Lancerto, Vistula, Gino Rossi - skąd się wzięły nazwy popularnych polskich marek?

Kupując garnitury Lavard, koszule Lancareto czy buty Gino Rossi możesz nie zdawać sobie sprawy z tego, że obco brzmiące marki są rodzimego pochodzenia. Mówimy 'dobre, bo polskie', ale nasze dawne fascynacje zachodem wciąż nie tracą siły rażenia.
1 Wittchen. Brzmiącą z niemiecka nazwę marki galanteryjnej czyta się nie 'witsien', a po prostu 'witchen'. Nie odnosi się do 'mitycznego założyciela' zza zachodniej granicy, ale do Jędrzeja Rafała Wittchena, który od prawie 20 lat prowadzi firmę. Jest Polakiem, jednak jego dziadek pochodził z Niemiec Wittchen. Brzmiącą z niemiecka nazwę marki galanteryjnej czyta się nie 'witsien', a po prostu 'witchen'. Nie odnosi się do 'mitycznego założyciela' zza zachodniej granicy, ale do Jędrzeja Rafała Wittchena, który od prawie 20 lat prowadzi firmę. Jest Polakiem, jednak jego dziadek pochodził z Niemiec Fot. Rafał Siderski

"Dress for success"

Jest początek lat 90. Ja zaczynam podstawówkę, a mój tata jest młodym adwokatem rozkręcającym własną kancelarię. Raz w miesiącu, w sobotę, zabiera mnie do butiku "Boy". Języka angielskiego jeszcze nie znam, ale obco brzmiąca nazwa kojarzy mi się z luksusem. I szorstką w dotyku wełną garniturów od Pierre'a Cardina, które mierzy ojciec. Francuski projektant, który w latach 60. był rewolucjonistą na miarę Paco Rabanne, zdążył już wtedy zamienić futurystyczną modę z wybiegów na wysokiej jakości odzież do noszenia. Chociaż jedna marynarka kosztowała bodaj połowę miesięcznych zarobków, tata wiedział, że trzeba "dress for success".

Nie on jeden. Butik był pełen 30-latków, którzy dopiero za chwilę mieli zrobić prawdziwą karierę. Aspirowali do tego, żeby stworzyć zalążek polskiej klasy średniej - wybudować dom na przedmieściach niczym Amerykanie, jeździć niemieckim samochodem i degustować dania francuskiej kuchni. Noszenie garniturów z włoskiej wełny miało im zapewnić pracę, a więc pieniądze, żeby spełnić rozbuchane potencjałem transformacji oczekiwania. Nadzieje karmiły kolorowe magazyny, opiewające szklane biurowce sięgające chmur, nowojorskie korporacje, które jeszcze nie wydawały się zmorą, lecz zbawieniem, oraz krawaty, poszetki i spinki do mankietów, bez których zasady dress code'u (kolejne wówczas nowe określenie) nie mogły zostać spełnione.

Obok "Boya" mieścił się butik firmy Bytom. Jeszcze w latach 80. docenianej przez dygnitarzy, ale chwilowo kojarzącej się niewłaściwie, bo z niewielkim miastem na Śląsku, a nie kosmopolitycznym Mediolanem. Dziś, gdy znak "Made in Poland" znów oznacza jakość, Bytom, podobnie jak Próchnik czy Vistula, nie tylko konkurują, ale często prześcigają zagraniczne marki, podkreślając z dumą rodzimą tożsamość.

Ale w 1992 r. spojrzenia tych, którzy ostrzyli sobie zęby na sukces i planowali skok na kasę, były zwrócone na Zachód. Podczas gdy jeszcze kilka lat wcześniej garnitury nosili przede wszystkim urzędnicy, artyści estradowi czy prezenterzy telewizyjni, na początku lat 90. ten strój stał się wymogiem na wyrost. Wówczas w niepamięć odeszły garnitury szyte na miarę (które teraz znów świecą triumfy), bo ich wykonanie przekraczało możliwości finansowe szeregowców korporacji. Woleli Sunset Suits, które kojarzyć się miały z American Dream, ale odziewały wygłodniałych biznesu wąsatych Januszów. W takim błyszczącym, źle dopasowanym, zielonkawym garniturze zdawałem egzamin do liceum. Na szczęście nie wszystkie marki przyjmując obco brzmiące nazwy, jakością zwracały się ku Stadionowi X-lecia.

2 Pako Lorente. 'Bądź elegancki, bądź jak... Pako Lorente' głosi hasło męskiej marki, sugerując, że Pako Lorente - dżentelmen, który może stać się wzorem dla polskich klientów - naprawdę istnieje. W latach 80. i 90. był co prawda hiszpański piłkarz Paco Llorente, ale z firmą z Kęt nie miał nic wspólnego Pako Lorente. 'Bądź elegancki, bądź jak... Pako Lorente' głosi hasło męskiej marki, sugerując, że Pako Lorente - dżentelmen, który może stać się wzorem dla polskich klientów - naprawdę istnieje. W latach 80. i 90. był co prawda hiszpański piłkarz Paco Llorente, ale z firmą z Kęt nie miał nic wspólnego Fot. Krystian Maj

Italiano vero

Jak osiągnąć sukces w modzie początku lat 90.? Porzucić polską siermiężność na rzecz zachodniego luksusu? A może doceniając polskie rzemiosło, nadać mu włoskiej lekkości?

Złoty środek znaleźli założyciele marki Gino Rossi, która zaczęła od męskiego obuwia, a dziś produkuje skórzane akcesoria dla niej i dla niego. "Firma Gino Rossi powstała z połączenia polskiego doświadczenia w produkcji butów i włoskiego know how. Pod koniec lat 80. fabryka Północnych Zakładów Przemysłu Skórzanego "Alka" ze Słupska zatrudniała ponad 4 tysiące osób i produkowała 4 miliony par obuwia, sprzedając je nie tylko w kraju, ale także eksportując do ZSRR, Kanady, Anglii, Holandii, Niemiec, Austrii, Australii i USA.

Niestety Alka nie przetrwała w warunkach wolnego rynku. I wtedy zaczyna się historia jak z "Ziemi obiecanej". Trzech przyjaciół postanawia wykorzystać doświadczenie słupskiej fabryki, żeby założyć własny biznes. Na Targach Poznańskich spotykają dwóch Włochów, jednego kopyciarza i jednego producenta butów, którzy przyjechali do Polski w poszukiwaniu nowych możliwości. Do tej piątki dołączył Gino Rossi, właściciel fabryki męskiego obuwia. 25 lat temu, w sierpniu 1992 r., powstała pierwsza para butów męskich własnoręcznie wykonana przez Gina Rossiego, który równocześnie przekazał swoje imię i nazwisko nowej firmie. - Nazwa jednoznacznie kojarzyła się z Italią, a włoskie buty w Polsce od zawsze cieszyły się ogromną renomą - tłumaczą właściciele.

Chociaż w połowie lat 90. nikt w Polsce nie śledził stylizacji z Tygodnia Mody Męskiej w Mediolanie, ba, prawdziwy styl Włochów znali tylko ci, którzy oglądali Mastroianniego u Felliniego, utarło się przekonanie, że Włochy to synonim elegancji. Jak grzyby po deszczu wyrastały więc marki takie jak Gino Rossi czy nieistniejący już Franco Ferruzzi.

Trik działa do dzisiaj. Zwłaszcza w przypadku marek, które mają globalne ambicje. Odwołując się do europejskiej tradycji mody, chcą ubierać obywateli świata. - Giacomo Conti to nazwa, która miała nawiązywać do włoskiej mody. Z racji tego, że poważnie myślimy o ekspansji na rynek zagraniczny, obcojęzyczna nazwa jest dużym ułatwieniem dla międzynarodowych klientów - tłumaczą właściciele marki, która powstała 11 lat temu. 98 proc. rzeczy jest produkowanych w Polsce.

Założyciele Lancerto: Mariusz Jończa, Tomasz Ciąpała i Tomasz Górkiewicz, 9 lat temu też skorzystali ze skojarzenia z Mediolanem. - Naszym celem nigdy nie było ukrywanie polskiej firmy pod zagraniczną nazwą. Lancerto miało się kojarzyć ze znakomitym włoskim stylem i tkaninami, z których szyje się garnitury. Końcówka "certo" to po włosku: pewny, realny, rzeczywisty. Chcemy, żeby tak w naszych ubraniach czuli się mężczyźni. Z drugiej strony pierwsza część nazwy - "Lanc" nawiązuje do Łańcuta, gdzie zlokalizowana jest siedziba firmy i zakład produkcyjny - tłumaczą właściciele marki, którym z sukcesem udało się pożenić to co swojskie, z tym co i zachodnie.

Do szlacheckiej tradycji nawiązuje marka kierująca swe produkty do mężczyzn średniego pokolenia chcących wyglądać równie elegancko w czasie negocjacji i na weekendowym wypadzie. - Budując wizerunek marki Lavard skupiliśmy się na stworzeniu najwyższej jakości ubrań dla współczesnego dżentelmena. Potrzebowaliśmy więc nazwy, która nadaje im ponadczasowy charakter. Słowo "lavard" pochodzi od dawnego tytułu szlacheckiego - mówią właściciele.

3 Rage Age by Czapul. Rafał Czapul, dawny projektant Vistuli, stworzył markę diametralnie inną od swojego poprzedniego pracodawcy. Ubrania Rage Age są w istocie gniewne, a w każdym razie nieźle zbuntowane Rage Age by Czapul. Rafał Czapul, dawny projektant Vistuli, stworzył markę diametralnie inną od swojego poprzedniego pracodawcy. Ubrania Rage Age są w istocie gniewne, a w każdym razie nieźle zbuntowane Fot. Michał Wargin

W języku "international"

Alternatywą dla nazw włoskich są anglojęzyczne. W przypadku grupy docelowej jaką stanowią mężczyźni dorastający przed transformacją, sprawdzają się skojarzenia ze Starym Kontynentem, ale te nastawione na pokolenia Y i millenialsów wolą odwoływać się do popkultury "Made in USA".

- Decyzja o nadaniu angielskojęzycznych nazw była częścią strategii koncernu LPP od początku istnienia. Marki uznają, że część sukcesu zawdzięczają właśnie uniwersalnemu brandowi, który nie zamyka drzwi na międzynarodowy sukces. Od początku istnienia firmy jej właścicielom przyświecała idea, żeby stać się marką globalną. Dlatego zanim jeszcze powstał pierwszy sklep w Polsce, zapadła decyzja, żeby nazwy wszystkich marek LPP brzmiały obcojęzycznie. Dziś Reserved zaczyna być kojarzone nie tylko w Warszawie czy Gdańsku, ale także w Londynie i Berlinie - mówią właściciele koncernu. Tak jak piosenkarka Małgorzata Jamroży nazywa siebie Margaret, bo robi karierę na świecie, Reserved po części dzięki nazwie nie jest zarezerwowane wyłącznie dla polskiego klienta.

Popularne marki skłaniają się więc do nazw anglosaskich, a te ze średniej i wyższej półki chcą kojarzyć się z włoską jakością. Reserved, Cropp i House mają być dostępne, młode, popowe, Lavard, Lancerto czy Gino Rossi - eleganckie, jakościowe, wyrafinowane. Ale niezależnie od założeń nazwy tworzą brand, a więc stoi za nimi nie inwencja twórcza, a twarda strategia sprzedażowa. Teraz działy marketingu zorientowały się, że Polakom coraz lepiej kojarzy się Polska - łódzkie włókiennictwo, tradycja szycia na miarę u krawców i elegancja przedwojennych dżentelmenów. Vistula, czyli poczciwa polska Wisełka, rozbiła bank, mianując Roberta Lewandowskiego swoim ambasadorem, Próchnik łączy tradycję z nowoczesnością, a Wólczanka pozycjonuje się jako marka dla mężczyzn od lat 18 do 80. Na rynku jest więc miejsce na realizację więcej niż jednego snobizmu - włoskiej roboty, amerykańskiego snu i polskiej tradycji.

4 Medicine. Krzysztof Bajołek, twórca marek House, Mohito i sklepu internetowego Answear.com, firmę produkującą odzież dla młodzieży nazwał 'Lekarstwo', bo ma być 'codzienną terapią' dla wszystkich miłośników stylu Medicine. Krzysztof Bajołek, twórca marek House, Mohito i sklepu internetowego Answear.com, firmę produkującą odzież dla młodzieży nazwał 'Lekarstwo', bo ma być 'codzienną terapią' dla wszystkich miłośników stylu Fot. Robert Gardziński

Inne polskie marki modowe o obco brzmiących nazwach:

Alpinus - marka odzieży i sprzętu turystycznego i wspinaczkowego została założona przez dwóch Polaków w 1993 r. Gdy firma popadła w kłopoty finansowe, prawa do nazwy przejął bank. Potem w latach 2004-2013 produkty tej marki sprzedawała firma Euromark Polska.

Americanos -  trudno o bardziej amerykańską nazwę, ale firma produkująca dżinsy jest polska i zaczynała w podwarszawskich Łomiankach pod koniec lat 80., kiedy markowe dżinsy można było kupić tylko w Peweksie.

Atlantic - jest takie kino w Warszawie, są zegarki, ale tu mowa o znanej polskiej marce bielizny założonej w 1993r., która swego czasu podbijała też rynki wschodnie.

Benevento - firma szyjąca od ponad 20 lat spodnie do garniturów nazywa się jak miasto we Włoszech, ale jej siedziba znajduje się w Gliwicach.

Big Star - firma doskonale znana z dżinsowych ubrań została założona w latach 90. Jej siedziba znajduje się w Kaliszu.

Carry - popularna firma odzieżowa z Poznania powstała w 2000 r.

Diverse - znana marka odzieży dla aktywnych powstała w 1993 r. Należy do gdańskiej spółki Etos.

Emanuel Berg - firmę założył w 1989 r. w Kolonii Jarosław Berg-Szychułda, potem wrócił do Polski i rozpoczął produkcję w Tczewie. Salony z eleganckimi ubraniami marki znajdziemy nie tylko w Polsce, ale też w Niemczech oraz w Budapeszcie i Paryżu.

Giacomo Conti - firma powstała w 2006 r., mieści się w Poznaniu.

Kazar - firma od 1990 r. robiąca buty w Przemyślu, teraz zleca produkcję podwykonawcom na całym świecie.

Lorens & Wiktor - szyją garnitury od 1986 r. Zakład produkcyjny znajduje się w Myślenicach.

Macaroni Tomato Warszawa -  firma założona przez jednego z pierwszych polskich blogerów modowych, Wojciecha Szarskiego. Jest polska, ale jej eleganckie ubrania powstają we Włoszech.

Nord - producent eleganckiego obuwia znanego dzisiaj m.in. w Australii i Kanadzie, zaczynał w 1989 r. w Słupsku.

Tatuum - sieć odzieżowa, której pierwszy sklep otwarto w 1999 r., należy do firmy KAN z Łodzi. Wcześniej robili ubrania dla duńskiej marki Cottonfield.

Top Secret - powstała w 1996 r. marka dla młodego konsumenta, należy do łódzkiej spółki akcyjnej Redan.

Xicorr - kojarzy się z "sikor" i słusznie, bo to polski producent zegarków inspirowanych głównie rodzimą motoryzacją.

Komentarze (7)
Lancerto, Vistula, Gino Rossi - skąd się wzięły nazwy popularnych polskich marek?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: jasio

    Oceniono 3 razy 3

    Wólczanka i Vistula to marki jeszcze z komunizmu Skąd one między nimi ?

  • avatar

    elenem

    Oceniono 1 raz 1

    Dobry artykuł. Ja pamiętam dobrze pierwsze buty które kupiłam z Gino Rossi wiele lat temu we Wrocławiu, były ze skóry i tak doskonale wykonane ze nosiłam je prawie 10 lat ! Podobnie jak dżinsy Big Star czy torebki Wittchen. Bardzo dobre zdanie mam o tych markach. Jedyne co się zepsuło to... Monnari, to juz nie ta jakość towaru co kiedyś.

  • avatar

    Gość: jasio

    0

    Aha firma , Big Star nie powstała w Polsce To była firma szwajcarska która po chwili swojej największej świetności zbankrutowała i marka została sprzedana Polakom którzy z nią współpracowali

  • avatar

    romanzadomisnki

    0

    Vistula to po łacinie WISŁA, a nie Wisełka. Po prostu łacińska nazwa naszej największej rzeki.

  • avatar

    Gość: jasio

    0

    Firma Alpinus dawno padło później ci sami stworzyli Hi -mountain sprzedany jeszcze działa Nieśmiało odrodził się Campus Tak czy owak dawno przeminęła świetność polskich firm outdoorowych Kto pamięta Bergsona dlaczego o tym piszę bo są firmy które wybrały jeszcze dziwniejsza strategie niż obca nazwa Milo czy Pajak ( wiele prestiżowych nagród międzynarodowych ) trzymają się od polskiego rynku z daleka W Japonii tak , tam kupicie w firmowym sklepie Fjord Nansen nie ma nawet polskiej strony Wolf Gang kiedyś popularny czy Feel free sprzedaje swoje wyroby w krajach na południu jak Czechy czy Rumunii Dla tych firm polski rynek stał się trzeciorzędny

  • avatar

    szpulazwanyszpula

    Oceniono 1 raz -1

    Z Polskich marek najbardziej szanuję (niestety byłą już) firmę galanteryjną Bartex. Dziękuje Wam za dwa wspaniale portfele, jeden służył mi 10 lat, drugiego z kolei używam już pięć lat.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX