Urlop w Tatrach - najlepsze wyjście

Urlop w Tatrach bez hord turystów, furmanek, przepełnionych toalet? To nie bajka. Masz na to szansę w Tatrach Zachodnich. Tylko ty, przyroda i niczym nieskrępowane poczucie wolności.
Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Nie tylko dla wyczynowców

Wieczór. Robi się chłodno, nie ma chmur, a gwiazdy mocno świecą na niebie przed schroniskiem na hali Ornak. Już wiemy, że następnego dnia wyjdziemy w góry na cały dzień. Jemy wczesną kolację i żeby rano nie hałasować, przygotowujemy wszystko, co potrzebne do porannego wyjścia. Pobudka o czwartej nad ranem. Kuchnia będzie otwarta od ósmej. Dla nas to stanowczo za późno, bo o tej porze chcemy być już wysoko na grani. Na palcach schodzimy do podziemi budynku, gdzie jest kuchnia turystyczna. Zaspani gotujemy wrzątek do termosów i owsiankę na śniadanie. Jemy w milczeniu i około piątej, jeszcze w półmroku, z włączonymi latarkami wychodzimy w góry.

Szybko zakładamy cienkie rękawiczki i czapki. Jest trochę powyżej zera i z ust wydobywają się kłęby pary. Mozolne podejście na Przełęcz Iwaniacką zajmuje nam ponad godzinę. Na samej przełęczy kładziemy się na trawie, której pozazdrościłoby niejedno pole golfowe i robimy sobie pierwszy postój.

Kubek herbaty, kilka kostek czekolady. Zaczynają się pierwsze żarty:

- Sępy! - kumpel wskazuje w niebo.

Zadzieramy głowy do góry. Nad nami kołują dwa ogromne ptaki. To orły. I to zapewne największe i najrzadsze, czyli bieliki.

Ruszamy dalej. Pierwsze promienie słońca nieśmiało przedzierają się przez gałęzie jodeł. Z Iwaniackiej stromo do góry po stopniach ułożonych z ogromnych kamieni, mozolnie podchodzimy na Ornak. Zajmuje nam to sporo czasu i niewiele widać, gdyż szlak wije się do góry wśród kosodrzewiny, która skutecznie zasłania widoki. Kiedy kosówka się kończy, a teren robi się bardziej płaski, widok zapiera dech w piersiach.

Nagle z kosodrzewiny dobiega niskie przeciągłe wycie ogromnego zwierza. To jelenie, które mają właśnie okres godowy. Z prawej strony pod nami rozpościera się Dolina Starorobociańska, za nią widać Trzydniowiański Wierch z jego długim grzbietem i fragment Doliny Chochołowskiej. Robimy postój przy kępkach trawy, a gdy zaczyna wiać, jak na rozkaz zakładamy kurtki puchowe. Siadamy skuleni z kubkami herbaty i kontemplujemy widok.

Na horyzoncie, daleko za nami, i już poza Tatrami, wyrasta coś, co wygląda jak japońska góra Fuji. To oddalona o prawie 40 km Babia Góra. Ruszamy dalej, ale kurtek nie zdejmujemy, bo choć słońce wznosi się dosyć wysoko, to przenikliwy wiatr sprawia, że jest bardzo chłodno. Przed nami widać ostry, skalny szczyt Ornaku, przez który przejście jest czystą przyjemnością.

Tuż za szczytem urzeka nas kamienne rumowisko z głazami seledynowymi od porostów. Dopiero tam, w skalnym zagłębieniu ściągamy ciepłe ubrania i grzejemy się w promieniach słońca. Przed nami obniżenie terenu i Siwa Przełęcz, na której szlak się rozwidla. Jedna odnoga prowadzi w dół do Doliny Starorobociańskiej, my wolimy jednak iść w drugą stronę. Mijamy fantastyczne Liliowe Turnie, w których co rusz otwierają się kilkusetmetrowe przepaście, i w końcu stajemy pod Błyszczem (2159 m n.p.m.) na tzw. Bystrym Karbie. Błyszcz to malowniczy szczyt, który pięknie widać ze schroniska Ornak. Zdobycie szczytu zajmuje nam kolejne pół godziny.

Ktoś mówi, że teraz to już tylko w dół. Wyprowadzam go z błędu. Z Błyszcza granią, już po słowackiej stronie idziemy na Bystrą (2248 m n.p.m.), która jest najwyższym szczytem całych Tatr Zachodnich.

Dociera do nas, że jesteśmy ponad 1100 m wyżej niż schronisko, z którego wyszliśmy przed świtem. U naszych stóp przepływają majestatycznie chmury. Siedzimy okrakiem i podziwiamy zabójczy widok na Dolinę Tomanową, która kończy się schroniskiem na Hali Ornak i dalej przechodzi w dolinę Kościeliską.

Przez Tomanową nie wiedzie żaden szlak i jest to ostoja zwierząt. Równie łatwo jak strażnika z bloczkiem mandatowym, można tu spotkać niedźwiedzia. Spoglądamy na rdzawe trawy i czerwone od listków jagód stoki. To przecież stąd wzięła się nazwa Czerwone Wierchy!

Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Dlaczego Tatry Zachodnie?

Tatrzański Park Narodowy odwiedza co roku około 4 mln turystów. Większość z masy ludzi kupujących bilety do TPN udaje się zaledwie w dwa, trzy miejsca. Bankowe miejscówki to Morskie Oko lub Giewont. Ty nie idź na tę najbardziej obleganą trasę turystyczną w Polsce.

Wybierz Tatry Zachodnie. Są nieco niższe od Wysokich, ale to tu znajdziesz ciszę i wspaniałe widoki. Szczyty są mniej strome, a szlaki bezpieczniejsze niż w Tatrach Wysokich. Większość ma kopulasty, łagodny kształt oraz piękne łąki (hale). Więcej tutaj otwartych przestrzeni i słońca, a co za tym idzie - bogatsza jest roślinność. Wiele gatunków, które w Tatrach Wysokich są rzadkością, w Zachodnich znajdziesz na każdym kroku. Masz o wiele większe szanse na spotkanie świstaków, kozic czy zobaczenie orła przedniego lub nawet bielika.

Tatry Zachodnie mają także zupełnie inne podłoże geologiczne. W wapiennych skałach znajduje się bardzo dużo jaskiń, a strome wapienne turnie oferują wiele dróg wspinaczkowych dla posiadaczy Karty Taternika. Dzięki temu w Tatrach Zachodnich możesz sobie zorganizować czas nawet podczas załamania pogody.

DOJAZD

Jeśli nie chcesz jechać samochodem, najlepiej będzie dojechać pociągiem do Krakowa (pendolino z Gdyni do Krakowa dojedzie w niespełna sześć godzin). Z Krakowa, z dworca autobusowego, łatwo dostaniesz się jedną z wielu linii autobusowych do Zakopanego. Jazda trwa nieco ponad 2 godziny (pociągiem dwukrotnie dłużej!). Jeżeli decydujesz się na podróż samochodem, pamiętaj: trudno będzie znaleźć darmowe i bezpieczne miejsce do parkowania. Zastanów się więc, czy naprawdę warto - spod dworca w Zakopanem do dolin w Tatrach Zachodnich dojedziesz którymś z licznych busów (kursują od świtu do zmierzchu) w mniej niż pół godziny.

KIEDY JECHAĆ

Dla miłośników letniej aury idealnym terminem jest połowa maja do końca czerwca oraz połowa sierpnia do połowy października. Lipiec i sierpień to czas, kiedy w Tatrach spada większość deszczu w ciągu roku, więc to najgorszy możliwy termin. Po prostu mało masz szans na bezdeszczowe dni w ciągu lata. Poza tym w okresie wakacji schroniska w dolinach, które służą jako baza noclegowa, okupowane są przez tysiące wycieczek i grup kolonijnych, które dalej się nie wybiorą, ale do schronisk dojdą.

Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Baza noclegowa

Warto zawitać do najdłuższych dolin w polskich Tatrach. Najdalej od Zakopanego, tuż przy granicy ze Słowacją znajduje się Dolina Chochołowska. Jest długa na 10 km i żeby ją przejść, potrzeba 2 godzin. Na jej końcu znajduje się największe schronisko górskie po naszej stronie Tatr z ponad 120 miejscami noclegowymi. Dostępne są pokoje 1-, 2-, 4-osobowe oraz duże zbiorowe sale.

Bliżej Zakopanego znajduje się Dolina Kościeliska z wejściem w osadzie Kiry. Dolina ma długość 9 km, ale do schroniska jest zaledwie 6 km. Schronisko Ornak jest posadowione na hali o tej samej nazwie skąd roztacza się przepiękny widok na Błyszcz (2159 m n.p.m.) i Bystrą (2248 m n.p.m.), które zamykają dolinę. Schronisko jest znacznie mniejsze niż to w Dolinie Chochołowskiej, ma niespełna 50 łóżek w pokojach 2-, 4-, 6- i wieloosobowych. Najmniejszym schroniskiem Tatr Zachodnich, ale też z najgorszą infrastrukturą, jest schronisko na Hali Kondratowej (1333 m n.p.m.). Noclegi są dostępne w salach 6- i 8-osobowych oraz na podłodze.

Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Pogoda

Przez cały rok trzeba zabierać w Tatry ciepłe ubrania. Różnica temperatury między dnem doliny a szczytem może spokojnie wynosić nawet do 10 stopni C. Również różnice temperatury między dniem a nocą są większe niż na nizinach. W słoneczne dni nie sposób obyć się bez mocno przyciemnianych okularów oraz kremu z filtrem UV. Wyjście bez nakrycia głowy grozi udarem słonecznym. Nawet w lipcu może się zdarzyć ochłodzenie i deszcz, który w nocy zamarznie. Wtedy nawet po płasko ułożonych kamieniach nie da się przejść kilku metrów. Przed taką lodową polewką należy się zabezpieczyć, zabierając ze sobą jakiekolwiek raczki turystyczne. Zimą na wietrze odczuwalna temperatura może być bardzo niska.

KIEDY PADA ALBO WIEJE HALNY

W Tatrach Zachodnich masz sporo możliwości, np. zwiedzanie jaskiń. W Dolinie Kościeliskiej jest ich ponad 450, z czego cztery są udostępnione dla turystów (Mylna, Mroźna, Raptawicka i Smocza Jama). Jaskinia Mroźna ma pełną infrastrukturę i nawet oświetlenie, do pozostałych trzech będzie potrzebna czołówka. Szczególnie należy uważać w jaskini Mylnej, gdzie co roku gubi się sporo wędrowców. Najfajniejsza na początek jest Smocza Jama i piękny Wąwóz Kraków.

Jaskinie Mylną i Raptawicką najlepiej zwiedzać jedna po drugiej - są blisko siebie.

Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Bezpieczeństwo

Szlaki wiodą co prawda przez hale, i poza kilkoma nie są trudne, ale jak tylko z nich zejdziesz, czyhają na ciebie kilkusetmetrowe urwiska. Dlatego nie próbuj chodzić na skróty, we mgle albo po ciemku. Latem zagrożeniem jest uderzenie piorunem. Pamiętaj, że burze nie zdarzają się przed południem, dlatego jeżeli wyruszasz na długą trasę, warto wstać przed świtem, tak aby koło południa być już na zejściu. Nie lekceważ Tatr Zachodnich. Pamiętaj, że czekają cię przewyższenia nawet ponad 1000 m, a wejście na 10. piętro wieżowca to tylko 35 metrów...

W niższych partiach gór możesz spotkać niedźwiedzia. Nie wpadaj w panikę, nie biegnij. Wycofaj się, nie odwracając się do misia plecami. W ostateczności rzuć mu plecak. Ty będziesz cały, a misiek syty.

UBEZPIECZENIA

Koniecznie wykup ubezpieczenie turystyczne. Powinno pokrywać koszty leczenia szpitalnego oraz koszt akcji ratowniczej po stronie Słowacji. W Polsce ratownictwo jest bezpłatne, ale u naszych sąsiadów trzeba płacić (na szczytach granicznych może się zdarzyć, że pomocy udzielą ci właśnie Słowacy). Warto też wykupić taką polisę, która pozwoli ci się leczyć bez kolejek poza NFZ. Ubezpieczenie kosztuje zaledwie kilka złotych za każdy dzień. Zdecydowanie warto.

Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Proponowane trasy

Nie próbuj pierwszego dnia po przyjeździe robić długich, męczących wycieczek. Lepiej rozłóż sobie wysiłek narastająco, tak aby móc się rozciągnąć i zaaklimatyzować. Na początek skorzystaj z paru łatwiejszych, ale malowniczych tras. Nie podaję ci odległości w kilometrach, bo na mapie odległość może wynosić 2 km, a w rzeczywistości do przejścia będziesz miał prawie 4 km. Dlatego zarówno na mapach, jak i znacznikach szlaków znajdziesz czasy przejścia w minutach. Są wyliczone dla przeciętnego wędrowca, więc bezpiecznie się w nich zmieścisz, nawet uwzględniając małe przerwy na przekąskę. Zresztą każdego dnia będziesz chodził coraz sprawniej i twoje przejścia w porównaniu do czasów średnich będą się skracać.

Prezentujemy najciekawsze trasy w Tatrach Zachodnich.

Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Trasy aklimatyzacyjne

W Dolinie Kościeliskiej:

1. Podejście z Kir do schroniska na hali Ornak to trochę mało jak na pierwszy dzień, więc warto zostawić rzeczy w schronisku i podjeść sobie czarnym szlakiem do Smreczyńskiego Stawu (1227 m n.p.m.). Wycieczka ze schroniska do stawu i z powrotem zajmuje 50 minut.

2. Innym wariantem na rozgrzewkę z Ornaku jest szlak zielony przez Dolinę Tomanową. Podejście do łącznika ze szlakiem zielonym, który prowadzi na Czerwone Wierchy zajmuje 90 minut, ale warto wejść jeszcze wyżej szlakiem czerwonym, tak aby po kolejnych 30 minutach stanąć na Tomanowej Przełęczy (1686 m. n.p.m.), która jest granicą ze Słowacją (szlak czerwony wiedzie przez Słowację do Cichej Doliny). Zejście do schroniska z Tomanowej zajmuje 90 minut.

W Dolinie Chochołowskiej:

1. Samo dojście od parkingu do schroniska to dobre dwie godziny marszu. Doliczając dojazd z Zakopanego, okaże się, że jak dotrzesz do schroniska już ci się nic nie będzie chciało.

2. Następnego dnia powinieneś się już ruszyć. Najbliższy szczyt od schroniska to Grześ (1653 m n.p.m.). Wejście zajmuje 90 minut, zejście 60 minut. Jeżeli zdobyłeś wysokość, warto podjeść na Bobrowiec (1663 m n.p.m.), pod warunkiem, że szlak będzie otwarty. W obie strony od Grzesia to 60 minut.

3. Innym wariantem na start w Chochołowskiej jest podejście tzw. szlakiem papieskim do doliny Jarząbczej na Trzydniowiański Wierch (1758 m n.p.m.). Potrzeba na to 140 minut. Zejście do doliny Chochołowskiej zajmuje około 100 minut a dotarcie z dna doliny do schroniska 25 minut. Całość wycieczki zajmuje w sumie niecałe 5 godzin.

Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Trasy łącznikowe pomiędzy schroniskami

1. Ze schroniska na Polanie Chochołowskiej do schroniska na hali Ornak możesz dojść schodząc zielonym szlakiem do starej leśniczówki (30 min.), a następnie czeka cię męczące podejście żółtym szlakiem przez Przełęcz Iwaniacką (1459 m n.p.m.) - 90 minut. Na przełęczy z lewej strony masz Kominiarski Wierch, na który nie ma szlaku, a z prawej masyw Szerokiego Upłazu ze szczytem Ornak. Zejście do schroniska na hali Ornak zajmie dodatkowe 60 minut. Zatem łączny czas tego przejścia między schroniskami to 3 godziny.

2. Jeśli chcesz pokonać trasę między schroniskami i połączyć to z całodniową wyrypą, możesz wybrać drogę dookoła. Najpierw musisz wejść na Grzesia - 90 minut. Potem schodzisz ze szlaku żółtego i niebieskim, Długim Upłazem wchodzisz na Rakoń (1879 m n.p.m.) - 70 minut. Z Rakonia dosyć stromym podejściem wchodzisz na Wołowiec (2064 m n.p.m.) - 30 minut. Z Wołowca, już szlakiem czerwonym, dojdziesz do Jarząbczego Wierchu (2137 m n.p.m.) - 120 minut. Po drodze mijasz Łopatę (1958 m n.p.m.), a z prawej, słowackiej strony zobaczysz dwa piękne stawki. Z Jarząbczego na Kończysty Wierch idziesz 30 minut, a na Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.) 40 minut. Do łącznika szlaków na Siwym Zworniku (1965 m n.p.m.) dochodzisz po 20 minutach. Dalej zmieniasz szlak z czerwonego na zielony i przechodzisz przez Ornak (1854 m n.p.m.), a potem stromym zejściem dochodzisz po 120 minutach na Przełęcz Iwaniacką. Do schroniska Ornak jeszcze 60 minut. Łącznie to wyrypa na 10 godzin tylko dla dobrze rozchodzonej ekipy, i tylko przy znakomitej widoczności.

3. Z hali Ornak dojście do schroniska na Polanie Kondratowej to wyrypa na cały dzień. Droga wiedzie od schroniska zielonym szlakiem Doliną Tomanową do rozwidlenia szlaków - 90 minut. Obchodzisz formację skalną Stoły i po 90 minutach dochodzisz do Chudej Przełączki (1850 m n.p.m.) i skrzyżowania ze szlakiem czerwonym. Dalej już czerwonym szlakiem po 40 minutach podejścia Twardym Grzbietem stajesz na szczycie Ciemniaka (2096 m n.p.m.), skąd po 40 minutach dochodzisz na Małołączniak (2096 m n.p.m.), po kolejnych 30 minutach na Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.), a po 15 minutach do przełęczy pod Kopą Kondracką (1863 m n.p.m.). Stąd szlakiem zielonym przez Długi Żleb schodzisz do Doliny Kondratowej i schroniska - 60 minut. Całość to 7 godzin.

Tatry Tatry Fot. Rafał Król

Trasy całodzienne

1. Innym przykładem pięknej całodniowej trasy jest przejście ze schroniska Ornak przez Przełęcz Iwaniacką (75 minut), szlakiem żółtym, a następnie zielonym przez Ornak i Siwe Turnie (120 minut) do łącznika z czerwonym szlakiem i dalej czerwonym na Błyszcz 2158 m n.p.m. (około 60 minut), a potem ukrytą za nim Bystrą 2248 m. n.p.m. (już po słowackiej stronie), dodatkowe 10 minut. Bystra jest najwyższym szczytem Tatr Zachodnich. Powrót tą samą drogą zajmie trochę mniej czasu niż wejście, ale całość i tak należy szacować na 8 godzin.

2. Bez wątpienia najtrudniejszą trasą Tatr Zachodnich, porównywalną jedynie z Orlą Percią w Tatrach Wysokich, jest szlak na Rohacze, które leżą na terenie Słowacji. Jest wyposażony w łańcuchy i klamry, ale należy go pokonywać tylko podczas najlepszej pogody (w deszczu jest skrajnie niebezpieczny). Aby stanąć na Rohaczach, najlepiej jest spać w Dolinie Chochołowskiej i wcześnie rano wyruszyć w góry. Standardowo opisywanym już szlakiem żółtym na Grzesia i dalej przez Rakoń na Wołowiec. Z Wołowca odbijasz w prawo i schodzisz w dół na Słowację szlakiem czerwonym i niebieskim do Jamnickiej Przełęczy (1908 m n.p.m.) - 30 minut. Szlak robi się coraz węższy i strony, zaczynają się łańcuchy. W końcu czeka na ciebie osławiony "Rohacki koń" najbardziej strome i przepaściste miejsce na całej trasie. Za nim czeka szczyt Rohacza Ostrego (2088 m n.p.m.) - jakieś 60 minut od Jamnickiej Przełęczy. Za Ostrym znajduje się eksponowana, ale mniej niebezpieczna droga na Rohacz Płaczliwy (2125 m n.p.m.), na którego szczycie możesz stanąć jakieś 40 minut później. Czeka cię dokładnie taka sama droga powrotna. Całość to dobre 8 godzin.

Więcej o: