Czy Łysy zrobi porządek w FIFA?

W pierwszych dniach na stanowisku Gianni Infantino, nowy szef Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej FIFA, ujawnił, że organizacja Mundialu 2010 r. została przyznana RPA w wyniku korupcji. O podejrzanych Mistrzostwach w Rosji (2108) i Katarze (2022) nie zająknął się ani słowem.
Diego Maradona w szale radości Diego Maradona w szale radości Fot. EDDIE KEOGH REUTERS

Na gruzach

Szwajcar Gianni Infantino wkroczył do FIFA na gruzach dotychczasowego układu rządów stworzonego przez Seppa Blattera i jego współpracowników. Pogrążonego w zepsuciu i machlojkach systemu, który wymaga reform jak mało który. Blatter nie chciał zmieniać nic. Ani w skorumpowanej organizacji, ani w samej piłce nożnej. Infantino wkracza do akcji i obwołuje się reformatorem.

- To zwykły zdrajca - woła jednak jeden z największych jego krytyków, legendarny argentyński piłkarz Diego Maradona. - Jego szef niemal trafił za kratki, a on sobie kandyduje jakby nigdy nic na jego następcę? To chore. Chciałbym na szefa FIFA kogoś spoza tego układu, kogo nie interesuje bogacenie się na piłce, ale jej dobro - dodaje.

Brytyjski pisarz i dziennikarz James Piotr Montague powiada: - Gianni Infantino po prostu jest inteligentny. Dobrze wiedział, jak się zachować w sytuacji, gdy okręt nabiera wody. Nie tak dawno stał za Michelem Platinim, szefem UEFA. Teraz Platini jest w niełasce, a Infantino przejął władzę w światowym futbolu.

Legendarny francuski piłkarz Michel Platini był szefem europejskiej federacji piłkarskiej UEFA. Gdy nad prezydentem światowej federacji FIFA Blatterem zebrały się ciemne, korupcyjne chmury, to w nim widziano jego następcę. Tonący Blatter pociągnął jednak za sobą na dno także Platiniego. Na jaw wyszło bowiem, że w latach 1999-2002 przekazał mu w nielegalny sposób 2 miliony franków. Obu zawieszono na osiem lat.

Puchar Świata FIFA Puchar Świata FIFA Fot. Przemysław Piotrowski / Sport.pl

Arabskie fiasko

W światowym futbolu zaczęła się nowa era. A jej twarzą stał się "łysy z UEFA", jak niekiedy nazywa się Gianniego Infantino. Człowiek od losowań, którego 26 lutego wybrano na nowego prezydenta FIFA i który zastąpił skompromitowanych poprzedników.

A nie był faworytem, przynajmniej nie u bukmacherów. Ci wskazywali raczej na szejka Salmana Bin Ibrahima Al-Khalifę z Bahrajnu, szefa federacji azjatyckiej - człowieka twardej ręki, który przed Komisją Etyki FIFA musiał tłumaczyć się z oskarżeń o torturowanie około 150 sportowców i osób ze sportem związanych, biorących udział w antyrządowych protestach w Bahrajnie podczas islamskiej wiosny. Szejk zaprzeczał, twierdził, że to pomówienia. Wybory z Infantino jednak przegrał i to bezdyskusyjnie - Szwajcar już w pierwszej rundzie otrzymał najwięcej, bo 88 głosów. W drugiej zdeklasował rywali. Zresztą poza szejkiem inni kandydaci się nie liczyli. Jordańskiego księcia Alego Ibn Husajna, który zasłynął niegdyś przeforsowaniem zgody na grę piłkarek w hidżabach (przeciwnicy twierdzili, że złapanie za nie podczas faulu grozi poważną kontuzją, a nawet uduszeniem zawodniczki), poparło tylko czterech kandydatów. Francuskiego dyplomaty nazwiskiem Jérôme Champagne nie poparł nikt. Reprezentujący RPA Tokyo Sexwale, który walkę o fotel ograniczył do hasła: "Bo FIFA potrzebuje szefa z Afryki", wycofał się przed głosowaniem. Gianni Infantino był spośród tych kandydatów niewątpliwie najbardziej znany.

Jak zapracować na rozpoznawalność w takiej organizacji jak FIFA? Wybrać to, co najczęściej transmituje telewizja. Oczywiście mecze mundialu są zastrzeżone dla piłkarzy, ale już losowania... Dlatego właśnie stał się prowadzącym i zarazem twarzą każdej ceremonii FIFA, każdego losowania. "Łysego z UEFA", który losuje kuleczki w pucharach i eliminacjach, kojarzył każdy działacz, piłkarz i kibic.

Mundial w RPA Mundial w RPA Fot. Shutterstock

Południowoafrykańskie łapówki

Został prezydentem FIFA w chwili, gdy ta organizacja przeżywa największy kryzys w dziejach. Oskarżenia o korupcję są poważne. Zatrzymano już 28 osób, a dyskwalifikacje szefów federacji światowej i europejskiej nie mają precedensu. Nad FIFA ciążą podejrzenia, że organizatorów kolejnych piłkarskich mistrzostw świata wybierała w sposób nieuczciwy. Nowy szef ze Szwajcarii od tego zaczął. Przyznał publicznie, że gospodarza mundialu wybrano w wyniku korupcji. Chodzi jednak o turniej w... 2010 r., który zorganizowała Republika Południowej Afryki jako pierwszy w dziejach kraj z tego kontynentu - jedynego poza Australią i Oceanią, w którym mistrzostw jeszcze nie było. - Afrykański kraj za 10 mln dolarów kupił przychylność niektórych członków komitetu wykonawczego - ogłosiła FIFA.

Momencik - zareagowali komentatorzy. A co z najbliższymi mundialami? Tymi w 2018 i 2022 r., przyznanymi odpowiednio Rosji i Katarowi? Wobec nich są poważne podejrzenia, a to sprawa bieżąca i pilna, bo eliminacje do rosyjskiego mundialu już trwają, a Katar kosztem zdrowia i życia wielu robotników (de facto niewolników) wznosi już nowoczesne stadiony.

Co do tego, że te dwa umiarkowanie demokratyczne kraje kupiły swoje imprezy, a nie dostały je uczciwie, nikt rozsądny nie ma złudzeń. Ale jeszcze za Blattera FIFA ogłosiła, że oczyszcza Rosję i Katar z wszelkich zarzutów. Dość groteskowe, zważywszy, że jednocześnie oczyściła samą siebie.

Tej sprawy Gianni Infantino na razie nie tknął. I pytanie, czy tknie, skoro za organizacją przyszłych mistrzostw stoją gigantyczne pieniądze także dla federacji. Za odebraniem organizacji za to - kolosalne odszkodowania. Do tej pory tylko raz się zdarzyło, żeby wybrany organizator nie zorganizował turnieju-  była to w 1986 r. Kolumbia. Ona jednak zrezygnowała z własnej woli. FIFA nie odbierała mistrzostw nawet tym, którzy mieli problemy z organizacją z powodu straszliwych trzęsień ziemi, jak Chile w 1962 r. i zastępujący Kolumbię Meksyk w 1986 r.

Szwajcarskie rewolucje

Infantino dla jednych jest nadzieją na odnowę, dla innych - gwarancją, że nic się tak naprawdę nie zmieni w samej FIFA. Zarazem jest jednak zwolennikiem poważnych zmian w piłce nożnej oraz organizacji mundialu, jakich nie wprowadzano od wielu, wielu lat. Opowiada się choćby za zwiększeniem liczby uczestników imprezy aż do 40.

Przypomnijmy, że gdy inaugurowano piłkarskie mistrzostwa świata w 1930 r. w odległym Urugwaju, udało się zebrać 13 chętnych uczestników. W eliminacjach do turnieju w Brazylii w 2014 r. startowały już 203 drużyny. Przed 1982 r. w mundialu brało udział 16 ekip, wtedy zwiększono liczbę uczestników do 24, następnie do obecnych 32. Ta liczba jest dość poręczna, bo pozwala utworzyć osiem czterozespołowych grup. Gdy z każdej wyjdą do dalszej gry dwie drużyny, nie komplikuje to matematycznie rozgrywek. Co zrobić przy 40 ekipach, które proponuje Infantino? Dziesięć grup po cztery zespoły? Ile wtedy ma awansować, by dało się rozegrać play-off ? Bywały już turnieje, na których awans zdobywały po trzy zespoły w grupie (najbliższe Euro 2016 we Francji takie będzie). To nie jest dobre - np. na mistrzostwach w 1986 r. awans zdobyła Bułgaria, która w grupie zdołała tylko dwa razy zremisować!

To może osiem grup po pięć ekip? Wtedy da się łatwo przeprowadzić play-off, ale z kolei w rozgrywkach grupowych będziemy mieli zawsze jedną drużynę, która pauzuje. Ten, kto będzie pauzował w ostatniej rundzie, dłużej odpocznie przed fazą pucharową. To nierówność szans.

Nie wiadomo, jak Infantino chce spełnić swoją wyborczą obietnicę. A ma jeszcze inne. Przyrzekł na przykład kadencyjność we władzach futbolu, także swoją. - Członkowie zarządu powinni pełnić swoje funkcje najdłużej 12 lat, najwyżej trzy kadencje - zakreśla jednak granice owych ograniczeń dość daleko. To i tak postęp, bo Seppowi Blatterowi marzyła się prezydentura właściwie dożywotnia.

- Kadencyjna powinna być też organizacja mundiali przez kontynenty - powiada Szwajcar. Mundiale mają być organizowane na wszystkich zamieszkanych lądach na zmianę, nie częściej niż co osiem lat.

Angielskie poprawki

Koncepcje nowego szefa FIFA są dość daleko idące, ale mają ręce i nogi. O Blatterze mówiono, że "przed śniadaniem wpadał na 50 pomysłów, z czego 51 było złych". Próbował na przykład powiększać bramki czy dawać trenerom możliwość sprawdzenia decyzji sędziego, jak challenge w siatkówce. Z kolei szejk Al-Khalifa miał jeszcze inny pomysł - chciał zatrzymywać czas jak w koszykówce czy hokeju, liczyć tylko efektywną grę, i skrócić czas trwania połowy z 45 do 30 minut. Platini zaś promował białe kartki z nakazem opuszczenia boiska na 10 minut.

Żaden nie chciał się jednak zgodzić na to, co postulują kibice i dziennikarze od lat - wydawanie przez sędziów decyzji na podstawie powtórek wideo, co eliminuje błędy. Dzisiaj arbiter wciąż jest jedyną osoba na stadionie, która nie widziała powtórki i nie ma pewności, czy podjęła właściwą decyzję. Infantino nie mówi "nie". Chce dodać tę możliwość do stosowanej już technologii "goal line" sprawdzającej, czy piłka przekroczyła linię bramkową.

Międzynarodowa Rada Piłkarska zgodziła się na testowanie przez ligi systemów powtórek, które można stosować w najpoważniejszych przypadkach: aby rozwiać wątpliwości przy strzelonej bramce, kartce czy rzucie karnym. - To przełom, nadejście nowej epoki - nie waha się głosić Infantino.

Jest także przychylny wprowadzeniu możliwości czwartej zmiany w meczu (ale tylko w dogrywce), korektom w przepisach o spalonym oraz tzw. potrójnym karaniu, czyli sytuacjach, gdy za faul na zawodniku dyktowany jest rzut karny, a sprawca równocześnie karany jest czerwoną kartką i pauzą w kolejnym spotkaniu. Jak mówi, większość przepisów powstała jeszcze w początkach piłki nożnej, są więc nieczytelne i nieżyciowe. Na jego zlecenie były sędzia David Ellerey pracował nad skróceniem ich z 22 tys. do 12 tys. słów.

Finał Ligi Europejskiej Finał Ligi Europejskiej Fot. Shutterstock

Serbskie ocalenie

Istotne są też obietnice, które dotyczą finansów. Infantino obiecał po 5 milionów dolarów rocznie dla każdej federacji. Do tego po 4 miliony na organizację regionalnych turniejów dla młodzieży. Szwajcar był także twórcą idei Ligi Narodów, która za dwa lata ma zastąpić nudne mecze towarzyskie. Teraz reprezentacje w Europie miałyby grać w takich grupach, jakie są w hokeju na lodzie - ze spadkami i awansami. Wreszcie Infantino chce jak najściślej współpracować z wielkimi klubami. Dobrze wie, że bez ich przychylności runie cała piłka reprezentacyjna i wielkie turnieje, jak Euro, mundial czy Copa America, przestaną mieć znaczenie.

Kiedyś sam założył klub - nieduży, zwał się FC Folgore. Dzisiaj nosi nazwę FC Brig i gra w szwajcarskiej piątej lidze, w kantonie przy włoskiej granicy, gdzie Infantino się urodził. Był dzieckiem włoskiego gastarbeitera z Reggio di Calabaria. Dzieckiem, które ocalało cudem zaraz po porodzie tylko dlatego, że udało mu się w porę zrobić transfuzję krwi. Historia ta do niedawna nie była zbyt znana. Już po wyborach dziennikarze gazety "Blick" przeprowadzili śledztwo i znaleźli w Belgradzie 80-letnią Serbkę Milicę Mucalicę, która wiosną 1970 r. podzieliła się z nim swoją krwią. Infantino od razu zadzwonił z podziękowaniami.

Panama Papers Panama Papers Fot. Arnuflo Franco

Chińskie pieniądze

Dzięki przypadkowej kobiecie przeżył, a dzięki ojcu osiągnął szczyty w światowym futbolu. To on zabrał go w dzieciństwie na stadion San Siro w Mediolanie. I młody Gianni się zakochał. W piłce i w Interze. - Alessandro Altobelli i Evaristo Beccalossi to bohaterowie mojego dzieciństwa - wspomina. Gdy pracował w kiosku z gazetami, by pomóc matce i zarobić na studia prawnicze, po kryjomu czytywał prasę sportową. Sprawdzał wyniki losowań.

Teraz sam losuje (a właściwie losował, bo jako szef FIFA nie będzie już tego robił). To podczas tych uroczystości zaskarbił sobie sympatię widzów. Swobodny jak zawodowy aktor, dowcipkował, przechodząc płynnie na kolejne języki, którymi włada. Nawet arabski, ma bowiem żonę z Libanu. Pod jego ręką FIFA ma stać się lepsza, wolna od korupcji i podejrzanych interesów. Czy tak będzie? Trudno robić sobie wielkie nadzieje. Nowy szef podpisał już umowę z chińskim koncernem Wang Jianlin. Przywódca Chin Xi Jinping jest fanem futbolu, martwi go marny poziom tego sportu w kraju i chce to zmienić. Uzyskanie mundialu w 2026 r. mogłoby pomóc.

A przecież to ma być ten mundial, którego organizator będzie wybrany bez łapówek, na podstawie najlepszej oferty... W dodatku tuż przed zamknięciem majowego  numeru "Logo" okazało się, że w słynnych "kwitach z Panamy", ujawnionych przez międzynarodowe dziennikarskie śledztwo, była umowa sprzedaży praw telewizyjnych podpisana z jednej strony przez Infantino, a z drugiej - przez dwóch szemranych biznesmenów podejrzewanych przez FBI o korupcję.

To jak będzie, panie Infantino? Posprząta pan czy tylko zamiecie wszystko pod dywan?

Więcej o: