Wyzwanie dla twardzieli: adventure racing

Beskid Niski to najbardziej zapomniany kawałek polskich gór, w którym zasięg telefonii komórkowej jest mniejszy od zasięgu występowania wilka. Idealne miejsce na rozegranie mistrzostw Europy w rajdach przygodowych znanych też jako adventure racing. Prawie 500 kilometrów biegu oraz jazdy na rowerze i nartach. Plus kilka innych atrakcji. Tylko dla wyjątkowych twardzieli.
1 Irek Waluga (team inov-8) próbuje wyczesać punkt kontrolny z sieci leśnych ścieżek. Irek Waluga (team inov-8) próbuje wyczesać punkt kontrolny z sieci leśnych ścieżek. fot. Piotr Dymus

Limit czasu: 80 godzin

Adventure racing to sport wielodyscyplinowy. Jego trzon stanowi bieg, jazda rowerem górskim i kajakarstwo, ale zimowe imprezy są rozszerzane o odcinki na nartach biegowych i rakietach śnieżnych. Stałym elementem są zadania alpinistyczne. Nie ma ustalonych dystansów i ścisłego trzymania się listy dyscyplin. Dlatego często organizatorzy dorzucają etapy na rolkach, etapy pływackie. Zdarzają się także fragmenty do żeglowania czy do pokonania konno. Nie ma samochodów, motorów, czegokolwiek z silnikiem.

Nie ma też ściśle określonej trasy, a jedynie punkty w terenie, do których zespół (z zawodnikami obu płci) musi dotrzeć, posługując się mapą i kompasem. Mamy więc dzicz, w której dziewczyna i trzech chłopów próbują jak najszybciej dotrzeć do punktu umieszczonego na jakiejś przełęczy, skrzyżowaniu dróg leśnych czy szczyciku. Po znalezieniu jednego punktu ruszają do kolejnego, kombinując, jaka droga będzie najwygodniejsza. A organizator dba o takie rozstawienie punktów, by istniały co najmniej dwa kuszące warianty.

Aha - jeszcze czas trwania zawodów i dystanse. Impreza rangi mistrzostw Europy powinna mieć jakieś pół tysiąca kilometrów, by zawodnicy spędzili na niej co najmniej trzy doby.

Maraton?

sport, Wyzwanie dla twardzieli: adventure racing, Team inov-8 pakuje i porządkuje swój sprzęt. Cztery duże skrzynie i pęk nart.fot. Piotr Dymus

Na treningu

Siedemdziesiąt do osiemdziesięciu godzin, podczas których prześpisz około półtorej godziny. Czas zawodów płynie non stop i tylko od ciebie zależy, kiedy odpoczywasz. Rozpiska trasy wygląda, jakby zrobiła ją Justyna Kowalczyk po kilku winach z Jerzym Kukuczką i Albertem Contadorem.

Kilkanaście etapów składa się w sumie na 483 km górskiej trasy Adventure Racing European Championship. Między etapami zespoły mają dostęp do swojego wyposażenia. To tam przesiadają się z nart na rower, zrzucają przemoczone skarpety i w pośpiechu wgryzają się w batonik, po czym pospiesznie wracają na trasę.

Gdy zapytasz rajdowca, czy wystartowałby w triatlonie IronMan, najczęściej powie ci, że źle się czuje w takich sprintach. Że to przewidywalne i nudne zawody. Że po co jechać sześć godzin rowerem po asfalcie, jak można wpakować się w masyw górski i spędzić na etapie dobę, pchając rower w śniegu czy zjeżdżając w świetle czołówki lodowymi koleinami. A maraton? Chętnie - najlepiej na treningu i w górach.

2 Team 360° prowadzi doktor od cyborgów Tomek Mikulski, na co dzień opiekujący się polską kadrą biegaczy i prowadzący badania nad zachowaniem organizmu w ekstremalnych warunkach. Team 360° prowadzi doktor od cyborgów Tomek Mikulski, na co dzień opiekujący się polską kadrą biegaczy i prowadzący badania nad zachowaniem organizmu w ekstremalnych warunkach. fot. Piotr Dymus

Kto przyjechał w Beskid?

Team 360° prowadzi doktor od cyborgów Tomek Mikulski, na co dzień opiekujący się polską kadrą biegaczy i prowadzący badania nad zachowaniem organizmu w ekstremalnych warunkach

 

W większości to ludzie po trzydziestce. Maniacy aktywności fizycznej. Byli biegacze na orientację, kolarze, alpiniści, grotołazi. Są w środowisku GROM-owcy? Jest jeden, ale oszałamiających wyników nie robi. Ot, kolega, który ma inny zawód. Bukmacherzy stawiają dzisiaj na team składający się z gościa skręcającego szafy, nauczycielki WF z podstawówki, behapowca z warszawskiego metra i lekkoducha chwytającego się różnych prac. Salewa Trail Team jest na swoim boisku faworytem. Ale czują respekt przed Rosjanami, Czechami czy międzynarodowym zespołem estońsko-łotewsko-czeskim. Jest też druga mocna polska ekipa - inov-8 - specjalizująca się w szybkim pokonywaniu pieszych odcinków. Maciek Więcek, motor zespołu, ma w zwyczaju pokonywać 100 km biegiem co najmniej 10 razy do roku, zwykle wygrywając zawody, podobnie jak jego drobna koleżanka - Sabina Giełzak, szykująca się do doktoratu na temat piractwa morskiego.

Ci ludzie mówią o pęcherzach na nogach, halucynacjach ze zmęczenia, hipotermii, spaniu w czasie jazdy na rowerze, tak jakby opowiadali ci o obiedzie u teściowej. Każdy ma porcję mrocznych anegdot z odpadającymi paznokciami i udarami słonecznymi w rolach głównych. Justyna Frączek z Salewy zaliczyła kiedyś zderzenie ze ścianą budynku, gdy nieopatrznie zamknęły się jej oczy w czasie etapu rowerowego na rajdzie w Portugalii. Jej kolega z zespołu Łukasz pokazuje blizny po operacji kostki. W czasie zimowych zawodów dwa lata temu pechowo skręcił i złamał nogę na szlaku. Nadal nie jest w pełni sprawna, co nie przeszkadza mu ścigać się na światowym poziomie. Czasem coś zaboli, ale wystarczy kopnąć kilka razy w ziemię i przechodzi.

Strzał startera

Rajd zaczyna się w Gorlicach na rynku. Od biegu na orientację, który ma nieco rozbić stawkę przed górskimi odcinkami w śniegu. Zadanie jest na tyle skomplikowane, że każdy zespół wybiera inną drogę, inną sekwencję poszukiwania punktów kontrolnych umieszczonych w różnych zakątkach miasteczka. Mapa ułatwia zadanie, tylko że wycięto z niej większość treści. Nawigatorzy mają przed sobą białą kartkę, a na niej jedynie niewielkie kółka, w których widać np. skrzyżowanie, mostek itp. GPS nic tu nie da, bo trzeba by znać współrzędne, a tych organizator nie naniósł.

Po godzinie wszyscy już są na właściwej 500-kilometrowej trasie.

Do zmroku trwa etap biegowy przez kolejne masywy. Szlaki są nieprzetarte. Turystów tu dużo nie ma, więc pierwszy zespół brodzi w śniegu po łydki, a reszta podąża jego śladem. Gdy lider robi błąd - często cały peleton powtarza za nim.

Na zimowych rajdach pierwszy dzień to szachy. Każdy stara się jak najmniej zmęczyć, przyczaić się, zostawić siły na późniejsze rozgrywki.

Jest -5°C, więc znośnie. Zawodnicy mają na sobie lekkie bluzy i numery startowe. Nie mogą się zatrzymywać, bo zamarzną. Są mokrzy jak konie w kuligu, ale jeszcze uśmiechnięci. Zwłaszcza gdy mogą sobie zjechać na linie z wieży ratusza w Bieczu.

Później zaczyna się orka. Noc spędzona w siodełku, poranek znów w biegu w górach, kolejne zadanie linowe, pięć godzin szurania na nartach biegowych, znów bieg, chwila snu, rower, narty, rower, bieg, konie. I tak od wtorku do soboty.

3 Irek Waluga (team inov-8) rozpoczyna 50-metrowy zjazd z wieży ratuszowej w Bieczu. Irek Waluga (team inov-8) rozpoczyna 50-metrowy zjazd z wieży ratuszowej w Bieczu. fot. Piotr Dymus

Mijają dni

Irek Waluga (team inov-8) rozpoczyna 50-metrowy zjazd z wieży ratuszowej w Bieczu

 

Po pierwszej nocy widzę Justynę. Team Salewy jest na drugim miejscu i pilnuje Rosjan z Red Fox, którzy aktualnie przecierają szlak kilka kilometrów z przodu. Ona wlecze się jakieś 100 metrów za zespołem ze spuszczoną głową. Zamiast oczu ma szparki. Wydaje się, że jest już ugotowana i trzeba będzie ją zwozić z trasy. Ale to pozór. Właściwie dopiero się rozgrzewa. Kilka minut później z innego kierunku nadchodzą Czesi. Widok podobny - twarze spuchnięte, czerwone. Świeżości brak. Ale spokojnie. Wygląd zombie to norma. Gdy widzisz boksera z rozbitym łukiem brwiowym - nie załamujesz rąk. Wiesz, że to kawałek jego profesji. Dla rajdowca spanie w marszu jest równie emocjonujące jak drzemanie w autobusie. Ten stan lekkiej apatii można utrzymywać przez kilka dni. W nocy przychodzą halucynacje, które znikają nad ranem. Z czasem ciało słabnie. Stawy tracą stabilizację, robią się nieco gumowe, zwłaszcza gdy bieg i marsz cały czas wymagają wykręcania nóg w głębokim śniegu. W górę się pocisz - idziesz powoli. W dół musisz biec, bo wiesz, że wszyscy twoi przeciwnicy korzystają z prawa Newtona.

Kilka godzin później ekipa zatrzymuje się przy zadaniu specjalnym. Od ciepłego pomieszczenia, gdzie będą mogli się przebrać i najeść, dzieli ich rzeka i wysoka skarpa. W sumie można by wskoczyć po pas do wody, skruszyć trochę lodu, wbiec po zboczu i zrzucić mokre ciuchy, ale zadanie jest bardziej finezyjne.

Nad wodą rozwieszono linę, w którą należy się wpiąć i na przyrządach zaciskowych przeciągnąć się kilkadziesiąt metrów do szczytu skarpy. Pierwszy idzie Łukasz Warmuz - żywy odbiornik GPS. Potrafi jednym okiem zerknąć na mapę i w ciągu paru sekund zapamiętać szczegóły, które wystarczą na parę godzin marszu.

Tu jednak ma problem. Ręce biegacza zwykle bujają się tylko w przód i w tył, a nie targają całego ciężaru ciała. Na dole team zaczyna marznąć (w końcu stoją spoceni na mrozie), a Łukasz w pocie czoła powoli pokonuje kolejne metry Jedno machnięcie to jakieś 30 centymetrów. Chwila odpoczynku, kilkanaście ruchów i znów zawisa na linie. Gdy dociąga się do końcowej platformy, można go wycisnąć jak mokrą ścierkę. Jest nieprzytomny i wlecze się do sali, gdzie czekają rowery zespołu. Spędzą na nich kolejne kilka godzin.

sport, Wyzwanie dla twardzieli: adventure racing, Justyna Frączek (Salewa Trail Team) - kiedyś ścigała się z Mają Włoszczowską - teraz odmienia hard core przez wszystkie przypadki.fot. Piotr Dymus

Rower

Rafał Bogacki - zawodnik odpowiadający za kwestie mechaniczne w teamie inov-8 pokazuje mi rowery zespołu, w czasie gdy szykuje się do wyjścia na etap. Każdy ma masę startową wyższą o 2-3 kilo niż latem, gdy wyjeżdża na trening. Opony szczerzą się setkami króciutkich kolców, które odpowiadają za przyczepność na lodzie. Pod nimi kryją się specjalne dętki niewrażliwe na przebicia. Dzięki nim można uniknąć tkwienia na mrozie i zmieniania koła.

- Lampę do jazdy nocą zrobiłem sam - tłumaczy, pokazując dziwną aluminiową skrzynkę z dwoma soczewkami, z której wychodzą kable. - Pod względem mocy jest niewiele słabsza niż reflektory auta. Zamiast baterii używam akumulatorów od laptopa, które przypięte są do ramy roweru. Wiele rzeczy to szczegóły niewidoczne, ale bardzo istotne. Smarowanie łańcucha gęstym smarem, który nie zostanie wypłukany nawet przez 40 godzin jazdy. Do tego specjalne smary zabezpieczające drobne elementy przed zamarznięciem. Na starcie nie wiesz, czy dwa dni później temperatura nie spadnie do -25°C. A wtedy zaczynają się niezłe jaja.

Gdy Rafał się pakuje i zakłada narciarskie gogle (przydatne do jazdy rowerem w padającym śniegu), obok Irek wkłada do butów elektryczne ogrzewacze. Dzięki nim stopa mniej marznie. A na odcinkach rowerowych to najbardziej wrażliwa część ciała. Praktycznie cały czas jest bez ruchu. Jeśli robi się bardzo zimno, trzeba ją rozmrażać, schodząc na moment z siodełka i biegnąc obok roweru.

Na wypadek poważnej awarii sprzętu lub kryzysu zawodnika rajdowcy wożą ze sobą także hol, na którym mogą się ciągnąć. Zestaw dziwnych elementów zamyka mapnik - stelaż z obrotowym pulpitem, który pozwala na jazdę z odpowiednio zorientowaną mapą.

4 Michał Kiełbasiński (Team 360°) stopniowo porasta szronem w mroźną noc. W dolnej części zdjęcia widać bidon zabezpieczony przed zamarzaniem. Michał Kiełbasiński (Team 360°) stopniowo porasta szronem w mroźną noc. W dolnej części zdjęcia widać bidon zabezpieczony przed zamarzaniem. fot. Piotr Dymus

Zimno, straszno, do domu daleko

Michał Kiełbasiński (Team 360°) stopniowo porasta szronem w mroźną noc. W dolnej części zdjęcia widać bidon zabezpieczony przed zamarzaniem

 

Gdy skończysz zimowy rajd przygodowy, przestajesz się dziwić, dlaczego pingwiny mają takie krótkie nóżki i lubią zbijać się w gromady. - Zimno wywołuje apatię. Chcesz się skulić, zmniejszyć swoją powierzchnię, by nieco się rozgrzać. Gdy marznę, nie chce mi się poruszać ustami, wykonywać jakichkolwiek czynności. Zgrabiałe ręce mają problem z bardziej skomplikowanymi zadaniami, ale najgorsza jest ta apatia - tłumaczy Sabina Giełzak z zespołu inov-8, która na nocny etap rowerowy wciągnęła puchówkę. Choć rano puch był mokry i przepocony - nie zmieniłaby taktyki. Grunt to trzymać ciepło.

Zdarza się, że zespół z jakiegoś powodu musi zatrzymać się na dworze. Może to być awaria, ale może to być również oczekiwanie, aż jeden z zawodników ukończy zadanie specjalne. Wówczas w pingwinim stylu zawodnicy przytulają się do siebie. Twardzi faceci z trzydniowym zarostem i kanciastymi szczękami czule się obejmujący - taki widok niejednego by zmroził, ale w lesie najwyżej zdybie ich zaspana wiewiórka. Ciepły hucuł na etapie konnym? Do niego też można przylgnąć i trochę się zagrzać. Nie da się utrzymać stale komfortu. Zawsze będzie tak, że w ruchu potrzebujesz lekkiego ubrania, a na postoju przydałby się śpiwór.

Najgorzej mają drobne dziewczyny - przy małej wadze są bardziej narażone na hipotermię. Ale to one mają najtwardszą psychikę. W Polsce wszystkie czołowe zawodniczki rajdowe mają co najwyżej 160 cm wzrostu. Drobna Magda Łączak w zeszłym roku wygrała zimowy rajd, mimo że wraz zespołem byli tak przemarznięci, że zapukali do wiejskiej chałupy, prosząc o schronienie i herbatę. Spędzili w niej ponad dwie godziny, a Magda dostała od troskliwego gospodarza kufajkę, której używał do rąbania drewna. W ten sposób przetrwali jeszcze pół doby, zanim dotarli do końca etapu.

Zimno bywa straszne, pokonanie go daje wielką satysfakcję. W lutym, gdy słońce wcześnie zachodzi, prócz temperatury w lesie kryje się jeszcze jeden przeciwnik.

sport, Wyzwanie dla twardzieli: adventure racing, Etap konny był miłym urozmaiceniem 80-godzinnej odysei. Choć zdarzyło się, że zawodnicy zasnęli w siodłach.fot. Piotr Dymus

Śpioch

Oddajmy głos Maćkowi Więckowi z teamu inov-8 - jednemu z najlepszych ultramaratończyków w Polsce, który coraz częściej pojawia się na trasach rajdowych. Wspomina swój największy kryzys:

- Śpioch jak zawsze zaatakował późną nocą, odebrał mi całkowicie motywację nie tylko do ścigania się, ale jakiejkolwiek aktywności. Miałem w dupie ten cały rajd, chciałem tylko choć na minutkę położyć się gdziekolwiek i zamknąć oczy. Zespół miał problem, żeby zapanować nade mną. W akcie desperacji próbowaliśmy się przespać w zawalonej szopie, ale ciało momentalnie dostawało dreszczy od zimna, które zasysało od zmarzniętego podłoża i powietrza, kiedy tylko zastygało w bezruchu. Z jednej strony ma się niemożliwe do opanowania pragnienie snu, z drugiej strony z zimna nie da się zasnąć. Ruszamy więc dalej przez jakąś wiochę. Widzę zadaszony przystanek i ławeczkę, wyrywam się do niej, jak narkoman na głodzie do działki towaru. Nic innego się nie liczy, tylko przytulenie gdzieś głowy w pozycji horyzontalnej i zamknięcie oczu. Jestem na siłę trzymany na nogach, na krótkim sznurku przez Huberta. Opuszczamy wioskę i wchodzimy w las. Cały czas człapię z zamkniętymi oczami, śpię w marszu, mój umysł opanowują senne obrazy. Idziemy ścieżką wzdłuż jakiegoś potoku. Jest wąsko, idę jak pijany, potykam się i co chwilę uderzam w plecy i głowę Huberta (chyba rozwaliłem sobie wargę). Przewalam się na boki, a lecąc w jedną stronę, walę się prosto do potoku. Reszta ekipy wciąż krzyczy na mnie, próbując mnie wybudzić, żebym idąc, nie wpadał do potoku i nie ciągnął za sobą Huberta. Nic mnie to nie obchodzi, zupełnie nad tym nie panuję, idę tam, gdzie mnie ciągną, mam zbyt ciężkie powieki, żeby je otworzyć. Nie pamiętam, jak długo to trwało. Czy to były godziny? Zaczęło puszczać dopiero wraz z pierwszymi promieniami słońca o poranku. Jeśli nie można sobie jakoś szybciej ze śpiochem poradzić, to najpewniejszym i niezawodnym sposobem jest przetrzymanie z nim do świtu. To niesamowite, ale koszmar senny i dreszcze przechodzą, jak ręką odjął.

5 Zimą zespół prowadzący ma najciężej - przeciera szlak i ułatwia nawigację przeciwnikom. Dlatego cały czas trzeba kalkulować, czy warto być liderem. Zimą zespół prowadzący ma najciężej - przeciera szlak i ułatwia nawigację przeciwnikom. Dlatego cały czas trzeba kalkulować, czy warto być liderem. fot. Piotr Dymus

AREC 2013 na końcówce

Zimą zespół prowadzący ma najciężej - przeciera szlak i ułatwia nawigację przeciwnikom. Dlatego cały czas trzeba kalkulować, czy warto być liderem

 

Wróćmy na trasę. Do trzeciego dnia, gdy stawka się wreszcie wyklarowała i zwycięzcy zbliżali się do mety. Polski Salewa Trail Team przejechał większość trasy za plecami Rosjan, by w ostatnich godzinach dogonić ich i wyprzedzić. Po trzech dobach mieli energię, by biec po grząskich beskidzkich szlakach, które w najlepszym wypadku nosiły ślady terenowych opon - w najgorszym - pod warstwą świeżego śniegu kryły głębokie koleiny wypełnione wodą. Ostatni etap nie wymagał już od nich tyle przebierania nogami. Każdy zespół dostał po dwa konie huculskie, więc przynajmniej dwie osoby mogły odpocząć. Na metę przyjechali równo po 80 godzinach od startu. Przez cały ten czas spali - półtorej.

Ale po co?

W trakcie rajdu jest to standardowe pytanie. Nawet kukułki wydają się kpić z zawodników i puszczać w las regularne rytmiczne pohukiwanie - po ch...j, po ch...j?

Justyna z Salewy startuje już od 9 lat w takich imprezach. Wcześniej zajmowała się profesjonalnie kolarstwem górskim, ma na koncie medale mistrzostw Polski niemal w każdej konkurencji - od downhillu do maratonu mtb. Tłumaczy: - Na satysfakcję trzeba poczekać. W czasie rajdu organizm jest wycieńczony, twarz nabrzmiała, a nogi spuchnięte. To nie jest miłe i sympatyczne. Jak jechałam do domu, to zapowiedziałam kolegom, że to był ostatni start, ale teraz już planujemy wyjazd na mistrzostwa świata w Kostaryce. Radość czerpię z "napierania" w fajnym zespole. Z przygód takich jak choćby przechodzenie przez rzekę na bosaka przy -10°C. Lubimy się, dobrze się bawimy. To sport amatorski, bardzo amatorski. Baron de Coubertin byłby z nas dumny. Jeśli coś zarabiają na rajdach, to co najwyżej ze sprzedaży nagród rzeczowych na Allegro. Nawet ekipy na najwyższym światowym poziomie dużo więcej dokładają do swojej pasji, niż z niej wyciągają. Nagroda na mistrzostwach Europy? Wpisowe na mistrzostwa świata i kilka przyjemnych podarków. Ale rodziny nikt za to nie utrzyma. A co się rozpadło, połamało, zgubiło, porwało, trzeba będzie cerować i naprawiać przez długie tygodnie.

Sprzęt

Zawodnik ścigający się regularnie ma zwykle bardzo zagracony dom. Lista sprzętu przydatnego na rajdach to kilkadziesiąt pozycji.

Od błyskowej lampy sygnalizacyjnej potrzebnej na morskich etapach kajakowych, przez rolki o dużych kółkach, aż do ultralekkich rakiet śnieżnych i kompasu zakładanego na kciuk.

Przykładowe ceny:

Rower 4-15 tys. zł (ale bez górnego limitu)

Buty 500 zł (przyda się około 6 par)

Narty biegowe od 500 zł

Ultralekka uprząż 279 zł

Ultralekka kurtka wodoodporna od 800 zł

Zaawansowana lampa (czołówka) 500-2000 zł

Rakiety śnieżne od 400 zł

Tempo

Dla wielu biegaczy maratończyków rajdy wydają się koszmarnie powolne. Zawodnicy drepczą, ledwie podnosząc nogi. W porównaniu z szosowcami wyglądają jak małe czołgi. Jednak tylko dureń zechce porównywać opancerzonego i uzbrojonego abramsa do astona martina. Zawodnicy rajdowi mają bardzo mocne silniki, ale nastawione na niskie obroty. Wiedzą, jak sprawnie poruszać się w terenie, w którym skręcenie nogi wydaje się oczywiste jak wschód słońca. Wiedzą też, jak oszczędzać siły, by utrzymać się na chodzie przez kilka dni bez przerwy. Mają do tego odrobinę szaleństwa, która pozwala im przetrwać najgorsze kryzysy.

Garść faktów

sport, Wyzwanie dla twardzieli: adventure racing, AREC 2013 Adventure Racing European Championship 2013 AREC 2013 Adventure Racing European Championship 2013

Miejsce: Gładyszów, Beskid Niski

Udział poszczególnych dyscyplin

Bieganie: 111 km

Rower górski: 257 km

Narty biegowe: 99 km

Jazda konna: 16 km

Zadania specjalne (linowe, logiczne i nawigacyjne)

RAZEM: 483 km

Limit czasu: 80 godzin

Opłata wpisowa: 500 euro od zespołu

Zespoły: 4-osobowe, mieszane (przynajmniej jeden zawodnik ma być przeciwnej płci niż reszta)

Dla mniej szalonych

Oprócz głównej trasy, przeznaczonej dla zaawansowanych, można było się ścigać też w krótszej wersji rajdu - 160 km.

Bieg: 49 km

Rower: 76 km

Narty biegowe: 35 km

Zadania specjalne (alpinistyczne, nawigacyjne, logiczne).

Opłata wpisowa: 400 zł od zespołu

Komentarze (24)
Wyzwanie dla twardzieli: adventure racing
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: gosc

    Oceniono 69 razy 59

    Dla mnie rewelacja, jak jest pasja to człowiek czuje że żyje a nie dogorywa ! Rewelacja

  • avatar

    Gość: mmaciekg

    Oceniono 24 razy 18

    po co wymieniliscie Alberta Contadora zamiast oczywistego Lance'a Armstronga? Myslicie ze Contador nie bral?

  • avatar

    Gość: Tygrysek

    Oceniono 16 razy 16

    Szkoda że 2 miesiące po fakcie.
    Dla uczestników szacun.

  • avatar

    Gość: xogo

    Oceniono 14 razy 14

    a Ja gupek myślałem że Ironman Triathlon to max :))))))) gratulacje dla każdego uczestnika, klękam przed wami ;))

  • avatar

    Gość: Taki koleś z zachodniopomorskiego

    Oceniono 13 razy 13

    Wyrypa beskidzka to jeszcze spoko, ale ten rodzaj imprezy to już ponad moje możliwości! :) Pozdrawiam kozaków, którzy podołają temu wyzwaniu! :)

  • avatar

    janatol

    Oceniono 25 razy 3

    Świetne , inni chodzą na bezsensowne pielgrzymki ,

  • avatar

    wolnyantek

    Oceniono 1 raz 1

    „Więcej wart jest cierpliwy niż bohater, a ten, kto opanowuje siebie samego, więcej znaczy niż zdobywca miasta” (Prz 16,32)
    To a propose czyjegoś nieprzemyślanego komentarza na temat pielgrzymek. Kult ciała to tylko kult ciała i czy to będzie opalanie się na zatłoczonej plaży czy wyciskanie siódmych potów na tego typu imprezach, to efekt będzie taki sam i na dodatek przemijający i mało znaczący.

  • avatar

    Gość: gzres

    Oceniono 1 raz 1

    Brawo!!! No a co na to powiedzą buroki ze swoimi quadami. Jak benzynki zabraknie to dupa blada.

  • avatar

    Gość: fdgfdg

    Oceniono 3 razy 1

    Sponsorem imprezy jest ZUS :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX