Kaszlaki, kanciaki, beczki

W czasach PRL-u marzyliśmy o jakimkolwiek samochodzie. Po latach z nostalgią wspominamy maluchy, kanciaki, poldki. Powspominajmy razem...

 

Polski Fiat 126p, czyli maluch

Zaczynamy oczywiście od malucha, kaszlaka, puszki po sardynkach, czyli Fiata 126p. Największy przebój motoryzacyjny Polski Ludowej był pierwszym samochodem teoretycznie dostępnym dla każdego. Oczywiście, jak to w PRL-u, dla każdego, kto dostał talon, wziął udział w losowaniu książeczki oszczędnościowej albo miał wystarczająco dużo kasy, by kupić malucha na giełdzie czy za dolary lub bony w tzw. eksporcie wewnętrznym. Można się śmiać, ale maluch spełniał rolę samochodu rodzinnego i zmotoryzował nasz piękny kraj. Na polski rynek trafiło ogółem prawie tyle fiatów 126p, co polonezów, fiatów 125p, syrenek, warszaw i mikrusów razem wziętych - łącznie wyprodukowano ich 3.318.674 szt. Tysiące ludzi rezygnowało z wczasów, nowej meblościanki czy pralki po to tylko, aby kupić sobie nowego lub nawet używanego malucha. Częstym widokiem był wyładowany do granic możliwości mały fiat, z wielkim tobołem na dachu i przyczepą z tyłu. Tak wyruszaliśmy na podbój Europy.

PRL,samochód, Fiat 126p, maluch

 

- Dlaczego maluch nie został wygłuszony?

- Bo i tak uszy zatyka się kolanami...

- A co mają wspólnego maluch i Volvo?

- W obu autach strefa zgniotu kończy się na silniku

 

 

Pierwszy fiat 126p zjechał z taśm montażowych FSM w Bielsku-Białej w 1973 roku. W początkowych latach produkcji trudno dostępny maluch dodawał splendoru i podnosił status społeczny właściciela. Na dodatek był relatywnie tani w eksploatacji, a prosta budowa umożliwiała samodzielną naprawę wielu usterek. Kto pamięta poziom obsługi w serwisach samochodowych, ten wie, jak ważna to była zaleta. Oczywiście, auto miało też mnóstwo wad. Przeraźliwie ciasne w środku, słabo wygłuszone, praktycznie pozbawione elementów zapewniających bezpieczeństwo, stało się przedmiotem wielu dowcipów.

PRL,samochód, Fiat 126p, maluch

Rozklekotany maluch wjeżdża na autostradę.

- 12 złotych - mówi pani z budki.

- Sprzedane! - odpowiada zadowolony kierowca.

 

 

Skrót FIAT rozszyfrowywano jako Fatalna Imitacja Auta Turystycznego, a liczbę 126 należało odczytywać tak: jednoosobowy, dwudrzwiowy i sześć razy za drogi. Mimo to malucha produkowano prawie przez 30 lat, a ostatnie egzemplarze opuściły fabrykę dopiero w 2000 roku. Mały fiacik "zagrał" w wielu filmach fabularnych, np. w serialu "Czterdziestolatek", opiewano go również w piosenkach. I być może dzięki temu, jak śpiewał Big Cyc, "Mały fiat przetrwa jeszcze tysiąc lat". Dziś na drogach można spotkać pojedyncze egzemplarze Fiata 126p, które mimo leciwego wieku dziarsko pokonują kilometry i budzą ogólną sympatię. A stać się właścicielem malucha można w dzisiejszych czasach niemal za grosze.

 

Syrenka, czyli postrach szos

Nosiła zaszczytne miano królowej polskich szos i poboczy, bo ponoć częściej stała, niż jechała. Zyskała wiele pieszczotliwych określeń: kurołapka (pierwsze modele miały drzwi otwierane "pod wiatr"), adela, postrach szos, galopicha, balbina, dryndryna czy ryczypipa. Pomimo to była obiektem westchnień rodaków żyjących w siermiężnej rzeczywistości PRL-u.

 

PRL,samochód, Syrenka- Jaka jest różnica między syreną a rolls-roycem?

- Syrena ma z boku ozdobną listwę, a rolls-royce nie...

Produkcję syreny uruchomiono w 1956 roku. Była pierwszym całkowicie polskim samochodem produkowanym seryjnie po II?wojnie światowej. Jak wspominał po latach kierownik montażu Ludwik Ruciński: "Początkowo nie było żadnych tłoczników, a blachy nadwozia były klepane ręcznie na tzw. babkach blacharskich, czyli negatywowych formach stalowych służących do nadania arkuszowi blachy odpowiedniego kształtu. Potem były już tłoczone na prasach, ale nadal spawano je ręcznie, poszczególne części dopasowywano, waląc w nie młotkiem, a nierówności wyrównywano nadlewkami z cyny". Na kiepskich drogach Polski Ludowej syrena doskonale sprawdzała się jako pojazd, który (prawie) zawsze dowoził pasażerów do celu. Kierowca był przy tym narażony na wiele niewygód - niskie położenie dźwigni zmiany biegów na trzecim biegu wymuszało przyjęcie nieco "ginekologicznej" pozycji, uszczelki w kraniku dolotowym benzyny puchły, powodując gaśnięcie silnika powyżej 80 km/h, a otwierająca się podczas jazdy maska pozbawiała kierowcę widoczności. Dźwięku dwusuwowego silnika syreny nie sposób było pomylić z innym. Na dodatek, mało które auto emitowało tak ogromne kłęby niebieskich spalin.

- Mówię Ci, jak moja syrenka teraz cicho chodzi!

- Wyregulowałeś silnik?

- Nie, przestałem wozić teściową!

Syrenkę produkowano do 1983 roku, powstało ponad pół miliona egzemplarzy. Zagrała w komedii "Kochajmy syrenki", a Andrzej Rosiewicz w piosence "Mały fiatek" opiewał miłość malucha do syrenki.

 

Warszawa M-20, czyli garbuska

Warszawa była pierwszym licencyjnym samochodem produkowanym w PRL-u. Nasz Wielki Brat Związek Radziecki kazał zerwać rozmowy prowadzone z Fiatem dotyczące licencji na nowy samochód i wcisnął nam za ciężkie pieniądze swoją pobiedę. Pierwszy egzemplarz Warszawy M-20, popularnej garbuski, ujrzał światło dziennie w 1951?r. Ten moment i okres przygotowań do jej wytwarzania został dość wiernie przedstawiony w serialu "Dom". Produkcja Warszawy była oczkiem w głowie ówczesnych władz - zatrudnieni przy taśmie robotnicy przez pewien czas codziennie dostawali ciepły posiłek przynoszony z hotelu Bristol oraz paczkę papierosów. Warszawa była prawdziwym "wołem roboczym" - dużym, ciężkim, mocnym. Ogromny jak na owe czasy, ponad 2-litrowy, silnik spalał do 20 l paliwa i rozpędzał auto do szaleńczej prędkości 105 km/h.

Na parkingu rozmawia dwóch kierowców:

- Ile pali pana warszawa?

- Nic.

- Jak to nic?

- No nic, pracuję na stacji benzynowej...

Warszawa to dziecko "zimnej wojny". Nie dość, że Stalin wcisnął nam licencję na radziecką Pobiedę, to motoryzacyjna legenda głosi, że samochód zbudowano na podstawie planów zrabowanych przez Armię Czerwoną w niemieckiej fabryce Opla.

Warszawa była ceniona przez taksówkarzy i służby miejskie. Na jej bazie produkowano sanitarki do przewozu chorych, pikapy, a także radiowozy Milicji Obywatelskiej i drezyny kolejowe. Powstało również kilkanaście bardzo ciekawych prototypów, jak chociażby Ghia czy Warszawa 210.

Produkcję zakończono w 1973 r. Do tego czasu z taśmy zjechało ponad 250 tys. egzemplarzy tego auta. Dzisiaj warszawa w każdej swojej odmianie jest nie lada gratką dla kolekcjonerów.

 

Trabant, czyli mydelniczka

Produkowany w Niemieckiej Republice Demokratycznej trabi stał się w PRL-u pojazdem popularnym, ponieważ był tani i względnie dostępny. A na dodatek nadwozia nie zjadała korozja, bo wykonano je z tworzywa sztucznego - duroplastu, który ma tę dodatkową zaletę, że jest materiałem niepalnym i charakteryzuje się sporą odpornością na zgniatanie. Za trabantem, podobnie jak za syreną, ciągnęła się gęsta smuga spalin wytwarzanych przez dwusuwowy silnik. Pomysłowi Polacy wymyślili dla auta sporo, często złośliwych, określeń, np. trampek, zemsta Honeckera, ford karton, opel tektura czy z czeska: BMV - Bakelitove Motorove Vozidlo. Utrzymywano, że nadwozie trabanta zrobione jest z tektury i nie należy parkować go w stodole, bo może zostać zjedzony przez myszy. Plastikowe nadwozie w oczach ludności obniżało wartość auta.

- Jak podwoić wartość trabanta?

- Zatankować do pełna.

- A jak zmniejszyć jego wartość o połowę?

- Zdjąć z siedzeń pokrowce.

Podczas uroczystości z okazji wyprodukowania stutysięcznego  egzemplarza trabi musiał przebić się przez kartonową ścianę. Plastikowy samochód bohatersko przeszedł tę próbę.

W 1990 r. powstała wersja wyposażona w silnik pochodzący od Volkswagena Polo, momentalnie nazwana przez ulicę trapolo. Ale ten spóźniony przeszczep zachodniego serca już nie mógł pomóc trabiemu. W 1991?r., niespełna rok po zjednoczeniu Niemiec, wyprodukowano ostatni egzemplarz kultowej dziś mydelniczki.

 

Mercedes W123, czyli beczka

W PRL-u każdy merol był obiektem motoryzacyjnego pożądania. Jednak szczególną estymą cieszył się uwielbiany przez taksówkarzy i badylarzy model W123. Zwano go "beczką" - od lekko wypukłych przednich błotników i rowkowanych kierunkowskazów przypominających klepki. Produkcja "dwusety" rozpoczęła się w 1976 r., a zakończyła w 1986. Zdecydowana większość beczek widocznych na ulicach polskich miast pochodziła z prywatnego importu i miała już za sobą staż na niemieckich drogach. Ceniono ten model za dużą ładowność, bezpieczeństwo oraz przestronność wnętrza i komfortowe wyposażenie, ale przede wszystkim za niezawodność - ponoć zdarzały się egzemplarze z przebiegiem miliona kilometrów, które nadal nie sprawiały większych problemów technicznych. Według statystyk ADAC z 1982 r. przeciętny przebieg tego samochodu do czasu pierwszej awarii (tzn. unieruchomienia z przyczyn technicznych) wynosił 852 777 km. Nic dziwnego, że dobrze utrzymane egzemplarze nadal jeżdżą po naszych drogach.

PRL,samochód, Mercedes W123, beczka

 

Polski fiat 125p, czyli kanciak

PRL,samochód, fiat 125p, kanciak

PRL, bony towarowe, dolarów

 

 

 

 

Na początku lat 80. polski fiat w tzw. eksporcie wewnętrznym kosztował około 2700 dolarów albo bonów towarowych PKO SA

Produkowany w latach 1967-1991 był przez kilka lat naprawdę nowoczesnym samochodem. Prezentowano go nawet na wystawie w Nowym Jorku i eksportowano do Wielkiej Brytanii. Karoserię miał nieco kanciastą - stąd też zwano go "kredensem", "kanciakiem", ale też i "dużym fiatem" czy "fiaciorem". Był to samochód wygodny, miękko zawieszony. "Duży fiat jest fajny, bo jest fajny i duży", PRL,samochód, fiat 125p, kanciak mówiono. Silniki miały niezłą moc - auta osiągały przyzwoite prędkości w całkiem rozsądnym czasie. Fiat 125p był też lubiany przez kierowców rajdowych - modele Monte Carlo czy Akropolis rozsławiały imię polskich kierowców w światowych wyścigach. W 1973 r. ośmioosobowy zespół Sobiesława Zasady pobił trzy rekordy świata w kategorii jazdy długodystansowej na odcinkach: 25 tys. km, 25 tys. mil i 50 tys. km. Wyprodukowane z tej okazji nalepki zdobiły tysiące polskich samochodów. Wersje kombi jeździły jako karetki pogotowia, choć fama głosiła, że chory podczas transportu musi podkurczać nogi, gdyż auto jest za krótkie. Duży fiat wystąpił też w wielu filmach - najbardziej znany jest serial "Zmiennicy", gdzie grał żółtą taksówkę z numerem bocznym 1313.

PRL,samochód, fiat 125p, kanciak

4 drzwi i pojemne wnętrze czyniły z dużego fiata pojazd uniwersalny. Spora część produkcji trafiała zawsze do firm i urzędów państwowych

 

Polonez, czyli poldek

Sztandarowym wytworem przemysłu samochodowego PRL-u był niewątpliwie polonez. Miał być polskim volvo - samochodem wygodnym, bezpiecznym i prestiżowym. Produkowano go w latach 1978-2002 w warszawskiej FSO. Jego nadwozie współtworzył słynny projektant samochodów Giorgio Giugiaro, a nazwa została wybrana w plebiscycie czytelników "Życia Warszawy". Poloneza zbudowano na płycie podłogowej fiata 125p, ale nadwozie było zupełnie nowe. Samochód miał niezły współczynnik oporu powietrza, kontrolowane strefy zgniotu oraz wzmocnienia boczne. Czyli miało być dobrze, a wyszło jak zwykle. Poldek miał opinię auta wyjątkowo zawodnego i bardzo rdzewiejącego.

- Jaki jest najbardziej ekologiczny samochód?

- Polonez. Po trzech latach ulega biodegradacji!

PRL,samochód, Polonez, poldek

Polonez. To o tym samochodzie Jeremy Clarkson powiedział, że prowadzi się jak cielęcina.

W egzemplarzach przeznaczonych dla MO montowano mocniejsze silniki - radiowozy osiągały nawet 200 km/h. Polonezy w niedługim czasie stały się podstawowym pojazdem służby zdrowia, służb miejskich i właśnie milicji. Na ich bazie powstawały pojazdy dostawcze - jak poszukiwany przez tzw. prywatną inicjatywę truck czy cargo, które oprócz pasażerów mogły przewozić spore ładunki. Najbardziej znanym polonezem tamtej epoki był samochód, którym jeździł porucznik Borewicz z kultowego serialu "07 zgłoś się". Jego poldek bez trudu doganiał zachodnie auta, którymi uciekali ścigani złoczyńcy. A dodatkowo robił wrażenie na pięknych kobietach, które porucznik zwykł zapraszać na kolacjośniadania.

Najdłużej produkowanym modelem poloneza był Caro, natomiast najciekawszą, sportową przeróbką był Stratopolonez. Na specjalnie wzmocnionej płycie podłogowej umieszczono centralnie sześciocylindrowy silnik lancii stratos, rozbitej przez Andrzeja Jaroszewicza, zwanego Czerwonym Księciem, podczas jednego z Rajdów Polski. Prędkość maksymalna tego potwora wynosiła 230 km/h, a do setki przyspieszał w 6 sekund, rycząc przy tym straszliwie. Do chłodzenia silnika wykorzystywano chłodnicę od stara. Stratopolonez startował w wyścigach aż do 1985 r.

 

Tarpan, czyli nasz mustang

PRL,samochód, TarpanNaszą odpowiedzią na terenowe jeepy i land rovery był tarpan. Swoją nazwę zawdzięcza żyjącemu niegdyś na ziemiach polskich dzikiemu konikowi. Powstał jako następca syrenki R-20, a więc z przeznaczeniem dla średnio zamożnego rolnika. Jego produkcja rozpoczęła się w 1972 r. Początkowo stosowano silniki od samochodów Warszawa, a potem pierwszy polski silnik Diesla z Andrychowa. Prowadzono też próby z wykorzystaniem silnika zasilanego czystym olejem rzepakowym - niestety pojazdy te pozostały w sferze prototypów. Charakterystyczną cechą tarpana było bardzo wysokie zawieszenie - dobrze radził sobie w trudnym terenie, nie bał się błota ani zaśnieżonych dróg. Sprawdzał się zarówno przy zwózce ziemniaków z pól, jak i w roli pojazdu reprezentacyjnego w czasie rodzinnej wyprawy do kościoła. Powstawał w trzech podstawowych odmianach nadwozia - kombi, pikap i standard. W 1979 r. zakłady w Niewiadowie zaprojektowały nawet krótką serię polskich kamperów, czyli tarpanów z nadbudówką turystyczną. Tarpana produkowano do 1991 r. Jego spadkobiercą jest przebój polskiego przemysłu zbrojeniowego, wielozadaniowy samochód terenowy marki Honker.

 

 

PRL,samochód, Nysa, SukaNysa, czyli van znad Wisły

Pierwszymi samochodami typowo dostawczymi były w PRL-u żuki i nysy. Żuk był typowym "wołem roboczym", ale nysa miała już bardziej elegancką, miejską sylwetkę. Jej wytwarzanie rozpoczęto w 1957 r. i trwało nieprzerwanie aż do roku 1994. Starając się za wszelką cenę obniżyć koszty produkcji, w nysie wykorzystano wiele podzespołów warszawy. Przebudowano tylko nadwozie, aby przystosować je do przewozu większej liczby pasażerów - łącznie mieściło się w nim osiem osób. Nysę można nazwać protoplastką popularnych dzisiaj busów i vanów. W 1964 r. powstał model N501K - był to tzw. kinowóz, czyli po prostu objazdowe kino, które odwiedzało małe miasteczka i wsie. Wielu z nas dobrze też pamięta donośny dźwięk syreny zamontowanej w "suce", czyli milicyjnej odmianie nysy. W czasie stanu wojennego krążył dowcip, że Janusz Przymanowski na polecenie władz pisze nową powieść zatytułowaną "Czterej zomowcy i suka". Nysa służyła też jako ambulans. Miała dość twarde zawieszenie, więc pacjenci żalili się, że dostawali dodatkową terapię wstrząsową. Nysę próbowano też przystosować na potrzeby turystyki. Model z nadbudówką kempingową zaprezentowano na Międzynarodowych Targach Poznańskich, ale mimo pochlebnych opinii nie wszedł do seryjnej produkcji.

PRL,samochód, Nysa

 

Jelcz 043, czyli ogórek

W PRL niewielu mogło sobie pozwolić na własny samochód. Większość obywateli podróżowała autobusami. Najsławniejszy z nich to jelcz 043, który powstał na bazie czechosłowackiej škody. Produkowano go w Jelczańskich Zakładach Samochodowych w latach w 1959-1986 r. Był zaokrąglony po bokach i niewiele różnił się wyglądem z przodu i z tyłu, szybko więc nazwano go ogórkiem. Kursował na liniach międzymiastowych w barwach PKS-u, który to skrót często rozszyfrowywano jako "Pijani Kierowcy Szaleją". Na dłuższe wycieczki dołączano do niego charakterystyczną, czterokołową przyczepę, aby pomieścił więcej pasażerów. Ogórek, w wersji samodzielnej i przegubowej, zawojował także ulice miast. Miał również swoje 5 minut w kulturze masowej. Był jednym z głównych bohaterów serialu "Daleko od szosy".

PRL,samochód, Jelcz 043, ogórek

 

Tekst: Włodzimierz Bukowski, autor książki "Samochody PRL-u", wydanej przez dom wyd. "Księży Młyn" w Łodzi

Zdjęcia: PAP/CAF/Edmund Uchymiak, EAST NEWS, Tadeusz Rolke, Ł.Kantorowski, Wł.Wiesław Kwiatkowski, W.Bukowski, J. Bakker IJmuiden/FLICKR, luisvilla_6/ FLICKR, Rudolf Stricker, Jacek Jędrzejczak, Wikipedia, materiały prasowe (montaż)

Więcej o:
Komentarze (14)
Kaszlaki, kanciaki, beczki
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • letalin

    Oceniono 4 razy 2

    Z Ogórkiem wszystko jest OK. To nieudolny grafik obciął wewnętrzną oponę przy opracowaniu fotografii.

  • jorn

    Oceniono 5 razy 1

    Pomysł na artykuł ciekawy, niestety autor ma zaledwie mgliste pojęcie o temacie, więc wyszło jak zwykle ostatnio na portalu gazeta.pl...

  • swoboda_t

    Oceniono 3 razy 1

    1. Zasadniczo to, że do milicyjnych poldków montowano mocniejsze silniki jest mitem. Miały standardowe agregaty, modele z silnikiem 2000 DOHC były w Milicji rzadkością, trafiały główniedo ministerstw, partyjniaków itd.

    2. FSO eksportowała swoje pojazdy nie tylko do UK, ale do całej Europy zachodniej i północnej oraz na inne kontynenty. Miała też swoją montownię w Kolumbii (i chyba jeszcze gdzieś)

    3. Tarpan miał też silniki Fiata/Poloneza

    4. Warto było wspomnieć o popularności kredensów, Polonezów i Żuków w Egipcie. Do dziś można je tam spotkać, Żuk nawet był produkowany na miejscu jako Ramzes.

    5. Porządanym i popularnym wśród zarobionych taksiarzy, badylarzy i innych prywaciarzy był Mercedes W115 tzw. przejściówka lub puchatek. Na jego następcę, czyli beczkę, mogli sobie pozwolić już naprawdę bogaci. Bardziej spopularyzowały się dopiero pod koniec PRL, gdy najstarsze egzemplarze były już odpowiednio tanie.

  • cool77

    Oceniono 2 razy 0

    ąż mi się zajady porobiły ze śmiechu przy tej beczce ,bezawaryjny ha ha to był mój pierwszy zachodni wóz sprowadzony w 1990r z Berlina 220d 10 latek 160tyskm , nigdy potem nie miałem juz takiego trupa - na mrozie nie palił, ogrzewanie ciekło szyberdach też dyfer wył a najlepsze że przy wjeżdzie na giełdę urwał sie i został w ręku lewarek od biegów -kuriozum .Nigdy już od 20 lat nie tykam niemieckich tylko japan i francja i jest ok.

  • konrad.ludwik02

    0

    FIAT = Fehler In Allen Teilen (Wady we wszystkich częściach...)

  • janboden49

    0

    a mikrus gdzie?

  • cracken001

    0

    Hehehehe-CZYM rozni sie "syrena" od panny z dzieckiem?"" Poprawna odpowiedz-NICZYM-jedna i druga przynosi TYLKO wstyd rodzinie

  • fumi-komi

    0

    Fiat 126p - domena dla koneserów

  • talsen

    0

    Zgadzam się z "rocky88". Ceny paliw rosną w oczach i niebawem na nasze super maszyny- fordy,mietki, renówki i peżoty ,będziemy mogli sobie tylko popatrzeć. Idzie lato. Lepiej zawczasu rozejrzeć się za jakimś, niezbyt dobrym rowerem, bo ukradną.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX