Top 10: najwięksi twardziele sportu

'No pain, no gain' (bez bólu nic nie osiągniesz) - to maksyma, do której przyznaje się niemal każdy sportsmen. Każdy, kto choć raz zajął się sportem na poważnie, wie, że przezwyciężanie bólu to codzienność. Jednak wyczyny niektórych - wyścig z przebitym płucem, mecz z połamanymi żebrami, walka ze złamaną szczęką - wciąż przyprawiają o gęsią skórkę.
Bert Trautmann  Bert Trautmann fot. Hulton Archive

Bert Trautmann

Jego historia godna jest scenariusza kasowego filmu w Hollywood. Bert Trautmann, niemiecki jeniec z drugiej wojny światowej (za wyczyny wojenne został odznaczony Żelaznym Krzyżem), tak pokochał Lancastershire, że nie chciał wracać do ojczyzny. W Anglii się ożenił i grał w piłkę nożną - na pozycji bramkarza. W 1949 r. - w wieku 26 lat - podpisał kontrakt z Manchesterem City. 20 tys. ludzi wyszło na ulice, żeby zaprotestować przeciwko hitlerowcowi w angielskiej ekstraklasie. Kibice grozili bojkotem. W końcu jednak Trautmann olśnił ich swoim talentem. W City występował do 1964 r., rozgrywając ponad pół tysiąca spotkań. Jedno było szczególnie dramatyczne.

W 1956 r. jego klub spotkał się w finale Pucharu Anglii z Birmingham. Prowadził już 3:1, gdy w 75. min Trautmann zanurkował pod nogi rywala, by odzyskać piłkę. Peter Murphy prawym kolanem zdzielił go w kark. Bramkarz stracił przytomność. Sędzia przerwał grę. W końcu udało się ocucić Trautmanna, ale kapitan City Roy Paul widział, że nie jest on w stanie kontynuować gry. Wtedy jeszcze nie wolno było dokonywać zmian, więc w bramce musiałby stanąć zawodnik z pola, a drużyna grałaby w dziesięciu. Trautmann zdecydował się pozostać na boisku, choć chwiał się na nogach i nie bardzo wiedział, co się wokół niego dzieje. Do końca meczu koledzy skupiali się głównie na tym, by nie dopuścić rywali do bramki. Dwa razy jednak Trautmann musiał interweniować, a raz po zderzeniu z kolegą z zespołu znów musiał być cucony.

Po meczu Niemiec poszedł jeszcze na bankiet, choć właściwie nie mógł obracać głowy. Potem sądził, że trochę odpoczynku w łóżku pozwoli mu odzyskać siły. Dopiero po trzech dniach poszedł do szpitala. Tam prześwietlenie wykazało, że pięć kręgów szyjnych zostało przesuniętych, a jeden z nich pękł na pół. Lekarze stwierdzili, że gdyby Trautmann miał trochę mniej szczęścia, mógłby nawet zginąć na boisku. Niemiec wrócił do gry dopiero po pół roku.

Kerri Strug Kerri Strug fot. Doug Pensinger, Mike Powell

Kerri Strug i Tony Romo

Kerri Strug

To bohaterka jednej z najbardziej wzruszających historii w dziejach igrzysk olimpijskich. W 1996 r. podczas finału rywalizacji drużynowej w gimnastyce sportowej Amerykanki walczyły z Rosjankami o złoto. Ostatnią konkurencją dla zawodniczek USA był skok, a dla ich najgroźniejszych rywalek - ćwiczenia wolne. Zanim Kerri Strug stanęła na rozbiegu, jej koleżanka Dominique Moceanu roztrwoniła dużą część przewagi, psując obie swoje próby (do klasyfikacji liczy się w gimnastyce punktacja z bardziej udanego skoku).

W pierwszej próbie Strug też upadła. Co więcej, widać było, że zeskok opuszcza, kulejąc, z grymasem bólu na twarzy. Okazało się, że doznała kontuzji kostki. Zapytała trenera, czy musi powtarzać skok. "Żeby zdobyć złoto, potrzebujemy, abyś zrobiła to jeszcze raz" - odpowiedział Bela Karolyi. Strug tym razem wykonała próbę niemal idealnie. Wylądowała na zeskoku na obu nogach, choć lewą natychmiast poderwała do góry. Podskakując na prawej, prężyła się przed jury. Z zeskoku nie mogła już zejść o własnych siłach. Na podium zaniósł ją trener, a na jej lewej nodze widniał ogromny gips. Amerykanki zdobyły złoto. Strug nie mogła już wystąpić w finałach indywidualnych, w których miała szanse na kolejne medale.

Tony Romo

sport,wypadek,kontuzja, Tony Romo

Futbol amerykański wcale nie polega na tym, aby zdobyć punkty z przyłożenia. Naczelnym zadaniem każdej z drużyn jest fizyczne zdominowanie przeciwnika. Już z górą pół wieku temu Duffy Daugherty, słynny trener (prowadził przez 18 lat drużynę Michigan State Spartans), mawiał: "Futbol to nie jest sport kontaktowy, to sport zderzeniowy. Taniec towarzyski to dobry przykład sportu kontaktowego". Granie, gdy boli albo jest się kontuzjowanym nie jest tu niczym nadzwyczajnym. Ostatni mocny przykład to Tony Romo.

Rozgrywający Dallas Cowboys w meczu z San Francisco 49ers został na początku meczu tak ostro potraktowany przez rywala (Ahmada Brooksa), że pęknięte żebro uszkodziło mu płuco. Prawie nie mógł oddychać, jak opowiadał po meczu jego kolega z zespołu De Marco Murray. Mimo to quarterback Dallas pozostał na boisku do końca pierwszej połowy. W trzeciej kwarcie zastąpił go Jon Kitna, ale Romo wrócił do gry na ostatnią część meczu. I poprowadził Cowboys do błyskotliwego zwycięstwa. 49ers prowadzili 24:14, ale Teksańczycy zdołali wyrównać i w dogrywce zwyciężyli.

Tiger Woods i Wayne Shelford

Tiger Woods

sport,wypadek,kontuzja, Tiger Woods

US Open 2008 to był turniej, w którym Tiger Woods, ikona golfa i sportu, pokazał nie tylko nadzwyczajne umiejętności, ale i niezwykły hart ducha. Dwa miesiące przed turniejem Amerykanin przeszedł artroskopię kolana. Przedwczesna i zbyt intensywna rehabilitacja doprowadziła jednak do poważnego naruszenia więzadeł krzyżowych. Odczuwał ból przy każdym kroku. Mimo to zdecydował się na występ w wielkoszlemowym US Open. To, że odczuwał ból - choć tego nie okazywał, od czasu do czasu tylko podpierając się kijem jak laską - było jasne dla wszystkich. Tymczasem ten turniej był dłuższy niż zwykle, bo po czterech dniach i dogrywce Woods miał taki sam wynik jak Rocco Mediate. O tytule i losie 1,3 mln dolarów głównej nagrody miała zdecydować dodatkowa pełna runda złożona z 18 dołków. I znów na koniec dnia był remis. Dopiero na 19. dołku, gdy obowiązywała już zasada nagłej śmierci (gorszy wynik jednego z graczy kończy mecz), Woods wygrał o jedno uderzenie. Dwa dni po turnieju przeszedł operację więzadeł krzyżowych w kolanie. Nie mógł grać przez kolejnych osiem miesięcy.

Wayne Shelford

sport,wypadek,kontuzja, Wayne Shelford

W rugby po każdym meczu zawodnicy mają mniejsze lub większe kontuzje. Walka do końca meczu mimo poważnego bólu i urazów nie jest niczym nadzwyczajnym, ale historia Wayne'a Shelforda każdego mężczyznę przyprawia o gęsią skórkę.

Ten mecz przeszedł do historii jako Bitwa pod Nantes. Rugbyści Nowej Zelandii walczyli - dosłownie - z Francuzami. Shelford raz znalazł się po niewłaściwej stronie i jakiś Francuz stanął mu na pachwinie. Korek buta rozerwał worek mosznowy nowozelandzkiego rugbysty tak, że jedno jądro zwisało swobodnie. Shelford zszedł z boiska i kazał fizykoterapeucie zaszyć ranę, a potem... wrócił do gry, by... zostać znokautowanym w jednym z kolejnych starć. Doznał wstrząśnienia mózgu i stracił cztery zęby i choć do końca meczu pozostał na stadionie, to z tego, co się wydarzyło na boisku, nie pamiętał nic. Francuzi wygrali 16:3. To był dopiero drugi występ Shelforda w barwach All Blacks. Rok później grał w drużynie Nowej Zelandii, która zdobyła pierwszy w historii Puchar Świata.

Petra Majdić i Muhammad Ali

sport,wypadek,kontuzja, Petra Majdić

Petra Majdić

Słoweńska narciarka, choć nie zdobyła złota podczas ostatnich igrzysk olimpijskich w Vancouver, była jedną z ich głównych bohaterek. A wszystko przez niezwykłego... pecha. Podczas rozgrzewki przed kwalifikacjami sprintu Słowenka, faworytka konkurencji, wypadła na zakręcie źle zabezpieczonej trasy i zsunęła się po stoku w dół. - Mało brakowało, a wpadłabym do strumyka, który tam płynął. W ostatniej chwili udało mi się obrócić tak, żeby nie uderzyć w kamienie głową czy nogami, tylko bokiem i plecami. Nie mogłam się w ogóle stamtąd wydostać! Krzyczałam, żeby ktoś mi pomógł, i wreszcie ktoś przybiegł - opowiadała potem w rozmowie z reporterem "Gazety Wyborczej". Mimo potwornego bólu wystartowała. Udało się jej awansować do ćwierćfinałów. Potem pojechała na prześwietlenie. Wykazało ono, że jest nie tylko potłuczona, ale że ma też pękniętych pięć żeber. Ta diagnoza nie zatrzymała jej. Wygrała ćwierćfinał, w półfinale zajęła dopiero czwarte miejsce, ale bieg był bardzo szybki, i jako ostatnia - z szóstym czasem - znalazła się w finale. Tutaj przegrała tylko z Marit Bjoergen i Justyną Kowalczyk. Po biegu okazało się, że jedno z żeber przebiło płuco Petery. Doszło do odmy. Wróciła do startów dopiero w następnym sezonie. - Zdobyłam brąz, ale myślę, że za to, co zrobiłam w tym sprincie, (...) należy mi się medal złoty z brylantami - powiedziała jeszcze w Vancouver.

Muhammad Ali

Boks to dyscyplina sportu, w której w istocie rzeczy, dwaj przeciwnicy chcą sobie zrobić krzywdę. Wygrywa albo ten, który unieszkodliwi rywala pierwszy, albo ten, który skończy pojedynek mniej uszkodzony. Zdarzali się pięściarze, którzy przetrwali walki z pękniętymi palcami, złamanymi rękami, rozbitymi głowami itd. Wśród wszystkich tych heroicznych wyczynów na szczególne wyróżnienie zasługuje jeden z najbardziej zdumiewających. W 1973 r. Muhammad Ali przeboksował 10 rund z pękniętą szczęką.

Do walki doszło 31 marca 1973 r. Ali był zdecydowanym faworytem, ale młody pretendent Ken Norton w drugiej rundzie zapędził go do narożnika i uderzył potężnym sierpowym. Ali akurat miał wpół otwarte usta. Cios wybił mu dwa zęby z tyłu i złamał szczękę. Trener Angelo Dundee od razu wiedział, co się stało. - Zapytałem go, czy mam przerwać walkę - wspomina coach. - Odpowiedział mi: "Nie, wciąż mogę pobić tego frajera. Nie dotknie już mojej szczęki".

Walka trwała jeszcze 10 rund. Na punkty, niejednogłośnie, wygrał Norton i został czempionem Północnej Ameryki. Po pojedynku Ali przeszedł 90-minutową operację nastawienia szczęki. Twierdził, że w gorączce walki nie czuł zbyt wielkiego bólu.

Jeszcze w tym samym roku doszło do rewanżu. Tym razem wygrał Ali, który rok później w słynnej walce w Kinszasie pokonał George'a Foremana i odzyskał tytuł mistrza świata.

Tomasz Gollob

sport,wypadek,kontuzja, Tomasz Gollob Żużlowcy to ścisła czołówka w dziedzinie pokonywania bólu. Wybity bark, złamana noga nie mogą przeszkodzić w kolejnych startach. Wie coś o tym Tomasz Gollob. W 2010 r., gdy zdobywał tytuł mistrza świata, do ostatnich zawodów w Bydgoszczy wystartował ze złamaną nogą. - Może gdyby to nie była Bydgoszcz, odpuściłbym. A tak, musiałem coś dać kibicom. Przy pierwszym biegu noga jeszcze tak bardzo nie bolała, ale później ciężko było zejść z motoru - opowiadał po zawodach, z których się w końcu wycofał. Gollob wielokrotnie pokazywał podobną determinację. Najbardziej pamiętny był jego występ w ostatnim turnieju Grand Prix w 1999 r. Tydzień przed zawodami w Vojens Polak wystąpił w finale Złotego Kasku we Wrocławiu. Już w pierwszym swoim wyścigu wziął udział w koszmarnie wyglądającym wypadku - na pierwszym łuku zahaczył o jednego z rywali, potem wpadł na drugiego, jego motocykl uderzył w bandę, a on sam - wystrzelony jak z katapulty - przeleciał na stronę trybun wprost na słupek z sygnalizacją alarmową. Wyglądało to przerażająco. W szpitalu okazało się, że poza wstrząśnieniem mózgu i licznymi stłuczeniami żużlowiec nie ma żadnych złamań ani urazów wewnętrznych. Lekarze musieli jedynie obciąć mu kawałek palca.

Mimo ogromnego bólu Gollob pojechał do Vojens. Chciał zostać mistrzem świata. Prowadził w klasyfikacji generalnej Grand Prix. Niestety, nie udało się. Zaczął obiecująco - od drugiego miejsca w pierwszym swoim wyścigu. Potem jednak było gorzej. Ostatecznie zajął 9. lokatę i zdobył srebro (gdyby się wycofał przed zawodami, spadłby jeszcze o jedne miejsce), złoto stracił na rzecz Tony'ego Rickardssona.

Mickey Mantle i Terry Sawchuk

Mickey Mantle

Gdy Mickey Mantle rozpoczynał karierę zawodowego baseballisty w New York Yankees, często nazywano go tchórzem. A to dlatego, że nie poszedł do wojska, by walczyć w Korei. Nie było to jednak tchórzostwo. Gdy Mantle zgłosił się do armii, dostał kategorię F (niezdatny do służby wojskowej) z powodu przebytej w wieku osiemnastu lat choroby - zapalenia kości i szpiku. Gdy w 1968 r. kończył karierę, był bohaterem nie tylko Yankees, ale całej Ameryki. Dziś uznaje się go za jednego z najlepszych baseballistów w historii. Z Yankees zdobył siedem tytułów mistrzowskich, trzy razy wybierany był MVP American League.

W barwach Yankees rozegrał 2466 meczów, w 2368 z nich zmagał się z bólem. W 1951 r., w pierwszym swoim sezonie w MLB, w drugim meczu World Series doznał poważnej kontuzji kolana (prawdopodobnie uszkodzenia łąkotki lub nawet zerwania więzadeł). Piłkarze powiedzieliby dziś, że urwał sobie nogę. Ówczesna wiedza medyczna nie pozwalała na całkowite wyleczenie tego rodzaju kontuzji. Od tamtej pory w każdym meczu zmagał się z bólem i co roku doznawał jakiejś poważnej kontuzji (nie tylko kolan, ale także uda, biodra i barku - to w wyniku starcia z rywalem). Mimo to prawie w każdym z kolejnych siedemnastu sezonów grał po 120-140 meczów. Wszystkie rozpoczynał od bandażowania nóg od kostek aż powyżej kolana. I mimo bólu zawsze grał z pełnym zaangażowaniem, nawet wtedy, gdy po próbie wybicia piłki przyklękał z bólu.

Terry Sawchuk

Top 10: najwięksi twardziele sportu, top 10, sport, Kerri Strug Trzy operacje łokcia, lordoza, połamane kości stopy, dyskopatia, 400 szwów na twarzy, odma płuc, niezliczone rany i siniaki - to wszystko przeżył jeden z najlepszych hokejowych bramkarzy w historii NHL. Sawchuk grał jeszcze w czasach, gdy bramkarze nie nosili masek (założył ją dopiero w 1962 r. po dwunastu latach gry w NHL). Mało który zespół zatrudniał też wtedy bramkarzy rezerwowych. Stać w bramce mimo bólu - to była codzienność. Pod koniec kariery z powodu bólu pleców Sawchuk nie mógł spać dłużej niż dwie godziny. Już po jego śmierci podejrzewano, że to przez ciągły, nieznośny ból był opryskliwy dla kibiców, dziennikarzy i kolegów z drużyny, cierpiał na nawroty depresji i popadł w alkoholizm. Alkohol go zgubił. W 1970 r. pobił się z kolegą z zespołu New York Rangers - Ronem Stewartem, z którym wynajmował dom w Nowym Jorku. Obaj byli pijani. Sawchuk doznał licznych obrażeń wewnętrznych. Przeszedł dwie operacje i po kilkunastu dniach zmarł. Miał 40 lat. W NHL rozegrał ponad 1000 meczów. Cztery razy zdobył Puchar Stanleya. Jego rekord meczów rozegranych bez straty gola przetrwał ponad 30 lat.

Więcej o: