Jaguar zaSUVa aż miło! Jazda nowym F-Pace

Gdy jesteś dziennikarzem motoryzacyjnym mnóstwo czasu spędzasz na wyjazdach organizowanych przez koncerny produkujące auta. Potem wracasz i płodzisz historyjkę odpowiadającą potrzebom ich działu PR, licząc, że jeszcze kiedyś cię zaproszą - mniej więcej tymi słowami legendarny Jeremy Clarkson opisywał motoryzacyjnych żurnalistów. Tyle że pisał to w czasach, gdy jeszcze na rynku nie było F-Pace.
Jaguar F-Pace Jaguar F-Pace Fot. materiały prasowe

Zwinność!

Bo tu nie ma czego upiększać, nie ma sensu cyzelować słów. Jaguar F-Pace jaki jest, każdy widzi. Oceniać to auto warte blisko 450 tysięcy złotych? To tak, jakbym ja, niski, krępy i nienachalnie przystojny, miał oceniać randkę z Emily Ratajkowski. Gdyby jakimś cudem mi się przytrafiła. To jeszcze nie było grane, ale z pierwszym w historii SUV-em z logo drapieżnego kocura dane mi było poszaleć kilka dni.

PRAWDZIWY KOCUR

Gdy go zobaczyłem, zaimponował mi swoją muskularną sylwetką, gdy do niego wsiadłem, zaskoczył zrywem i zwinnością. No, ale nie ma się czemu dziwić, skoro pod maską ma ukryte 340 KM i napęd na cztery koła. Z Warszawy wyskoczyłem na Pomorze, odwiedzić jeden z moich ulubionych browarów rzemieślniczych. Na A1 w tempomat wbiłem 160 km/h. Wreszcie mogłem trochę się rozejrzeć i pobawić. Siedząc wysoko niczym król na tym skórzanym tronie, nie narażając bezpieczeństwa jazdy, testowałem wszystkie udogodnienia. Telefon z autem sparowałem w kilka sekund, tak że z głośników Meridiana popłynęła moja ulubiona muza, a nie radiowe, grane do znudzenia, przeboje. Wyznaczyłem zadania nawigacji i muszę przyznać, że nie zawiodła mnie ani razu. A to się zdarza nieczęsto. Oczywiście A1 nie ma w sobie nic z wyzwania, ale potem też trochę jeździłem po Gdańsku i Sopocie, a to już komplikuje sprawę. Prawie 400 km zleciało mi tak, że mógłbym tego nie zauważyć, gdyby nie jeden fakt. Musiałem zjechać na stację, bo ten potwór w trasie pochłaniał średnio 17 litrów (benzyny!) na 100 km. Nie czepiałbym się jednak tego. To potężne auto (podchodzi pod 1,7 t) i jeśli chce się nim jeździć, to trzeba się liczyć z takimi wydatkami.

Jaguar F-Pace Jaguar F-Pace Fot. materiały prasowe

Wygląd

Gdy już dojechałem pod browar, okazało się, że moje przybycie wywołało nie lada poruszenie. Niestety tylko przez ułamek sekundy mogłem się łudzić, że to ja jestem gwiazdą zamieszania. Pierwszy SUV w historii Jaguara naprawdę wzbudza zainteresowanie. W końcu, nawet w dużym mieście, widok tego sportowego cacka to rzadkość. W kategorii oryginalność podróżowanie nim to zdecydowanie 10 na 10.

F-PACE KONTRA ŚWIAT

Pobudzony tym zainteresowaniem znajomych postanowiłem odpuścić moje ulubione koźlaki, pszeniczniaki i żywe... byle tylko móc dłużej i więcej jeździć F-Pacem. Załadowałem zatem bagażnik browarem i ruszyłem w dalszą drogę. Nazajutrz pogoda się zepsuła. To był ten dzień, gdy opady śniegu po raz pierwszy w tym roku (i pewnie nie ostatni) zaskoczyły naszych drogowców. Ślisko, wypadki i korki. Po chwili oglądania jednej z nadających na okrągło telewizji informacyjnych można było popaść w jakąś antymotoryzacyjną fobię. Każda próba odpalenia auta i wybrania się nim gdziekolwiek jawiła się jako istny carmageddon. Ale trzeba było wracać, mus to mus. Przełączyłem się na tryb eco i w drogę. Wycieraczki same wiedziały, kiedy i z jaką częstotliwością czyścić mi szybę. Zawsze wyśmiewałem to jako mało ważny gadżet, ale teraz okazało się przydatne. W lusterkach widziałem mijane i wlokące się po zaśnieżonych drogach auta. Zaraz, zaraz - czy ja nie jadę za szybko? Dostosowanie jazdy do warunków pogodowych i takie tam...

Okazuje się, że jaguar z tymi wszystkimi systemami bezpieczeństwa (których nazw nawet nie pamiętam) i sztywnym zawieszeniem na zaśnieżonej i śliskiej drodze radził sobie tak, jakbym właśnie w środku lata wracał z wakacji. A do tego jeszcze przyjemnie mruczy (i był to prawdziwy pomruk silnika, a nie jakiegoś syntezatora, jak ma to miejsce w niektórych autach). Do stolicy, mimo pogodowych przeciwno- ści, dotarłem w rekordowym czasie.

PRZYJEMNOŚĆ NIE DLA KAŻDEGO

A ty znasz kogoś, kto na co dzień jeździ jaguarem? Ja kiedyś znałem. Mojego byłego szefa, redaktora naczelnego jednego z pism. I muszę ci powiedzieć, że po kilkudniowej przygodzie z F-Pacem zachodzę w głowę i za cholerę nadal nie wiem, co też mu odbiło, że zdecydował się na szofera. Nawet nie wie, ile przyjemności przez to stracił.

Więcej o: