Speed dating: randka na szybkości

Zasady wymyślonego przed dekadą w Stanach speed datingu są proste. Kilkanaście kobiet i tyle samo facetów w jednym klubie. Panowie przesiadają się od stolika do stolika, od dziewczyny do dziewczyny. Czas rozmów ograniczony do kilku minut. Cel jeden - nawiązanie znajomości. Liczy się pierwsze wrażenie. I błysk w oku.
Speed dating Speed dating fot. Paweł Kiszkiel

Czas na podryw

Pub w centrum Warszawy, leniwie popołudnie. Sobota, godzina 18. - Idealny czas na speed dating. Wszyscy mają wolne, a jeśli poznasz kogoś interesującego, przed wami cały wieczór, może i poranek. Odpręż się, zamów piwo lub drinka. I daj się porwać - zachęca mnie Kasia, rudowłosa organizatorka. To ona wraz z koleżanką wpadła na pomysł, aby zaaranżować szybkie randki w najbardziej zabieganym mieście nad Wisłą. Sama wygląda na taką, która goni między korporacją, kursem jogi a angielskim dla ambitnych menedżerów. O sobie opowiadać jednak nie chce. - To ty tutaj jesteś moim gościem - mówi z niepotrzebnym uśmiechem.

Na imprezę zapisałem się internetowo. Teraz czas na opłaty. - 30 zł poproszę - dodaje już z poważną miną. Cena rozsądna. Po przyjęciu gotówki notuje coś w zeszycie.

Ewelina

Dostaję plakietkę z numerem 5 i swoim imieniem. Do tego kartkę oraz długopis. Jeśli konwersacja okaże się równie ciekawa jak wygląd, mam zaznaczyć plusik. Kasia przypomina mi o jednej zasadzie. - Nie wymieniamy się numerami telefonów. Jeśli oboje postawicie plusy, to wysyłam namiary e-mailem - mówi kategorycznie. Oczywiście, to nie wyklucza możliwości poczekania na rozmówczynię po zakończonej imprezie.

Zamawiam piwo i siadam w rogu sali. Do rozpoczęcia randkowania pozostał jeszcze kwadrans. Jestem jednym z pierwszych śmiałków. Obserwuję wchodzących. Dziewczyny przeważnie przychodzą w towarzystwie koleżanek. Na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie trochę zawstydzonych i smutnych. Faceci wydają się biurowymi nudziarzami lub podrywaczami nieudacznikami. Moją analizę przerywa dzwonek. - Zaczynamy! Proszę o zajęcie miejsc - mówi rudowłosa.

Przechodzę do drugiej sali. Przy stoliku numer pięć już czeka na mnie Ewelina. Ma koło 27 lat, niecałe 170 cm, kręcone włosy i krągłą budowę ciała. - Dlaczego tutaj trafiłaś? - pytam. - Jestem trochę zapracowana. Na co dzień pracuję z małymi dziećmi, zajmuję się pedagogiką specjalną - tłumaczy jednostajnym głosem. To jak niezobowiązująca i niepotrzebna pogawędka dwóch osób, które wsiadły do pociągu i czeka je 13-godzinna podróż z Przemyśla do Świnoujścia. Nie mamy tyle czasu. Łyk piwa i dzwonek oznajmia, że czas na zmianę partnerów. Grzeczne uśmiechy, oficjalny uścisk dłoni i w drogę. Do następnego stolika mam kilka kroków. Nie stawiam plusa.

Ania

W towarzystwie kolorowego drinka siedzi Ania, szczupła blondynka o niewiarygodnie wąskiej talii w eleganckiej czarnej sukni. Wyróżnia się na tle innych. Widać, że dużo lepiej zarabia i trochę tutaj nie pasuje. - Wyglądasz jak junior manager z mojej firmy - zagaduje na dzień dobry. - A ty jesteś... kim? - pytam nieco zbity z tropu. - Senior managerem - rzuca dumnie, mieszając rurką w szklance. Nie przyszła szukać miłości życia. - Jestem singielką z wyboru. Mam 29 lat, chcę się jeszcze poświęcić karierze. Wierzę, że to dobry czas, by za parę lat czerpać profity - zdradza swoją filozofię. - Przelotna znajomość? - Na nic się nie nastawiam. Życie nauczyło mnie, aby brać je takim, jakie jest - dodaje. Po chwili rozbrzmiewa dzwonek. Jeśli przelotny seks bez śniadania, to plusik przy imieniu.

Godzina intensywnego randkowania Godzina intensywnego randkowania fot. Paweł Kiszkiel

Godzina intensywnego randkowania

Renata

Rozanielony wspomnieniem zgrabnej talii panny Anny siadam przy kolejnym stoliku. A tam?. Może lepiej nie mówić? Może uroda wcale nie jest najważniejsza? Może trzeba kogoś lepiej poznać? A może po prostu trzeba wyrwać organizatorce dzwonek i jak najszybciej usiąść dalej? Reguły są jednak sztywne. Przede mną Renata. W całej swojej rozpiętości, zdrowo przekraczającej moją. - Mam 28 lat, mieszkam w Warce. Jestem tutaj, bo bardzo chcę kogoś poznać - mówi na dzień dobry. - Mnie również miło - odpowiadam, patrząc dyskretnie na zegarek. Jeśli potrafisz sobie wyobrazić najbardziej sztampową rozmowę z kobietą, to właśnie mam ją za sobą. Dzwonek. - Było przyjemnie - żegnam się.

Iwona

Kolejna dama, w towarzystwie której spędzę najbliższych kilka minut, znowu wybija się ponad przeciętność. Przypomina nieco dziewczyny, z jakimi w dzieciństwie skakało się na trzepaku. Biała sukienka w czerwone kropki, zakrywająca uda do połowy, dodaje jej kobiecości nutkę letniego szaleństwa. - Jestem studentką czwartego roku botaniki - opowiada. Choć nic mówić nie musiała, chłonąłem każde słowo. - Masz coś w sobie - stwierdza na koniec, wypijając ostatni łyk zmrożonej caipirinhi i znacząc plusa.

- Teraz zapraszam wszystkich na 15 minut przerwy - mówi Kasia. Najbliższy kwadrans spędzam na przyglądaniu się męskiej części towarzystwa. Najwyższy czas przekonać się z bliska, z kim rywalizuję. A walka naprawdę się toczy. Żaden z facetów nie szuka kontaktu z innym. Nawet najmniejszego. Mimo że jesteśmy jedynymi mężczyznami w klubie, w dodatku z przypiętymi plakietkami z imionami, traktujemy się jak obcy. Utwierdzam się w przekonaniu, że dominują dwa typy. Pierwszy to lekko nieśmiały, odrobinę zakompleksiony dwudziestoparolatek. Drugi - koleś, który w stolicy czuje się jak ryba w wodzie, a jego życie od poniedziałku do piątku pochłania praca wymagająca wyprasowanych spodni, jednorzędowej marynarki i jedzenia biznesowych lunchów. To spotkanie jest dla niego okazją na oderwanie się od mętnej biurowej rzeczywistości. Nie brakuje wariatów i napaleńców. Moją uwagę przykuł chłopak spijający drinki każdej dziewczynie. "Teraz łączą nas szczególne więzy" - powtarzał.

Jest tak wiele kobiet

Charakterystyczny dźwięk dzwonka. Druga część randkowania mija zdecydowanie szybciej. Jest jak w piosence Komet. Ala ma kręcone włosy, a Kinga lubi czytać kryminały. Z czasem lekko zakrapiane pogaduchy zaczynają się zlewać w jedną niekończącą się rozmowę. Ciągle te same pytania i te same odpowiedzi. Choć następną godzinę spędziłem w towarzystwie coraz to nowych pań, nie usłyszałem nic nowego. - Interesuję się wszystkim i zawsze jestem sobą - to mantra powtarzana przez damy.

W internecie można przeczytać, że speed dating to sposób na spotkanie kogoś naprawdę wyjątkowego. Mała szansa. Podczas krótkiej pogawędki liczy się pierwsze wrażenie. Z kim nawiążesz kontakt? Raczej będzie to dziewczyna otwarta i bezpośrednia, szukająca znajomości na chwilę albo trochę dłużej. Od organizatorki otrzymałem e-maila z dwoma numerami telefonów. Nie skorzystałem.

Speed Dating

System szybkiego randkowania wymyślony przez amerykańskiego rabina w celu ułatwienia życia żydowskim singlom. Pierwsza impreza odbyła się w Beverly Hills w 1988 r. Po prezentacji w serialu "Seks w wielkim mieście" idea zyskała popularność na świecie. My skorzystaliśmy z jednej z warszawskich agencji.

Więcej o: