystarczy pokazać kelnerowi zamówienie na wyświetlaczu telefonu.

4 Możemy się śmiać, że 'sfotografowane lepiej smakuje', ale badacze udowadniają, że tak jest. Robiąc zdjęcie dajemy do mózgu sygnał, że potrawa na talerzu będzie dobra Możemy się śmiać, że 'sfotografowane lepiej smakuje', ale badacze udowadniają, że tak jest. Robiąc zdjęcie dajemy do mózgu sygnał, że potrawa na talerzu będzie dobra

Placki lakierowane

Żeby klientów zachęcić, zdjęcie potrawy musi być naprawdę apetyczne. Właśnie dlatego powstały dwie nowe specjalności: stylista jedzenia i fotograf jedzenia. Dbają o kompozycję potrawy, kolory, odpowiednią trwałość składników, harmonijność tła i oczywiście oświetlenie. - Bez dobrego oświetlenia nie da się zrobić ładnego zdjęcia jedzenia. Przy słonecznej pogodzie wystarczy skorzystać z dużego okna, ale trzeba pamiętać o zasłonce - mówi Połowianiuk.

Taką zasłonką może być firanka czy arkusz kalki technicznej. Chodzi tu przede wszystkim o zmiękczenie światła, które nada fotografii odpowiednie kolory.

- Powinny być nasycone i głębokie, aby przyciągały wzrok. Bardzo ważne jest też zbudowanie klimatu, który pokaże nie tylko zawartość talerza, ale także jego otoczenie: stolik, świece, akcesoria. Bardzo często to właśnie detale budują fotografię kulinarną, np. piękny stół z litego drewna tworzy kapitalne tło - dodaje Połowianiuk.

Niestety jedzenie nie zawsze staje na wysokości zadania. Wtedy trzeba sięgnąć po odrobinę magii. Jakiej konkretnie? Czy ziemniaczane purée wydaje się wam zachęcającym daniem? A  jeśli zabarwimy je na zielono i wsadzimy w wafel, aby udawało lody w rożku, które się nie topią? Już lepiej, prawda? A jak osiągnąć efekt spienionego mleka przy nalewaniu do szklanki? Wystarczy dodać do niego trochę mydlin. Mleko nie będzie się już nadawało do picia, ale przynajmniej będziemy mieli doskonałe zdjęcie.

Podobnie z amerykańskimi naleśnikami, które na opakowaniu zawsze przedstawiane się w czasie polewania syropem klonowym. Zdecydowanie lepiej sprawdza się tu jednak środek do polerowania mebli, który nie wsiąka w placki.

Takie tricki bledną jednak przy grubych milionach, jakie koncerny żywieniowe ładują w badania nad najbardziej zachęcającymi sposobami pokazywania jedzenia. Jednym z bardziej popularnych jest prezentowanie jedzenia w ruchu, np. puddingu w czasie oddzielania kawałka widelcem, a soku w czasie nalewania. Ruch sugeruje bowiem świeżość. Inne wnioski z badań? Bardziej podobają się nam zdjęcia, na których widzimy potrawy, jakbyśmy mieli je zaraz spałaszować - robione tak, jakby aparat był w miejscu naszych oczu. Także przy sztućcach należy przestrzegać fotograficznych manier i umieszczać je po prawej stronie. Większość ludzi jest przecież praworęczna, więc dzięki temu ich umysł zadziała, jakby człowiek chciał chwycić nieistniejącą łyżkę.

5 - Zdarzyło mi się wybrać do restauracji tylko dlatego, że podają piękne jedzenie, które dobrze wygląda na zdjęciach. Ładne jedzenie też bardzo często dobrze smakuje - mówi Maciej Blatkiewicz, bloger i youtuber - Zdarzyło mi się wybrać do restauracji tylko dlatego, że podają piękne jedzenie, które dobrze wygląda na zdjęciach. Ładne jedzenie też bardzo często dobrze smakuje - mówi Maciej Blatkiewicz, bloger i youtuber

Czy tyjemy od patrzenia?

Jak widać, zanim food porn stał się popularny w mediach społecznościowych, już dawno jego tajniki zgłębiły firmy żywieniowe. Tak wielka popularność dzielenia się swoimi własnymi posiłkami jest jednak znakiem obecnych czasów, podobnie jak "selfiaki". Ale czy wpłynęła na jakiś aspekt naszego życia poza koniecznością kupowania telefonów z większą pamięcią, aby pomieściły wszystkie zdjęcia?

Odpowiedź nie napawa optymizmem. Badacze odkryli bowiem korelację pomiędzy oglądaniem zdjęć jedzenia w internecie a wyższym indeksem masy ciała. Dodatkowo brytyjski psycholog zajmujący się percepcją jedzenia, Charles Spence, twierdzi, że czytanie o jedzeniu i oglądanie jego zdjęć stymuluje nasz umysł podobnie, jakbyśmy siedzieli w restauracji, a kelner właśnie stawiał przed nami zamówienie.

Tak więc od samego początku tego artykułu byliście przedmiotami eksperymentu, z którego wnioski będziecie musieli wyciągnąć sami. Czy odczuwaliście pragnienie wstania z kanapy po małą, słodką przekąskę? Czy z trudnością opieraliście się chęci zamówienia burgera przez aplikację?

Jeśli tak, to nic złego. W końcu jesteście ludźmi. Pozostaje mieć nadzieję, że szukając inspiracji kulinarnych w internecie, postawicie na zdrowe jedzenie, które przecież coraz częściej gości w mediach społecznościowych za sprawą tagów #healthyfoodporn, #healthyeating czy #iquitsugar.

Komentarze (2)
Food porn. Chętnie dzielimy się jedzeniem, ale robimy to głównie... online
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: tester

    Oceniono 2 razy 2

    nie ma nic na tej stronie

  • avatar

    Gość: tester

    Oceniono 2 razy 2

    nie działa

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX