Bramkarzy dwóch: Maciej i Wojciech Szczęśni

Na ulicy w Londynie ludzie co chwilę nas zaczepiali i z okrzykiem 'Chesney!' prosili Wojtka o autograf. Reagowali zdumieniem, kiedy tłumaczyłem, że to ten starszy był pięć razy mistrzem kraju. Maciej i Wojciech Szczęśni o roli kobiet w życiu piłkarza i o tym, czy lepiej być pierwszym na wsi czy drugim w mieście.
Bramkarzy dwóch: Maciej i Wojciech Szczęśni Bramkarzy dwóch: Maciej i Wojciech Szczęśni fot. Jan Masny

Maciej Szczęsny

ur. 28 czerwca 1965 r. w Warszawie

Jeden z najlepszych polskich bramkarzy lat 90. Pięciokrotny mistrz Polski (z Legią Warszawa, Widzewem Łódź, Polonią Warszawa i Wisłą Kraków). Grywał w Lidze Mistrzów, ma za sobą siedem występów w kadrze. Po zakończeniu kariery (przygody!) sportowej  jeden z najciekawszych komentatorów piłkarskich - inteligentny, z ciętym językiem. Miłośnik fotografii, trener bramkarzy Korony Kielce.

Wojciech Szczęsny

ur. 18 kwietnia 1990 r. w Warszawie

Bramkarz londyńskiego Arsenalu, w którym trenuje od 16. roku życia. Karierę zaczął od połamania obu rąk na siłowni, ale potem zachwycił na wypożyczeniu w Brentford. Szybko wygryzł starszych i doświadczonych Manuela Almunię i Łukasza Fabiańskiego. Potrafi uwodzić tłumy, uwielbiany przez kibiców i ceniony przez dziennikarzy za błyskotliwość i znakomitą angielszczyznę.

Logo: Kim jest dziś Wojciech Szczęsny?

Wojciech Szczęsny: To pytanie do taty.

Ja za młody jestem, żeby wiedzieć.

Maciej Szczęsny: Jest najlepszym polskim bramkarzem. I facetem, który nieźle się bawi w życiu. Ale mam nadzieję, że zdaje sobie sprawę, że ta dobra zabawa jest na razie tylko zabawą...

WS: ?

MS: Mówię o Arsenalu. Przecież jak tu przyjeżdżałeś, to nie myślałeś o tym, żeby grać o to, o co dzisiaj grasz. I mam nadzieję, że nie masz ochoty spędzić tu kolejnych 12-14 lat, grając wiecznie o 3., 4. miejsce.

Logo: No właśnie, jesteście na innym etapie, Wojtek dopiero zaczyna, więc waszych karier nie da się porównać. Ale...

MS: Jakich karier? Karierę zaczyna robić Wojtek, kiedyś zrobił Beckham, a ja miałem przygodę.

Logo: Ale ta przygoda skończyła się pięcioma tytułami mistrzowskimi, pucharami Polski, ligi, superpucharami. Zastanawiam się: jeżeli na jednej szali położymy gablotę pełną pucharów, a na drugiej grę w jednym z najlepszych, największych klubów na świecie, to co przeważy? Co się bardziej liczy?

MS: Skala trudności jest zupełnie inna.

On daje sobie radę na najwyższym szczeblu. O mnie można tylko sądzić, że bym sobie poradził. Nigdy tego nie sprawdzimy. Dzisiaj, gdy Wojtek niczego nie wygrał, złośliwi mogą pytać - kto lepszy: pierwszy na wsi, czy drugi w mieście. No to ja byłem pierwszy, ale jednak na wsi.

WS: Ja bym się nie zamienił.

MS: Ja na jego miejscu też bym się nie zamienił. Dla człowieka, który miał trochę talentu, w moich czasach i miejscu było ciężko zrobić ze sobą coś takiego, żeby się totalnie zgubić sportowo. Choćby Darek Dziekanowski. Trochę talentu miał i robił wszystko, żeby się zgubić i mu się nie udało. Albo świętej pamięci Dariusz Marciniak ze Śląska Wrocław. Robił wszystko, żeby się zgubić, i czasem gubił się nawet na miesiąc. To go zawsze znaleźli i odkurzyli, domyli, wyklepali i znów grał. A tu zgubić się, to są trzy sekundy, i wcale nie trzeba tak wyrafinowanych metod używać, jak Dziekan czy wielu innych. Wystarczy nie wygrać rywalizacji raz czy drugi i może być po ptokach.

Logo: Wojtek, ty rywalizacji się nie boisz. Dwa lata temu udzieliłeś wywiadu "Gazecie Wyborczej", w którym zapowiadałeś, że jeśli nie dostaniesz szansy, rozejrzysz się za nowym klubem. Menedżer Arsenalu Arsene Wenger natychmiast cię skarcił, mówiąc publicznie, że jesteś jego czwartym bramkarzem. Ale parę miesięcy później byłeś już pierwszy.

WS: Znowu będzie, że się przechwalam, ale dla mnie to zawsze była kwestia tego "kiedy?", a nie "czy?".

Logo: Przykład Van Der Sara świadczy o tym, że mógłbyś teoretycznie grać jeszcze przez dwie dekady. Widzisz się w Arsenalu za dwadzieścia lat?

WS: Nieee, raczej na wakacjach...

MS: Synu, obiecaj mi, że wtedy będziemy już jeździli na motorach po Europie.

WS: Fizycznie da się radę. Ale wytrzymać tyle lat po 60 meczów w sezonie pod taką presją, to prędzej czy później pierdolca można dostać.

MS: Ale wiesz, Brad Friedel [41-letni bramkarz Tottenhamu - przyp. red.] to jedyny piłkarz w lidze, który od siedmiu lat nie opuścił ani jednego meczu.

WS: Tylko że on w wieku dwudziestu lat nie grał w czołowym klubie.

Logo: I nigdy nie grał w Lidze Mistrzów.

WS: Właśnie, zamiast 60 ma w sezonie 38-40 meczów. Ale wracając do pytania - rozumiem, że chodzi o to, gdzie się widzę np. za parę lat? Odpowiadam: tylko w Arsenalu. Był taki moment, że chciałem odejść.

Ale teraz nie widzę się nigdzie indziej.

Zarabiam dobre pieniądze...

MS: Nie, no, przestań, co to są za pieniądze?! Zapytaj Harta, ile zarabia. Ty grasz za frytki.

Logo: Bez przesady. Zarabia pewnie więcej w jeden rok niż ty przez całą karierę.

MS: Jaką karierę?! Powtarzam - to była przygoda! Ce-wu-ka-es Legia Warszawa. Ale młody chyba rzeczywiście zarabia więcej przez rok niż ja przez cały ten czas.

WS: A niedługo to będzie w tydzień, ha ha! Ale tata i tak się cieszy, bo wie, że jak dostanę nowy kontrakt, to on dostanie nowy motor.

MS: Umowa była zupełnie inna! Motor mam dostać albo na pierwsze mistrzostwo albo na 50. urodziny. Więc za trzy lata mam taki motorek! Bo przecież na mistrzostwo Anglii to nie mam co liczyć.

Logo: Jak będzie z Polską na Euro? (wywiad przeprowadziliśmy przed rozpocząciem turnieju - red.)

WS: Ja nie powinienem prognozować, bo moim celem jest mistrzostwo Europy z reprezentacją. Jadę tam po to, żeby wygrać każdy kolejny mecz. W tej chwili skupiam się na meczu z Grecją, potem zacznę się zastanawiać nad Rosją i tak dalej.

MS: Chciałbym, żeby przynajmniej do półfinału weszli. Wtedy będą bohaterami, nawet jak przegrają 0:3.

WS: Jak nie wyjdziemy z grupy, staniemy się wrogami całego kraju. Z odpadnięciem w ćwierćfinale wszyscy się pogodzą. Wszystko ponadto będzie sukcesem.

Logo: A tak obiektywnie - gdzie powędruje tytuł?

MS: Hiszpania.

WS: Zamierzam go zdobyć dla Polski. Ale jeśli się nie uda, to pewnie wygrają Niemcy.

Logo: Kto będzie najlepszym bramkarzem turnieju?

WS: Szczęsny.

MS: Jak będziecie w półfinale, to na pewno tak.

Bramkarzy dwóch: Maciej i Wojciech Szczęśni Bramkarzy dwóch: Maciej i Wojciech Szczęśni fot. Jan Masny

Logo: Panowie, wy wychodzicie czasem razem "na miasto"?

MS: Wiesz, byłoby trudno. Bo ja na przykład mieszkam w Kielcach.

Logo: No, ale zdarza wam się spotkać albo tu, albo tam? Bo zastanawiam się, który z was miałby większe powodzenie u pań?

MS: Ja zawsze podrywałem "na synów".

Taki byłem zagubiony ojciec i zawsze ktoś się zlitował.

WS: Ale branie większe miałbym ja. Bo mam nową fryzurę!

Logo: Żebyś się nie zdziwił. Połowa koleżanek mojej żony wzdycha do taty.

MS: A ma jakieś młodsze koleżanki?

Logo: Młodsze niż 35 lat.

MS (zachęcony): Nooo...

WS: Dla mnie MILF, ale dla ciebie...

Logo: A kobiety to jakie mają znaczenie w życiu piłkarza?

WS: Ogromne. To jest główny temat rozmów w szatni [śmiech]. Dopiero potem jest piłka i samochody.

MS: Tak na poważnie, znam wielu piłkarzy - i wcale nie mówię o chłystkach, którzy byliby zdolni przepić całą karierę, ale o bardzo poważnych i sensownych facetach - którym kobieta uratowała sportowe życie. Czasami różnymi metodami, nawet nie do zaakceptowania dla kogoś z boku albo wyśmiewanymi. Jest w tym jakaś sprzeczność - piłkarz z jednej strony powinien się wyszaleć, bo inaczej ma kłopoty małżeńskie. Ale z drugiej - nieożeniony piłkarz ma kłopoty ze sobą, z grą, z karierą. Albo gra i zarabia - ma za dużo pieniędzy i czasu. Albo nie gra i nie zarabia - wtedy też mu odwala. Przy odpowiednio dobranym związku kobieta to jest więcej niż 50 proc. szansy na sukces. I jeżeli ten kolega będzie za długo samotnikiem, to będę zaniepokojony.

Logo: Za długo - to znaczy?

MS: Przecież tego się nie da dokładnie określić.

WS: Uff, już myślałem, że usłyszę, że mam przywieźć nową dziewczynę na święta.

Logo: Mówimy o stałych związkach, ale przecież wokół futbolu - chyba zwłaszcza w Anglii - kręci się mnóstwo pań niekoniecznie myślących o stałych związkach.

WS: Kobiety lubią wysportowanych mężczyzn, więc to chyba oczywiste, że kręcą się wokół piłkarzy. Ale ani w szatni, ani wokół niej, ani w hotelach, w których się zatrzymujemy przed meczem, nie ma żadnych pań poza rodzinami zawodników. My nie jesteśmy gwiazdami rocka, na których po koncercie czekają groupies.

MS: Ale różnica jest taka, że ja grałem jednak w dużo mniejszym mieście, nie pokazywano mnie co tydzień w telewizji. Ludzie mnie nie poznawali na ulicy, tak jak ciebie przed chwilą.

WS: Ja próbuję jednak w to wierzyć, że kobiety nie chcą poznać piłkarza tylko dlatego, że jest piłkarzem. OK, była taka, którą znało pół szatni, ale to skrajne przypadki.

MS: Dziwię się jednemu - skoro zna taką już trzech, czterech, to po cholerę poznaje ją piąty, szósty czy siódmy.

WS: Piłkarze lubią pójść na skróty, to jest powszechne i powszechnie wiadome. Nie tylko z takimi dziewczynami, ale też z prostytutkami, bo jak się ma dużo pieniędzy, to czasem nie wiadomo, jak je wydać.

Ale ja na skróty nie lubię chodzić.

Logo: Seks przed meczem?

MS: Bardzo lubiłem, chociaż nie tuż przed samym spotkaniem, bo wtedy lubiłem się wyspać! Ale rozumiem trenerów, którzy zakazywali zawodnikom, np. na mistrzostwach świata, spotkań z żonami czy dziewczynami. Jeden będzie miał, a drugi nie. Ten drugi będzie sfrustrowany i szlag trafi atmosferę w drużynie. Pewne rytuały w zespole muszą być wspólne - wyjazd do hotelu, śniadanie, spacer, rozruch. Trener musi wiedzieć, że każdy zawodnik jest skupiony na tym samym, a nie na tym, czy mu seksu brakuje. A jednemu seks posłuży przed, drugiemu po. Jednemu będzie lepiej po miesiącu wstrzemięźliwości, drugiemu po trzydniowym łóżkowym maratonie.

WS: Mnie w każdym razie seks nigdy nie przeszkadzał, a nawet miałem z niego sporo przyjemności [śmiech].

Logo: W Arsenalu nie słychać o skandalach seksualnych. Jesteście tacy grzeczni?

WS: W Anglii skandale dopadają tylko angielskich zawodników, bo media innymi się nie interesują. A my mamy jedną angielską gwiazdę, którą jest Jack Wilshere, świeżo upieczony ojciec...

Logo: I jeszcze Theo Walcott.

WS: Ale on jest z tą samą dziewczyną od 2. roku życia! Zamki razem w piaskownicy stawiali. W każdym razie brukowców nie obchodzi chłopak z Francji czy Polski.

Logo: Czyli nie jest tak, że nie ma skandali, tylko media jeszcze nie wywąchały?

WS: Na pewno nie ma takich akcji jak w innych klubach, że ktoś ma romans z żoną kumpla z drużyny. O innych skandalach nic nie wiem. Ale i tak bym nie powiedział.

Logo: A wam się jakie kobiety podobają?

WS: Mama!

MS: Nooo, mnie też się kiedyś podobała!

WS: Mnie generalnie bardziej brunetki,ale nie ma reguły.

MS: A ja się wstrzymam, bo byłaby to opowieść sentymentalna i pewnie niejedna pani by to odczytała jak płacz nad rozlanym mlekiem.

WS: Ale tata mi kiedyś powiedział, że gdybym przywiózł czarnoskórą dziewczynę na święta, to też byłby szczęśliwy.

MS: Ba, nawet gdyby przywiózł czarnoskórego chłopaka!

WS: No nie, ja tego nie słucham.

Logo: W waszym życiu które kobiety miały największe znaczenie?

WS: Mama. Gdyby nie ona, nie miałby mi kto prać sprzętu po treningach w Agrykoli.

MS: Chciałeś wyrazić wdzięczność, a trochę jej przypieprzyłeś. Zastanowiłbym się nad powtórką odpowiedzi.

WS: To było półżartem. Ale piłkarsko na pewno jej najwięcej zawdzięczam. To ona zaprowadziła mnie na pierwszy trening.

Logo: A dla Maćka?

MS: Jego babcia, czyli moja mama, choć niekoniecznie był to dobry wpływ. Jego mama, czyli moja była żona, z którą spłodziliśmy troje dzieci. Dwóch żyje i ma się świetnie, córka Natalka - niestety zginęła w wypadku. Dawno już nie jesteśmy razem, ale kiedy niedawno mijała 20. rocznica śmierci Natalki, to zadzwoniłem właśnie do byłej żony. No i ta trzecia, Jagoda, z którą spędziłem prawie dwadzieścia lat swojego życia, a która teraz, niestety, nie chce ze mną spędzić nawet dwóch dni z rzędu.

Logo: Gdyby ojciec miał pewność, że syn wysłucha jednej jego rady, co by to było?

MS: Kochaj i bądź wierny.

WS: Prawie to samo usłyszałem ostatnio od mojego doradcy finansowego - jak już poślubisz, to się nie rozwódź.

Dokończ zdanie

Nie lubię... WS: zawiści.   MS: bezpodstawnego czepialstwa.

Moja największa wada to... WS: bałaganiarstwo.   MS: rozkapryszenie i brak systematyczności.

Uwielbiam... WS: swoją robotę.   MS: Bieszczady.

Mój zawód to... WS: moja pasja.   MS: nie sprawiam zawodów.

Boję się... WS: węży i pająków. A tata powie, że śmierci [śmiech].   MS: nudnej starości.

Marzę... WS: o dwójce dzieci.   MS: żeby pierwsze urodziło się mu jak najszybciej.

Nigdy w życiu... WS: nie zagram w Tottenhamie.   MS: nie sądziłem, że moje tęsknoty będą przyczyną moich zgryzot.

Mam zwyczaj... WS: chodzić za późno spać.   MS: miałem pewien, ale po trzydziestu dwóch latach rzuciłem. Od trzech miesięcy nie palę.

Ostatnio kupiłem... WS: mieszkanie.      MS: koszulę starszemu synowi.

Nie potrafię... WS: gotować.   MS: być systematycznym.

Jutro... WS: dzień jak co dzień.   MS: się rozstaaaanieeeeemyyy.

Więcej o: