Co po smartfonach? 6 możliwych technorewolucji 2014 r.

Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - pytał Philip K. Dick. My zapytaliśmy topowych dziennikarzy branżowych, co im się marzy w 2014 r.
Przemysław Pająk/Spidersweb.pl Przemysław Pająk/Spidersweb.pl Przemysław Pająk/Spidersweb.pl

Urządzenia mobilne, krzywizna ekranu

Przemysław Pająk/Spidersweb.pl:

Uwielbiam filmy science fiction, które przy okazji fabuły prezentują technologiczne gadżety przyszłości. Bardziej od perypetii Toma Cruise'a w "Raporcie mniejszości" podobały mi się jego komputery. Dotykowe ekrany, hologramowe wyświetlacze, zawieszone w przestrzeni interaktywne ściany z danymi... W "Iron Manie" ciekawszy od widowiskowych pojedynków w przestworzach wydawał mi się z kolei Jarvis - centralny komputer sterowany głosem.

Jestem więc podekscytowany faktem, że jedna z takich wizji jest bliska realizacji! Chodzi o urządzenia mobilne z giętkimi ekranami, które pojawiają się na rynku już dziś: Samsung i LG pokazali smartfony z zakrzywionymi wyświetlaczami. Choć do pełnego wykorzystania potencjału matryc daleko, trudno go nie dostrzegać.

Wyobraźmy to sobie. Smartfon, który można zwijać w rulon. Którego ekran jest przezroczysty. Który wyświetla elementy trójwymiarowe. Którego obsługuje się gestami i mową. Od tego już tylko krok do kolejnej innowacji. Giętki ekran może stanowić podstawę technologii przestrzennego wyświetlania obrazu. Wtedy zamiast rozmów głosowych mielibyśmy konwersacje wideo z hologramowymi reprezentacjami interlokutorów w czasie rzeczywistym. A zamiast filmów na płaskim ekranie moglibyśmy oglądać 3D zawieszone w przestrzeni między rogami ekranu.

Warto przyglądać się też temu, co patentują Apple, Samsung, Google czy Microsoft. Tak jak z patentów 2002 r. można się było sporo dowiedzieć na temat chociażby iPhone'a wydanego w 2007 r., tak na podstawie wniosków składanych dzisiaj można sobie wyobrazić, co będziemy mogli robić z mobilnymi komputerami osobistymi gdzieś w 2018 r.

I wtedy takie filmy, jak "Raport mniejszości" czy saga o "Iron Manie", nie będą w archiwach skatalagowane jako science fiction...

Łukasz Kacperczyk Łukasz Kacperczyk Łukasz Kacperczyk

Fotografia - fokus na autofocus

Łukasz Kacperczyk:

Pomijając nieco wsteczne marzenia, jak np. takie, by zainteresowanie fotografią powróciło do poziomu sprzed rewolucji cyfrowej (i nie - nie jestem zgorzkniałym dinozaurem), najbardziej chciałbym, żeby aparaty jak najmniej przeszkadzały w fotografowaniu. Bo wbrew pozorom bywa inaczej. O jakość obrazu nie musimy się już martwić, owszem. Lecz choć z szybkością też jest coraz lepiej, wciąż czekam na moment, kiedy maksyma Henriego Cartier-Bressona: "Jeśli zobaczyłeś idealny kadr w wizjerze, to znaczy, że zdjęcie zrobiłeś już za późno", przestanie obowiązywać.

I chwili naświetlenia zdjęcia po naciśnięciu spustu migawki nie opóźni już nic - z autofocusem na czele! No i wiem, że mistrz street photo miał na myśli bardziej sprawność fotografa niż sprzętu - le tu trzeba po prostu pracować nad sobą...

Skoro już o autofocusie mowa... Przypomniałem sobie o pewnej funkcji, którą bardzo chciałbym zobaczyć w unowocześnionej wersji, godnej roku 2014. Chodzi o system wyboru aktywnego punktu AF przez samo spojrzenie w odpowiedni fragment kadru. Canon stosował takie coś od drugiej połowy lat 90. w lustrzankach małoobrazkowych, ostatni raz w modelu wprowadzonym na rynek... przed dekadą. Myślę, że mogłoby to być pierwsze naprawdę skuteczne usprawnienie ustawiania ostrości od czasu systemów wykrywania twarzy (które - przyznaję - początkowo wyśmiałem jako absurdalną nowinkę...) i ekranów dotykowych pozwalających w naturalny sposób wybrać punkt AF. Ponoć pewien gigant ze świata elektroniki użytkowej szykuje się do spełnienia mojego życzenia, więc może nie jest to mrzonka.

Konstanty Młynarczyk/'Chip' Konstanty Młynarczyk/'Chip' Konstanty Młynarczyk/'Chip'

Komputery i okolice - między hybrydami

Konstanty Młynarczyk/"Chip":

Od dłuższego czasu rośnie sprzedaż tabletów, coraz mniej kupujemy zaś laptopów, o typowych blaszakach nie wspominając. Nic dziwnego. Tablety są tanie, wygodne i sexy. A pecety kupione kilka lat temu dobrze radzą sobie nawet z dzisiejszym oprogramowaniem.

Producenci zdają sobie z tego sprawę, dlatego rynek zalewa potok urządzeń hybrydowych i konwertowalnych. Czyli notebooków, które można zmienić w tablet, oraz tabletów, które można wykorzystywać jako notebooki. Wyposażone w superenergooszczędne (a przy tym nieustępujące wydajnością swoim poprzednikom) procesory Intela oraz system operacyjny Windows 8 (pozwalający zarówno na wygodną obsługę ekranu dotykowego, jak i pracę z tradycyjnym interfejsem okienek) hybrydy mają szansę tchnąć iskrę nowego życia w rynek komputerów...

...Jeśli staną się tańsze - to moje pierwsze życzenie na nadchodzący rok.

Za takie urządzenia zapłacisz ok. 4 tys. zł (za te mniej wydajne - minimum połowę). Nie są zatem na kieszeń Polaka, który według statystk nie wyda na laptopa więcej niż 1,8 tys. zł. Na szczęście ceny tabletów spadają w tempie ekspresowym. Świetnie wyposażone, produkowane przez renomowane firmy, jak np. Asus, kosztują poniżej tysiąca. Jeśli nie masz nic przeciwko mniej znanym markom, bez problemu znajdziesz coś za 50 proc. tej kwoty.

Jednak tablet nie nadaje się ani do pracy, ani do odrabiania zadań domowych. Do tego potrzebny jest sprzęt z klawiaturą i myszą. Notebookowy monopol Windowsa i Intela zaczął się wyraźnie kruszyć, co cieszy. Kilku poważnych producentów wypuściło na rynek laptopy z Chrome OS. Nowy system jest co prawda bardzo ograniczony, jeśli chodzi o funkcje, ale w zupełności wystarczy do typowych zadań, jakie stawia się przed domowym laptopem.

Darmowy OS oraz (stosowany w tabletach i smartfonach) procesor o architekturze ARM pozwalają obniżyć koszty. Lecz chromebooki mają przed sobą długą drogę, nim odniosą prawdziwy sukces. Chrome opiera się na internecie, bez ciągłego połączenia z globalną siecią staje się niepełnosprawny. Komfort pracy zależy też od szybkości łącza, a z tym nie tylko w Polsce nie jest tak różowo. Tak więc gęstszy i szybszy internet ku chwale tanich laptopów - to marzenie kolejne.

Owoce innego kiełkującego trendu, czyli smartwatche, cierpią na odwrotną przypadłość niż proste chromebooki. Producenci starają się umieścić w zegarkach wszystko. Niepotrzebnie dublując funkcje, które są już w smartfonach, dramatycznie skracają czas pracy zegarka, zwiększając jego wagę i rozmiary. Nie takie są oczekiwania rynku.

Ludzie poczekają na modele, które będą zaprojektowane z myślą o komforcie i łatwości użytkowania, nawet kosztem funkcji. No i oczywiście na takie, których cena spadnie do przystępnego poziomu. Kończę powyższą nadzieją numer trzy.

Robert Drózd/Swiatczytnikow.pl Robert Drózd/Swiatczytnikow.pl Robert Drózd/Swiatczytnikow.pl

E-czytniki: podświetlone, kolorowe... składane?

Robert Drózd/Swiatczytnikow.pl:

Czytnik z e-papierem ma ułatwić czytanie i zbliżyć je najbardziej do tego, co znamy z książek papierowych. Tyle że sama czynność czytania nie zmieniła się od kilku tysięcy lat. Jakie będą czytniki przyszłości? Dopóki nie doczekamy się bezpośredniego transferu z książki do głowy, nie ma co liczyć na więcej. Choć oczywiście można pomarzyć.

Rewolucją okazało się wprowadzenie w ostatnim czasie podświetlania ekranu. To likwiduje główną wadę papieru elektronicznego - potrzebę dobrego światła (słonecznego bądź lampy), podobną jak przy lekturze tekstu na zwykłym papierze. Producenci będą pewnie eksperymentowali z kolorowymi wyświetlaczami, a e-readery staną się jeszcze poręczniejsze i lżejsze. Możliwe, że za kilka lat będziemy mogli takie urządzenie złożyć w ćwiartkę i schować do kieszeni. Kusząca perspektywa.

Kolejny trend to rosnące uspołecznienie czytania. Już dzisiaj czytając e-booka z Kindle Store'a, widzimy najpopularniejsze podkreślenia dodane przez innych. Może już przy kolejnym tomie sagi George'a Martina zobaczymy, w którym miejscu czytają znajomi, co podkreślili i jakie zrobili notatki. Dyskusje z Facebooka przeniosą się do książek? Kto wie.

Nie wierzę natomiast w ogłaszany co roku koniec czytników jako kategorii urządzeń, które mają w końcu ustąpić tabletom. W Stanach ludzie bardzo często kupują i jedne, i drugie. Tablety służą do wszelkich form cyfrowej rozrywki - a czytniki do zagłębienia się w lekturze. I w tym są cały czas najlepsze!

Tomasz Kutera/Polygamia.pl Tomasz Kutera/Polygamia.pl Tomasz Kutera/Polygamia.pl

Gry wideo - scena indyków

Tomasz Kutera/Polygamia.pl

Wbrew opiniom defetystów (nie mylić z fetyszystami) elektroniczna rozrywka ma się lepiej niż kiedykolwiek. Jeszcze nigdy tworzenie i wydawanie gier nie było tak proste; nie trzeba wielkiej wiedzy, istnieją odpowiednie programy. I choć od lat kartą przetargową w walce o bycie zauważonym jest postępujący gigantyzm - nawet o polskim "Wiedźminie" mówi się głównie w kontekście tego, ile osób przy nim pracowało i o ile więcej od kinowego "Quo Vadis" kosztował - to najciekawsze rzeczy dzieją się tam, gdzie środki są zdecydowanie skromniejsze. W garażowych studiach czy wręcz na komputerze jednego człowieka z wizją - tam powstają gry "indie".

Marna to nazwa, ale na razie nikt lepszej nie wymyślił. Niezależne nawet nie tyle od wydawców - nikt nie twierdzi przecież, że pieniądze śmierdzą - ile od ich sztabów marketingowców, inwestorów i junior accout managerów rodem z internetowego memu. Zabrzmi to kiczowato, ale tam, gdzie gry powstają z potrzeby serca, a nie rozumu, dzieje się dobro.

To dzięki ogromnej scenie "indyków" - której nie byłoby bez cyfrowej dystrybucji; dzięki ci za nią, Technologio - mogliśmy w ostatnich miesiącach wcielić się w borsuczą mamę ("Shelter") albo celnika na granicy totalitarnego państwa ("Papers, Please"), przeżyć obyczajową przygodę w opuszczonym domu ("Gone Home"), zagubić w labiryncie zbudowanym z pominięciem zasad geometrii euklidesowej ("Antichamber") czy spróbować przetrwać w strasznym lesie wyciągniętym z filmu Burtona ("Don't Starve"). To miła odmiana po latach strzelania do obcych, ratowania świata i bycia dzielnym żołnierzem.

Robienie gier nie jest już wiedzą tajemną, a do głosu dochodzą ludzie, którzy nie boją się eksperymentować i mówić o rzeczach - znów zabrzmi to wydumanie, ale trudno - ważnych. Jasne, nadchodzi następna generacja konsol i gry za chwilę na nowo czarować będą fotorealizmem i szeroko pojętym przepychem. Nie mam zresztą nic przeciwko temu, każdemu wedle potrzeb. Ale jeśli zapytacie mnie, czego bym sobie od gier życzył, to nie powiem nic o nowych technologiach czy "innowacyjnych sposobach na zabawę". Te i tak przyjdą (swoją drogą, jak ostatnio przyszły, to wyszedł z nich Kinect, więc mój entuzjazm odrobinę opadł). Zamiast tego chciałbym świeżych, innowacyjnych tematów. Czasami ważnych, czasami śmiesznych. Odwagi, a nie oglądania się na testy focusowe. W tych "największych" już nie wierzę ? cała nadzieja w twórcach niezależnych.

Szymon Adamus/Obywatelhd.pl Szymon Adamus/Obywatelhd.pl Szymon Adamus/Obywatelhd.pl

Telewizory - aby te wszystkie technologie miały wreszcie sens!

Szymon Adamus/Obywatelhd.pl

Doczekaliśmy się takich czasów, że technologia, która nie ma w danej chwili najmniejszego sensu lub po prostu nie działa tak, jak powinna, zostaje hitem sezonu. Fajnie by było, gdyby w nowym roku się to zmieniło. Ale fajnie nie będzie.

Widzieliście kiedyś wyścigi psów? Charty pędzą za sztucznym zającem na złamanie karku. Niesamowita szybkość, piekielna rywalizacja. Obecnie tak wygląda rynek sprzętu elektronicznego. Producenci wywieszają jęzory ze zmęczenia, ale nie przerwą gonitwy. Co kilka miesięcy trzeba osiągać kolejny cel. Jeśli nie dopadniesz nowinki jako pierwszy, zrobi to ktoś inny. I rozszarpie nie zająca, a konkurenta.

Zawodnicy tracą zdrowy rozsądek. Przez kilka lat wmawiano nam, że 3D zrewolucjonizuje kino domowe. Teraz mówi się to samo o 4K, mimo że na telewizor tego typu musiałbyś wziąć kredyt. A i tak nie miałbyś co na nim oglądać: filmów w takiej rozdzielczości kupić się nie da, no bo ich właściwie nie ma, podobnie jak stacji nadających w tym formacie. Również modele OLED wpychane są na rynek na siłę.

Oczywiście w pogoni za innowacyjnością nie ma niczego złego. Jeśli jeden na dziesięć nowych produktów będzie przełomowy, to mamy sukces. Problem w tym, że pozostałe dziewięć producenci też będą promowali jako coś, co ma zmienić życie użytkownika.

Wbrew temu, co wmawia się nam w reklamach i do czego próbują przekonać nas wielkie korporacje, najfajniejsza jest ta technologia, która po prostu działa. Tu, teraz i dokładnie tak, jak powinna!

Komentarze (8)
Co po smartfonach? 6 możliwych technorewolucji 2014 r.
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • cezaryk

    Oceniono 9 razy 9

    >> Wyobraźmy to sobie. Smartfon, który można zwijać w rulon. Którego ekran jest przezroczysty.

    Po co?
    Wyobraźmy to sobie.

  • yebacenzure

    Oceniono 12 razy 8

    ostatnia kategoria:
    jedzenie:
    oby wreszcie nadawalo sie do jedzenia!

  • antykonformista

    Oceniono 4 razy 4

    ech, jeśli chodzi o gry komputerowe, to wszystko weszło w ślepy zaułek. grami rządzą masy, miliony, a miliony chcą postrzelać do obcych (to już jest naprawdę super) albo do zwykłych ludzi (vide battlefieldy itp) co mi się akurat średnio podoba. jak marzyłem 15 lat temu o grach co mogę sobie pochodzić na przykład po XVII-wiecznej francji, tak mogę marzyć nadal, a jakieś zręcznościówki pokroju Assassin Creeda czy czegoś w podobie mi tego nie skompensują.

    nie ma fajnych, a dużych gier. są co najwyżej duże, albo fajne.

    odnośnie smarfonów. przerost formy nad treścią. zwijane w rulonik. no super, i co z tego wyniknie? dajcie lepsze akumulatory. z nanrurek. nie da się? da się. tylko jest presja kurw paliwowych, by nie robić zbyt dobrych akumulatorów. bo je Tesla użyje do swoich autek i co wtedy? haaa... szejkowie wrócą do swoich kóz, zamiast topmodelek :D

    PS. reszty nie czytałem, bo mało mnie interesuje. z obecnej technologii zostały mi tylko smartfony i gry komputerowe. reszty nie trawię, jakoś tak wyszło.

  • kloakier

    Oceniono 5 razy 3

    No nareszcie coś, na co wszyscy czekali z utęsknieniem!...A może by tak wyprodukować w końcu jakiś normalny telefon / do telefonowania / ,bez żadnych wodotrysków?

  • cin91

    Oceniono 2 razy 0

    Łał. Odkryli Amerykę. Kolejny idiotyczny artykuł, tzw. zapchaj dziura, który nic nie wnosi. Żadnej tezy, żadnych konkretów, paplanina. To tak, jak ja bym teraz zaczął wam opowiadać, że może w 2018 roku będziemy się teleportować

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX