Muay thai i nocne światła Bangkoku

Stoisz oko w oko z przeciwnikiem. Starasz się wyczytać jego zamiary ze skupionej twarzy. Przewidzieć, skąd nadejdzie cios. Wiesz, że obaj w tej walce dacie z siebie wszystko. Tego wymaga tradycja muay thai uważanego za jeden z najbardziej brutalnych sportów świata.
1 Muay thai Muay thai Fot. Jacek Śledziński

Dobrze wypaść

Uderz mocniej! Jeszcze mocniej! Lepiej, jeszcze raz! OK, teraz uderzaj seriami. Trzymaj gardę! - wy- krzykuje Ethan. Pot spływa mi z czoła, ale nie odpuszczam. Dookoła sami Tajowie ostro trenujący, więc gość z Polski nie może być gorszy.

Nowe polecenia: - Teraz kopnięcia, tylko dynamicznie! Musisz wykorzystywać swoją szybkość. To twój atut. Zaciskam rękawice i zgodnie z radami mocno pracuję na tarczach. Na sobie mam tradycyjne krótkie spodenki. Charakterystyczne, kolorowe ze złotymi, ozdobnymi napisami.

- Dobrze, wystarczy na dziś. Myślałem, że pójdzie ci gorzej - chwali mnie Ethan, trener i właściciel Lumpinee Academy znajdującej się w sąsiedztwie Lumpinee Boxing Stadium, mekki tajskiego boksu. Jednej z dwóch największych w Bangkoku. To właśnie w jego akademii, która wychowała wielu mistrzów muay thai, miałem okazję odbyć trening i poznawać tajniki narodowego sportu Tajlandii. Szkoła jest kameralnie umiejscowiona na czwartym piętrze parkingu samochodowego. Tuż obok głównej areny, z której dochodzi już donośne echo krzyków i dopingu. To był znak z powodu, którego zakończyliśmy trening.

- Wskakuj pod prysznic i chodźmy zobaczyć walki wieczoru - zaproponował Ethan.

2 Muay thai Muay thai Fot. Jacek Śledziński

W świątyni tajskiego boksu

Siadamy z Ethanem w pierwszym rzędzie Lumpinee Boxing Stadium, tuż przy samym ringu. Arena na pierwszy rzut oka nie wydaje się duża, ale może pomieścić nawet 5000 widzów. Atmosfera jest gorąca, bo tajscy kibice żywiołowo reagują na każde uderzenie, klincz czy serię kopnięć. W tygodniu walki odbywają się wieczorem we wtorki, piątki i soboty. Bilety kosztują od 200 do 2000 batów (20-200 zł). Liczba pojedynków waha się od 10 do 14. Każda z profesjonalnych walk trwa 5 rund, po 3 minuty każda. Są zacięte, dynamiczne, ale też stosunkowo wyrównane. To dlatego, że rywale dobierani są w taki sposób, aby nie było zbyt dużej dysproporcji. Poziom jest wysoki. Widać dobre przygotowanie fizyczne. Nic dziwnego - zawodnicy poświęcają wiele lat na treningi i zawsze dążą do tego, by dać z siebie wszystko.

Wokół ringu rozstawione są rzędy krzesełek, to najdroższe miejsca. Siedzą tu głównie turyści, dziennikarze oraz pracują ekipy telewizyjne. Mnie bardziej zaciekawiła trybuna okupowana prawie wyłącznie przez Tajów. Samych mężczyzn. Panuje tam straszny harmider i jazgot. Wszyscy krzyczą i gestykulują.

- Co tam się dzieje? - pytam Ethana.

- Obstawiają zakłądy.

Oficjalnie zakłady w Tajlandii są nielegalne i tylko niektóre areny walk muay thai mają pozwolenie na ich organizację, a w innych... przymyka się na to oko.

Opuszczam na chwilę trenera i wąskimi schodami idę na górny poziom. To zupełnie inny świat. Jest tak głośno, że nie słyszę własnych myśli. Staję trochę z boku i obserwuję, żeby się w tym jakoś połapać. Zakładów dokonuje się za pomocą sygnałów rękami i palcami. Liczba kombinacji jest ogromna. Podobno potrzeba około pół roku, aby się ich dobrze nauczyć, ale nawet nowicjusz dostrzeże, że na trybunie każdy ma określoną rolę i miejsce w hierarchii. Jeden trzyma bank, inni w określonych sektorach wywołują kursy. Pozostali obstawiają, przyjmują zakłady. Zabawa trwa w najlepsze od początku do prawie samego końca walki.

Czasem zdarzają się zakłady w ostatniej minucie walki na wyraźnie przegrywającego. Kurs kosmiczny - wygrana też, o ile jakimś cudem uda mu się znokautować rywala.

Kolejna walka już się zaczęła, więc postanowiłem zagrać. Namierzyłem gościa przyjmującego zakłady i postawiłem 100 bahtów (10 zł) na czerwone spodenki. Po jakim kursie? Do dzisiaj chciałbym to wiedzieć, bo nie zrozumiałem ręcznych sygnałów. Niestety, mój zawodnik przegrywa i nie jestem w stanie przekalkulować stawki z wygranej. Czy czułem się tam bezpiecznie? Zdecydowanie tak. To hermetyczne środowisko, w którym wszyscy się znają i dbają o reputację. Poza tym są tu bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, w końcu turystyka to narodowy biznes.

3 Muay thai Muay thai Fot. Jacek Śledziński

Tanio, pięknie, egzotycznie

Również w Polsce Tajlandia to obecnie jeden z popularniejszych kierunków turystycznych. W sumie to nic dziwnego. Składają się na to niskie ceny lotów, hoteli i jedzenia. Jest też gwarancja pogody.

Kiedy u nas nastaje jesienno-zimowa aura, w Azji Południowo-Wschodniej możesz się cieszyć błękitnym niebem i 30-stopniowym upałem. Na ulicy wszyscy się do mnie uśmiechają i są pozytywnie nastawieni. Oczywiście, trzeba zachować zdrowy rozsądek, bo jak wszędzie trafiają się próby wyłudzenia czy naciągania. Ja już na dzień dobry zapłaciłem frycowe, bo jak się okazało zmęczenie, pośpiech i kantor na lotnisku to kiepskie połączenie, i przepłaciłem podczas wymiany, tracąc na szczęście niewiele, bo tylko 10 dolarów. Szybko jednak o tym zapominam.

Muszę zdecydować, gdzie ruszę. Na południu kuszą słynne, rajskie wyspy otoczone piękną rafą koralową, na północy wołają mnie pokryte zielenią góry.

Wybór pada na Park Narodowy Khao Sok, gdzie wędruję wśród lasu deszczowego i po plaży Railay - jak się już zmęczę tym relaksem, mogę się też tam powspinać.

W każdym z tych miejsc odkrywam co rusz zupełnie nowe smaki. Nie byłem zwolennikiem ostrych potraw, ale tutaj szybko się do nich przekonałem. Na początku stawiałem na sprawdzony pad thai (smażony makaron) z kurczakiem, potem zacząłem eksperymentować z różnymi rodzajami curry. Mnogość smaków przyprawia o zawrót głowy. Egzotyczna kuchnia zaspokoi najbardziej wyszukane gusta. Trzeba jednak uważać, bo żołądek może w pewnym momencie zastrajkować. Mnie zatrucie dopadło dwa tygodnie po przylocie. Nie pomogły leki przywiezione z Polski. Na szczęście ubezpieczyciel bezpłatnie skierował mnie do szpitala (ty też pamiętaj o ubezpieczeniu!). Standard z najwyższej półki, nic więc dziwnego, że Tajlandia jest światowym liderem turystyki medycznej. Wysoka jakość usług i niskie ceny przyciągają pacjentów z każdego zakątka globu.

To też idealne miejsce wypadowe do innych krajów regionu - można się stąd łatwo dostać do Wietnamu, Kambodży lub Laosu.

4 Muay thai Muay thai Fot. Jacek Śledziński

Miasto, które nie zasypia

Najpewniej zaczniesz w Bangkoku. Już samo lotnisko, jedno z najnowocześniejszych na świecie, z kwiatowymi dekoracjami, zrobiło na mnie duże wrażenie.

Gdy wyszedłem z niego, uderzyła we mnie fala upału i wilgoci. Dobra rada, szczególnie jeśli lecisz zimą: na samej górze walizki lub plecaka przygotuj ubrania na zmianę, bo w ciepłej kurtce daleko nie zajdziesz. Wiem, co mówię. Wylatywałem z Polski 3 marca (temperatura 0 stopni). Przesiadka w Sztokholmie (5 stopni). Byłem więc ubrany we wszystko, co zabrałem ze sobą. Dlatego już za progiem klimatyzowanej hali przylotów w pośpiechu zrzucałem z siebie wszystkie warstwy odzieży. Bangkok to mieszanka wybuchowa - ogromny ruch, harmider, różnorodność dzielnic. Trzeba zadać sobie pytanie: co chcesz robić? I zacząć to robić! Bo tu możesz właściwie wszystko.

Ja zaczynam dzień od solidnego śniadania, które jem na ulicznym stoisku. Pochłaniam dwa naleśniki z owocami prosto z rozgrzanej patelni. Potem poświęcam nieco czasu na poznanie historii i kultury. Świątynie i pałace z wszechobecnym Buddą robią ogromne wrażenie. Odwiedzam Wielki Pałac i świątynię Wat Pho. Złote zdobienia i kolorowe mozaiki błyszczą w promieniach słońca. Pomiędzy budynkami przemykają mnisi w pomarańczowych szatach. Największy upał decyduję się przeczekać w jednym z zielonych parków. Miasto jest ogromne. Liczy 8,5 miliona mieszkańców, ale przemieszczanie się nie sprawia mi trudności: tanie taksówki i wszechobecne tuk tuki, czyli trójkołowe riksze, to dobre rozwiązanie, jeśli nie chcesz tracić czasu na dłuższe spacery. Średni koszt kursu mieści się w granicach 50-150 bathów (5-15 zł).

Problemem w godzinach szczytu są korki. Znajduję na to jednak rozwiązanie. Tramwaje wodne! Transport rzeczny jest świetnie zorganizowany i bardzo tani. Łodzie kursują w obie strony co 15 minut. Bilety najlepiej kupić już na pokładzie, kosztują około 12-19 bahtów (1-2 zł).

Po zapadnięciu zmroku miasto rozświetlają neony. Ruszam na popularną ulicę Khao San. To jedno z tych miejsc, które nigdy nie zasypia. Słychać tam chyba wszystkie języki świata. Mijam niekończące się rzędy restauracji. Próbuję owadów z rusztu. Gdybym potrzebował fałszywych dokumentów, mógłbym je kupić bez problemu. Wszystko tu jest możliwe. Alkohol leje się strumieniami i co chwilę zawiązywane są przygodne znajomości na jedną noc. Klimat i muzyka celują w europejskiego turystę.

Kolejny punkt na mojej trasie to Chinatown. Chińska dzielnica jest gwarna, klimatyczna i kolorowa. Główna ulica Yaorawat wraz z bocznymi uliczkami to kulinarne epicentrum. Znów nie mogę się oprzeć pokusie i próbuję kolejnych egzotycznych potraw i smaków, spacerując od stoiska do stoiska. Kupuję świeży sok z granatów za 2 złote. To też idealne miejsce na kolację, którą przygotowuje dla mnie miejscowy król woka. Z jego patelni buchają płomienie. To jak pokaz gotowania na żywo.

Po kolacji ciekawość kieruje mnie do słynnej dzielnicy czerwonych latarni - Patpong. Wyskakuję z taksówki i jestem trochę zaskoczony. W centralnej części znajduje się ogromne targowisko, na którym można dostać podróbki najbardziej znanych światowych marek. Z targowiskiem sąsiadują liczne bary ze striptizem, ale tańczące dziewczyny są wyraźnie zmęczone. Co krok zaczepiają mnie starsi goście, zapraszając na ping pong show. Polega on na tym, że całkowicie naga tancerka w kulminacyjnym momencie umieszcza piłeczkę pingpongową w swojej cipce i strzela nią w kierunku publiczności.

Odbijam w boczne uliczki. Tu dla odmiany jestem nagabywany nie tylko przez roznegliżowane kobiety, ale również ladyboyów kuszących swoimi wdziękami. Zapuszczając się w mroczne zakamarki, pamiętam o pilnowaniu portfela. Skubnąć cię również mogą w barach i restauracjach, doliczając do drinków słoną opłatę za oglądanie tancerek. Dlatego sprawdź to już na początku, aby później nie było zaskoczenia.

Następnego dnia po nocnej eskapadzie stwierdzam, że dobrym pomysłem będzie tajski masaż. Salon bez problemu znajduję obok mojego hostelu. Zajmuje się mną niepozorna Tajka. Choć cały czas się uśmiecha, to bardzo bolesne doświadczenie, ale staram się tego nie okazywać. Jednak po godzinie wykręcania na wszystkie strony czuję, że wracają mi siły. Zregenerowany i wypoczęty jestem gotowy na dalsze poznawanie świata muay thai.

5 Muay thai Muay thai Fot. Jacek Śledziński

To nie sport, to religia

Narodowy sport w Tajlandii i jedna z najpopularniejszych sztuk walki w Azji - to o tajskim boksie wiedziałem jeszcze przed wyjazdem. Kilka razy rozmawiałem z zawodnikami trenującymi w Warszawie. Przekonywali mnie, że to niesamowicie dynamiczna i intensywna dyscyplina. Aby dowiedzieć się więcej o muay thai, spotykam się z Kevinem Lloydem. To Grand Master, jeden z organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Tajskich Sztuk Walki w Bangkoku. Siedzimy przy kawie w lobby hotelu Twin Towers. Zapytany o najważniejsze cechy tego sportu, Kevin natychmiast się rozkręca.

- W tajskim boksie ciosy można zadawać praktycznie każdą częścią ciała. Pięścią, łokciem, stopą, kolanem. Walki stają się momentami bardzo brutalne - opisuje z zapałem. - Jednak to nie tylko ostre pojedynki. To sposób na życie. Rytuały i założenia ideowe sprawiają, że uprawianie tego sportu uczy cię nie tylko walki. To także trening mentalny. Kształtuje wolę i odporność psychiczną. Bardzo ważny jest też szacunek do trenerów i otoczenia. Wśród trenujących popularne jest stwierdzenie, że walka to ostateczność.

- Trochę jak w krav madze? - wtrącam.

- Rzeczywiście, masz rację - potakuje Kevin. - Muay thai i krav maga to jedne z najlepszych technik walki wykorzystywanych do samoobrony.

Kilkusetletnia historia tego sportu obfituje w liczne legendy. Kevin najbardziej lubi historię wojownika Nai Khanom Toma.

- W 1767 r. podczas wojny z Birmą trafił do niewoli. Jego umiejętności w walce bezpośredniej tak bardzo zaciekawiły przeciwników, że otrzymał szansę na wywalczenie wolności. Pokonywał kolejnych rywali, a byli to najlepsi z najlepszych. Dzięki temu Nai Khanom Toma został uwolniony i mógł wrócić do ojczyzny. W kraju został bohaterem. Styl, którym się posługiwał, został nazwany tajskim boksem, a później nadano mu nazwę muay thai. Niedługo potem stał się sportem narodowym Tajlandii - kończy z uśmiechem Kevin.

- A co to jest muay boran? I jaki ma związek z muay thai? - dopytuję.

- Dobrze się przygotowałeś! To tradycyjna odmiana muay thai. Obecnie jest uznawane za sztukę. Łączy tradycję i technikę. Trening jest rozłożony w czasie i koncentruje się na efektownych i rytualnych elementach. Nierozerwalnie związane z muay boran jest krabi krabong, czyli trening tajską bronią, zwłaszcza mieczami. Zresztą zobaczysz to wszystko podczas festiwalu.

6 Muay thai Muay thai Fot. Jacek Śledziński

Przepustka do lepszego świata

Opuszczamy hotel i kierujemy się na główną arenę walk, którą z okazji festiwalu zbudowano na ulicy przy centrum handlowym MBK. Docieramy tuż przed pierwszym pojedynkiem. Wyczuwa się atmosferę ogromnego skupienia i wyczekiwania. Zawodnicy już są na ringu i zaczyna się ceremonia wai kru. Proszę Kevina, aby wytłumaczył mi, na czym polega.

- Odbywa się zawsze przed walką. "Wai" to powitanie i tradycyjne okazanie szacunku dla widzów starszych i tych o wyższym statusie społecznym. Wykonuje się je, kłaniając się z jedną ręką umieszczoną w pozycji modlitwy, pomiędzy klatką piersiową i głową. Odbiorcą tej ceremonii jest "kru", czyli nauczyciel posiadający wysoką pozycję w kulturze Tajlandii.

- Wygląda bardzo efektownie - wtrącam.

- Tak, a dodatkowo służy też za rozgrzewkę przed walką - dodaje Kevin. - Podczas wai kru zawodnicy noszą na głowie opaskę zwaną mongkon. Otrzymują ją od trenera w momencie, gdy są gotowi godnie reprezentować szkołę, z której się wywodzą. Przynosi szczęście. Chroni przed niebezpieczeństwem. Przed walką trener zdejmuje opaskę i wiesza ją w narożniku. Kolejną opaskę zakłada się tuż nad bicepsem. To tzw. prajat. Ma chronić życie zawodnika w ringu oraz dodawać mu mocy.

- A jaką rolę pełni muzyka?

- To nieodłączny element muay thai. Grana jest przez 4-5-osobowy zespół. Rytm i tempo są dostosowane do aktualnych wydarzeń w ringu - wyjaśnia Kevin. - Pomaga zawodnikom zarówno podczas wai kru, jak i samej walki. Niektórzy twierdzą, że wprowadza ich w hipnotyczny trans.

Mój przewodnik nie ma już więcej czasu, bo wzywają go obowiązki organizatora. Zostaję sam i chłonę spektakl. Wiem, że młodzi mężczyźni na ringu walczą o sławę, lepszą przyszłość i wyrwanie się z biedy. Najlepsi z nich uzyskają status bogów i zarobią fortunę. Nie dziwi mnie więc ich determinacja i nieustępliwość w walce.

Dla mnie były to niezapomniane chwile. Jeśli chcesz doświadczyć tej magii, sprawdź połączenia lotnicze, bierz urlop i startuj. Kierunek Bangkok!