Czas robotów. Kiedy człowiek stanie się zbędny?

Odkurzacz, który sam sprząta. Ekspres, który automatycznie parzy kawę. Samochód, który jeździ bez kierowcy, możesz więc wypić piwo przed powrotem do domu. Przyszłość zapowiada się wspaniale, prawda?
Roboty Roboty fot. shutterstock.com

Kiedy człowiek stanie się zbędny?

Ale co ze sprzedawcami (wrzucasz 3 złote i butelka coli wyskakuje z maszyny), dziennikarzami (komputer już pisze krótkie wiadomości dla agencji informacyjnej Associated Press), kadrowymi (program komputerowy lepiej wybiera kandydatów do pracy niż człowiek), robotnikami (maszyna sprawniej złoży samochód)... A przecież to dopiero początek automatyzacji.

Kiedy myślisz o konflikcie pomiędzy ludzkością a automatami, to zapewne na myśl przychodzi ci Arnold Schwarzenegger jako terminator uganiający się za Sarą Connor. A może jednak większą wyobraźnią błysnął Jack Williamson (1908-2006), autor zapomnianego już cokolwiek opowiadania "Z założonymi rękami". Opisał w nim roboty, zwane humanoidami, które tak dbają o ludzi, że zamieniają ich życie w piekło nicnierobienia.

Inteligentne domy Inteligentne domy fot. Denys Prykhodov / shutterstock.com

Inteligentne domy

Pod koniec XIX w. ludzie wyobrażali sobie, że w przyszłości powstaną urządzenia, które same będą sprzątały mieszkanie. Wynalazek odkurzacza spełnił po części tę wizję. Ale wciąż potrzebny był człowiek, a każdy facet wie, że odkurzanie to czysta zabawa? Na szczęście od kilku lat do odkurzania mężczyzna stał się zbędny, bo wynaleziono roboty odkurzające, które wyczyszczą każdy zakamarek samodzielnie, w czasie gdy ty leżysz na kanapie i czytasz "Logo". Żeby nie było wątpliwości, z czym masz do czynienia, zautomatyzowane odkurzacze nazywają się na przykład iRobot.

Spece od automatyki dwoją się i troją, by jak najwięcej czynności, o których musisz pamiętać, wchodząc do mieszkania, wykonywało się bez twojego udziału. Ba, tak zwane inteligentne domy (smart homes) przejmują te obowiązki i są w nich lepsze od ludzi. Nie zapominają, nie ustawiają niczego na oko. Działają według zaprogramowanych schematów - ich reakcja zawsze wynika z wystąpienia wcześniej ustalonych warunków.

Przykłady? Jeśli temperatura za oknem spada poniżej określonej wartości, inteligentny dom włącza ogrzewanie. Robi się słonecznie? Wyłącza. Ale to nie wszystko.

Dom obniży temperaturę nad ranem, byś wstał bardziej rześki, a podkręci wieczorem, żeby było przyjemnie. Inteligentny dom wie także doskonale, kiedy wychodzisz. I wtedy obniża temperaturę, by nie marnować energii. I nie ma obaw, że zacznie ci nagle chłodzić mieszkanie zimą w sobotnie przedpołudnie. Ten dom wie, że jest weekend.

Jeśli zapomnisz zgasić światło w łazience, spiesząc się do pracy, zaraz po trzaśnięciu przez ciebie drzwiami zgasi światło. Co więcej, zapali je automatycznie, gdy wrócisz po wieczornym piwku. Nie chce, byś po omacku na rauszu szukał włącznika światła i wpadał po ciemku na stojak na parasole w przedpokoju.

Mieszkanie samo też odsłoni żaluzje o poranku i zamknie je, gdy za oknem zapanuje nadmierny skwar. Sprytna bestia, prawda? Ale to i tak tylko ułamek możliwości, jakie daje tzw. Internet Rzeczy - czyli system urządzeń, które podłączone do internetu same dbają o to, by ludziom niczego nie brakowało.

Internet rzeczy Internet rzeczy fot. asharkyu / shutterstock.com

Muzyka z pierkarnika

- Już ponad dziewięć miliardów urządzeń na świecie podłączonych jest do internetu, a według prognoz International Data Corporation (IDC) do 2020 r. ich liczba może wzrosnąć trzykrotnie - mówi Ewelina Trześniewska z firmy Monday PR. Analitycy firmy IDC szacują, że wydatki na Internet Rzeczy w ciągu najbliższych trzech lat mogą w Polsce zostać podwojone, sięgając 12 mld złotych.

Do globalnej sieci podpięte są nie tylko komputery, smartfony czy tablety, ale coraz częściej sprzęt AGD, samochody, a nawet ubrania. IDC prognozuje, że najszybsze tempo rozwoju - jeśli chodzi o wykorzystanie potencjału Internetu Rzeczy - nastąpi właśnie w obszarze urządzeń gospodarstwa domowego. Do 2020 r. typowy dom może być wypełniony ponad 500 inteligentnymi urządzeniami. Począwszy od telewizorów i sprzętu grającego, poprzez pralki, suszarki, skończywszy na dużym i drobnym sprzęcie używanym w kuchni: lodówkach, piekarnikach, okapach, kuchenkach - wynika z raportu "Digital Business Technologies" firmy Gartner.

Tak zwana idea smart home polega na łatwym kontrolowaniu, monitorowaniu i zabezpieczeniu domu z dowolnego miejsca. Kontrolę można sprawować dzięki podłączeniu urządzeń do internetu (za pomocą Wi-Fi) i komunikowaniu się z nimi za pomocą specjalnych aplikacji. - Zakres możliwości zdalnego nadzoru będzie się poszerzał i dotyczył coraz większej liczby różnorodnych urządzeń - podsumowuje raport.

- Żyjemy w świecie technologii i tego rozpędzonego pociągu nie da się już zatrzymać, ale warto do niego wsiąść - mówi Andrzej Sas, wiceprezes zarządu firmy Amica. - Rozwiązania technologiczne stosowane w urządzeniach AGD, jak choćby możliwość zdalnej kontroli nad nimi, to dziś innowacja, która jutro stanie się standardem, sprzyjającym wygodzie, sprawności i bezpieczeństwu codziennego funkcjonowania w domowej przestrzeni - dodaje.

Podkreśla, że w przypadku AGD wyzwanie jest specyficzne, bo zawsze na pierwszym miejscu jest użyteczność urządzeń, a technologiczne rozwiązania mają być urozmaiceniem, a nie zamiennikiem. Podaje przykład linii urządzeń Amica IN, w której piekarnikiem można sterować za pomocą smartfona, a okap kuchenny automatycznie włącza się i dostraja moc w momencie gotowania. Żeby było ciekawiej, aplikacja na smartfona ma też zintegrowaną książkę kucharską. Ale co tam przepisy, grunt, że piekarnik ma wmontowane głośniki i można sobie dzięki nim puścić przez Bluetooth muzykę z komórki.

Samochód Google gotowy do prób drogowych Samochód Google gotowy do prób drogowych fot. Google

Samochody bez kierowcy

W 2011 r. po raz pierwszy na drogi wyjechał samochód bez kierowcy i kierownicy, zaprojektowany przez Google'a. Wszystkim steruje komputer. Na razie tzw. autonomiczne auta przejechały ponad dwa miliony kilometrów. Teraz Google wchodzi w nową fazę testów - jego autoroboty będą poruszać się po drogach publicznych w rodzimym mieście koncernu, kalifornijskim Mountain View. Będą mogły poruszać się z prędkością do 40 km/h - w końcu, można powiedzieć metaforycznie, nawet rowerzysta będzie w stanie prześcignąć Google'a. Na czas testów w autach będą jednak także żywi kierowcy - ale tylko "na wszelki wypadek", gdyby coś jednak poszło nie tak, jak trzeba. Choć Google uspokaja, że autoroboty nie będą stanowiły zagrożenia dla innych uczestników ruchu: - System komputerowy, który nimi steruje, ma "doświadczenie" takie, jakie człowiek zdobyłby po 75 latach prowadzenia samochodów.

Google nie jest jednak sam w wyścigu do konstrukcji autonomicznego auta. Za dwa lata pozbawione kierowców samochody Volvo S60 i V60 wyjadą na drogi publiczne w szwedzkim Göteborgu. Mają poruszać się razem z innymi autami kierowanymi przez ludzi. Mają być sterowane za pomocą aplikacji, same parkować, słowem: nie będą do niczego potrzebowały obecności człowieka. - W trybie autonomicznym prędkość samochodu nie może przekraczać 70 km/h. Samochód wyposażony jest w bardzo dokładną mapę zaprogramowanej trasy, precyzyjne pozycjonowanie GPS, czujniki laserowe, dwie kamery (z przodu i z tyłu pojazdu) oraz dodatkowe radary - tłumaczy Stanisław Dojs z Volvo Auto Polska. Nad swoimi autonomicznymi samochodami pracują także Toyota, Mercedes, BMW czy Audi.

Cóż, nie wszystkich ucieszy to udogodnienie - przecież wielu z nas czerpie frajdę z prowadzenia samochodu. No, ale zdarzają się takie chwile, gdy prowadzić nie powinniśmy, bo spotkanie z kumplami płynnie przeszło z lunchu w kolację w knajpie, a do domu jakoś wrócić trzeba.

Syda Productions / shutterstock.com
Syda Productions / shutterstock.com Syda Productions / shutterstock.com

Człowiek zdalnie sterowany

Nowoczesne telefony komórkowe nie bez przyczyny nazywane są smartfonami, czyli sprytnymi telefonami. Z założenia smartfon ma służyć do jak największej liczby rzeczy, dzwonienie jest tylko dodatkiem do telefonu, który jest konsolą do gier, dyktafonem, GPSem, przeglądarką internetową czy pilotem do telewizora.

Ale co ciekawe, wszechwładny smartfon nie kontroluje już tylko rzeczy - stał się swego rodzaju pilotem do obsługi człowieka. Smartfon panuje nad naszym snem, bada, jak śpisz, a potem budzi cię w optymalnym momencie. Smartfon także wie, kiedy na niego patrzysz. Włączy bądź wyłączy ekran, rozjaśni bądź ściemni - zależnie od tego, czy obróciłeś w jego stronę twarz lub czy świeci na niego słońce. Co więcej, smartfon organizuje ci dzień, pamiętając i przypominając okrutnie o listach zakupów, spotkaniach, ulubionych programach TV.

Smartfon ułoży ci też system ćwiczeń na siłowni i bezwzględnie wytknie, jeśli ominiesz trening. Zwróci również uwagę na to, że ostatnio biegałeś 5 km w znacznie lepszym czasie: obijasz się i trzeba wziąć się do roboty! I jak najgorszy krytyk podkreśli, że tracisz kondycję, bo dużo bardziej niż zwykle skoczyło ci tętno. W "trosce" o twoje zdrowie telefon zaplanuje też dietę.

Jednak to nie wszystko - smartfon potrzebuje odbiorcy, by nim sterować, a twój osobisty komputer obchodzi się już bez użytkownika. Nie tylko bez pytania zrobi kopię danych. Ba, może zapłacić rachunki. I będzie to robił, nawet jeśli pojedziesz na wakacje i będziesz miał przyjemniejsze rzeczy na głowie.

Roboty Roboty fot. Sarah Holmlund / shutterstock.com

Jak człowiek staje się zbędny

Kto wie, czy pewnego dnia nie przeczytacie numeru "Logo", który w całości napisały roboty. To nie żart. A przynajmniej dla nas - nieśmieszny.

Już dziś jedna z największych agencji prasowych świata, Asociated Press, używa robotów-dziennikarzy do pisania artykułów. Powstaje ich około tysiąca miesięcznie. Nie są to może jeszcze porywające reportaże, ale wiadomości dokładnie takie, jakich ma dostarczać agencja prasowa. Roboty piszą więc newsy finansowe, opisują raporty spółek giełdowych, tworzą komunikaty marketingowe czy podają wyniki sportowe.

Mózgiem, dosłownie, całego przedsięwzięcia jest tzw. Automated Insights (AI - to także skrót od angielskiego określenia na sztuczną inteligencję - Artificial Intelligence). Działa na platformie o nazwie Wordsmith (z ang. kuźnia słów). AI jest potężna, a agencja wykorzystuje znikomy ułamek jej możliwości. Roboty piszą tysiąc tekstów miesięcznie, ale są w stanie generować ich dwa tysiące. Na sekundę!

Czy to koniec pracy dla ludzi? Lou Ferrara, redaktor odpowiedzialny za newsy biznesowe w AP, uspokaja, że nie - że dzięki "odciążeniu" przez roboty dziennikarze z AP mogą skupić się na trudniejszych formach dziennikarskich.

Roboty mogą też jednak zastępować pracowników mediów w innych miejscach. Coraz częściej na przykład odbierają pracę operatorom kamer w studiach telewizyjnych. A w przyszłości drony zastąpią korespondentów wojennych.

Warto dodać, że od lat automaty panują także nad handlem na giełdach papierów wartościowych czy walutowych. Automatycznie i błyskawicznie podejmują decyzje, kupują bądź sprzedają akcje i waluty. Są szybsze i skuteczniejsze od ludzi, ale wielu specjalistów (nie tylko zawodowych narzekaczy!) obawia się, że mogą kiedyś - w wyniku błędu - doprowadzić do krachu finansowego na niespotykaną skalę. Jeden wadliwy komputer może bowiem wywołać reakcję innych komputerów-maklerów, co spowoduje niepowstrzymywalny efekt domina. Kto wie, może wizja z filmu "Terminator", gdzie maszyny polują na ludzi, jest przesadzona. Roboty nas nie zabiją. Roboty nas zrujnują.

Naukowcy przewidują także, że roboty czy automaty mogą w przyszłości, i to niezbyt odległej, wyeliminować menedżerów średniego szczebla - tych, którzy nadzorują pracę innych. Przy niezbyt dużym wysiłku programistycznym można to zadanie bowiem powierzyć maszynom. Współcześni menedżerowie posługują się różnymi narzędziami do planowania zadań dla zespołu, układania grafików, monitorowania postępów, czasu pracy czy motywowania. Jesteśmy o krok od tego, by te obowiązki w całości przejęły maszyny.

Już dziś automaty wchodzą w miejsce ludzi w wielu zawodach. Bankomaty zastąpiły kasjerów, maszyny vendingowe (z napojami, batonami, kanapkami, papierosami) zastąpiły sklepikarzy. Działają także automatyczne kasy w supermarketach. Na lotniskach automaty przejęły też częściowo obowiązki odprawy pasażerów.

Robotyka to także przyszłość w wielkich zakładach produkcyjnych. Automaty są precyzyjne, nie męczą się, nie jedzą, nie strajkują. - Zastosowanie robotów to zwiększenie mocy produkcyjnej przez przyspieszenie produkcji, poprawa jakości produktów gotowych, elastyczność, czyli łatwa możliwość przezbrojeń, to jest przestawienia produkcji z jednego wyrobu na inny - tłumacz Konrad Grohs, dyrektor warszawskiego oddziału firmy Astor, w rozmowie z biuletynem Polish Open University.

Dodaje, że istotna jest także łatwa adaptacja robota do innego stanowiska pracy - w przeciwieństwie do innych maszyn robota można wykorzystywać do bardzo różnorodnych zadań. I nie trzeba ponosić dużych kosztów, wystarczy go przeprogramować. A to jest szybsze niż przeszkolenie człowieka.

Roboty Roboty fot. F.Schmidt / shutterstock.com

Przyszłość jest już dziś

O wykorzystaniu automatyzacji w przyszłości wiele się dziś spekuluje, a wiele futurystycznych pomysłów staje się rzeczywistością bardzo szybko. Trwają na przykład prace na zrobotyzowaniem niektórych zabiegów medycznych czy chirurgicznych. Testowany jest także system zrobotyzowanego szpitala, w którym większość prac wykonują maszyny. Co ciekawe, maszyny są w stałym kontakcie ze sobą, posługują się czymś na kształt wspólnej świadomości, dzięki czemu w czasie rzeczywistym "uczą się od siebie" lub jak kto woli - współdoświadczają. A więc robot na pierwszym piętrze wie doskonale, co robi i z czym "zmaga" się robot na drugim piętrze szpitala.

To już przypomina systemy znane z filmów typu "Terminator" - maszyny stały się jakby elementami jednego bytu - wszystkie wiedzą dokładnie to samo i jednocześnie zdobywają doświadczenie. Łatwo sobie wyobrazić takich futurystyczny żołnierzy - roboty. Nawet jeśli jeden z nich wpadnie w pułapkę, bo wróg (w domyśle: człowiek) znalazł nowy sposób na jego wyeliminowanie, przed "elektroniczną śmiercią" robot-żołnierz wiedzę o nowych sposobach walki wroga przekaże innym robotom. A te na spotkanie z wrogiem przyjdą lepiej przygotowanex.

Już dziś właściciele firmy Husarion - Dominik Nowak i Radosław Jarema - pracują nad projektem RoboCORE. To projekt modułu elektronicznego - serca robota - do budowy maszyn, które mogą nas zastąpić w niektórych czynnościach. Na realizację tego zamierzenia twórcom RoboCORE udało się zebrać w serwisie Kickstarter ponad 58 tys. dolarów. RoboCORE może kontrolować mechaniczne silniki i moduły, współpracować z czujnikami i rejestrować dane pomiarowe. Komunikuje się ze światem za pomocą sieci Wi-Fi lub Bluetootha, wykorzystując do tego dodatkowy moduł Intel Edison lub smartfon. Można go również podłączyć do komputera, tabletu i innych urządzeń z USB.

Trwają także nieustanne prób stworzenie robota, który będzie wyglądał i zachowywał się identycznie jak człowiek. Androidy, jak zwane są takie maszyny, mają być jednak pozbawione ludzkich wad i słabości. Nie zawahają się ze strachu rzucić do ofiary wypadku w płonącym samochodzie, nie popełnią też przestępstwa. Pesymiści przestrzegają jednak, że tacy "doskonali ludzie" mogą pewnego dnia uznać, że to my, ludzie, mamy zbyt wiele słabości...

Robot Robot fot. josefkubes / shutterstock.com

Ciekawostki

Słowo "robot" pochodzi od słowiańskiego słowa "robota", oznaczającego ciężką pracę, wysiłek.

Pierwszy robot - android grający na flecie - powstał w 1738 r. Skonstruował go Jacques de Vaucanson. Innym jego projektem była mechaniczna kaczka, która potrafiła jeść i wydalać.

W owym czasie powstała także sztuczna dziewczynka grająca na klawikordzie. Lalka poruszała ramionami i wybierała palcami właściwe klawisze. Stworzył ją Jaquet Droza. Skonstruował on także robota-pisarza i robota-rysownika.

Z raportu Carla Benedikta Freya i Michaela Osborne'a wynika, że aż połowa amerykanów może być zastąpiona w pracy w ciągu dekady lub dwóch. W jakich zawodach?

- telemarketer,

- krawiec,

- agent ubezpieczeniowy,

- zegarmistrz,

- agent frachtowy,

- księgowy,

- specjalista od obróbki zdjęć.

Seksroboty nadchodzą. Tak, tak. Wkrótce na rynku mogą pojawić się lalki do złudzenia przypominające kobiety czy mężczyzn, które mają zastąpić żywych seksualnych partnerów.

Już dziś produkowane są specjalne lalki, które choć robotami nie są, służą jak seksboty. Kosztują kilkanaście tysięcy złotych, w trakcie stosunku wydają jęki, w dotyku przypominają skórę, mają nawet inną temperaturę na powierzchni ciała i w waginie.

Najbardziej znanym producentem tych lalek jest firma RealDolls. A w mediach co jakiś czas pojawiają się historie o mężczyznach, którzy traktują te lalki jak swoje życiowe partnerki. Mieszkają z nimi, przedstawiają rodzicom czy znajomym, jeżdżą z nimi na wakacje, no i oczywiście sam wiesz co.

Wielu pesymistów przestrzega, że roboty pewnego dnia mogą zagrozić ludziom. Optymiści uspokajają, że to niemożliwe, bo robotyka - termin ukuty przez pisarza Isaaca Asimova - ma swoje prawa, które chronią ludzi.

Trzy prawa robotyki według Asimova to:

1. Robot nie może skrzywdzić człowieka ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.

2. Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem.

3. Robot musi chronić sam siebie, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.

35 proc. pracowników w Wielkiej Brytanii w ciągu dwudziestu lat zostanie zastąpionych przez automaty i roboty - wynika z raportu firmy doradczej Deloitte. Najbardziej narażeni na stratę pracy są ludzie o niskich kwalifikacjach, najlepiej wykształceni raczej nie mają powodów do obaw.

Co ciekawe, wielu brytyjskich przedsiębiorców deklaruje też, że ich pracownicy będą musieli zdobyć nowe kwalifikacje, by nadążyć za technologicznymi zmianami w biznesie.

Dzisiejsze roboty wykorzystywane przez armię są zdalnie sterowane przez żołnierzy, ale mogą wykonywać zadania niebezpieczne dla ludzi, np. rozbrajać ładunki wybuchowe. Są też pewne rodzaje uzbrojenia (np. działa), które automatycznie namierzają cel, ale strzelają dopiero na komendę człowieka. W 2007 r. na południowoafrykańskim poligonie taki system jednak zawiódł. Jedno z działek przeszło w tryb automatyczny i otworzyło ogień. Zginęło dziewięciu żołnierzy, a 14 zostało rannych.

Więcej o: