'Football Manager': historia maniaków

Obiecywałem sobie, że to już ostatni mecz, ostatnia zmiana taktyki, ostatni transfer. A potem siedziałem przed komputerem przez całą noc. Zamiast uczyć się do egzaminu z mechaniki budowli, wygrywałem krajowe puchary i w efekcie... wyleciałem z uczelni. Jestem następcą Jose Mourinho. Jestem jednym z wirtualnych menedżerów piłkarskich. Jestem maniakiem 'Football Managera'.
"Football Manager": historia maniaków fot. Footbal Manager

Miliony wyznawców

Muszę przyznać, że i tak nie jest ze mną najgorzej. W książce "Football Manager Stole My Life" autorzy opisują trzydzieści pięć przypadków rozwodów w Wielkiej Brytanii, gdzie powodem rozejścia się pary było, hmm, nazwijmy to "przesadne zaangażowanie partnera w grę <Football Manager>". Inne zdarzenia FM-owcy przytaczają na własnych forach internetowych - niektórzy zwalniali się z pracy, bo nie mieli wystarczająco dużo czasu na rozwijanie swoich międzynarodowych karier. A psychoanalitycy leczą nawet z uzależnienia od spędzania kilkunastu godzin na dobę w wirtualnym świecie piłkarskim.

? To najlepsza gra na świecie - chwalił ją słynny piosenkarz Robbie Williams na okładce książki, całkiem serio pytając: - Bo to jeszcze jest gra, prawda?

Inne zdarzenia FM-owcy przytaczają na własnych forach internetowych - niektórzy zwalniali się z pracy, bo nie mieli wystarczająco dużo czasu na rozwijanie swoich międzynarodowych karier. A psychoanalitycy leczą nawet z uzależnienia od spędzania kilkunastu godzin na dobę w wirtualnym świecie piłkarskim.? To najlepsza gra na świecie - chwalił ją słynny piosenkarz Robbie Williams na okładce książki, całkiem serio pytając: - Bo to jeszcze jest gra, prawda?

Tak i to świetnie się sprzedająca. Od 1992 r., kiedy ukazała się jej pierwsza edycja, jeszcze pod nazwą "Championship Manager", sprzedano już ponad 20 milionów jej egzemplarzy. Ostatnią część kupiło ponad milion fanów zanim sezon 2012/2013 dobiegł końca. A wydawca, firma Sports Interactive, oficjalnie przyznaje, że liczba nielegalnych pobrań była dziesięciokrotnie większa.

Kulki i tabelki Kulki i tabelki fot. Football Manager

Kulki i tabelki

Osoba, która po raz pierwszy uruchamia "Football Managera", może przeżyć szok. W czasach gier z rozbuchaną grafiką i hollywoodzkimi efektami specjalnymi FM każe - na prostych, jasnych stronach - wybrać ligi, określić zasięg bazy danych, stworzyć swój profil i wybrać klub. Mistrzów Polski, Barcelonę lub drużynę z dna piątej ligi angielskiej - bez różnicy. Potem chwila (raczej dłuższa) na "przemielenie" przez komputer olbrzymiej liczby danych i podekscytowany gracz widzi... coś w rodzaju tabelek Excela.

Bo to nie jest efektowna gra. Umiejętności każdego zawodnika są opisane w skali od 1 do 20. Arkusz pokazuje nie tylko ich piłkarskie wady i zalety, ale też osobowość i warunki fizyczne. Trzeba wiedzieć, które są ważne dla każdej pozycji na?boisku, i w poszczególnych taktykach. Każdą z nich trzeba brać pod uwagę, jeśli chce się osiągnąć sukces.

Nowy gracz otrzymuje więc kadrę piłkarzy, rezerwy, zespół młodzieżowy, kilku asystentów i cele na nadchodzący sezon, czasem budżet transferowy. Ustawia taktykę, treningi, sprzedaje, kupuje i wypożycza zawodników, wybiera skład  i wreszcie zaczyna sezon. Jeśli solidnie podszedł do sprawy, to zanim rozegrał pierwszy mecz, minęło kilka godzin. Brzmi zniechęcająco? Nieprawda, właśnie narodził się kolejny maniak.
Kiedyś ekran meczowy był wyłącznie tablicą z wynikiem, składami i statystykami, pod którymi przewijał się komentarz tekstowy. Od 2005 r. wprowadzono opcję oglądania? kropek, które na płycie boiska się przesuwają, a najmniejsza z nich - piłka - raczej się od nich odbija, niż jest podawana czy uderzana. Po kolejnych czterech wersjach gracze wreszcie mogli śledzić mecz w 3D. Jednak widok napastnika uderzającego prosto w bramkarza zamiast w długi róg bramki irytuje jeszcze bardziej niż wersja pisana tego zdarzenia - nie mówiąc już o tym, że zabiera więcej czasu.
Wersja z 2013 r. była już rozbudowana do tego stopnia, że producenci postanowili zrobić ukłon w stronę tych graczy, którzy są przyzwyczajeni do?starszych wersji. Jedną z nowych możliwości gry jest więc ?Football Manager Classic?, gdzie omija się wiele szczegółów przy budowaniu drużyny. A dla ambitniejszych graczy wprowadzono wyzwania, takie jak gra wyłącznie młodzieżą, zmaganie się ze wyjątkową liczbą kontuzji czy wpadnięcie klubu w finansowe tarapaty.

Nowy gracz otrzymuje więc kadrę piłkarzy, rezerwy, zespół młodzieżowy, kilku asystentów i cele na nadchodzący sezon, czasem budżet transferowy. Ustawia taktykę, treningi, sprzedaje, kupuje i wypożycza zawodników, wybiera skład  i wreszcie zaczyna sezon. Jeśli solidnie podszedł do sprawy, to zanim rozegrał pierwszy mecz, minęło kilka godzin. Brzmi zniechęcająco? Nieprawda, właśnie narodził się kolejny maniak.

Ewolucja Ewolucja fot. Football Manager

Ewolucja

Kiedyś ekran meczowy był wyłącznie tablicą z wynikiem, składami i statystykami, pod którymi przewijał się komentarz tekstowy. Od 2005 r. wprowadzono opcję oglądania kropek, które na płycie boiska się przesuwają, a najmniejsza z nich - piłka - raczej się od nich odbija, niż jest podawana czy uderzana. Po kolejnych czterech wersjach gracze wreszcie mogli śledzić mecz w 3D. Jednak widok napastnika uderzającego prosto w bramkarza zamiast w długi róg bramki irytuje jeszcze bardziej niż wersja pisana tego zdarzenia - nie mówiąc już o tym, że zabiera więcej czasu.

Wersja z 2013 r. była już rozbudowana do tego stopnia, że producenci postanowili zrobić ukłon w stronę tych graczy, którzy są przyzwyczajeni do?starszych wersji. Jedną z nowych możliwości gry jest więc "Football Manager Classic", gdzie omija się wiele szczegółów przy budowaniu drużyny. A dla ambitniejszych graczy wprowadzono wyzwania, takie jak gra wyłącznie młodzieżą, zmaganie się ze wyjątkową liczbą kontuzji czy wpadnięcie klubu w finansowe tarapaty.

Messi, Messi? Nie kojarzę Messi, Messi? Nie kojarzę fot. Football Manager

Messi, Messi? Nie kojarzę

Gra zapewne nie byłaby tak wciągająca, gdyby nie olbrzymia baza danych, opisująca ponad pół miliona autentycznych zawodników. Żaden prawdziwy klub nie dysponuje lepszą siecią scoutingową niż Sports Interactive. W procesie tworzenia gry i opisywania tej rzeszy piłkarzy w tabelkach uczestniczy na całym świecie tysiące osób odpowiedzialnych za jedną lub kilka lokalnych drużyn.

To normalni użytkownicy gry, którzy robią to bez rozgłosu i chwały - często w nadziei, że obserwując i opisując w liczbach piłkarzy z drużyny młodzieżowych, pierwsi wyłapią  światowej klasy talent. - A na początku po prostu wysyłaliśmy ankiety do wydawców kibicowskich pisemek, by nam pomogli w tworzeniu bazy danych - tłumaczy Paul Collyer, jeden z twórców gry.

Jak głosi legenda, gdy Alex McLeish prowadził Glasgow Rangers, pewnego dnia podszedł do niego syn i powiedział, że w "Football Managerze" zauważył w rezerwach Barcelony wielki talent, zawodnika, którego po prostu trzeba kupić do Rangersów. Szkoleniowiec radę przyjął z pobłażliwym uśmiechem, a nazwisko polecanego napastnika usłyszał ponownie po kilku latach. Chodziło o Leo Messiego.

- Nasza praca trwa cały rok, bo teoretycznie musimy obserwować wszystkie mecze swoich drużyn - tłumaczy researcher Marek Ubych, odpowiedzialny m.in. za Zagłębie Lubin. - Kilku z nas odwala naprawdę kapitalną robotę scoutingową. Polskim klubom brakuje na to pieniędzy czy też otwarcie lekceważą ten aspekt, a nikomu nawet nie przyjdzie do głowy pomysł, by wesprzeć się tą bazą danych - mówi.

A na świecie z tej wiedzy korzystają wszyscy - kibice, dziennikarze, profesjonalni scouci, piłkarze i trenerzy. W 2010 roku David Moyes, obecnie menedżer Manchesteru United, a wtedy Evertonu, poprosił wydawcę gry, by udostępnił swoją bazę danych, jako pomoc w wyszukiwaniu talentów. Były napastnik Liverpoolu Robbie Fowler stwierdził, że jedynym sposobem na poznanie wielu nowych kolegów jest sprawdzenie ich w "Football Managerze".

- Jeśli, powiedzmy, Arsenal ma grać w europejskich pucharach z Besiktasem, rozgrywam tym klubem kilka wirtualnych miesięcy, by lepiej poznać zawodników przed pisaniem tekstów - tłumaczy Iain Macintosh, angielski dziennikarz sportowy i współautor książki "Football Manager Stole My Life".

Ale dla profesjonalistów zaangażowanie w grę nie zawsze jest takie przyjemne. - Kupiłem samego siebie do Barcelony - ćwierknął kiedyś na Twitterze napastnik Stoke City, Kenwyne Jones: - Ale kibice są rozczarowani tym transferem. Nie dali mi nawet szansy.

Menedżerskie świry Menedżerskie świry fot. Football Manager

Menedżerskie świry

Przy przeglądaniu kilkudziesięciu internetowych forów poświęconych tej grze można odkryć niezwykłą społeczność - nie bójmy się tego słowa - świrów. Jeden z nastoletnich użytkowników został w środku nocy napomniany przez policję, którą do pustego mieszkania jego rodziców wezwali zaniepokojeni hałasem sąsiedzi. Tymczasem on "tylko" podłączył laptopa pod wielką plazmę i ubrany w garnitur, w pełnym wymiarze czasowym rozgrywał właśnie finał europejskiego pucharu.

- Napisana przez nas książka to gigantyczna terapia dla wszystkich uzależnionych od "Football Managera" - przyznaje Iain Macintosh i podaje kolejne przykłady szaleństw graczy.Ktoś podpalił przed domem kubeł, by poczuć gorącą atmosferę jednego?z meczów derbowych w lidze tureckiej. Świeżo upieczony mąż zabrał swoją żonę na miesiąc miodowy do Bułgarii, bo to w tym kraju grał prowadzony przez niego w FM-ie zespół.

Problemy z nierozumiejącymi tej pasji partnerkami jest normalny - do legendy przeszedł jeden z użytkowników, który przyznał się, że w przerwie wygłaszał swoje tyrady nie do komputera, ale do dziewczyny zmuszonej do oglądania meczu jego drużyny.

Inny internauta zdradził, że jego kolega zamontował przed biurkiem z komputerem kilka stadionowych siedzisk, które miały wirtualnemu menedżerowi imitować warunki meczowe. Dwaj bracia grający przeciwko sobie przez internet walczyli o tego samego piłkarza i dopiero gdy jeden zaoferował prawdziwe pieniądze za zawodnika, drugi w wirtualnym świecie odpuścił negocjacje. Niektórzy jeździli, by na żywo obejrzeć piłkarza, którego chcieli kupić w swojej wirtualnej karierze.

Zresztą książka "Football Manager Stole My Life" przedstawia wiele podobnych sytuacji. Tworzenie zeszytów z własnymi taktykami, nazwiskami piłkarzy i składami to naprawdę dopiero początek FM-manii. Warto przytoczyć statystyki najbardziej uzależnionych graczy, którzy swoimi osiągnięciami dzielą się w internecie - wyniki bliskie dwóch tysięcy godzin spędzonych w wirtualnym świecie nie są tak rzadkie, a często czyta się o karierach kończonych w okolicach 2052 r. - wirtualnego, oczywiście.

Michał Rygiel, jeden z najbardziej znanych graczy FM w Polsce, przyznaje się do około 1800 godzin w ostatniej wersji gry, co oznacza 75 przegranych nocy i dni. - Raz celowo się upiłem, by sprawdzić, jak to wpływa na prowadzenie drużyny. Efekt eksperymentu to trzy porażki i remis - zdradza. - Jednak dzięki wielu godzinom spędzonym w grze łatwiej ogląda mi się prawdziwe mecze i dostrzega taktyczne szczegóły.

Gra na pełen etat Gra na pełen etat fot. Football Manager

Gra na pełen etat

Szaleństwo oraz godziny spędzone przed monitorem komputera (często nasiadówka kończy się porannym zdziwieniem, że już trzeba iść do szkoły lub pracy) zmuszają do drastycznych decyzji. - Połamałem płytę, ale po dwóch dniach zamówiłem nowy zestaw. Musiałem - tak w 2009 r. opisywał swoje przywiązanie do "Football Managera" Robbie Williams. Z kolei Iain Macintosh sam na siebie nałożył zakaz gry.

- Dziwię się, że ktoś jeszcze w ogóle ze mną rozmawia. Wymyślałem wymówki dla dziewczyn, udawałem, że jestem chory, by ominąć rodzinne imprezy i tylko grać - mówi popularny dziennikarz, który swoje wirtualne kariery w różnych prowincjonalnych klubach opisywał na blogach i w kwartalniku piłkarskim "Blizzard".

powrót do nałogu
?Football Manager? uzależnia prag-nieniem wygrywania. Tej gry nie kończysz, gdy zostajesz zwolniony z jednego klubu - życie w wirtualnym świecie toczy się dalej, a ty możesz tylko czekać, aż dostaniesz kolejną szansę. Do tego nikt nie chce dopuścić, zwłaszcza gdy prowadzi ukochany klub. - Przecież każdy kibic myśli, że trenowałby zespół lepiej niż jego prawdziwy menedżer - mówi Miles Jacobson, dyrektor Sports Interactive, wydawcy ?Football Manager?.
? Miałem występ przed piłkarzami i pracownikami Manchesteru City - opowiadał niedawno dziennikowi ?The Guardian? popularny komik Jason Manford. - Jestem kibicem tego klubu, a ojciec później zwrócił mi uwagę, że byłem nieuprzejmy wobec Micaha Richardsa, jednego z piłkarzy. Zdałem sobie sprawę, że to wszystko przez grę, w której podpadł mi, spóźniając się na treningi - śmiał się.
? Wmawiam sobie, że od następnej edycji będę się kontrolował, grał maksymalnie tylko godzinę dziennie - tłumaczy Iain Macintosh. - Jestem jak ten palacz wracający do nałogu, ale twierdzący, że będzie się hamował i popalał tylko od czasu do czasu. Mam przerąbane, prawda?

Z kolei Iain Macintosh sam na siebie nałożył zakaz gry. - Dziwię się, że ktoś jeszcze w ogóle ze mną rozmawia. Wymyślałem wymówki dla dziewczyn, udawałem, że jestem chory, by ominąć rodzinne imprezy i tylko grać - mówi popularny dziennikarz, który swoje wirtualne kariery w różnych prowincjonalnych klubach opisywał na blogach i w kwartalniku piłkarskim "Blizzard".

"Football Manager" uzależnia pragnieniem wygrywania. Tej gry nie kończysz, gdy zostajesz zwolniony z jednego klubu - życie w wirtualnym świecie toczy się dalej, a ty możesz tylko czekać, aż dostaniesz kolejną szansę. Do tego nikt nie chce dopuścić, zwłaszcza gdy prowadzi ukochany klub. - Przecież każdy kibic myśli, że trenowałby zespół lepiej niż jego prawdziwy menedżer - mówi Miles Jacobson, dyrektor Sports Interactive, wydawcy "Football Manager".

- Miałem występ przed piłkarzami i pracownikami Manchesteru City - opowiadał niedawno dziennikowi "The Guardian" popularny komik Jason Manford. - Jestem kibicem tego klubu, a ojciec później zwrócił mi uwagę, że byłem nieuprzejmy wobec Micaha Richardsa, jednego z piłkarzy. Zdałem sobie sprawę, że to wszystko przez grę, w której podpadł mi, spóźniając się na treningi - śmiał się.

- Wmawiam sobie, że od następnej edycji będę się kontrolował, grał maksymalnie tylko godzinę dziennie - tłumaczy Iain Macintosh. - Jestem jak ten palacz wracający do nałogu, ale twierdzący, że będzie się hamował i popalał tylko od czasu do czasu. Mam przerąbane, prawda?

Historia FM-a Historia FM-a fot. Football Manager

Historia FM-a

1988 - Paul i Olivier Collyerowie wpadają na pomysł stworzenia gry imitującej pracę menedżera klubu piłkarskiego. Na prymitywnym sprzęcie tworzą projekt i szukają wydawcy. - Ten projekt całkowicie zawładnął naszym życiem - mówi Olivier. Paul w czasie tworzenia gry został wyrzucony z uniwersytetu.

1992 - Wychodzi pierwsza edycja pod nazwą "Championship Manager", najpierw tylko na Amigę i Atari ST. Dostępne były jedynie cztery główne ligi angielskie, zawodnicy byli wygenerowani przez komputer, a zagraniczni zamiast nazwisk mieli... numery.

1995 - Na rynek trafia "Championship Manager 2" z ulepszoną grafiką, systemem rozgrywek i komentarzem słynnego sprawozdawcy angielskiej TV, Clive'a Tyldesleya. Wreszcie z prawdziwymi piłkarzami.

1999 - Rozrasta się baza danych. Liczba zawodników, trenerów i klubowych pracowników przekracza już 25 tys. Ulepszony interfejs i pomnożone opcje taktyczne. Wygrywanie staje się coraz trudniejszym wyzwaniem.

2004 - Dochodzi do wielkiego rozbicia. Bracia Collyerowie i ich Sports Interactive rozstają się z wydawcą Eidos i wiążą się z firmą Sega, gdzie mają więcej możliwości rozwoju gry. Kontynuowana jest pod nazwą "Football Manager". Wersja "Championship" nadal jednak pojawia się na rynku i jest tworzona przez nowy zespół Eidos.

2009 - Mecze już można oglądać w grafice 3D i wreszcie pojawia się możliwość prowadzenia drużyn przez menedżerów płci żeńskiej. Po konsultacjach z klubami, agentami i działaczami federacji urzeczywistniono system przeprowadzania transferów.

2013 - 31 października wychodzi "FM 14"!