Kolarstwo to nie sport, to wyznanie wiary

Mordercza sześciogodzinna podróż w upale, pod górkę. I to nie pod byle jaką, bo byłem w Pirenejach. Fizyczne zmęczenie i psychiczne znużenie tą długą jazdą dawało mi się mocno we znaki. Aha, zapomniałem dodać, że ja podróżowałem najnowszą skodą superb, a goście, których podpatrywałem zasuwali pod nią na rowerach. I pewnie dlatego kibice rozstawieni niemalże na całej długości blisko 200-kilumetrowego odcinka tour de france nie szczędzili gardeł i każdego z tych żelaznych mężczyzn witali gromkim: Allez!
1 &Tour de France 2015, KODA Auto, a.s. &Tour de France 2015, KODA Auto, a.s. Ondej Kalmn / Photo: Ondej Kalmn

Fenomen kolarstwa

O co chodzi w tym cholernym sporcie, który polega wyłącznie na straszliwej fizycznej mordędze - starałem się zrozumieć, gdy rozemocjonowani znajomi śledzili poczynania kolarzy w telewizji. Sam na rowerze zbyt często nie jeżdżę, wmawiając sobie, że to przez szacunek dla własnej prostaty, a nie przez lenistwo. Żeby jednak nie uchodzić w towarzystwie za ignoranta, postanowiłem sprawdzić to wszystko na własnej skórze. Telewizora nie mam, więc nie pozostało mi nic innego, jak przyjrzeć się zjawisku z bliska. Z naprawdę bliska... jadąc samochodem tuż za peletonem na górskim odcinku Tour de France, który swój start miał w urokliwym Lannemezan, a metę w Plateau de Beille.

Ale po kolei. Gdy dotarłem do Francji i znalazłem się wśród fanatyków kolarstwa, każdy, bez względu na narodowość, gdy tylko zorientował się, że jestem z Polski, usta składał w charakterystycznego rogala, jął się do mnie przytulać, jeden po drugim, i oferować ogniste napitki w jego towarzystwie. - Majka sehr gutt! Good! Bon! Bueno! Bene! Dobrý! - przekrzykiwali się moi nowi kompani, a ja poszerzałem lingwistyczne horyzonty. Nikt nie chciał mnie bić za moje narodowe barwy, nikt nie był zły, że tego dnia tych ich wszystkich Froome'ów, Valverde'ów, Contadorów i Saganów zostawił w tyle nasz chłopak z Zegartowic, Rafał Majka. Takie kibicowanie (dodajmy: do białego rana) to ja nie tylko rozumiem, ale szanuję i popieram!

Na szczęście następnego dnia to nie ja prowadzę samochód. To zadanie dla byłego holenderskiego kolarza Maurice'a Borghoutsa. Czeka mnie więc ekscytująca przejażdżka (wśród kolarzy TdF), elegancką limuzyną (superb) z naprawdę dużą dawką lansu (nie każdy może dostąpić takiego zaszczytu, w ten sposób TdF oglądał m.in. prezydent Francji François Hollande).

2 &Tour de France 2015, KODA Auto, a.s. &Tour de France 2015, KODA Auto, a.s. Ondej Kalmn / Photo: Ondej Kalmn

Piekielny wyścig

Gdy wyruszamy w trasę, mimo że to końcówka lipca, to mamy tak naprawdę wiosnę. Nie za ciepło, nie za zimno, jest słońce, więc w sam raz. Wyłączamy nawet klimę. To, co jako pierwsze rzuca się w oczy na trasie, to zainteresowanie, jakie wśród kibiców wzbudza wyścig. Swoje auta, namioty, campery, ale i ogródki piwne rozstawiają oni niemal na całej długości trasy. Atmosfera festynu i dobrej zabawy, choć kolarze przecież tylko przez chwilę migną im przed nosem i... tyle ich było widać. Mimo że wyścig odbywa się we Francji to nie dominują tu niebiesko-biało-czerwone barwy. Wyścigiem kompletnie zawładnęły... czerwone groszki. W takie stroje poubierani są równoprawnie mężczyźni i kobiety. I tylko mnie to dziwi, bo nawet najmniejsze dziecko tu wie, co to koszulka w groszki. Nie chodzi o jakiś wymysł zniewieściałych paryskich projektantów. Bo te grochy są dla największych górskich twardzieli. Takie koszulki dostają ci kolarze, którzy najlepiej poradzili sobie na morderczych podjazdach.

Wyścig się rozwija i pogoda też ewoluuje. Lato w pełni, 39 stopni. To nie jest rywalizacja dla słabych ludzi. - Jak jest? - pyta Maurice przez okno naszej skody jednego z wymijanych kolarzy. Tamten patrząc na nas mętnym wzrokiem, z białą pianą na ustach rzuca tylko: - Jak w piekle!

Dodajemy gazu i jedziemy dalej. Musimy zrobić sobie przystanek na croissanty, kozie sery i łyczek czegoś na pokrzepienie serc. Mówiłem o ogródkach piwnych? No, nie do końca. Oprócz szampana króluje tu sangria, wszak Hiszpania jest tylko o rzut monterą. A napój to, choć zdaje się niewinny jak kompot, jednak zdradliwy jak dopalacze. Jak to dobrze, że nasze auto nie kołysało potem za bardzo.

3 %Tour de France 2015, KODA Auto a.s. %Tour de France 2015, KODA Auto a.s. Aleksandra Chytra

Widmo dopingu

Nagle deszcz. Błysk. Grzmot. Burza. Temperatura spada na łeb na szyję. Mamy jesień, a to najgorsza aura do tego, by jechać autem tuż za kolarzami. W takich warunkach nie trudno o kraksę. Zdarzało się przecież, że na trasie TdF dochodziło i do śmiertelnych wypadków sportowców. Rak jąder i prostaty to bowiem nie jedyne, czym ryzykują mężczyźni dosiadający tytanowych rumaków.

Pędzimy dalej górskimi dróżkami. Choć pojawiają się i wątpliwości. A wszystko to przez człowieka, który wyniósł kolarstwo na ołtarze zainteresowania, a potem okrył je czarnym całunem. Mowa o Lancie Armstrongu, przez którego widmo dopingu wciąż krąży nad kolarstwem. - Jak to możliwe, że się nie szprycują, jeśli kilkanaście lat temu wszyscy zsiadali z rowerów i podprowadzali je pod tę górkę, a dziś nawet ten najgorszy pod nią podjeżdża? - rzuca znawca tematu. Ale póki nikt niczego nie wykrył, póty wyścig trwa. Choć nastała tego dnia już kolejna pora roku. Zima. Na termometrze tylko 9 stopni (to już 30 stopni różnicy w ciągu dnia!). Na szczytach śnieg. A dla mnie kolejna świetna nowina. Wszystkim urwał się kolejny Polak, Michał Kwiatkowski. Mój entuzjazm gasi jednak doświadczony przewodnik i kierowca. - On nie jest dobrym góralem, nie wytrzyma. I niestety miał rację. Polak przyjechał daleko w tyle za najlepszymi. Gdy już wyjechałem z Francji, wycofał się po jednym z etapów, tłumacząc, że i tak nie miał już szans na dobry wynik. Niezbyt to rozumiem, bo to tak, jakby piłkarze po słabej pierwszej połowie postanowili już nie wychodzić na następną...

Wiem za to jedno. Kolarstwo jest jak religia. Tego sportu nie da się pojąć, jeśli nie ma się łaski wiary w piękno i absolut zębatek, przekładni i napięty do granic łańcuch oraz włókna ludzkich mięśni. Ja nie należę do jego wyznawców, ale rozumiem, że zastępy ludzi widzą w tym sens, triumf woli i determinację, której niejeden z nas może kolarzom pozazdrościć. Kaski z głów przed wami, panowie!

Skomentuj:
Kolarstwo to nie sport, to wyznanie wiary
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX