Exit dla odważnych

Stoisz na krawędzi urwiska. Hen, daleko pod tobą, widzisz mikroskopijne domki, strumienie, drzewa. Gdzieś nad tobą krąży orzeł. Z daleka słychać nawoływanie juhasów. A ty w ten piękny, słoneczny, alpejski dzień, robisz krok do przodu.
Exit Exit Fot. archiwum Bartka Kankowskiego

Jak w "Mission Impossible"

Uszy wypełnia ci świst powietrza, adrenalina rozsadza żyły. Pędzisz głową w dół. Wiesz, że do ziemi dotrzesz za cztery sekundy, trzy, dwie...

Wtedy rozpościerasz ręce i odbijasz w bok. Szybki ruch ramieniem i skręcasz w stronę ściany urwiska, z którego skakałeś. Śmigasz centymetry od niego, mijasz je z szaleńczą prędkością i lecisz dalej między domami, drzewami, irytując orły, a owce doprowadzając do zawału serca. Wreszcie wystrzeliwujesz w górę i otwierasz spadochron. Zadanie wykonane. Podłóż pod to podkład muzyczny, na przykład AC/DC, i masz doskonałą scenę do kolejnego odcinka "Mission Impossible". A to po prostu zwyczajny dzień z życia wingsuitera, takiego jak Bartek Kankowski.

- W normalnym skoku nie czujesz nawet, jak szybko lecisz - opowiada Bartek. Wysoki, chudy, krótko ostrzyżony facet wygląda trochę jak koszykarz, a lata jak Batman. - Dopiero kiedy śmigasz między drzewami albo lecisz na wyciągnięcie dłoni od skały i masz wreszcie punkt odniesienia, zaczynasz rozumieć, co to znaczy lecieć 200 kilometrów na godzinę.

Spotykamy się w jego naturalnym środowisku na dachu biurowca w Warszawie. Zaczynał wiele lat temu od tradycyjnego skakania z samolotów. Ale od ośmiu lat jest base jumperem - BASE to skrót od słów - building (budynek), antenna (antena), span (przęsło) i earth (ziemia). Kiedy wyciąga sprzęt, panowie remontujący dach obok na chwile zamierają. ? To całkiem inne uczucie, całkiem inny klimat - mówi Bartek. - Jesteś na dachu, w środku miasta. Na dole jest życie, jeżdżą samochody, spacerują ludzie, a ty skaczesz.

Tym razem skakania jednak nie będzie. Akurat ten budynek okazuje się trochę za niski, choć dla base jumperów w centrum Warszawy w zasadzie nie ma już niezdobytych dachów, z których nie pikowaliby na skrzydłach, czyli na wingsuitach. Najczęściej z wingsuitem idziesz jednak po prostu w góry.

Wingsuit to kombinezon, który sam w sobie niewiele różniłby się od zwykłych strojów do skoków czy nawet lekkich strojów narciarskich, gdyby nie jeden element. Między ramionami a tułowiem i między nogami rozpięte są dodatkowe kawałki materiału. To tak na prawdę nadmuchiwane skrzydła, które dają siłę nośną i  pozwalają szybować oraz wykonywać w powietrzu skomplikowane manewry.

Mnie ciężko wysiedzieć spokojnie w fotelu, kiedy na ekranie widzę film nakręcony z  kamery zamontowanej na kasku pędzącego śmiałka. Zastanawiam się, co oni muszą czuć, gdy w realu pędzą pomiędzy drzewami, i nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie.

- Stres? Tak naprawdę to chyba moment przygotowań. Muszę bardzo dokładnie sprawdzić sprzęt: elementy otwierające spadochron, zapięcia. Muszę być pewien, że nic nie uszkodziło się w transporcie, muszę wiedzieć, że bez problemu dosięgnę mechanizmu zwalniającego czaszę - tłumaczy Bartek. - Kluczowe jest wybicie. Musisz wyskoczyć z odpowiednią siłą i pod odpowiednim kątem. Jeśli zrobisz coś nie tak, skrzydło może się napełnić źle albo niesymetrycznie.

Dodatkowe utrudnienie? Czasze spadochronów są pakowane tak, żeby otwierały się przy dużej prędkości, a nie wtedy, kiedy spadasz pionowo w dół. Otwarcie spadochronu na tym etapie może sprawić, ze linki się splączą, a czasza rzuci tobą o skałę. Więc najlepsze, co możesz zrobić, to upewnić się, że wingsuit "wystartuje". Nie, żebyś miał na to dużo czasu. Start skrzydła trwa nawet 3 sekundy. A w niektórych miejscach do gleby dobijasz po 5...

- Podczas samego lotu jest kilka zasad bezpieczeństwa - tłumaczy Kankowski. - Przy pierwszym skoku nie idziesz hardcorowo. Starasz się trzymać daleko od przeszkód i dopiero stopniowo schodzić coraz niżej. Do tego zawsze lecimy nurkując. Dzięki temu, kiedy się zorientujesz, że nie zdążysz wyminąć jakiejś przeszkody, możesz szybko wyrównać lot i przelecieć bezpiecznie ponad nią.

Każdy lot jest inny. Czasem spędzasz cztery godziny na mozolnej wspinaczce w wysokie partie gór tylko po to, żeby poczuć ten adrenalinowy ciąg, żeby wiatr zaszumiał w uszach przez minutę czy dwie, żeby stanąć na szczycie świata i zanurkować w przepaść. A czasem skaczesz co godzinkę, bo po złożeniu spadochronu wystarczy wsiąść do kolejki, wyjechać z powrotem na górę, dokonać przeglądu sprzętu i rzucić się w dół.

- Najwyższe, najtrudniejsze skoki to jest sedno całej zabawy - opowiada Bartek. - Niskie skoki to coś w rodzaju treningu. Te wysokie, gdzie poświęcasz pół dnia na dojście na piechotę do exitu, czyli miejsca, z którego skaczesz, to dokładnie to, czego w tym sporcie szukam.

Prawdziwe latanie jest w Alpach albo, jeśli pogoda pozwoli, w norweskich fiordach. To ciągle bardzo świeży sport, bo o ile z budynków śmiałkowie skaczą przynajmniej od lat 70., o tyle opracowanie bezpiecznego sprzętu umożliwiającego człowiekowi szybowanie między górskimi urwiskami udało się dopiero w ostatnich latach XX w. Ciągle jest mnóstwo miejsca na eksperymenty. I ciągle uskrzydleni skoczkowie stanowią absolutną elitę. - Ja na wingsuitach zacząłem latać mniej więcej pięć lat temu - opowiada Kankowski. - Znalazłem nauczyciela we Francji i tak się zaczęło. Teraz mam na koncie około 1000 skoków BASE w tym około 600 na wingsuitcie.

Skakać można na wiele sposobów. BASE jumping podzielił się na całą rodzinę dyscyplin: od skoków slider down z  niskich nawet 60-metrowych budynków, gdzie skoczek może sobie pozwolić najwyżej na jakieś salto, zanim musi otwierać czaszę, po wingsuitowe proximity flying i terrain flying, różniące się tym, że w proximity śmiałek pędzi wzdłuż jakiejś ściany, a w terrain - leci, jak kosiarka do trawy, tuż nad ziemią.

Ale przy całym błyskawicznym rozwoju sportu pozostaje jeden Święty Graal, jedno wyzwanie, którego jeszcze nikt nie zdołał rozgryźć.

- To lądowanie na skrzydle, ale nie zamierzam próbować - śmieje się Kankowski. - Był jeden kaskader, który wylądował na stercie kartonów, ale wylądował to w tym przypadku określenie na wyrost, bo raczej rozbił się na niej.

Prawdziwego lądowania więc jeszcze nie było i pewnie trzeba będzie poczekać kilka lat aż rozwiną się technologię, które to umożliwią. A wtedy? Wtedy nawet spadochron będzie można zostawić w domu.

Exit Exit Fot. Shutterstock

Jak zacząć latać?

Nie ma wyjścia, jeśli chcesz doznać tego niepowtarzalnego uczucia, musisz przygotować się na kilka lat ciężkiej pracy.

1. Najpierw musisz nauczyć się skakać ze spadochronem.
Kurs można zrobić dość szybko, nawet w jedne wakacje. Ale to tylko początek, bo jeśli nie wyskoczysz z samolotu minimum 200 razy (zwykle trzeba jeszcze więcej skoków), nie będziesz gotowy na następny punkt.

2. Potem przychodzi pora na BASE, czyli skakanie z budynków, anten, mostów i skał.
To zupełnie inna szkoła jazdy, i inny poziom trudności i ryzyka. Musisz się rzucić z dachu przynajmniej 100-200 razy.

3. Potem znów wracasz do samolotu, ale już ze skrzydłami.
Zanim zejdziesz z wingsuitem blisko ziemi, musisz nauczyć się jak bezpiecznie manewrować w powietrzu. Żeby dojść do wprawy, powinieneś powtórzyć procedurę przynajmniej kilkadziesiąt razy.

4. Dopiero wtedy jesteś prawie gotowy na latanie z małymi, bezpiecznymi skrzydłami z dala od ścian i przeszkód.
I stopniowo, ze skoku na skok możesz zacząć się do nich zbliżać.

5. I tak, już po kilku latach możesz w miarę bezpiecznie i odpowiedzialnie straszyć juhasów na alpejskich halach.

Exit Exit Fot. archiwum Bartka Kankowskiego

Wingsuit w pigułce

1. 4 lutego 1912 r. Franz Reichelt, 33-letni krawiec skacze z wieży Eiffla w płaszczu własnej produkcji. Ginie.

2. Kilkanaście lat po jego śmierci powstają pierwsze działające wingsuity. Kiepskie materiały nie wytrzymują jednak długo ogromnych obciążeń.

3. W latach 80. XX w. amerykański kaskader John Carta zaczyna eksperymentować z własną wersją kombinezonu. Próby przerywa jego śmierć w katastrofie samolotowej.

4. W latach 90., Francuz Patrick de Gayardon udoskonala kostium Carta.

5. W 1999 r. fińsko-słoweński zespół stworzył pierwszy kombinezon dostępny komercyjnie i dzięki temu latanie na wingsuitach zmieniło się w dyscyplinę sportową.

6. Od 2011 r. odbywają się corocznie mistrzostwa świata ludzi-nietoperzy.

Exit Exit Fot. archiwum Bartka Kankowskiego

Ciekawostki

- Ulubionym miejscem wingsuiterów są francuskie i szwajcarskie Alpy (norweskie fiordy też są OK, ale pogoda pozwala na latanie przez dwa miesiące w roku). Dlatego wyjazdy są bodaj najbardziej kosztowną częścią tej zabawy.

- Jeśli już opanujesz podstawy, do latania nie potrzeba wcale góry sprzętu. Wszystko zmieści się bez problemu w jednym plecaku. Oprócz okularów, kasku i obowiązkowych kamerek, potrzebujesz tak naprawdę dwóch rzeczy: kombinezonu i odpowiedniego spadochronu.

- Kombinezony produkuje już kilka firm. Najważniejszym elementem wingsuitu są materiałowe skrzydła między rękami a tułowiem i między nogami. To nie są proste kawałki materiału, a skomplikowane inżyniersko konstrukcje. Materiałowe wręgi wewnątrz sprawiają, że gdy do skrzydła, przez specjalny wywietrznik na krawędzi natarcia, wpada powietrze, całe skrzydło przybiera profil podobny do profilu skrzydła samolotu, co daje ci siłę nośną. Koszt to około 2 tys. dolarów.

- Spadochron jest nieco droższy - kosztuje około 3 tys. dolarów, Spadochrony do BASE jumpingu - bo o takich mowa - są sporo lżejsze od tych samolotowych i muszą być niezawodne, bo nie mają spadochronu zapasowego.

Więcej o:
Komentarze (2)
Exit dla odważnych
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: hhhk

    0

    Tak, ale to było na wodzie i dlatego się nie liczy

  • jaa_ha

    Oceniono 1 raz -1

    Panie redaktorze, kolego Bartku. Trochę siedzę w temacie i proponuje pogrzebać w pamięci. Jak zapewne dobrze wiesz podstawą rozwoju w naszym ulubionym sporcie jest obserwacja i uczenie się od najlepszych no i oczywiście próby, próby, próby... Przyziemienie Gary'ego w kartony faktycznie nie może być zaliczone, absolutnie i bezspornie, ale skoro obracasz się w światku to na pewno Raphael Dumont nie jest Ci obcy. Nie powinien być, bo to on sprzątnął Grala. Na czysto! Tylko, on, skrzydło i natura. Przydało by się sprostowanie ....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX