Masz projekt? Miliony dolarów czekają na ciebie

Pieniądze dla artystów, wynalazców i projektantów leżą w sieci. Zamiast wytwórni czy inwestora z milionem dolarów - masz milion inwestorów z dolarem. Niezwykły zegarek, konsolę do gier czy płytę sponsoruje społeczność. Musisz tylko przekonać internautów.
qTar czyli gitara do iPhone'a qTar czyli gitara do iPhone'a fot. materiały prasowe

qTar czyli gitara do iPhone'a

gTar

Cel: 100 000 dol.

Zebrano : 353 392 dol.

Nazwali ją gTar. Z wyglądu przypomina legendarnego fendera stratocastera, w korpusie ma wydrążone miejsce na iPhone'a. By na tym zagrać, wystarczy zainstalować aplikację. Naukę ułatwiają rzędy diod LED, wskazujące, na którym progu i którą strunę należy uderzyć. Głośnikiem, jeśli nie podłączysz gitary do wzmacniacza, jest sam iPhone.

Pomysłodawcy sprzężonej ze smarftonem Apple'a gitary ogłosili w internecie, że potrzebują 100 tys. dol. na uruchomienie produkcji. Pełną kwotę mieli tego samego dnia przed północą. Zadziałała magia społeczności najgłośniejszego serwisu crowdfundingowego - Kickstartera, gdzie przez ostatnie 3,5 roku udało się zebrać już ponad 280 mln dol. na 30 tys. różnych projektów!

Jednemu płytę, drugiemu zegarek

Czym jest crowdfunding (w Polsce funkcjonuje też termin: "finansowanie społecznościowe")? W dosłownym tłumaczeniu to "finansowanie przez tłum". Grupa niezwiązanych ze sobą osób sięga do portfeli, by zrzucić się na jakiś cel. Sfinansować można praktycznie wszystko.

Zostając przy Kickstarterze: to tutaj Amanda Palmer dostała od fanów ponad milion dolarów na wydanie płyty, a grupa teatralna z Iraku, wystawiająca Szekspira, mogła wyjechać na festiwal w Oregonie. Ktoś zebrał pieniądze na wydanie komiksów wielkości pudełka zapałek, ktoś inny - na stworzenie bardzo czułego licznika Geigera. A mieszkanka San Francisco, która straciła oko w wypadku, uzbierała na bioniczny implant.

Skąd się wziął crowdfunding?

Początków wiąże się z... zespołem Marillion. W 1997 r. muzycy ogłosili na grupie dyskusyjnej, że potrzebują technika od klawiszy. Znaleźli. W tym samym wątku fani z Ameryki zaczęli namawiać formację na trasę koncertową po USA. Artyści odpowiadali, że ich nie stać, aż w końcu ktoś zaproponował, by zrzucić się na przyjazd Marillion. Muzycy obiecali, że każdy, kto wpłaci datek, dostanie w zamian płytę CD z nagranym występem. Uzbierali 60 tys. dol.

I właśnie ten związek z internetem - zbieranie pieniędzy w sieci - to jeden z elementów definicji crowdfundingu. Od zwykłych darowizn odróżnia go jeszcze to, że datki są często formą przedsprzedaży lub zakupu udziałów w firmie. Ale o tym za chwilę.

Pebble, zegarek z wyświetlaczem z technologią zbliżoną do e-papieru Pebble, zegarek z wyświetlaczem z technologią zbliżoną do e-papieru fot. Pebble Technology

Kop na start, czyli tłum inwestorów z dolarem

Pebble

Cel: 100 000 dol.

Zebrano : 10 266 846 dol.

Kickstarter nie jest ani pierwszy, ani jedyny - serwisów crowdfundingowych są setki. A zjawisko nabiera rozmachu. W zeszłym roku w ten sposób ponad milion projektów zebrało kwotę 1,5 mld dol. W tym roku ma być dwa razy tyle. Mówi się nawet o 6 mld dol. w 2013 r.!

Nie bez powodu najgłośniej jest o Kickstarterze, założonym w kwietniu 2009 r. Bo to na Kickstarterze bije się rekordy. Na zebranie miliona dolarów twórcy konsoli Ouya potrzebowali raptem 8 godz. i 22 min. I tutaj odnajdują swoje miejsce projektanci gadżetów odrzuconych przez inwestorów.

"Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Za duże ryzyko" - słyszał niejaki Eric Migicovsky, gdy prezentował swój prototyp potencjalnym inwestorom. Od drzwi do drzwi odsyłano też designera Scotta Wilsona, który przekonywał, że iPoda Nano da się przerobić na modną bransoletę. Jak potoczyły się ich losy? Wilson dwa lata temu zgromadził na TikToka i LunaTika (paski do zegarków zaprojektowane tak, że można, zamiast cyferblatu, wpasować w nie iPoda Nano) 900 tys. dol. Migicovsky miał skromniejszy cel. "To zegarek na miarę XXI w." - zachęcał wiosną na Kickstarterze do sfinansowania Pebble'a, zegarka z wyświetlaczem z technologią zbliżoną do e-papieru. I pokazywał, jak gadżet łączy się przez Bluetooth ze smartfonem, by wyświetlać e-maile, SMS-y, informacje o pogodzie czy prędkości poruszania się użytkownika. Podobnie jak twórcy gTar szukał 100 tys. dol. Tyle miał już po 2 godz. Minęła doba i na koncie było 800 tys. dol., trzy godziny później pękł próg miliona. Ostatecznie Pebble zebrało ponad 10 mln dol.

Jeszcze szybciej puchło konto twórców Ouya. 10 lipca - w dniu, w którym pokazali konsolę opartą na systemie Android - Kickstarter zanotował rekord dziennych wpłat: ponad 3 mln dol. Zapowiedź, że konsola wielkości kostki Rubika będzie w cenie 99 dol., oraz obietnica, że gry będą bezpłatne (przynajmniej w wersji demo), zrobiły swoje. I jeszcze coś: Ouya obiecuje, że bez przeszkód i groźby utraty gwarancji można dłubać w oprogramowaniu. W świecie takich producentów jak Microsoft czy Sony to niemal herezja!

Kickstarter, Ouya

Ouya

Cel: 950 000 dol.

Zebrano: 8 596 475 dol.

Ale co mają z tego wpłacający? Zależy. Np. brytyjski Crowdcube specjalizuje się w sprzedaży... udziałów w spółkach. W ten sposób The Rushmore Group, właściciel kilku londyńskich klubów, przekazał internetowym inwestorom dziesiątą część firmy w zamian za milion funtów. Popularniejszym modelem są "nagrody" - to, co dostanie inwestor, zależy od kwoty, jaką zapłaci (progi ustala przedsiębiorca apelujący o wsparcie). Prześledźmy ten podział na przykładzie z Kickstartera, na grze "Double Fine Adventure". Był to pierwszy projekt, który zebrał milion dolarów w ciągu doby.

Twórcy proponowali: wpłacasz 15 dol. i więcej - dostajesz ukończoną grę, możliwość testowania wersji beta i dyskusji z twórcami. 30 dolarów? Dodatkowo udokumentowany proces powstawania gry i ścieżkę dźwiękową. Przekroczysz 60 dol. - książkę w pliku PDF z oryginalnymi rysunkami i historiami związanymi z produktem. Za tysiąc dolarów można było dostać swój miniportret namalowany przez grafików "Double Fine". A za 10 tys. - dodatkowo zjeść lunch z twórcami. Tu osiągnięto granicę Kickstartera. Serwis nie pozwala na wyższe wpłaty od jednej osoby. Ale producenci już poza serwisem proponowali np., że za 50 tys. dol. można zostać postacią w grze. Efekt? Ponad 3,3 mln dol.

Zbiórka na komisariacie Zbiórka na komisariacie rys. Łukasz Majewski

Zbiórka na komisariacie

Najgłośniejszym polskim przykładem finansowania społecznościowego jest debiutancka płyta Julii Marcell, która w 2007 r. zebrała 50 tys. dol. - za pośrednictwem niemieckiego serwisu Sellaband. Dotąd nie doczekaliśmy się tak medialnych projektów na krajowych platformach, za to w zeszłym roku niszowy Histmag.org dostał wezwanie na komisariat. Właściciele serwisu od lat wspierali się darowiznami od czytelników. Ktoś złożył donos i postawiono zarzut prowadzenia zbiórki publicznej bez zezwolenia (na podstawie ustawy z 1933 r.). Portal się wybronił, lecz przez zamieszanie niektóre serwisy zbierające fundusze zawiesiły działalność.

Nadal działają charytatywny SiePomaga, wspierający kreatywne inicjatywy (od książek po restauracje) PolakPotrafi, muzyczny Megatotal czy niedawno założony Beesfund.com. To zarazem pierwszy serwis w Polsce, w którym oprócz "nagród" można w zamian za wsparcie oferować udziały w firmie. - Projekt jest przedstawiany jako forma uproszczonej oferty publicznej. A zgodnie z przepisami można w ten sposób zbierać do 100 tys. euro - tłumaczy Karol Król, redaktor naczelny Crowdfunding.pl i założyciel Polskiego Towarzystwa Crowdfundingu. On z kolei na Beesfund próbuje sfinansować swoją książkę o crowdfundingu. - To przedsprzedaż, obowiązują te same przepisy, co przy zakupach drogą elektroniczną. Jedyna różnica jest taka, że ludzie wpłacają pieniądze, a umowa dojdzie do skutku, gdy uzbiera się zakładana kwota.

Nie wszystko złoto

Pomysł finansowania w ten sposób gadżetów czy sztuki wydaje się fascynujący. Ale nie wszyscy widzą wyłącznie jasne strony. W felietonie w "Dużym Formacie" Wojciech Orliński sugerował, że jeśli w Polsce nie będzie odpowiednich regulacji prawnych, możemy mieć "Amber Gold 2.0". - To porównanie jest niesprawiedliwe. Warto pamiętać, że w przypadku finansowania społecznościowego mówimy najczęściej o małych kwotach. Zresztą przykład Amber Gold pokazał, że regulacje same z siebie nie chronią przed oszustwami - ripostuje Król.

Niepokoją się też w USA. Członkowie NASAA, organizacji zrzeszającej regulatorów rynków papierów wartościowych, wciągnęli nawet crowdfunding na tegoroczną listę ostrzeżeń. Przypominając jednocześnie, że w sierpniu oskarżono mieszkańca stanu Massachusetts o oszustwo i wyłudzenie od 20 osób ponad 150 tys. dol., rzekomo na założenie serwisu z grami.

Jednak Biały Dom crowdfundingowi sprzyja. W kwietniu tego roku Barack Obama podpisał tzw. Crowdfund Act - część większego pakietu, który ma ułatwić małym przedsiębiorstwom pozyskiwanie finansowania. I pobudzić rynek pracy.

Są jednak powody, by wobec crowdfundingu zachować dystans. Nie z powodu oszustw, a... amatorszczyzny. Np. aluminiowe etui do iPhone'ów o nazwie i+, którego twórca zebrał 85 tys. dol. Najpierw przekładał dostawę, a gdy ostatecznie etui przyszły, użytkownicy-inwestorzy zaczęli narzekać, że i+ tłumi sygnał sieci Wi-Fi i 3G. "To było jak przebudzenie: Kickstarter to nie zakupy w sklepie, ale inwestycja obarczona ryzykiem" - skwitowały media. Bo serwis jest tylko pośrednikiem. Jeśli zainwestujesz w projekt, a on się okaże niewypałem, o zwrot kasy możesz się procesować jedynie z twórcą.

Inna sprawa, że pokazanie konceptu na elektroniczny gadżet i wyprodukowanie stabilnie działającego urządzenia to dwie diametralnie różne sprawy. Historia wynalazców jest pełna nierealnych założeń (np. tablet, który miał kosztować 150 dol., po wyjściu z fabryki kosztuje 500 dol.). I na Kickstarterze wiele projektów technologicznych ma opóźnienia. - Wszystko może się zdarzyć, to nasza pierwsza produkcja na dużą skalę - wyznawał Migicovsky. Wykrakał. Pebble miał trafić do inwestorów jesienią tego roku. Wiadomo już, że termin nie zostanie dotrzymany. Na razie ci, którzy wynieśli gadżet na szczyt listy Kickstartera, czekają. Zegarki mają do nich dotrzeć na początku przyszłego roku.

Polski projekt

"More" to pomysł na grę katowickiego studia IdeaLcenter. Polacy stworzyli dwunastoosobowy, międzynarodowy zespół, w którym są też Niemcy i... potrzebni do założenia dealu na Kickstarterze Amerykanie. Idea gry jest oldskulowa: akcja rozgrywanej w kosmosie "More" nawiązuje do strategii z tzw. kategorii 4X (najbardziej znanym przykładem jest "Civilization", a iksy oznaczają: eksplorację, ekspansję, eksploatację i eksterminację). Warto dodać, że w tym segmencie dawno nie było nowego tytułu. Studio zgłosiło zapotrzebowanie na 50 tys. dol., kampania zbierania funduszy trwa do 26 października 2012 r.

Mam kasę, jak inwestować

Po prostu klikasz na przycisk "back this project" (na Kickstarterze) czy "wesprzyj projekt" (na PolakPotrafi). Wpisujesz kwotę, jaką zamierzasz zapłacić, i wybierasz "nagrodę". Jeśli nie masz konta, rejestrujesz się w serwisie. Potem już płatności: w Kickstarterze obsługuje je Amazon Payments (można płacić kartami kredytowymi), w Polakpotrafi idą przez serwis Transferuj.pl (można płacić kartami i z kont bankowych systemami typu mTransfer).

Mam projekt, jak go sfinansować?

Popularność Kickstartera kusi, ale osoby spoza USA mają tam ograniczone możliwości. Regulamin serwisu wymaga, by zakładający projekt miał amerykańskie: obywatelstwo, prawo jazdy, SSN (numer ubezpieczenia) i konto w banku. Choć są na to sposoby - patrz gra "More". Na Kickstarterze nie można też oferować udziałów.

Jeśli nie Kickstarter, to co? Z międzynarodowych platform warto zainteresować się IndieGoGo - tam ciekawą opcją jest "flexible funding", czyli rodzaj kampanii, która pozwala zabrać fundusze, nawet jeśli cel nie został osiągnięty (w wielu serwisach nie można tak zrobić).

Zwróć uwagę na prowizje: w przypadku IndieGoGo wynosi ona 4 proc. (jeśli udało się zebrać zaplanowaną kwotę) i 9 proc., jeśli się nie udało. Kickstarter zabiera 5 proc. (plus prowizja dla operatora płatności). Warto też pamiętać, że jeśli wpłaty i wypłaty są w dolarach, przy przelewie na konto prowizję pobiorą jeszcze polskie banki.

Z polskich, ciągle raczkujących serwisów można wymienić PolakPotrafi i Beesfund.com (ten drugi umożliwia też sprzedaż udziałów w firmie). W PolakPotrafi projekt zakłada się w kilku krokach, sam wybierasz kwotę, jaką chcesz zebrać, i czas kampanii (do 120 dni). Tak jak na Kickstarterze tu też trzeba mieć konto w lokalnym banku (czyli w polskim) i dla weryfikacji danych osobowych przelać z niego złotówkę. Prowizja wynosi 8 proc.