Sztuka kochania: zostań mistrzem pieszczot

10.08.2017 08:21
W łóżku nie bądź drwalem, zostań Don Juanem i mistrzem Kamasutry. My ci trochę podpowiemy, żebyś potem, w sypialni (albo na kuchennym blacie, podłodze, balkonie, czy jakimkolwiek miejscu, jakie podsunie wam wyobraźnia), pokazał jej prawdziwą Sztukę Kochania.
1 Zawiąż mi oczy kochanie Zawiąż mi oczy kochanie fot. andrey_l/shutterstock.com

Zawiąż mi oczy kochanie

Słyszałem, że jeśli podczas uprawiania seksu zawiąże się partnerce oczy lub zatka uszy, to będzie mogła bardziej skupić się na tych "właściwych" bodźcach i szybciej osiągnie orgazm. Czy to prawda? Jeśli tak, na jakiej zasadzie to funkcjonuje?

Ale po co przyspieszać orgazm? Cała sztuka polega raczej na tym, żeby mieć jak najdłużej jak najwięcej rozkoszy - to właśnie po to mężczyzna uczy się odwlekać wytrysk i po to ludzie powymyślali różne techniki pogłębiające doznania. Głębiej - to wcale nie znaczy szybciej.

Dlaczego się niekiedy intensywniej przeżywa seks z zawiązanymi oczami, tak naprawdę nie wiadomo. Najprawdopodobniej ma w tym udział kilka czynników: tajemniczość, nowość doznania, bezradność z jednej, a poczucie władzy z drugiej strony, swoiste zamknięcie w świecie przeżyć.

Najmniej możliwa - z fizjologicznego punktu widzenia - jest wersja o wyostrzeniu jednego zmysłu przez to, że się chwilowo pozbawiło innego. Takiego efektu nie da się uzyskać w pięć minut - nawet jeśli to akurat minuty fascynujące.

W japońskiej sztuce miłości proponuje się zawiązywanie oczu... majteczkami. Profesjonalistki stosowały do tego niegdyś jedwabne trójkąty służące im za coś w rodzaju dzisiejszych stringów. Sztuka polegała również na tym, żeby uzyskać dwa efekty - zasłonić oczy i jednocześnie pozwolić nosowi na bliskie obcowanie z tkaniną nasączoną zmysłowym zapachem. Mężczyźni robią dokładnie to samo - jednak bardziej uważnie - rzadko noszą przecież jedwabne trójkąty.

Inne, dobre do zasłaniania oczu, rzeczy to: opaski z różnych części garderoby oraz z czarnej skóry lub gumy. Tutaj również działa specyfika ludzkiego erotyzmu - na wiele osób z jakiś powodów zapach gumy i skóry oraz czarny kolor działają dodatkowo pobudzająco, a przecież ty będziesz widział to, czym zwiążesz. Samo zatykanie uszu jako czynnik erotyzujący to sprawa mocno dyskusyjna - choć oczywiście nie można wykluczyć, że kogoś pobudzi. Ekstremalną formą "pozbawiania zmysłów" jest całkowite związanie, włącznie z oczami, ale i w takim wypadku uszy lepiej zostawić w spokoju.

Po pierwsze, trzeba się jednak jakoś porozumieć. Po drugie, kobieta odruchowo zamyka oczy w trakcie sytuacji erotycznej, sama więc bezwiednie wyłącza ten zmysł, żeby zintensyfikować swoje doznania. Słuchu nie wyłącza, wręcz odwrotnie - jest on u kobiet bardzo ważnym zmysłem w budowaniu napięcia seksualnego, właśnie dlatego szepczesz jej te wszystkie słodkie słówka. Natomiast zawiązanie opaski w ten sposób, żeby zasłaniała i uszy, może zadziałać pobudzająco poprzez długotrwałe drażnienie płatków usznych, na których znajdują się miejsca erogenne.

Uwaga! Jeśli dziewczyna nie chce mieć zawiązanych oczu, nie nalegaj. Dla wielu osób sytuacja taka kojarzy się z utratą kontroli i nie jest komfortowa, niektóre kobiety do pełnego odczuwania rozkoszy potrzebują choćby minimalnego kontaktu wzrokowego.

Prof. Lew-Starowicz o kobietach, mężczyznach, miłości i rozkoszy. Sprawdź książki >>

2 Czuły dotyk Czuły dotyk fot. Vasilchenko Nikita/shutterstock.com

Czuły dotyk

Partnerka prosi mnie, bym po stosunku dopieszczał ją ręką. Czy to normalne? Przecież powinna osiągać orgazm w "normalny" sposób...

Organizmowi jest obojętne, w jaki sposób uzyskuje orgazm. Pewnie dla wielu z was jest to zaskoczeniem, ale kobiety najsilniej szczytują właśnie w trakcie masturbacji. U mężczyzn nie ma znaczących różnic między jakością spełnienia uzyskanego poprzez pieszczoty własną ręką a ejakulacją osiągniętą podczas stosunku.

Człowiek jest jednak istotą skomplikowaną i odczuwanie rozkoszy w trakcie pobudzenia i rozładowania napięcia fizjologicznego to tylko jeden z czynników wpływających na satysfakcję z życia seksualnego. Nawet najbardziej "fizjologicznie" zaspokajający orgazm może powodować stres - właśnie z powodu sposobu, w jaki się do niego doszło. Człowiek ma zdolność oceniania tego, co robi i jak reaguje, i może mu się nie podobać, że zamiast "dojść" w trakcie stosunku - potrzebuje jeszcze pieszczot ręką.

Mężczyzna też może odczuwać dyskomfort związany z tym, że partnerka oczekuje dopieszczenia, bo tylko wtedy czuje się spełniona. Tymczasem są to absolutnie naturalne potrzeby i praktyki. Do kompleksów i zahamowań seksualnych prowadzą jedynie wtedy, jeśli nie są akceptowane. Dopieszczenie partnerki jest czasem wręcz konieczne w związkach z krótkim stażem, jeszcze niezbyt dobrze seksualnie zgranych, a także wśród młodych par, w których on o wiele szybciej dochodzi do orgazmu i nie umie powstrzymać wytrysku lub nie wie, że powinien. W takim wypadku partnerka będzie niezaspokojona.

Poza odczuwaniem satysfakcji ze współżycia - która pomimo braku szczytowania może być wysoka - pozostaje jeszcze fizjologia. U kobiet powtarzające się sytuacje pobudzenia bez rozładowania napięcia doprowadzają dość szybko do stanów zapalnych w obrębie miednicy - bardzo niebezpieczna sprawa.

Najlepszym sposobem nauczenia się wzajemnego pieszczenia miejsc intymnych jest podpatrzenie, jak masturbuje się partner. Można to robić równocześnie lub kolejno. Można też tak zaaranżować sytuację, żeby partnerka pieściła się sama na początku, a potem użyła twojej ręki, prowadząc ją i pokazując, gdzie i jak lubi być dotykana.

Często dobrym początkiem do pozbycia się zahamowań jest pokazanie dziewczynie własnej sesji autoerotycznej, a także doświadczenie dojścia do orgazmu dzięki temu, że ona ciebie będzie pieściła do samego końca. Jeśli nic z tego nie jest możliwe, bo zbyt wielka bariera wstydu wydaje się być (przynajmniej na tym etapie związku) nie do pokonania, warto pamiętać o najważniejszych wskazówkach. Nie skupiaj się na pieszczeniu jednego punktu. Staraj się różnicować siłę i rytm dotknięć, by u kobiety nie doszło do zaniku wilgotności, powodującego ból i podrażnienie. A przede wszystkim - wyzbądź się wrażenia, że dochodzenie do orgazmu poprzez pieszczenie dłonią jest nienormalne. Wiele par stosuje ten sposób: bo akurat on lub ona nie mogą odbyć pełnego stosunku albo po prostu dla urozmaicenia, innego typu przyjemności.

3 Tropiciel punktu G Tropiciel punktu G fot. OLJ Studio/shutterstock.com

Tropiciel punktu G

Poszukujemy z moją dziewczyną punktu G, bo podobno jest najlepszy dla osiągnięcia orgazmu. Czy on istnieje i jak go znaleźć?

Na to pytanie aktualnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Punkt G pojawiał się i znikał. W końcu przyjęto, i na tym stanęło, że niektóre kobiety go mają, inne nie. Nawet jeśli punkt G jest wyraźnie zaznaczony i wyczuwalny, to jeszcze nie znaczy, że jego drażnienie musi doprowadzić posiadaczkę do intensywniejszego szczytowania.

Niemniej - szukać warto. Takie poszukiwania to doskonała szkoła sztuki kochania, okazja do poznawania ciała i znalezienia najefektywniejszych sposobów pobudzenia. Pamiętaj, że kobieta ma jedynie wrodzoną zdolność do odczuwania rozkoszy, ale dochodzenia do orgazmu musi się nauczyć. Oznacza to, że musi odnaleźć i rozbudzić punkty erogenne swojego ciała. Najlepiej się to robi w trakcie akcji autoerotycznych oraz dzięki pierwszym kontaktom, szczególnie jeśli polegają na pieszczotach mających na celu doprowadzenie do orgazmu.

Jeśli twoja dziewczyna ma punkt G, to możesz go łatwo zlokalizować. Gdy kobieta leży na plecach i ma nieco do góry uniesione nogi, wystarczy wsunąć do pochwy palec wskazujący (lub wskazujący i środkowy) i zagiąć go lekko do góry. Spróbuj wykonywać palcem ruch "chodź tutaj". Tuż pod pęcherzem moczowym powinieneś wyczuć odrobinę nieco grubszej skóry. Czasami miejsce to opisywane jest jako chropowaty groszek, inni wyczuwają nie zgrubienie, a jedynie inną strukturę. Pod wpływem stymulacji twardnieje i staje się chropowate, bardziej pomarszczone.

Punkt G jest schowany na tyle głęboko, że kobieta sięgnie do niego samodzielnie tylko jeżeli najpierw ukucnie. Do jego stymulacji najlepsze są jednak palce partnera, przydaje się wibrator lub specjalnie zakrzywione sztuczne członki. Najmocniej punkt G jest wyczuwalny wtedy, gdy kobieta jest bardzo pobudzona. Oprócz stymulacji manualnej punkt ten można drażnić także w trakcie stosunku w pozycjach, w których mężczyzna wnika od tyłu lub gdy kobieta jest na górze, kiedy może się trochę powiercić - i dzięki temu znaleźć takie ułożenie, przy którym poczuje, że pobudzany jest ten właśnie punkt.

Jeśli jednak mimo intensywnych poszukiwań nie znajdziesz tego punktu u swojej partnerki, nie przejmuj się, kobieta ma wiele innych miłych miejsc do pieszczenia i wiele miejsc w pochwie jest równie pobudliwych, na przykład - cały przedsionek i okolice tylnego sklepienia pochwy nad lub pod szyjką macicy. Mniej znany i u wielu kobiet absolutnie nierozbudzony - często nazywany punktem U - można znaleźć w okolicy ujścia cewki moczowej. Chodzi o ten niewielki obszar otaczający ujście cewki moczowej, który możesz wypatrzeć, bo jest na zewnątrz. Delikatne drażnienie tego obszaru u wielu kobiet może spowodować silny orgazm. Co ciekawe, nawet u tych kobiet, które nie zaznały szczytowania w inny sposób. Punkt ten zazwyczaj jest uśpiony i wymaga rozbudzenia, czyli wielokrotnych - choć może się zdarzyć i szybciej, oczywiście! - pieszczot. Twoja dziewczyna może to robić sama. Lub możesz to robić ty.

Nie należy rezygnować, nawet jeśli po kilku pierwszych próbach nie osiąga się przewidywanych rezultatów. Ważne jest, aby konsekwentnie próbować oraz stosować najróżniejsze pieszczoty - palcami, ustami i językiem, a ich siłę dostosować do preferencji partnerki. Pamiętaj, że zbyt mocne dotykanie punktów erogennych może doprowadzić do odwrotnego skutku. Zamiast oczekiwanego wzrostu rozkoszy i orgazmu następuje raptowne zahamowanie reakcji, a często pojawiają się odczucia bólowe. Najłatwiej zaobserwować to na przykładzie łechtaczki - najżywiej reagującego na wszelkiego typu pieszczoty organu ludzkiego, którego jedynym znanym przeznaczeniem jest dawanie rozkoszy.

4 On już, ona jeszcze nie On już, ona jeszcze nie fot. chaoss/shutterstock.com

On już, ona jeszcze nie

Gdy kochamy się z moją dziewczyną, oboje osiągamy orgazm, niestety niejednocześnie. Kiedy ja już jestem po, zazwyczaj "dopieszczam" ją ręką albo ustami. Czy są jakieś łóżkowe techniki pozwalające na wspólne przeżywanie orgazmu?

Najprostsza rada - odwróć kolejność.

To znaczy pieść ją długo i intensywnie, aż do momentu tuż przed orgazmem, dopiero wtedy zajmij się prowadzeniem właściwego stosunku i własnym wytryskiem. Zazwyczaj po kilku, czasem już za pierwszym razem udaje się wtedy uzyskać ten oczekiwany - i nieco zmitologizowany - wspólny orgazm.

Intensywne pieszczoty służą bowiem do tego, żeby przygotować kobietę do stosunku na różnych poziomach: podstawowym, który umożliwia bezbolesną penetrację, i kolejnym, na którym kobieta przeżywa szczytowanie. Jeśli musisz ją dopieszczać po stosunku, oznacza to tyle, że był on rozpoczęty za wcześnie.

Chyba że partnerka lubi akurat w ten sposób - ale wtedy nie napisałbyś tego listu...

Sposób drugi, dobry szczególnie gdy partnerka przeżywa orgazm łechtaczkowy: prowadź pieszczoty cały czas w trakcie trwania stosunku. Tak naprawdę dopieszczać tę najbardziej unerwioną część kobiecego ciała można w praktycznie każdej pozycji. No, powiedzmy, że niektóre są do tego celu wygodniejsze.

Na przykład boczna tylna, w której on leży za nią, przytulony bokiem do jej pleców, jedną ręką ją obejmuje, a drugą może swobodnie pieścić jej łechtaczkę. Ewentualnie - ona przyklęka, opierając się na łokciach, a on wnika w nią od tyłu, mając jednocześnie swobodny dostęp i możliwość dopieszczania łechtaczki. Spróbujcie każdego z tych sposobów i wybierzcie dla siebie najkorzystniejszy, każdy też można wzbogacić o własne pomysły.

Dostrojenie orgazmów jest możliwe dlatego, że mężczyzna ma możliwość dowolnego sterowania długością stosunku i może odwlec wytrysk - przynajmniej do pewnego momentu.

Jego erotyczna sztuka polega na tym, że umie rozpoznać moment, w którym już nie będzie miał odwrotu, umie do niego nie doprowadzić, umie poczekać, aż partnerka będzie w takim samym stopniu pobudzona, umie ją pobudzić. Ona z kolei - jeśli potrzeba wspólnego przeżycia jest obopólna - może przyspieszyć własny orgazm, na przykład poprzez samodzielne dopieszczanie łechtaczki już w trakcie stosunku, czasami wystarcza zresztą rytmiczne kurczenie mięśni otaczających pochwę.

Ważne jest też udzielanie partnerowi prawidłowych i wyraźnych sygnałów i informacji na temat poziomu pobudzenia. Niektóre kobiety mają z tym nieco kłopotów, jedne uznają, że lepiej będzie udawać, że mało się czuje, drugie wręcz na odwrót - sygnalizują poziom pobudzenia, którego nie odczuwają. Obydwa te zachowania na pewno nie sprzyjają przeżyciu wspólnego szczytowania.

Ważne - nie przejmuj się, jeśli po zastosowaniu którejkolwiek z tych rad nie od razu Wam wyjdzie. Wiem, że to strasznie brzmi, ale ludzie po prostu uczą się takich rzeczy. Wrodzoną mamy jedynie potrzebę seksu, jej wyrażania, a więc i wspólnego orgazmu trzeba się zwyczajnie nauczyć. Praktyka czyni mistrza - i to jest chyba dobra wiadomość, jak sądzę?