5 najfajniejszych rzeczy, jakie możesz robić z tabletem i smartfonem

Rozmawianie, pisanie, surfowanie, zadyszka na Fejsie? Wyluzuj. Nawet twojemu smartfonowi przyda się trochę zabawy! Te akcesoria na pewno mu się spodobają. Tobie też.
Do zabaw zespołowych Do zabaw zespołowych fot. Maciej Rudy Sikorski, Łukasz Falkowski, archiwum redakcji

Do turlania - Dice+ (cena: 150 zł)

Kontroler gier tabletowych - kostka do turlania lub machania. Polskie ją zrodziło plemię! To się opłaca, Dice jest narzędziem stworzonym do zabaw zespołowych, głównie planszówek tabletowych.

Czterech do chińczyka i wychodzi po parę dych na łebka za kostkę, która zapewni długie godziny, dni, miesiące rozrywki. Lista darmowych tytułów jest bogata, liczba ciągle rośnie. Znajdą tu coś dla siebie i zmęczeni już klabingiem trzydziestoletni, i ich poznające elektroniczny świat szkraby.

Kostka z żyroskopem, czujnikiem zbliżeniowym (i ciepła; sporo tu elektroniki) może być też prostym kontrolerem ruchowym - do sterowania samolocikiem albo naparzania przeciwnika w mordobijce. Liczbą generowanych kolorów nie ustępuje Sphero (nie sześć, a... 256 mln).

Ładowanie kabelkiem - tajne gniazdko microUSB ukryto za wysuwaną ścianką. Poznańska myśl inżynieryjna, możemy być dumni!

Delikatny maluch Delikatny maluch fot. Maciej Rudy Sikorski, Łukasz Falkowski, archiwum redakcji

Do latania - Typhoon TyFly (cena: 250 zł)

Jeden silnik, dwa śmigiełka plus symboliczny system sterujący. Na próbnych lotach niemiecki TyFly był częściej kosiarką niż UFO.

Podnosisz go tabletową wajchą (brak startu automatycznego), ciężko ustabilizować pułap, jeszcze trudniej pilotować w wybranym kierunku, intuicja nie pomaga.

Gdy po kilku minutach siada bateria, urządzenie sunie jak pijany trzmiel, kosząc trawę (Parrot - na prawej stronie - w takiej sytuacji ląduje awaryjnie i nie pozwala odpalić swych czterech silników).

Ochronna pianka nie zawsze pomaga, łącznik między śmigiełkami łatwo złamać...

Jeśli coś kosztuje kilkakrotnie mniej od oryginału, będzie kilkakrotnie słabsze, prosta matematyka. TyFly ma z Parrotem tyle wspólnego, że wzbija się w powietrze, a pilot ma w ręku komórkę czy tablet. Ten taj niezbyt flaj.

Co znaczy fajny gadżet Co znaczy fajny gadżet fot. Maciej Rudy Sikorski, Łukasz Falkowski, archiwum redakcji

Do latania - Parrot AR. Drone 2.0 (cena: 1400 zł )

Prawdopodobnie najfajnieszy gadżet smartfonowo-tabletowy, jaki wymyśliła ludzkość. Błąd. Na pewno najfajniejszy.

Czterosilnikowy dron firmy Parrot - wkrótce dostępny również w jeszcze śmieszniejszych wersjach MiniDrone i Jumping Sumo - lata nie tylko nad głowami rozbawionych dzieci i rozmarzonych tatusiów.

Odnajduje się również w biznesie. Za pomocą szerokokątnej kamery na jego dziobie nagrasz film w rozdzielczości 720p (30 kl./s), w który możesz potem wmontować mniej imponujące ujęcia z kamery SD zamontowanej w podwoziu.

Materiał oglądasz na żywo na komórce, lagi są bardzo sporadyczne. Na iPhone'a/iPada dokupisz wtyczkę "trybu reżyserskiego" - nakręć "Helikopter w ogniu" za 3,6 euro!

Sterowanie śmiesznie proste, maszyna startuje, stabilizuje się i ląduje automatycznie, do latania wystarczy parę metrów kwadratowych. Dzięki polipropylenowej osłonie biurowo-apartamentowej urządzenia nie roztrzaskasz nawet przy błędzie nawigacyjnym (a jeśli już roztrzaskasz, łatwo dokupisz zamienniki).

Przycisk "flip" pozwoli na wykonywanie trików osobom o dwóch lewych kciukach. Jeśli poniesie ją za daleko i straci zasięg, maszyna zaczeka, aż podejdziesz.

Możesz zainwestować dodatkowe 500 zł w moduł GPS (z kartą pamięci 4 GB), dzięki któremu wezwiesz quadkopterek do miejsca startu, wyślesz go do punktu wybranego na mapie oraz odtworzysz trasę post factum.

Kolejny ważny zakup: bateria pozwalająca na 18 min lotu (200 zł).

Świeci, wibruje, pędzi Świeci, wibruje, pędzi fot. Maciej Rudy Sikorski, Łukasz Falkowski, archiwum redakcji

Do toczenia - Sphero 2.0 (cena: 500 zł)

Kulka u nogi. Gdy się toczy, mieniąc kolorami, ty gapisz się w komórkę, pogrążając się w rozszerzonej rzeczywistości.

Hit światowy, uwielbiają ją gadżeciarze, dzieci, psy i koty. Świeci, wibruje, pędzi 2 m/s w dowolnym kierunku, pchana mocą wewnętrznego silniczka (chomiczka...). Prometeusz naszych czasów ma ułatwione zadanie, siedzi ze smartfonem w ręku.

Choć częściej kulę goni - sznurek jest krótki, bo bluetoothowy. A?gry wymagające. Człowiek bowiem nie żuk gnojowy, by toczyć bez celu, zabawę urozmaicają liczne aplikacje.

Golf, atak zombie, miarka pokojowa... Sphero może być też kontrolerem trzymanym w dłoni, którym kręcisz i machasz.

W pakiecie minirampa, w necie dokupisz gumową ochronkę z wypustkami na drogi miejskie i do wody (tak, potrafi pływać). Szkoda że nie wbudowano kamery, zmarnowany potencjał na kolorowy zawrót głowy. Ładowanie indukcyjne działa sprawnie.

Pierwszą wersję Sphero pokazano na targach CES 2011, to edycja ubiegłoroczna, nie mogę się doczekać, kiedy w moje ręce trafi nadchodząca premiera amerykańskiej firmy Orbotix: walcowaty Ollie

Klasyka w nowym wydaniu Klasyka w nowym wydaniu fot. Maciej Rudy Sikorski, Łukasz Falkowski, archiwum redakcji

Do jeżdżenia - Typhoon TySpy (cena: 400 zł)

Marzenie ośmiolatka: zdalnie sterowany samochodzik. A może łazik? Klasyka w nowym wydaniu.

Kiedyś były autka na kablu, potem sterowane radiowo, dziś kierownicą jest tablet, a pojazd ma kamerę. To udana zabawka niemieckiego producenta.

Napęd niby na jedną oś, lecz pojazd zdecydowanie wyprzedza Sphero. Jeździ też do tyłu, a kierowanie nie sprawia problemów ? aplikację ogarnie przedszkolak.

Rozdzielczość kamery niby 640×480 pikseli, ale obraz wygląda bardzo przyzwoicie (zapraszamy do wydania tabletowego).

Dzięki podglądowi z kokpitu i sporemu zasięgowi, jaki zapewnia Wi-Fi, niemiecki łazik może zostać twoim domowym szpiegiem. Nazwa TySpy zobowiązuje.

Więcej o: