Paweł Korzeniowski: wygrać z Phelpsem

Codziennie spala równowartość 20 schabowych, a płuca ma ponad dwa razy większe niż zwykli ludzie. Nienawidzi na treningu pływać delfinem, ale to właśnie w tej konkurencji się specjalizuje i ma w Londynie szansę na pierwszy olimpijski medal.
Paweł Korzeniowski o mordędze pływaków, związku z Martą Domachowską i rywalizacji z Michaelem Phelpsem.
Paweł Korzeniowski: wygrać z Phelpsem Paweł Korzeniowski: wygrać z Phelpsem fot. Maciej Zienkiewicz

Logo: Kiedyś - jako kajakarz - trochę pływałem w basenie. Szczególnie pamiętam luty i chrzęst śniegu w drodze na basen o szóstej rano. Powinno to być zabronione, bo jest nieludzkie...

Paweł Korzeniowski: Jest zimno, woda jest zimna. Ale najgorsze jest wstawanie o 5 rano, kiedy jest ciemno. Około 20, kiedy kończy się drugi trening, też jest ciemno.

Już samo pływanie jest trudne, dlaczego dodatkowo się katujesz i wstajesz o 5 rano. Jaki to ma sens?

PK: Trenujemy na AWF-ie. Rano zajęcia mają studenci. Musimy pływać przed nimi, a oni zaczynają o 8 rano lub o 7.15. Na zgrupowaniu jest lepiej. W Oświęcimiu rozpoczynaliśmy ćwiczenia o 9, po południu o 16. W USA miesiąc temu startowaliśmy o 11, pełny luksus, sama przyjemność. Można było się wyspać, zjeść śniadanie, przygotować do zajęć.

No i teraz już wiem, dlaczego Amerykanie są potęgą w pływaniu. Robotę odwalacie taką samą, ale wy wstajecie o 5, a oni mają trening o 11.

PK: Myślę, że oni też mają treningi o 7 rano. Chodzi o to, aby przerwa między treningami była dłuższa niż cztery godziny. Taki odpoczynek jest konieczny. Sądzę, że Michael Phelps zaczyna treningi koło 8-9. Jest wtedy zupełnie inaczej.

Ja dodatkowo mam kłopoty z posiłkami. Powinienem jeść półtorej godziny przed treningiem, co jest nie do zrobienia, wolę pospać godzinę dłużej. Bo i tak wstaję o 5, 5.30, czyli pół godziny przed zajęciami. Robię sobie odżywkę w płynie, jem dwa banany i zasuwam na basen. Nie zdążę się rozbudzić, więc ćwiczenia rano nie są tak skuteczne jak popołudniowe. Wyjeżdżam na miesiąc do USA, więc mam nadzieję, że znów będę się wysypiać. Jadę do Flagstaff w Arizonie, na wysokość 2100 m n.p.m., gdzie warunki do treningu i mieszkania są najlepsze. Bo nie tylko w Polsce jest trudno. W Sierra Nevada w Hiszpanii czasem jadłem tylko ryż na obiad. Żenada.

Już nigdy tam nie pojadę. We Font Romeu we Francji też jedzenie okropne. Rano chleb z dżemem i płatki, na obiad robiłem sobie kanapki. A pływak jak nie zje, to jest zły. Ja tracę dużo energii. Mój organizm, jak nic nie robię, tylko leżę, dziennie spala 3000 kalorii, czyli dwa razy więcej niż zwykłego człowieka. Mam taką przemianę materii.

Jak przybysz z innej planety...

PK: Treningi to rozkręciły. Przez cztery miesiące przerwy po Pekinie przytyłem tylko trzy kilo, bo organizm cały czas miele.

Jak trenuję, spalam 7000-8000 kalorii. Tyle muszę z powrotem przyjąć. Ale z samego jedzenia się nie da tego zrobić. Musiałbym zjeść 20 schabowych. Tyle bym nie przerobił, nie można obciążać organizmu trawieniem, żołądka kilogramami mięsa i niestrawionymi resztkami. Z samego pożywienia nie zdobędzie tylu kalorii, aminokwasów, witamin. Żeby nie niszczyć mięśni. Nie jestem [Robert] Burneiko, nie mogę zjeść naraz sześciu steków i jajecznicy z 20 jaj. Ileż można!? Dlatego musimy pochłaniać wysokokaloryczne odżywki. A jeśli dieta jest źle dobrana, zbyt mało kaloryczna, organizm zjada siebie, traci na wadze, gubi się masa mięśniowa, osłabia się.

A do Florydy albo Kalifornii nie można?

PK: Można. Tam żyć nie umierać. Opalenizna, nie trzeba się grubo ubierać, woda ciepła. Ale nie tylko tam trenuje się w pięknych okolicznościach przyrody. Teraz niektórzy budują baseny na samej plaży. W Brazylii powstał taki sportowy 50-metrowy basen. W Słowenii - choć tam nie ma piasku - z basenu do morza jest 15 metrów. Obok pływają statki. Człowiek się czuje trochę jak ryba. Czasem, jak mamy pół dnia wolnego, to można na plaży się pobyczyć.

Ale np. we Flagstaff w Arizonie sam rano pływałem na basenie. To trochę dołujące.

Liczysz kafelki na dnie basenu?

PK: Jak mi się bardzo nudzi. Pływam sto pięćdziesiąt długości na jednym treningu, czyli 10 km, więc to może się znudzić. Kiedyś liczyłem. Na pewno jest ich duuuużo.

Palmy na Florydzie, statki w Słowenii i góry w Arizonie - to rozumiem. Wiem, pływanie - zwłaszcza latem i na południu - potrafi być super. Ale zastanawiam się, dlaczego właściwie wybrałeś konkurencję 200 m delfinem?

PK: Tak, nie jest łatwa.

Nie jest łatwa? Jest najcięższa ze wszystkich, to harówa, mordęga...

PK: Dyskutowałbym. Weźmy 1500 m stylem dowolnym...

Lajtowo. Twoja jest morderstwem własnego organizmu.

PK: Przyznaję, że treningi delfinem są najcięższe. Nienawidzę pływać delfinem na treningach. To masakra. Kiedyś robiłem tego więcej, ale staram się zmienić ćwiczenia, częściej pływać kraulem. Jeśli już delfin, to krócej i bardziej intensywnie. Bo to po prostu boli. Mięśnie - każdy mięsień! - bolą. Boli głowa ze zmęczenia, bo układ nerwowy podczas tak ekstremalnego wysiłku też cierpi. Jeśli treningi są w dodatku na dużej wysokości, to to jest śmierć. Ja tak nie potrafię, staram się jak najmniej. Po dwóch dniach mam dość. Zdarza się, że barki co bardziej wrażliwych bolą tak, że trzeba przerwać treningi. Skacze kwas w organizmie. Mam uczucie, jakby ktoś co metr dokładał mi mały ciężarek do każdego mięśnia. Później robi się tak ciężko, że ręce nie pracują, oddech jest zaburzony.

Kręgosłup od tego wyginania też jest w proszku, czy się jakoś trzyma?

PK: Teraz się trzyma, ale poczuję go, jak skończę trenować. Na razie, jak niemal każdy pływak, garbię się. Tylko mięśnie go trzymają.

Pamiętam z AWF-u, że pływacy nie byli w stanie wykonać stania na rękach, bo tak byli rozluźnieni - ich tzw. tonus mięśniowy był słaby. Nie potrafili spiąć mięśni.

PK: Ja miałem z gimnastyki piątkę.

Kiedyś podziałka na spirometrach mogła wskazywać siedm litrów. Zwykli ludzie mają około 4,5 litra, a ty?

PK: 11 litrów. To jest już bardzo dużo. Przynajmniej w tym aspekcie mogę konkurować z Michaelem Phelpsem. Ma taką samą pojemność. Obwodu nikt nie mierzy, ale sprawdza się procent wykorzystania powietrza, czyli czy pływak nie ma objawów astmy. Ja nie mam z tym problemu. Zresztą teraz leki antyastmatyczne nie są zabronione przez MKOl, gdybym chciał, mógłbym je stosować. Tyle że to bez sensu, bo zdrowemu nie pomogą.

Ale wdychanie chloru przez tyle lat zasługuje na dodatek za pracę w szkodliwych warunkach. Ja muszę po każdym treningu smarować kremem całe ciało, inaczej bym nie wytrzymał - skóra jest napięta i sucha. Skoro kąpielówki są do wyrzucenia po miesiącu, dwóch, ile może wytrzymać skóra człowieka? Jasne że dłużej, ale też dostaje za swoje.

Może skóra swędzi, bo pływacy golą ciało przed startem.

PK: Robi to 99 procent zawodników i tylko przed najważniejszą imprezą. Przed mistrzostwami Polski nie goliłem się. Zawsze włączam sobie przy tym muzyczkę w laptopie. Ale gdybym miał to robić częściej, tobym się załamał. To właściwie rytuał. Jak już jest golenie, znaczy, że szykuję się do ważnych zawodów. Robię to dzień przed startem, rośnie adrenalina, wiem, że będę się ścigał. Trochę to przypomina zwyczaj futbolistów w Ameryce, którzy malują sobie pod oczami czarne krechy, nastawiają się bojowo.

Golę całe ciało, ale głowę zostawiam. Wolę czepek, który też unosi trochę głowę, odciąża. Nie byłoby mi do twarzy.

Taki zabieg trwa około dwóch godzin - najpierw używam maszynki elektrycznej, a potem maszynek ręcznych, przy czym na całe ciało idzie około trzech, czterech. I jedna pianka.

Po co to robicie?

PK: Chodzi o zdarcie naskórka z całego ciała. Powoduje to lepsze czucie wody, dzięki większemu ukrwieniu skóry. Każdy mężczyzna po ogoleniu ciała i wskoczeniu do wody poczułby wielką różnicę. Pozbywamy się włosów, co daje mniejszy opór w wodzie. Przez kilka dni uczucie lekkości się utrzymuje. Przypomina to trochę pływanie w piankowych kostiumach. Mam wrażenie unoszenia się w wodzie, wydaje mi się, że woda przeze mnie przelatuje, że w każdym ruchu łapię więcej jej drobinek Nikt nie zmierzył, ile to daje wymiernych korzyści, chodzi raczej o samopoczucie.

Paweł Korzeniowski: wygrać z Phelpsem Paweł Korzeniowski: wygrać z Phelpsem fot. Maciej Zienkiewicz

Mam wrażenie, że jesteś szczuplejszy niż inni pływacy, zwłaszcza sprinterzy

PK: To piankowe kostiumy zrobiły rewolucję w mojej konkurencji [zostały zakazane rok temu - przyp. red.]. Zawodnicy dostosowywali się do pływania w nich, zamieniali się w kulturystów, bo i tak kostiumy unosiły ich na wodzie. Teraz, kiedy trzeba startować w tekstylnych strojach, znów zawodnicy są szczuplejsi, ważą tyle, co kiedyś, bo znów ma znaczenie opór, jaki stawia woda, i już Burneiki nie przypominają. Każdy tnie na wadze.

Sprawa kostiumów trochę mnie kosztowała. Gdybym miał na igrzyskach olimpijskich w Pekinie dostęp do dwóch takich, obydwa bym założył. Ale nie miałem ani jednego. Mieliśmy wtedy kontrakt z firmą Diana, która produkowała stroje średniej klasy. Różnica między naszym a najlepszym wynosiła około 1,5 s. W Pekinie stałem w kolejce po kostium z najwyższej półki i go dostałem. Popłynąłem w nim w półfinale, ale był tak niedopasowany, że wlała się do niego woda i zrobiła pod nim bańkę. To oznacza opór i sekundy straty. Gdybym mógł mieć strój taki, jak moi rywale z czołówki, walczyłbym o medal.

Jesteś związany z tenisistką Martą Domachowską. Ja nie bardzo rozumiem, kiedy wy znajdujecie czas dla siebie?

PK: Jeśli o to chodzi, życie sportowca jest żenujące. Jesteśmy zaręczeni od grudnia, na ślub nie mamy planów. Ostatnio widzieliśmy się w kwietniu przez dwa dni. Jak dobrze pójdzie, zobaczymy się po igrzyskach. Do Londynu Marta nie pojedzie, bo nie zdoła się zakwalifikować. Jako kibic też nie przyjedzie, bo ma startować w turniejach. Pewnie będzie oglądać zawody w telewizji.

Ale jesteśmy do tego przyzwyczajeni, rozumiemy to. Teraz jest czas na bycie sportowcem, a to wiąże się z częstymi wyjazdami i to na długo. Mamy po prostu swoje zawody. Uważam, że i tak odnieśliśmy sukces: udało nam się zaręczyć. Po igrzyskach będzie więcej czasu, ja sobie zrobię przerwę od pływania. Długą, czteromiesięczną. Po każdych czterech latach robię taka przerwę. Chodzi o psychiczny i fizyczny odpoczynek - zregenerować się i zapomnieć. Wreszcie wyjedziemy razem na wakacje - pierwszy raz od czterech latach. Tak długo czekać, aby z dziewczyną, narzeczoną pojechać na wakacje, przyznaję, to rzeczywiście brzmi dziwnie. Ruszymy gdzieś daleko, do ciepłych krajów, gdzie jest piaszczysta plaża i można na niej wypić drinka. Nie zaznaczam w opcji wyszukiwania "swimming pool". Raczej omijam basen szerokim łukiem. A potem Marta dalej będzie trenowała i startowała, a ja będę razem z nią jeździć na turnieje.

Po zwykłym sezonie są dwa tygodnie przerwy.

Czy to nie jest wkurzające, że cały czas ten facet, Phelps, jest przed tobą i że musisz z nim walczyć? To jakieś przekleństwo startować w dobie takich fenomenów, jak Sergiej Bubka, Usain Bolt czy Michael Phelps...

PK: Mam takie pragnienie: wygrać z nim. Bo nie ma zawodnika nie do pokonania. W to trzeba wierzyć. Nie znam pływaka, którego bym się bał, ale wielu trzęsą się nogi, gdy mają startować na torze obok Phelpsa.

Często z nim startuję. Już dwukrotnie na igrzyskach, niemal w każdych mistrzostwach świata. W 2005 r. zdobyłem tytuł mistrza świata, kiedy jego nie było. Powiedział później, że zaraz - w mistrzostwach USA - udowodni, kto jest najszybszy na świecie. Ale miał czas o 0,2 s gorszy od mojego. Uderzył pięścią w ścianę. Nie poszedł na konferencję po zawodach. Wtedy wygrałem z nim, co było bardzo przyjemne. W Londynie z całą pewnością wystartuje. 200 m delfinem to jego i moja konkurencja, na pewno jej nie odpuści. Ja też nie.

Paweł Korzeniowski: wygrać z Phelpsem, sport

Paweł Korzeniowski

najlepszy polski pływak ostatnich lat, jeden z najlepszych w historii. liczbą medali bije na głowę nawet słynnego Artura Wojdata, choć w przeciwieństwie do wybitnego kraulisty przełomu lat 80. i 90. ani razu nie udało mu się stanąć na pudle igrzysk olimpijskich.

Najważniejsze Triumfy

2005 Mistrzostwa świata, złoto na 200 m motylkiem

2005 Mistrzostwa Europy (25 m), złoto na 200 m motylkiem

2006 Mistrzostwa Europy, złoto na 200 m motylkiem

2006 Mistrzostwa Europy (25 m), złoto na 200 m motylkiem

2007 Mistrzostwa Europy (25 m), złoto na 400 m dowolnym

2008 Mistrzostwa świata (25 m), brąz na 200 m motylkiem

2008 Mistrzostwa Europy, złoto na 200 m motylkiem

2009 Mistrzostwa świata , srebro na 200 m motylkiem

2010 Mistrzostwa Europy , złoto na 200 m motylkiem

w sumie ok. 30 medali wielkich imprez

Więcej o: