Jean Paul Gaultier: władca kiczu

Nie boi się brzydoty, bo jego zdaniem też może być piękna. Każe facetom zastanowić się nad granicami swojej męskości. Modę z sex shopów wynosi na salony. I mimo etykietki awangardzisty jest już klasykiem.
1 Jean Paul Gaultier Jean Paul Gaultier fot. Jean Paul Gaultier

Dla facetów: spódniczki i gorsety po babci

Takich panów nie chcielibyśmy spotkać na ulicy. Zakazane twarze, rozkwaszone nosy, podbite oczy. Do tego przypakowani, w ciężkich butach, skórzanych kurtkach i z nasuniętymi na czoło kapturami. Niektórzy w rękawicach bokserskich, inni z cygarem w zębach, jak z filmów o mafii. Prawie nas Jean Paul Gaultier nabrał na te groźne stylizacje, w sam raz dla takich twardzieli jak Mickey Rourke czy Roman Polański, zdeklarowanych fanów kreatora.

Jeśli jednak dobrze się przyjrzymy jego kolekcjom, to zauważymy, że niektórym z tych typów spod rzekomo ciemnej gwiazdy spódniczki powiewają. A więc - stary dobry Gaultier. Cóż, jak mawiają, gena nie wydłubiesz. Bo?francuski projektant już ćwierć wieku temu w kolekcji "Et Dieu créa l'homme" (I Bóg stworzył mężczyznę) ubrał mężczyzn w spódnice (a kobiety, żeby było sprawiedliwie, w luźne garnitury), tworząc pastisz filmu Rogera Vadima "Bóg stworzył kobietę" z Brigitte Bardot.

Od tego czasu spódnica, spódniczka czy kilt stały się znakiem rozpoznawczym Gaultiera. Zakłada je modelom, nosi je sam. Od spódniczek w szkocką kratę, przez te?w moro, a skończywszy na miękkich, noszonych na zakładkę niczym ręcznik.

Jean Paul Gaultier: władca kiczu, moda męska, logo z klasą, Spódniczki u facetów wcale nie są objawem zniewieścienia noszą je Szkoci czy Hindusi

Oczywiście, niesprawiedliwie byłoby mówić, że spódniczki to jego jedyne osiągnięcie. Wszak już w rok po zaprezentowaniu męskich spódnic Gaultier przyodział facetów w... sukienki. I swetry z odsłoniętymi plecami. - Kiedy w finale na wybieg wparadowali mężczyźni w szyfonach oraz w piórach i dygnęli w stronę publiczności, cały show stał się czymś w rodzaju androginicznego orgazmu - relacjonowała, nie bez zakłopotania, Harriet Shapiro z magazynu "People".

Początkowo, zanim projektant stał się klasykiem, typowo damskie elementy garderoby w męskiej linii Gaultiera uznawane były za przejaw jego fascynacji transwestytyzmem. On odpierał zarzut przykładami tradycyjnych strojów Hindusów i Szkotów. - Kiecki u facetów są czymś naturalnym, transwestytyzmem byłoby zakładanie im staników - bronił się projektant i faktycznie, biustonoszy im nie założył. Co innego gorsety, te się pojawiają regularnie w zestawieniu z marynarkami smokingowymi czy spodniami w kant.

Obsesja na punkcie gorsetów ma związek z dzieciństwem Jeana Pierre'a. Podobnie jak większość wielkich kreatorów od najmłodszych lat rysował wymyślone kreacje haute couture inspirowane kobietą z najbliższej rodziny. Dla Yves'a Saint Laurenta była to matka, Gianniego Versacego - siostra, a dla Gaultiera - babcia. W podparyskim Arcueil, gdzie przyszedł na świat w kwietniu 1952 r., całymi dniami przesiadywał w towarzystwie jej znajomych i klientek (babcia robiła im zabiegi pielęgnacyjne, a przy okazji stawiała tarota), słuchał rozmów o życiu i bawił się ich kapeluszami czy torebkami.

Najbardziej jednak podobał mu się babciny gorset. Będzie do niego wracał w ciągu całej swojej kariery, także w modzie damskiej. Wspomnijmy choćby słynne gorsety Madonny ze stożkowatym biustonoszem, przygotowane na trasę Blond Ambiton w 1990 r., albo te dla Kylie Minogue m.in. na potrzeby trasy promującej płytę "X". Było też gorsetopodobne wdzianko Dity von Teese, w którym ta królowa burleski wystąpiła na jego pokazie. Przy okazji zrobiła striptiz - nieczęsto spotykany na paryskich pokazach, zwłaszcza gdy na widowni siedzi Catherine Deneuve czy Marion Cotillard, która zresztą w 2008 r. w kreacji JPG odbierała Oscara za rolę w "Edith Piaf - niczego nie żałuję".

2 Robert Perovich w reklamie zapachu Le Male Robert Perovich w reklamie zapachu Le Male fot. Jean Paul Gaultier

Mały marynarz

Gorsety pojawią się też w meblach projektu Gaultiera, na pokazie mody zrobionej z chleba (Gaultier zaprojektował, a raczej upiekł, całą kolekcję, z krynolinami i parasolami włącznie, by oddać hołd znakomitemu - jego zdaniem - francuskiemu pieczywu) i w kształtach flakonów perfum. Pierwsze, dla kobiet, wypuścił na rynek w 1993 r. W szklanym gorsecie zamknął woń kwiatu pomarańczy, gruszki, orchidei i imbiru, a nutami bazy były wanilia, piżmo i ambra. Zapach nazwał Classique i choć od tamtego czasu zmieniał nuty zapachowe i tworzył sezonowe wersje, flakonowi w kształcie gorsetu pozostał wierny.

Perfumy dla panów, dla odmiany, sprzedaje w buteleczkach w kształcie męskiego tułowia. Wyczuwalne są w nich silne nuty kwiatowe, choć Gaultier przyznał kiedyś, że zależało mu na uzyskaniu skojarzeń z zakładem fryzjerskim. Ten cokolwiek mdły zapach (jestem w tej opinii chyba odosobniony, bo Le Male był jednym z największych bestsellerów dekady), podobnie jak jego modyfikacje, można kupić w metalowych puszkach, dzięki czemu sięgają po niego bardziej konserwatywni mężczyźni, nieufni wobec tak ostentacyjnego flakonu.

Zwłaszcza że tułów Gaultier pomalował w niebieskie marynarskie pasy, kolejny znak rozpoznawczy swojej twórczości. Tu także trop prowadzi do babci, która ubierała go w marynarskie ubranka. W jego kolekcji co chwilę znajdujemy wariacje na temat marynarskich spodenek, czapek czy charakterystycznych kołnierzy, ze złotymi lamówkami, skórą krokodyla albo etolą z lisa, a więc materiałami i elementami dalekimi od marynarskich skojarzeń. Sama zaś marynarska koszulka z długim rękawem jest nieodłączną częścią tzw. iconic look projektanta, na równi ze spódnicami, glanami (romantyczny punk) i platynowym kolorem jego włosów. I takiego możemy go zobaczyć choćby w muzeum Madame Tussaud w Londynie.

Jean Paul Gaultier: władca kiczu, moda męska, logo z klasą,

Niepiękne piękno

Ale wkład Gaultiera w rozwój światowej mody to nie tylko fiksacja na punkcie kilku elementów garderoby i ich nietypowego zastosowania. Choć jest tylko synem skromnych księgowych, który nigdy nie studiował projektowania ani nawet nie chodził do szkoły krawieckiej, wyznaczył w modzie nowe terytoria.

Po pierwsze, poprzez zabawę stereotypami kobiecości i męskości. Kobiety odarł z ich, powiedzmy, zwiewności, u mężczyzn zaś wykpił kult macho. Skoro feministki uważają, że moda uprzedmiotawia kobiety - uprzedmiotowiajmy mężczyzn. Skoro mężczyźni uważają, że kobieta to płeć piękna - trochę je oszpećmy. Przebiegało to na wielu płaszczyznach, nie tylko poprzez zamianę garderoby. Na przykład, w słynnej kolekcji "Francuski kankan" na jesień/zimę 1991-1992 r. modelki szczelnie "opakował" tkaniną w pepitę. Miały tylko wycięte otwory na oczy i usta, a pepitą pokryte zostały też wszystkie akcesoria - torebki, okulary, parasole, z papierosami włącznie (są one zresztą niezbędnym rekwizytem większości pokazów damskich kolekcji kreatora). Mężczyźni zaś przypominali kokoty z jakiegoś żurnalu mody erotycznej.

Gaultier, od początku swojej kariery nazywany enfant terrible francuskiej mody, zarzuty o nieustającą chęć prowokowania uznawał za nieporozumienie. - Szokowanie nigdy nie było moim celem. Kiedy nieco niweluję różnice płci, nie chodzi mi o prowokację. Myślę, że wizerunek mężczyzn się zmienia i nie jest już wstydliwe odkrywanie kobiecej strony swojej natury. Poza tym, czy uwodzicielski wygląd przynależy tylko kobiecie? Sądzę, że wiele osób myśli podobnie jak ja i chciałoby taką modę zobaczyć - tłumaczy projektant.

Po drugie, Gaultier wpłynął na rozwój mody przemycaniem w swoich kolekcjach akcentów fetyszystycznych. Mowa tu (oprócz wymienionych już gorsetów) o podwiązkach, butach na wysokich obcasach czy w ogóle bieliźnie, którą wypromował jako strój wierzchni, przez co przeciwnicy nazywali jego klientki "fetyszystycznym zdzirami". Dziś tłumaczy, że moda na pokazywanie się w biustonoszu czy majtkach na ulicy nie była niczym niezwykłym, skoro wszyscy nosimy T-shirty, ciuch pierwotnie zaliczany do bielizny. No cóż, jak przyjął się trend zapoczątkowany przez Gaultiera, możemy dziś oglądać na polskich ulicach czy - zwłaszcza - w dyskotekach.

Po trzecie, Gaultier był jednym z pierwszych, którzy wprowadzili na wybiegi brzydotę. W pokazach brali udział ludzie starzy lub modelki niezwykłe otyłe (na pewnym pokazie kreatora modelką była grubaśna Beth Ditto z zespołu Gossip), zdarzały się też silnie wytatuowane, poprzekłuwane setkami kolczyków i ćwieków. Zdaniem Gaultiera brzydota i piękno to pojęcia relatywne - nie uznaje tzw. kanonów piękna.

3 Woda toaletowa Jean Paul Gaultier Woda toaletowa Jean Paul Gaultier fot. Jean Paul Gaultier

Władca kiczu

Ale Gaultier nie uznaje też tabu i często mu się za to obrywa. Mowa tu zarówno o nieustannych odniesieniach do wizerunku Matki Boskiej, jak i na przykład do chasydów. Jego kolekcja z 1993 r., którą prezentowali modele z pejsami, inspirowana strojami ortodoksyjnych Żydów, spotkała się z głośną krytyką. Zarzucono mu żartowanie z ważnej dla Żydów symboliki oraz ich tragicznej historii.

Sam Gaultier skarżył się później, że to wina jego publicznego wizerunku. - Uważają, że jestem typowym dowcipnisiem i ze wszystkiego drwię, a ja chciałem pokazać piękno żydowskich strojów - mówił. Dostało mu się też od organizacji obrońców praw zwierząt PETA za używanie futer w swoich kolekcjach. Odgryzł się, mówiąc, że PETA to sekta, grająca pod publiczkę. Żarliwi katolicy też za nim nie przepadają. Ale po jego wypowiedziach na temat papieża Benedykta XVI ("Chciałbym oblać go oraz cały ten papamobile farbą czerwoną jak krew, za jego protesty przeciw prezerwatywom, za współudział w rozprzestrzenieniu epidemii AIDS") trudno się dziwić.

Jean Paul Gaultier wprowadził też na wybiegi kicz - a to nawiązania do królowej Marii Antoniny, a to klimaty rodem z gejowskiej sztuki naiwnej, a to inspiracje paryskimi kabaretami (za rysowanie tancerek Folies Bergere notorycznie zresztą dostawał w podstawówce linijką po łapach od wychowawczyni). Nic więc dziwnego, że w latach 90. Gaultier prowadził w brytyjskiej telewizji Channel 4 do bólu kiczowaty show Eurotrash. Rzekomo chciał się pozbyć lęku przed wystąpieniami publicznymi, choć gołym okiem było widać, że strojąc się w niedorzeczne kreacje i wygadując równie niedorzeczne głupstwa, był w swoim żywiole. Doceniły to, w szczytowym momencie, trzy miliony widzów. Ale nie Bernard Arnault, szef konsorcjum LVHM, który po obejrzeniu jednego z odcinków uznał, że nie da Gaultierowi posady głównego projektanta domu mody Christian Dior.

Jean Paul Gaultier: władca kiczu, moda męska, logo z klasą, Ostro szeroko w barach ale wciąż kobieco i seksownie

Ostro, szeroko w barach, ale wciąż kobieco i seksownie

Awangardowy klasyk

Nie wiadomo, czy Gaultier kiedykolwiek tego żałował. W końcu w 2003 r. przyjął propozycję współpracy od legendarnej marki Herm?s. Herm?s ryzykował, bo kolekcje Jeana Paula Gaultiera, choć niepozbawione nawiązań do historii, nijak miały się do szacownych projektów firmy z ponad 150-letnią tradycją. Przeważyły jednak talent i elastyczność Francuza, który do tego czasu miał na koncie nie tylko własne kolekcje, ale też zaprojektowanie kostiumów do takich filmów, jak "Piąty element" Luca Bessona, "Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek" Petera Greenawaya czy "Złe wychowanie" Pedra Almodóvara.

No i markę jednego z najwybitniejszych projektantów drugiej połowy XX w. Współpraca z Herm?sem trwała sześć lat, podczas których projektant na nowo odczytał klasyczne, jeździeckie kolekcje Herm?sa, zaprojektował nowe bryczesy, uwspółcześnił kurtki i sięgnął po nowe środki wyrazu, zachowując markę i klimat, nieco staroświecki, kolekcji firmy.

Efekt? Nawet w samym środku recesji Herm?s odnotował wzrost sprzedaży o 7,6 proc. (do niemal 875 mln euro) - coś, o czym inne domy mody, zmagające się z wielkim spadkiem obrotów, nie śmiały nawet marzyć. A Herm?s, który początkowo wykupił 35 proc. udziałów w domu mody Gaultiera, dobił do 45 proc. Projektant zaś odszedł, bo wolał się skoncentrować na pracy pod własnym nazwiskiem.... A na następny sezon  zaproponował marynarki wyglądające jak wywrócone na lewą stronę, robotnicze kombinezony do kompletu z krawatem i różańcem, spodnie i buty "ochlapane" białą farbą i niezwykle oryginalne sandały na bazie wysokich trampek - sznurowane, ale wycięte w miejscu palców. Modele przypominają twardzieli albo intelektualistów - mają grube brody i bardzo poważne miny. I tylko te gorseciki i spódniczki pod spodem...

Komentarze (2)
Jean Paul Gaultier: władca kiczu
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    krzysztof_ptk

    Oceniono 5 razy 5

    Jak Jean Paul Gaultier jest władcą kiczu, to Karl Lagerfeld jest władcą upadku Europy. Według jeszcze przez tydzień nie obowiązującej dyrektywy prezesa, mówiącego o jeszcze wolnym kraju.

  • avatar

    leszlong

    Oceniono 3 razy 1

    "Wszak już w rok po zaprezentowaniu męskich spódnic Gaultier przyodział facetów w... sukienki. "

    Też mi nowina i nowość. W I Rzplitej męskie suknie były na porządku dziennym. Kontusz, żupan, sukmana to tylko przykłady. Księżą do dziś chodzą sukni męskiej. Ten pan jest opóźniony o pół tysiąclecia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX