Dlaczego zdradzamy w pracy?

- Niektórzy mężczyźni przyprowadzają penisa do seksuologa, tak jak przyprowadza się psa do weterynarza. 'Proszę, oto on. Niech pan go uzdrowi, ja poczekam sobie na korytarzu' - mówi seksuolog Andrzej Gryżewski we właśnie wydanej książce 'Sztuka obsługi penisa'. Wybraliśmy fragment o romansach w biurze i seksie w pracy, wcale nie dlatego, że o tym myślimy.
1 Jaki jest współczesny mężczyzna? Jaki jest współczesny mężczyzna? Fot. Shutterstock

Typowy współczesny mężczyzna

Przemysław Pilarski: - Jakbyś scharakteryzował typowego współczesnego mężczyznę?

Andrzej Gryżewski: - Typowy przedstawiciel naszych czasów przychodzi do mnie do gabinetu niewyspany, zmęczony, zestresowany, z niedoborami testosteronu, ale za to z dużym poziomem prolaktyny, hormonu, który mu narósł pod wpływem stresu. No i jeśli ten mężczyzna ma zbyt mało testosteronu, to często ma również małe libido, problemy ze sztywnością członka i niewielki poziom energii życiowej. Jeśli ma zbyt dużo prolaktyny, a normalny poziom testosteronu, to również odbije się na seksie, a dodatkowo będzie cierpiał na bóle głowy, depresję, nerwice...

Wygląda na to, że nasze czasy jakieś takie niewesołe.

- Na konferencjach seksuologicznych, polskich i międzynarodowych, mówi się ostatnio, że seks jest luksusem. Dlatego coraz więcej osób sięga po używki, uprawiają tzw. chemseks. I co za tym idzie, prowadzą bardzo ryzykowny tryb życia. Wiele osób jest przekonanych o własnej niezniszczalności. Miałem klienta boksera. Cztery godziny snu. Dwa posiłki dziennie. Jeden rano o 7, drugi o 21. W ciągu dnia narkotyki, żeby nie czuć się sennym i żeby na takiej bombie funkcjonować. I on żyje tak od kilku lat.

Jeszcze żyje?

- Jeszcze. Facet przed trzydziestką, a już po jednym zawale. Przyszedł do mnie z zaburzeniami erekcji i pytaniem, czy mógłbym mu dać coś, co by go podkręciło.

Na te zaburzenia erekcji?

- Tak, chciał jakichś prochów na to, żeby mieć znowu wzwód. Bo przecież on tak świetnie funkcjonuje, jest dynamiczny, skuteczny, zorganizowany, tylko z tym seksem coś mu nie wychodzi ostatnio. Myślał, że to może jakaś wada genetyczna. Był bardzo pewny siebie, a ja widziałem człowieka nad przepaścią. Jedną nogą za krawędzią. Powiedziałem mu, że tak naprawdę recepta nie da mu szczęścia.

Nie?

- Nie. Zaproponowałem za to zmianę stylu życia: na skrajnie odmienny od tego, do czego przywykł na co dzień. To by oznaczało jednak pracę nad sobą, więc tyle go widziałem.

Bardzo często mam takich pacjentów. To głównie pracownicy korporacji lub właściciele prywatnych firm, którzy harują ponad siły. Ale przecież nie tylko białe kołnierzyki i biznesmeni tak tyrają. Ludzie siedzą w firmach po 10, 12 godzin. Kompetencje zawodowe nie są jasne, trzeba brać odpowiedzialność za siebie, za innych. Pod wpływem stresu napinają się mięśnie, nawet żołądka, więc mało co są w stanie zjeść. Nawet jak idą na lunch, to wszystko i tak zostaje gdzieś w ściśniętym przełyku, z tego się później robi refluks, problemy z wrzodami itp. To gospodarka rabunkowa, która rujnuje podstawowe filary, na których opiera się seksualność.

Jak taka praca wpływa na seks?

- Wyobraźmy sobie faceta, który wychodzi po tych 10 czy nawet 12 godzinach z pracy. Jest okrutnie głodny. Całe ciało ma ponapinane od siedzenia przy biurku i jest wkurzony, bo spotkało go przez cały dzień mnóstwo stresujących sytuacji. Chciałby to odreagować, najlepiej dynamicznym seksem, ale członek nie współpracuje.

Dlaczego?

- Bo żeby spłynęła krew do członka, ciało musi być rozluźnione, ciepłe, a nie zimne i pospinane. To żelazna zasada w seksuologii.

No więc seks nie wychodzi i robi się jeszcze bardziej nerwowo. Bo jego partnerka myśli, że już go nie podnieca, a on - jak to faceci mają w zwyczaju w takich sytuacjach - zamyka się w sobie i walczy z natłokiem myśli.

Albo przychodzi do domu, ale jest mnóstwo spraw do omówienia, a potem trzeba już iść spać. Seksu nie ma, i co wtedy?

- Takie osoby bardzo często wchodzą w romanse w pracy.

W pracy członek współpracuje?

- W pracy jest bardzo atrakcyjna koleżanka. Zawsze pachnąca, uśmiechnięta, pewna siebie, dobrze ubrana, z elegancką fryzurą, makijażem. Nie ma do niego pretensji, że nie zadzwonił znowu do hydraulika czy że dziećmi się za mało zajmuje. Zaczynają flirtować. Okazuje się, że i jej seks w związku się nie układa. Dochodzi do zbliżenia. I co?

Klapa?

- Skąd! Mają świetny seks, bo są w kontakcie przez kilkanaście godzin dziennie: wymieniają spojrzenia, uśmiechy, uwodzą się, budują napięcie. Nie mają do siebie pretensji, co najwyżej droczą się lekko ze sobą. Czyli robią wszystko to, co robić należy, żeby seksualność dobrze funkcjonowała, a na co nie mają czasu w swoich związkach. Wielu moich klientów mówi, że wyszykowana kochanka w pracy zawsze wygra ze zmęczoną żoną wieczorową porą.

Może powinni w takim razie sprzedać udziały w obecnych związkach i założyć nową spółkę?

- Gdyby pracowali nadal razem, mogłoby to funkcjonować. Ale gdyby na przykład jedno z nich trafiło do innej firmy, historia zatoczy koło. Znowu nie byłoby czasu na seks. Inna sprawa, że niezależnie od okoliczności zawodowych, wchodząc w związek, mogliby się poczuć wzajemnie przez siebie oszukani, widząc siebie nagle zupełnie prywatnie, bez całego tego korporacyjnego sznytu.

Ciekawy jest ten wątek "wizualny", że koleżanka z pracy zawsze wystrojona, a partnerka w domu, jak to w domu, jest ubrana wygodnie.

- Moja klientka jest od trzech lat w związku i zdradza swojego partnera z kolegą z pracy. Sytuacja jest podobna do tej, jaką opisałem wcześniej, z tym, że tutaj dochodzi ten aspekt, o którym wspomniałeś: ona często podkreśla różnicę między kochankiem, menedżerem wysokiego szczebla, a partnerem, który lubi chodzić w starych trampkach i w koszulce z Super Mario Bros.

Niemal identyczna historia była pokazana w świetnym filmie "Kamper". Luzak grany przez Piotra Żurawskiego zaczyna być zazdrosny o bliską relację dziewczyny (Marta Nieradkiewicz) z kucharzem celebrytą (Jacek Braciak).

- No właśnie, to dobry przykład omawianego przez nas tematu. Przy czym to nie jest tak, że ona leci na ten drogi garniak i ekskluzywny samochód. Mimo że mieszka z partnerem, widuje się z nim sporadycznie. A z tym kolegą, a to na dach, a to na prezentacjach, a to w socjalnym, a to na lunchu. Wreszcie szybki seks w samochodzie na parkingu biurowca albo kilka wspólnych nocy z rzędu na wyjeździe służbowym.

A ten drugi siedzi w domu i gra w gry.

- Poczciwy gamoń siedzi w domu i gra w gry na konsoli, a tamten ją nieustannie urabia: kwiaty, modna restauracja, podkręcająca korespondencja na Messengerze, WhatsAppie, GG czy Viberze. Jej obecny związek nie ma szans na przetrwanie w takiej sytuacji, bo w ogóle nie ma mocnego zakotwiczenia.

2 Nowa nadzieja Nowa nadzieja Fot. Shutterstock

Praca albo związek

Z tego, co mówisz, wypływa dla mnie jeden wniosek: praca albo związek, wybór należy do ciebie.

- Niezupełnie. Mam klientkę, która pracuje w dużej firmie konsultingowej. Mówi, że tam aż kipi od seksu. Do tego stopnia, że nawet ona, do tej pory zdeklarowana monogamistka, wdała się w romans z żonatym. A jest u mnie w terapii od roku i w życiu bym nie pomyślał, że może w coś takiego wejść.

Jak to praca potrafi zmienić ludzi.

- Kiedy rozmawiam z pracownikami korporacji, a mam takich klientów coraz więcej, okazuje się, że w ich życiu nie ma innego stanu niż praca. Kiedy ich pytam o jakieś pasje, hobby, nie wiedzą często, co odpowiedzieć. Nie relaksują się, bo mają poczucie, że to marnowanie czasu. Inni z kolei próbują coś robić, ale nie odczuwają z tego powodu radości. Nic nie czują, jakby mieli paraliż układu nerwowego. I to ich dodatkowo frustruje. A ciało cały czas jest napięte, nie ma możliwości rozluźnienia się.

Zaraz, przecież kiedy pójdziesz na siłownię - oczywiście mam na myśli ekskluzywną sieciówkę - zobaczysz, że ponad połowa ćwiczących to pracownicy korpo.

- Siłownia, crossfit, runmageddon, paintball - oni wybierają takie aktywności, bo stan pracy przerzucają na stan relaksu. Tok ich myślenia jest taki: "W relaksie też muszę być skuteczny, odważny, przebojowy, muszę mieć koncentrację, muszę wykazać się wytrzymałością i odwagą". To może wywołuje w nich poczucie odprężenia, ale ciało w ogóle nie relaksuje się w ten sposób. Nie da się żyć tylko tym jednym trybem. To tak, jakbyś będąc ptakiem, machał jednym skrzydłem. Jak będziesz żył tylko jednym stanem, to tylnymi drzwiami ten drugi zacznie ci się wkradać. I oni mówią, że pracują, pracują, niby wszystko jest tak samo, a coraz częściej odczuwają brak zorganizowania, brak koncentracji.

Organizm mówi: nie chcesz mi odpuścić? To ja sam sobie odpuszczę.

- No i niektórzy się poddają. Zgłaszają się z problemami z seksem. Mija kilka, kilkanaście spotkań, zanim dotrze do nich, że nie można głodzić maratończyka. Bo oni wyznają filozofię, że jak maratończyk źle biegnie, to tylko jego wina, że powinien szybciej. Możesz to! Zrób to! Farmer z Australii wygrał maraton bez przygotowania, bo nie znał swoich ograniczeń, to i ty możesz wygrać, przesuwając granicę!

Przeszkody są tylko w twojej głowie! Jakbym słyszał jakiegoś coacha.

- Jak to słyszę, krew mnie zalewa. Cały czas im wciskają, że można więcej, oni to łykają i nie biorą pod uwagę, że ciało i głowa mają swoje granice. A gdy ciało nagle mówi "stop", winy szukają... w sobie. Uważają, że za mało z siebie dali, że są jacyś wadliwi. Dlatego często podkręcają się chemseksem, czyli różnymi narkotykami, dopalaczami, żeby jakkolwiek uczestniczyć w tej seksualności. To z kolei skutkuje problemami kardiologicznymi, neurologicznymi, gastrologicznymi, endokrynologicznymi... Ta historia nie ma końca albo raczej jej koniec może być naprawdę bardzo smutny.

Smutne.

- Dwa główne filary męskości, a przez to i samooceny, to dla nas, facetów: życie seksualne i życie zawodowe. One są ze sobą ściśle powiązane i wzajemnie nieustannie na siebie oddziałują. W seksie nie wychodzi, ale w pracy go doceniają, dobrze zarabia, możliwy jest awans. To jako tako trzyma jego poczucie męskości. I gdy przy tamtym filarze napotka odpowiednie wsparcie w postaci zrozumienia partnerki, sprawa sama się rozwiąże, bez konieczności wizyty u seksuologa.

3 Czy masturbacja jest szkodliwa? Czy masturbacja jest szkodliwa? Fot. Shutterstock

Mroczna strona seksualności

Narkotyki, pornografia - to jest chyba mroczna strona seksualności naszych czasów.

- Pornografia w dużym stopniu zmienia nie tylko funkcjonowanie seksualne, ale też osobowość. Ludzie robią się bardziej egoistyczni, uczą się zaspokajać tylko swoje potrzeby. Do tego dochodzi cyberseks, aplikacje randkowe, a często i ryzykowne kontakty seksualne z internetu, bez prezerwatyw.

Wszystko to zwiększa przedmiotowe traktowanie innych ludzi, nie będących nawet ludźmi, tylko okienkami, które w każdej chwili można zablokować, wyłączyć.

- Kiedyś wiedziałeś, że jeśli chcesz mieć z kimś seks, musisz wejść choćby w krótkotrwałą relację, zbudować poczucie bezpieczeństwa lub znośniej sympatii. Najpierw było poczucie bezpieczeństwa, a potem doświadczanie seksualności. Teraz możesz doświadczyć seksualności, nie budując żadnej relacji. Wystarczy, że wejdziesz na portal erotyczny, gdzie są kamerki, zapłacisz, i już masz bezpośrednią relację seksualną z kimś, kogo pierwszy raz widzisz na oczy. I ta osoba już jest naga, już chce się z tobą masturbować.

Seksualny fast food.

- Jak chcesz czegoś więcej, to nie musisz chodzić na 20 randek, wystarczy wyhaczyć kogoś z Tindera. Albo wejść na czat i nieraz po kilkudziesięciu minutach możesz szykować się na bezpłatny i niezobowiązujący seks gdzieś na mieście.

No to super, nie ma problemu z tym szybkim seksem.

- Nie ma problemu? Problem jest - taki, że my, ludzie, potrzebujemy do seksu poczucia bezpieczeństwa. Ono się buduje w trakcie randkowania. Pomijając ten etap, rzucamy się na głęboką wodę i toniemy, dostając skurczu. Toniemy zaburzeniami erekcji, toniemy przedwczesnym wytryskiem, brakiem orgazmu itd.

Jeszcze wracając do tych ludzkich okienek w aplikacjach, które tak łatwo blokować. Przecież to działa w dwie strony...

- Kiedy skaczesz z kwiatka na kwiatek, nie angażujesz się, partnerki czy partnerów traktujesz przedmiotowo, jak kolejne profile w aplikacji, to wszystko jest z twojego punktu widzenia w porządku. Ale jak nagle spotkasz kogoś, z kim zechcesz wejść w relację, kiedy nagle pojawia się u ciebie zaangażowanie, a tamta osoba przestaje odzywać się po jednej nocy, czujesz się użyty. Gdy dotknie nas ostrze używania, to nagle przypominamy sobie o podmiotowości i myślimy: "No, kurde, to jest niegodne człowieka". Ponadto nigdy nie wiesz, kiedy się zaangażujesz. Może cię to zaangażowanie dopaść w najmniej spodziewanym momencie.

I to jest ten moment, kiedy facet postanawia iść do terapeuty po pomoc?

- My, mężczyźni, jesteśmy wychowywani tak, że powinniśmy sobie z kłopotami radzić sami. Wychowują nas do konfrontacji, eksploracji terenu, ścierania się, a co za tym idzie, do samodzielności, autonomii i niezależności.

Ja bym nie przesadzał z tym wychowywaniem do niezależności. Ale zgadzam się z konfrontacją.

- Mówię stereotypowo i zgodnie z tym myśleniem kobiety wychowywane są bardziej do kooperacji, empatii.

No i co taki wojownik robi, kiedy penis odmówi mu posłuszeństwa w łóżku?

- Kiedy u mężczyzny pojawiają się problemy - w seksie czy w życiu - włącza się pierwotny mechanizm "walcz albo uciekaj". Kiedy mamy życiowe problemy, to częściej włącza nam się "walcz". O dziwo, kiedy te problemy pojawiają się w sferze seksualności, częściej włącza się "uciekaj". To jest potwierdzone w badaniach, bo tylko 8% mężczyzn z problemami z seksem przychodzi do specjalisty. Reszta, czyli 92%, ma swoje niby "sposoby", które jednak prowadzą ich na manowce!

Reszta czeka, aż się samo poprawi?

- Aż się samo poprawi, albo aż partnerka czy partner zapomni o seksie. Dr Dariusz Skowroński, który jako seksuolog pracuje w Kraju Kwitnącej Wiśni, opowiadał nam na seksuologicznej konferencji w grudniu 2017 roku, że w Japonii już 46% par w ogóle nie współżyje z sobą!

Można poczekać, aż partnerka zapomni o seksie? Można. Japończykom się to udaje.

- No właśnie. W sytuacji kłopotów z seksem mężczyźni unikają lub bagatelizują problem, angażują się w pracę, w pozorną seksualność, np. w pornografię. Wielu bierze jakieś podejrzane, a niestety łatwo dostępne suplementy i inne specyfiki. Podkreślam, że grupy przestępcze w Polsce zarabiają kokosy na produkcji podrabianej viagry.

Pewnie schodzą w internecie jak świeże bułki.

- Jakbyś zgadł! Panowie naiwnie wierzą, że dzięki jednej tabletce wróci im rujnowana przez lata sprawność seksualna. Sięgają po te rozwiązania pod wpływem reklam. Nie konsultują się z nikim, bo mężczyźni są bardzo samotni w swoich problemach z seksem. Nie pójdą przecież do kumpla i nie powiedzą: "Stary, pojawiły mi się zaburzenia erekcji, co z tym zrobić?".

Boją się, że zostaną wyśmiani.

- Męska przyjaźń jest często napędzana przez rywalizację - znowu mówię to stereotypowo. Ale te stereotypy pracują w naszych głowach, pozornie mają oszczędzać energię, której wymagają dogłębne analizy, mówią nam, jak mamy żyć i wyrządzają wiele szkód.

Czy ten wstyd jest kulturowy, czy wrodzony?

- Nasza kultura mówi wprost: facet powinien być twardy. Nie płacze, wszystko ogarnia, ze wszystkim sobie poradzi. A jego członek jest jak radziecki czołg: przejedzie przez las, rzekę, pole i dom. Dojedzie aż do Berlina. Więc udajemy, że tematu nie ma. Efektem tego są sceny, które bardzo często obserwuję w swoim gabinecie:

Wie pan co, panie Andrzeju, ja to mam taki problem, że pan jeszcze chyba o czymś takim nie słyszał.
Tak? To ciekawe. Proszę o tym opowiedzieć.
Mam zaburzenia erekcji.
Hasztag kurtyna.

To musi dość mocno wpływać na samoocenę.

- Samotność współczesnych mężczyzn powoduje, że wielu - ba! większość z nich - jest przekonanych, iż tylko oni mają przedwczesny wytrysk, obniżony popęd seksualny czy zaburzenia erekcji właśnie. Są więc wadliwi, nie spełniają norm męskości. Jako jedyni na świecie. Samotni jak palec.

4 Dr Tomasz Witkowski: Na początek pacjent powinien zobaczyć certyfikat terapeuty i sprawdzić, czy jest psychologiem lub lekarzem Dr Tomasz Witkowski: Na początek pacjent powinien zobaczyć certyfikat terapeuty i sprawdzić, czy jest psychologiem lub lekarzem Fot. 123RF

8 procent

W końcu jednak te osiem procent przychodzi do terapeuty. I kiedy przychodzą do ciebie, to jednak przychodzą do faceta. Nie boją się męskiej rywalizacji?

- Wielu się boi i dlatego pierwsze kilka, kilkanaście spotkań to zdzieranie powierzchownych masek, za którymi się kryje ich prawdziwe ja. Sporo też zależy od tego, jakie się miało relacje z matką i ojcem.

Czemu?

- Ci, którzy mieli ojca despotycznego, krytycznego, pójdą raczej do seksuolożki. Będą bali się, że terapeuta mężczyzna ich skrytykuje, wyśmieje. Albo jak przyjdą do seksuologa, to pod innym sztandarem. Z czymś, co nie jest wstydliwe, czyli nie z seksem, tylko na przykład z tym, że reagują złością na rozczarowania życiowe. Albo że przeczytali gdzieś mój artykuł, słyszeli mnie w radiu, przeczytali naszą poprzednią książkę - i chcieliby dopytać o kilka rzeczy.

Czyli to taka zabawa w chowanego.

- Przychodzi klient i opowiada, że ma obniżony nastrój, że czuje smutek, że lęk, że coś tam. I gdzieś na końcu pojawia się, że ma zaburzenia erekcji, jako w sumie nic takiego ważnego.

Tak jakby istniały problemy właściwe i niewłaściwe. Mniej i bardziej ważne.

- Nie ma właściwych czy niewłaściwych problemów. Zaburzenia erekcji nie są totalną katastrofą, tak jak depresja nie jest totalną katastrofą. Ale przede wszystkim, w żadnym z tych wypadków, nie ma się czego wstydzić.

Czasem słyszę od klientów: "Ja myślałem, że pan mnie wypędzi po tej pierwszej wizycie, że pan mnie wyśmieje. Że jestem skończony jako facet lub że powinienem wziąć się w garść". [...]

A kim są ci faceci, którzy trafiają na terapię? Te osiem procent?

- Nie są to zazwyczaj ludzie wybitnie odważni czy otwarci. Oni zwykle przebyli długą drogę, żeby znaleźć się w tych ośmiu procentach. Bardzo często seksuolog, specjalista to dla nich ostatnia deska ratunku. Bo albo kupowali suplementy online lub w sex-shopach, albo próbowali seksu poza związkiem, w tym płatnego, uciekali w pornografię, masturbację. I doszli do ściany. Nie wszyscy z nich, ale zdecydowana większość. I w tym momencie przychodzą do mnie.

Więc psychoterapeuta czy seksuolog dla wielu jest aktem desperacji, a nie pierwszą pomocą.

- Niestety tak. Ten wstyd związany z naszą seksualnością przekłada się też na relacje z lekarzami. Według badań 80% pacjentów nie mówi o problemach z seksem lekarzom pierwszego kontaktu. A przecież to im powinniśmy mówić im o wszystkim, co nas niepokoi zdrowotnie. Nie, mężczyźni czekają, że może lekarz sam zapyta...

Mnie żaden nigdy nie pytał o takie rzeczy.

- A gdy zapytano o to internistów, to okazało się, że ponad 60% z nich uważa, iż to pacjent powinien sam z tym wyjść. Pacjent czeka, aż zapyta lekarz, lekarz czeka, aż zapyta pacjent.

Groteskowa sytuacja.

- Jak w dowcipie "przychodzi baba do lekarza, a lekarz też baba". Tymczasem zaburzenia erekcji wyprzedzają o dziesięć lat inne kłopoty zdrowotne, na przykład problemy kardiologiczne, układu oddechowego, cukrzycę, zaburzenia tarczycy itd. O dziesięć lat, więc to jest bardzo cenna informacja dla internisty, ale wielu lekarzy nie pyta o funkcje seksualne pacjenta, ponieważ boją się go zawstydzić.

Z kim mężczyźni szczerze rozmawiają o swoich problemach?

- Z nikim. Seksualność wiąże się z takim wstydem, lękiem i niepewnością, że mężczyźni nawet z partnerkami nie dzielą się tym, że podejrzewają u siebie jakiś problem. Nie mówią: "Kurde, wiesz co, ja chyba dzisiaj nie dam rady", bo obawiają się, że zostaną zdeprecjonowani. Tak jakby ich tożsamość lub związek zależały tylko od seksu. A często przecież seks jest jednym z kilku, kilkunastu fajnych elementów związku, ale nie jedynym!

Nie mówią i poświęcają się dla dobra źle pojętej sprawy.

- Dokładnie tak. Gdy słyszę: "Jest pan pierwszą osobą w moim życiu, której mówię o problemach z seksem", to wiem, że w dużej mierze psychoterapia będzie polegała na pracy z toksycznym wstydem, który trzyma w klinczu seksualność klienta. A wierz mi, że nagminnie słyszę coś "jako pierwszy". I wierz mi, że często są to typowe sprawy, o których powinno się powiedzieć partnerce, żonie, przyjacielowi lub bratu.

Jakie na przykład?

- Lęk dotyczący starzenia się, posiadania dzieci, wzięcia ślubu, lęk przed śmiercią, poczucie nieatrakcyjności, niemożności znalezienia sobie satysfakcjonującego związku, obawy przed wprowadzeniem zmian. Przecież tego doświadczamy wszyscy, na różnych etapach w życiu. I moi klienci, i ja, i ty, i prezydent Polski. Nie powinniśmy czekać, aż życie nas przyprze do muru i zmuszać się wtedy do pójścia do specjalisty. Profilaktyka jest ważniejsza niż leczenie.

Ale pewnie są też mężczyźni, którzy przychodzą tu do ciebie wcześniej. Z własnej, nieprzymuszonej woli.

- Oczywiście. Na przykład ci, którzy wchodzą w nowy związek i nie chcą zawieść partnerki, a już zaobserwowali u siebie jakieś problemy z seksem. Albo single, którzy nie chcą przechodzić na seksualną emeryturę, skądinąd bardzo słusznie. Emerytami jesteśmy tylko dla ZUS-u. [...]

Można się jakoś przygotować do pierwszej wizyty?

- To bardzo ważne pytanie. Z klientami, którzy zostali wydelegowani przez partnerkę albo przyszli do mnie impulsywnie, sytuacja jest taka, że facet przychodzi i patrzymy na siebie, i patrzymy, i patrzymy... Bo on nie za bardzo wie, z czym przyszedł. Jak go podpytuję, to on czuje się zaatakowany. Raz jeden pan wręcz obraził się na mnie, że pytam go o sprawy związane z seksem.

A jakich pytań się spodziewał?

- Mówię: "Gdyby pan przyszedł do stomatologa i stomatolog zapytałby pana o seks, to sytuacja byłaby nietypowa. Ale jeśli pan przychodzi do seksuologa, to jest pewne prawdopodobieństwo, że będę rozmawiał o seksie". On mówi: "No tak, ale tak na pierwszych sesjach już o seks pytać?". Oczywiście staram się uwzględniać wstyd i wrażliwość klientów.

To jak z tym mitem o randkach, że dopiero na którejś z rzędu można złapać za pierś.

- Generalnie klientów podzieliłbym na dwie grupy: tych, którzy przychodzą z impulsu i tych, wydelegowanych przez partnera, partnerkę, którzy czują się wypchnięci do tablicy. Oni są zaskoczeni, że u seksuologa rozmawia się o erotyce, o fantazjach, o tym, jak funkcjonuje członek, i tak dalej. Pracuję z nimi nad motywacją: dlaczego pan tu przyszedł, co ma pan do stracenia? Wtedy zaczynają mówić o powodach, dla których u mnie się znaleźli.

Komentarze (67)
Dlaczego zdradzamy w pracy?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: maruda

    Oceniono 105 razy 37

    W mojej firmie pani w takim mini jak na zdjęciu na pierwszej stronie poszła by się przebrać. Za drugim razem by sobie poszła na zawsze . I nie chodzi tu o te mini ale o brak rozumu. Jeżeli dorosła osoba nie potrafi się ubrać odpowiednio do sytuacji to raczej pracownika z niej nie będzie .Amen.

  • avatar

    dorbi

    Oceniono 31 razy 29

    Ludzie grają, kłamią, oszukują nie znają takich pojęć jak szczerość, honor, kultura osobista oraz najważniejsze, wstyd. Najgorsze co może spotkać polskiego maczo z korporacji to prawda o nim samym. Wystarczy rzucić cień na prawdomówność delikwenta i wybucha jak wariat. Popatrzcie na polskich polityków. Nikt nigdy nie przyznaje się do błędów. Tylko wykręty do upadłego. Nie da się tego pogodzić ze zdrowiem. Nie ma tabletki na marność człowieka, a w Polsce honorowi ludzie, nie kłamiący prosto w twarz to rarytas. Jak masz czyste sumienie to hydraulika będzie działać jak należy. Nie bez powodu budowlaniec bez kompleksów będzie wybitnym kochankiem, nawet po 10 godzinnym szpachlowaniu ściany. Dlatego bo uczciwie zapracował na chleb i nikomu nie nakłamał.

  • avatar

    Gość: Cato Starszy

    Oceniono 45 razy 27

    W każdej korpo, w której byłem, nie widziałem seksu... może źle się rozglądałem, ale wyjazd służbowy czy integracyjny to nie był jak film porno. Za wyzywający strój w każdym miejscu można było wylecieć z roboty, za nieodpowiednie zachowanie faceta - również. Kiedy nagle dwie osoby w firmie miały się ku sobie, natychmiast ktoś to wyłapywał - wszystko ok, jeżeli to były dwie samotne osoby. Gorzej, jak każdy wiedział, że ten ktoś ma partnera. Mnie się to nigdy nie przytrafiło, nawet będąc singlem - lol. Artykuł przerysowany i bankowo część wyssana z palca.

  • avatar

    shane00

    Oceniono 54 razy 26

    Nieśmiało zauważę że kobietę a łóżku można - a nawet nalezy - zaspokajać nie tylko penisem. Pytanie czy facet chce naprawdę zaspokoić kobietę czy raczej własne ego

  • avatar

    Gość: ZX SPECTRUM

    Oceniono 30 razy 10

    10 lat pracuję w korpo i żadnego seksu tam nie widziałem, za to widzę przede wszystkim głupie gierki głównie ze strony bab, na imprezach nudy szkoda na nie czasu, poza tym jedna drugą obserwuje ile z kim gada, gdzie wychodzi kiedy wraca, inwigilacja jest taka że nie dziwię się historii z opowieści kolegi (spoza pracy) którego znajomy bzyknął na szkoleniu firmowym 2 tygodniową mężatkę w aucie na parkingu. 15 min rchania i z powrotem, żeby nikt się nie zorientował a doszło do tego tylko dlatego że jakaś pinda chciała się puścić z przystojniaczkiem.

  • avatar

    ochujek

    Oceniono 23 razy 7

    No cóż na katechezie tego nie uczą. Najwyżej starszej młodzieży zalecają modlitwy przed i po. Oczywiście gdy będą po ślubie, bo inaczej to grzech śmiertelny. Tak wygląda edukacja seksualna w szkołach. Antykoncepcja też jest grzechem.

  • avatar

    ale_mi_stoi

    Oceniono 35 razy 7

    Pytanie: Ile cm ma twój członek w stanie wzwodu?
    Odpowiedź: Nie wiem.

    Pytanie: Jak to nie wiesz? Dlaczego?
    Odpowiedź: Nie wiem, bo cała krew mi do niego odpływa, i omdlewam.

  • Pawel P Bromann

    Oceniono 14 razy 6

    Nie mam pojecia co Wy tam w Polsce wyprawiacie, ale ciagle plucie na korporacje, albo kolejne bzdety...

    W UK wieszkosc pracodawcow, to potezne firmy, ktore lokuja swoj kapital na calym swiecie i autenczynie nie slyszy sie tutaj takich bzdur!!
    W mojej pracy musze byc w kontakcie z naszym oddzialem w PL i musze przyznac, ze sposob pracy, lub wyslawiania sie o innych jest przerazajacy... Potezne firmy/korporacje nie sa pieklem na ziemi - to ludzie i ich brak standardow doprowadzaja do przeroznych, najczesniecj negatwynych sytuacji.

    Co za bzdety e.g. 'Rzucila prace w korpo i hoduje rzodkiewki' etc. Ale kto Ci karze gdzies pracowac ? Po co w ogle zaczynac prace w duzej firme...

  • avatar

    rajqu

    Oceniono 4 razy 4

    Gdzie sie mieszka i pracuje tam sie chu..em nie wojuje

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX