Jak jest na prawdziwej orgii? Byliśmy w klubie dla swingersów

Kluby dla swingersów są fantazją. Na pewno dla większości z nas. I dla wielu taką fantazją pozostają. Ja postanowiłem przekonać się, jak jest na prawdziwej orgii i przeprowadziłem dziennikarskie śledztwo.
1 Podczas imprez dla swingersów należy pamiętać o antykoncepcji Podczas imprez dla swingersów należy pamiętać o antykoncepcji Fot. Shutterstock

"Wszystko można, nic nie trzeba"

Iść samemu? Jako dojrzały singiel? Bez sensu. Na całym świecie kluby dla swingersów są odwiedzane przez mężczyzn i kobiety w dalece nierównych proporcjach. Panów zawsze bywa w nich więcej. Nie czas i miejsce, by rozważać tutaj, dlaczego tak się dzieje, ale takie są fakty. Zatem wizyta samemu, by tę męską przewagę jeszcze powiększać, od początku nie wchodziła w grę.

Postanowiłem zatem wybrać się z partnerką, jako para. "Tak będzie bezpieczniej i bardziej naturalnie" - pomyślałem. Plus odpadła konieczność siedzenia kołkiem w kącie i zastanawiania się, czy jakiekolwiek nawiązanie kontaktu nie zostanie uznane za napastliwość nowicjusza, który wpadł tylko po to, by sobie pobzykać. Plus cena: panie do klubów wchodzą za darmo, pary za 150-200 zł, najgorzej mają właśnie męscy single, których przyjemność imprezowania w tym stylu kosztuje najwięcej - 250 zł. Nie chciałem przepłacać. Otwarta partnerka nie tylko się znalazła, ale i zgodziła. "Nie będziemy szaleć, zobaczymy co i jak, raczej zaspokojenie ciekawości niż żądzy" - moje argumenty okazały się dla niej przekonujące. Zapadła decyzja, że idziemy!

Pozostało wybranie miejsca. W Warszawie są trzy, cztery kluby swingerskie, trochę zależy jak liczyć. Kilka jest na Śląsku, tam bywa sporo obcokrajowców, ze względu na bliskość granicy. Są takie kluby w Krakowie i pod Gdańskiem, leżą na uboczu miast. Postawiłem na stołeczną ofertę.

Przygotowania zacząłem od lektury regulaminu. Chciałem, żeby lekcja została odrobiona przed wejściem do klubu, a nie na wejściu. Potem okazało się, że to był dobry pomysł, chociaż wyjaśnianie mi zasad przez faceta z obsługi i tak trochę zajęło (główna zasada: "Wszystko można, nic nie trzeba". Wykluczone są wszelkie formy przemocy, nakłaniania kogokolwiek do czegokolwiek wbrew jego woli i tego typu - w sumie - oczywistości). Wybrałem koszulę, wyprasowałem bokserki. Partnerka zdecydowała się na mocniejszy makijaż, erotyczny gorset, pończochy i prześwitujące figi. Była lodowata noc, więc w drodze w kurtkach wyglądaliśmy oboje całkiem normalnie, jak na wyjściu do dyskoteki.

2 Pokoje tortur znajdziemy w wielu klubach dla swingersów Pokoje tortur znajdziemy w wielu klubach dla swingersów Fot. ZUMAPRESS/FORUM

Miejsce akcji

Jak wygląda taki przeciętny klub swingersów? No cóż, są mniejsze, gdzie wszystko dzieje się na powierzchni 200 do 300 m2 , są większe, trzypoziomowe wille albo nawet kluby o powierzchni 900 m2, z trzema barami (na każdym poziomie jeden). Nie są to dyskoteki czy imprezownie, jakie znacie. O ich lokalizacji nie informuje żaden krzykliwy baner. Bywalcy wiedzą, gdzie się mieszczą, nowicjusze dostają maila z adresem po dokonaniu rezerwacji. Są zawsze ukryte. Czasami, jak ten, który ja wybrałem, mieszczą się w okolicy naprawdę niewskazującej na to, że wewnątrz odbywa się seksualna orgietka. Ot, zwykłe stołeczne blokowisko.

Muzyka jest nieco cichsza niż w dyskotece. Panuje przyjemny półmrok. Dominują kolory czarny i czerwony. Sporo jest skórzanych sof i kanap. W każdym razie od razu poczułem, że to klub organizujący seks-party, a nie klubokawiarnia. Na wejściu zapłaciłem za wstęp i dostałem kluczyk do szafki. Tam się przebrałem, zrobiła to też moja towarzyszka. W każdym klubie, także w "moim", obowiązuje specyficzny - i obowiązkowy - dress code. Panie poruszają się w erotycznej bieliźnie, butach na obcasach, strojach fetyszowych. Mogą też chodzić nago, jeśli taką mają ochotę. Panowie mają obowiązek założyć majtki (bokserki, slipy) i koszulę bądź T-shirt.

Krótka przechadzka po klubie (była 21.00, impreza dopiero się rozkręcała) pozwoliła mi zobaczyć kilka pokoi z łóżkami, w tym jeden z wodnym, jacuzzi, dwie sauny (parową i fińską), prysznice. Plus pokój "tortur", czyli coś dla fanów BDSM. Pokoje nie są zamykane, każdy swobodnie może zajrzeć, bądź to odsuwając kotarę, bądź to przez specjalne okienka-wnęki (bez szyb). Są też trzy przestrzenie wspólne, z dużymi wygodnymi sofami. Jedna z nich ma na środku rurkę, na której panie mogą popisywać się, tańcząc pole-dance. Panom tego nie wolno, o czym poinformował mnie przyjazny barman-gospodarz-przewodnik.

Jednym z centralnych miejsc jest oczywiście bar, a w większych klubach bary, których jest zwykle kilka. Obok niego w moim klubie znajdował się stolik z kanapeczkami i słonymi przekąskami. Bar jest tradycyjnie pierwszym miejscem, do którego udają się goście, a już zwłaszcza nowicjusze. Alkohol jest najstarszym znanym ludzkości lekiem przeciwlękowym. I wciąż najskuteczniejszym. Karta drinków jest klasyczna, ceny niewygórowane, jak w każdej dyskotece czy klubie na poziomie. Nie zdzierają, ale też nie polewają za darmo, powiedzmy standard. Ja zamówiłem Cuba Libre, partnerka poprosiła o Cosmopolitan. 

3 Swing - dla wielu to wciąż tylko fantazja Swing - dla wielu to wciąż tylko fantazja Fot. Getty Images

Stali bywalcy

Tak to wygląda na dzień dobry, ale chyba ważniejsi są ludzie. Ich obserwacja jest najciekawsza. Podekscytowany, chciałem ich zaatakować od razu pytaniami: "Po co, dlaczego, od kiedy". Jak się jednak okazało, odpowiedzi przyszły same, nie musiałem się o nie specjalnie starać. Ludzie w klubie, a było kilkadziesiąt osób (ok. 50-60, więc sporo), sami zaczepiali, dosiadali się, opowiadali. Pewnemu Portugalczykowi, w Warszawie na wyjeździe służbowym, doskwierała bariera językowa. Był bardzo przyjazny, ale nie mógł nawiązać kontaktu z paniami w palarni, bo akurat żadna nie znała angielskiego. Trochę mi się go zrobiło żal. Jak się potem okazało, niepotrzebnie. W jacuzzi przybysz skutecznie użył bowiem mowy ciała, by dogadać się z inną panią. Udało im się na tyle skutecznie, że woda zaczęła buzować już nie tylko od pompujących ją dysz.

Niesamowite jest wyczucie stałych bywalców, którzy momentalnie namierzają "nowych", czyli debiutantów, w tym przypadku mnie i moją partnerkę. Oni po prostu to wiedzieli. Prawdopodobnie przyglądając się mojemu zaskoczeniu, dość nieśmiałemu poruszaniu się po wnętrzach. Szeroko otwartym oczom. Nieśmiałości i - nie ma co ukrywać - strachowi.

Przysiadali się więc i sami z siebie zaczynali zadawać pytania i udzielać odpowiedzi na pytania niezadane.

- Część, jesteście pierwszy raz?
- Uhm.
- Fajnie, co was tu sprowadziło? Jesteście parą? Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić, dziś jest sporo osób. Ja przychodzę tu od 4 lat, zapowiada się fajna impreza, hahaha.

Po takiej krótkiej konwersacji, facet w średnim wieku, w typie szczupłego księgowego, opisał reguły panujące w klubie. Nie pytałem o nie, bo przecież wcześniej czytałem regulamin. Ale jak chciał mówić, to mu grzecznie nie przerywałem. Jego monolog szybko przerodził się we wspominki z jego najlepszych imprez. Tym bardziej, że po chwili dosiadł się drugi singiel, wysoki brunet, jak się okazało znajomy pierwszego.

- Liczba osób nie gwarantuje dobrej zabawy. Raz byłem na imprezie, gdzie 70 osób siedziało jak na tureckim kazaniu. Ze trzy parki baraszkowały, a reszta się przyglądała i piła. A pół roku temu wpadłem na imprezę, na której było 8 osób. Skończyliśmy o 5 rano, a w tym czasie zaliczyliśmy chyba wszystkie możliwe konfiguracje.

Wtedy padło kilka pikantnych żartów, ale wypowiedzianych naprawdę swobodnie. Wysoki brunet przypomniał sobie, że to chyba wtedy na imprezie była jego żona. - Oj była, była. I to jak była - zaczął się śmiać "księgowy". - A ty byłeś w niej - wszedł mu w słowo kolega.

Wtedy zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Pomyślałem, że jestem z przepiękną kobietą, zdecydowanie najseksowniejszą w klubie. Zrobiłem się nieufny wobec obu rozmówców. Jakiś diabełek w głowie podpowiedział mi, że ta otwartość dwóch singli wobec nas "nowych" jest podyktowana chęcią zmiękczenia nas już na wstępie i "zabukowania" sobie do łóżka mojej partnerki, ewentualnie jej wraz ze mną na seks we czworo.

Czy tak było naprawdę? Trudno powiedzieć, tak mogło być. A może wcale nie, bo kiedy po dopiciu drinka odszedłem od stolika, z partnerką pod ramię, by udać się do jacuzzi, obaj panowie powiedzieli po prostu: "No to witajcie w klubie, bawcie się dobrze", po czym poszli w swoją stronę, do baru. Żaden z nich nie sprawiał wrażenia zawiedzionego.

4 W klubach dla swingersów są różne rodzaje imprez W klubach dla swingersów są różne rodzaje imprez Fot. Shutterstock

Kto tu przychodzi?

Kluby swingersów to fantazja. Przed wizytą większość ludzi wyobraża je sobie w jakiś sposób. Zazwyczaj idealizując. Moja partnerka - jak już powiedziałem: piękna kobieta - była na przykład przed wizytą onieśmielona tym, że będzie musiała poruszać się po klubie półnaga. Chociaż ciało ma takie, że faceci oszaleli, co dało się wyczuć. Z kolei ja wcześniej naoglądałem się głupot w sieci, więc byłem przekonany, że nie będę miał żadnych szans w konkurencji z adonisami w typie Brada Pitta. Byłem przekonany, że do swingers-klubu przychodzą tylko przystojniaki.

No nie, na miejscu okazało się, że to wcale tak nie wygląda. Po klubie przechadzają się zwykli ludzie, jakich spotyka się na mieście, w dyskotece, wszędzie. Zobaczyłem piękną kobietę w siatkowym body opinającym obfity biust. Uśmiechniętą i zalotną. Zobaczyłem i taką nieco mniej doskonałą, ale za to swobodną, po której widać było, że jej ciało nie jest czymś, na punkcie czego ma kompleksy.

Pojawiło się kilku dobrze zbudowanych facetów, w typie dyskotekowych ochroniarzy. I ze dwóch wąsatych grubasków. Stosunkowo najwięcej było bywalców siłowni, z rozbudowaną muskulaturą, pokrytych tatuażami. Wśród pań zwróciły moją uwagę dwie dziewczyny, chyba koleżanki, obie w typie pensjonarek. Panie miały okulary, wyglądały jak doktorantki z wydziału filozofii. Mój dysonans poznawczy potęgował ich strój: prześwitujące majtki i seksowne staniki. Nie wyglądały na nowicjuszki, ale także nie emanowały seksapilem. No, może jedna była nieco bardziej zadziorna. Ta, która potem w jacuzzi zaprzyjaźniła się z Portugalczykiem.

Do klubu można wejść z ulicy, jeśli się wie, gdzie się mieści. Można dokonać rezerwacji, uprzednio dowiadując się, jaka danego dnia odbywa się impreza. A tych jest kilka rodzajów. Na przykład w niedziele przychodzą goście na chill-out, żeby się wyluzować, posiedzieć w saunie. Seksu jest wtedy mało. Są imprezy tylko dla par (single nie mają wówczas wstępu), są takie dla par i kobiet bi. Najbardziej standardowe są seks-party, na które przychodzi każdy, kto ma ochotę - pary, singielki, single. Najostrzejsze są gangbangi. Takie imprezy to zawsze spora przewaga liczbowa facetów i obecność pań, które przychodzą "po konkret" (jak powiedział mi jeden z rozmówców przy stoliku). - Jest wtedy dużo seksu i duża rotacja partnerów. Panie wychodzą zwykle na miękkich nogach. Bo tego właśnie oczekują. Single są przeszczęśliwi, bo nie wychodzą z niczym - wyjaśnił Krzysiek (tak się przynajmniej przedstawił).

5 Imprezy dla swingersów odbywają się nie tylko w klubach Imprezy dla swingersów odbywają się nie tylko w klubach Fot. Shutterstock

Można też w domu

Jak się dowiedziałem podczas pogawędki w saunie i jacuzzi, wielką konkurencją klubów dla swingersów są domówki. Imprezy swingerskie, ale aranżowane w sieci. Ich przewaga jest taka, że nie ma na nich osób przypadkowych. - Bywam na domówkach. Umawiamy się w sieci, przede wszystkim na Zbiorniku (portalu dla osób..., hmmm, dla dorosłych). Organizujemy imprezę albo wynajmujemy mieszkanie na imprezę, no i się bawimy. Reguły ustalamy wcześniej, poznając siebie i swoje preferencje na czacie. Są więc domówki, na których dwie pary spotykają się i wymieniają partnerami, a są też takie, na których kobieta spotyka się z kilkoma facetami - opowiedział mi wytatuowany, łysawy facet.

Przewaga tego typu imprez nad imprezami w klubach? Mój rozmówca stwierdził, że podstawowa jest taka, że wszystko ustala się wcześniej, w sieci bądź telefonicznie. - No a w klubie samo ustalenie tego, o co komu chodzi, trwa wieczność. Oczywiście z obcymi - powiedział.

No właśnie. Kilka rozmów wystarczyło, żebym zorientował się, że w klubach dla swingersów bywają też osoby, którym nie zależy na przypadkowych znajomościach, ale raczej na spotkaniach z poznanymi wcześniej osobami, dzielącymi ich preferencje. Poznaliśmy parę, która klub odwiedza od ponad dwóch lat. Dziewczyna powiedziała, że w czasie 15 wizyt nigdy nie uprawiali seksu z nikim obcym. - Kochaliśmy się ze sobą, podglądaliśmy innych, pozwalaliśmy innym sycić oczy naszym seksem. To nam wystarczało. Wreszcie przekroczyli granicę, ale nie z kimś obcym, tylko "oswojonym". Zabrali do łóżka najpierw poznaną dużo wcześniej koleżankę. - Kolejnym razem poszliśmy z parą przyjaciół i nastąpiła pierwsza wymiana partnerów - opowiada szczupła blondynka, koło trzydziestki. Okazało się, że spodobało im się na tyle, żeby imprezę zaliczyć do udanych, ale nie na tyle, by teraz robić tak już za każdym razem.

- Zamierzamy przychodzić tu tak jak do tej pory, we dwoje. A tylko czasami w większym gronie - usłyszałem.

6 Antykoncepcja to w klubach dla swingersów podstawa Antykoncepcja to w klubach dla swingersów podstawa Fot. Shutterstock

Co z tym seksem?

No dobrze, ale co z tym seksem, zapytacie. Jak wygląda seks w klubach swingerskich? Cóż, akurat seks wygląda jak seks. Trochę jak na filmach dla dorosłych, a trochę, jak wasz seks w waszych łóżkach. Czyli fajnie i zwyczajnie. W jednym z pokoi para kocha się od kilkunastu minut. Nie wiem, czy poznali się w klubie, czy byli parą wcześniej. W innym, większym pomieszczeniu, obok siebie kochają się dwie pary. Partner dość niespiesznie, acz precyzyjnie, zaspokaja kobietę od tyłu. Obok pani robi laskę facetowi, który nie ma prezerwatywy. Wnioskuję, że są parą poza klubem. W tego typu miejscach nikt nie kocha się bez zabezpieczenia (no, chyba że stałe pary właśnie), prezerwatywy są porozkładane wszędzie, tak jak i lubrykanty.

Był seks (a raczej wstęp do niego) w jacuzzi - Portugalczyk wyglądał na szczęśliwego, a pokój BDSM podczas naszej wizyty nikogo nie skusił. Ja byłem "w pracy". Albo obserwowałem, jak zachowują się ludzie, albo z nimi rozmawiałem. Z partnerką trafiliśmy do jacuzzi i wygrzaliśmy się w saunie. Wzięliśmy prysznic, wypiliśmy kilka drinków, długo gadaliśmy o tym, co widzimy. Ją ekscytowało raczej otoczenie i wystrój wnętrz. Mniej ludzie. Dla mnie ich zachowanie było najciekawsze. Niektórzy byli nieśmiali, inni wręcz przeciwnie, chodzili po klubie jak łowcy. Kobiety okazały się być bardziej wyzwolone, niż się tego spodziewałem. No ale w sumie chyba można było tego oczekiwać, nie przemyślałem tego wcześniej. Przecież do takiego klubu nie chodzi się po to, żeby oglądać pornole w telewizorach, które wiszą we wszystkich pomieszczeniach.

Czekacie na werdykt. Warto, nie warto? Fajnie, niefajnie? Musicie sprawdzić sami, czy odpowiada wam ta forma rozrywki. Ludzie, których spotkałem, wyglądali na zadowolonych. Może nie wszyscy, ale większość. Jeśli jest to jakaś rekomendacja, to bawcie się dobrze.

7 Seks grupowy Seks grupowy Fot. Shutterstock

Seks grupowy w liczbach

2% - Polaków uprawia seks grupowy (według badań profesora Zbigniewa Izdebskiego), czyli jest to około 760 tys. osób!

12,7% - e-maili nadesłanych w ubiegłym roku do doktora Andrzeja Depko, który prowadził badania dotyczące fantazji seksualnych Polek, dotyczyło seksu grupowego.

5% - badanych Europejczyków wskazało, że marzy im się swinging - czyli wymiana partnerów seksualnych z inną parą.

37% - ankietowanych mężczyzn i 15% kobiet miałoby chęć na seks z więcej niż jedną osobą. Według portalu C-Date.pl to najpopularniejsza fantazja seksualna wśród Europejczyków.

Spośród wszystkich form aktywności "łóżkowej" seks grupowy na pierwszym miejscu stawia: 1,2% Polek i 3% Polaków.