Ruletka online

Matthew Hopkins wyglądał na sympatycznego faceta. Młody, inteligentny, szczery uśmiech - na pierwszy rzut oka wzbudza zaufanie.
Hazard w internecie Hazard w internecie

Hazard w internecie

Co byś zrobił, gdyby ktoś taki obiecał ci, że pomnoży dwukrotnie twoje pieniądze? Gdyby obiecał, że zrobi to w jeden dzień? I gdyby dodał, że zrobi to za pomocą pokera w internecie?

Declan Lawn, znany reporter BBC, wręczył Matthew Hopkinsowi 2 tys. funtów, które podjął z własnego konta, a brytyjska telewizja zaczęła kręcić dokument o internetowym hazardzie.

Czy Matthew da radę w miesiąc pomnożyć pieniądze?

Udało mu się w 48 godzin. Oddał reporterowi cztery tysiące, które wygrał, nie ruszając się sprzed komputera.

Matthew przez lata prowadził niezbyt pasjonujące życie. Zarabiał grosze w fast foodzie, serwując klientom rybę z frytkami, aż do chwili, kiedy kolega opowiedział mu o internetowym hazardzie. O tym, że w godzinę można wygrać tyle, ile przez miesiąc zarabia się w barze. Dlaczego by nie spróbować - pomyślał Matthew.

Spróbował i wygrał. Potem znowu wygrał, i znowu.

Takie opowieści powinny kończyć się umoralniającym zakończeniem, w którym bohater traci pieniądze zarobione na hazardzie i wraca do uczciwej pracy w barze. Ale historia pokazana kilka miesięcy temu w reality show BBC "Gambling - Britain's new obsession" zakończyła się inaczej.

Hazard w internecie - Michelle wygrała w owocki 200 tys. Funtów Hazard w internecie - Michelle wygrała w owocki 200 tys. Funtów Michelle wygrała w owocki 200 tys. Funtów

Hazard w internecie

Przy okazji badań wyszło na jaw, że większość graczy to kobiety - żony nudzące się w domach w oczekiwaniu na mężów - tak jak brytyjska rekordzistka Michelle Black, która wygrała 201 tys. funtów na najprostszym owocowym automacie (jednoręki bandyta wyświetlający kolorowe obrazki owoców) w sieciowym kasynie Landbrokes.

Coraz więcej osób marzy o tym, aby stać się właśnie kimś takim jak Matthew czy Michelle - zawodowym graczem. Matthew żyje, i to znakomicie, z gry w pokera online. Zarabia ok. 30 tys. funtów miesięcznie. W chwilach przeznaczonych na odpoczynek ćwiczy umysł. Czyta dużo książek i cieszy się wolnym zawodem. - Nie wytrzymałbym już pracy od 9 do 17 - mówi.

Nieźle, prawda? Każdy by tak chciał. Nic dziwnego, że ja też chciałem.

Hazard w internecie - Stary, dobry poker Hazard w internecie - Stary, dobry poker Stary, dobry poker

Najtrudniej zacząć

Nigdy nie byłem w tym specjalnie dobry. Raz w życiu byłem w kasynie, a i to służbowo. Co prawda było to kasyno w Monte Carlo, gdzie wszedłem, wymieniłem na żetony 100 euro, po 10 minutach osiągnąłem olśniewający sukces i wygrałem 200. Poruszony powodzeniem ruszyłem grać o wyższe stawki i w pół godziny zgrałem się co do grosza.

Kasyno w Monte Carlo jest jedno, kasyn w internecie są tysiące. Może setki tysięcy.

Tyle że już po kilkunastu minutach było jasne, że to nie takie proste, a ilość nie przekłada się na wybór.

Rushmore Casino, które wybrałem na początek, bo było polecane jako wiarygodne, bezpieczne i nowoczesne - po prostu mnie spławiło.

Mamiło kolorowymi światełkami, obiecywało fajną grę, kiedy tylko zainstaluje mi na komputerze swoje oprogramowanie. W końcu zażądało wypełnienia tasiemcowego formularza. Kiedy wreszcie po 2 godz. miałem się dorwać do maszyny - zawiadomiło: "Wygląda na to, że jesteś wykluczony z gier".

Cudownie. Tylko dlaczego?

Kolejne próby kończyły się tym samym. Kasyno prosi o wczytanie i zainstalowanie programu (większość sieciowych kasyn wymaga wgrania swojego oprogramowania, a ściąganie go na komputer trwa często strasznie długo).

Na twardym dysku pęczniały kolejne programy do ruletki, pokera i blackjacka, tykał zegar. Po godzinie instalacji kolejna miła prośba o uruchomienie programu i podanie personaliów. I kolejny zgrzyt.

Następny komunikat: przykro nam, ale nie możesz zagrać w naszym kasynie.

Gracz nie jest zostawiony samemu sobie. W końcu gra się przez całą dobę. Kasyno jest czynne 24 godz., służy radą i wyjaśnieniami. 365 dni w roku, 24 godz. na dobę. Przynajmniej tak się chwali.

I co z tego, skoro nikt nie pofatygował się, żeby odpowiedzieć na moje maile.

Hazard w internecie - Wygrywam na mikołajkowym automacie Hazard w internecie - Wygrywam na mikołajkowym automacie Wygrywam na mikołajkowym automacie

Coś jest nie tak z moimi pieniędzmi?

Najwyraźniej spławili mnie i nawet nie chciało im się powiedzieć dlaczego.

Coraz bardziej wyglądało na to, że zamiast zamówionego tekstu "jak grać w internetowym kasynie", powstanie tekst: "jak nie udało się zagrać w internetowym kasynie".

Żebym przynajmniej wiedział, dlaczego się nie udaje.

Nie wyszło tak, trzeba było spróbować od drugiej strony. Dlaczego one mnie lekceważą? Dlatego, że jestem z Polski? Ale to chyba niemożliwe. W końcu jesteśmy już w Unii, mamy wymienialne pieniądze. Więc o co chodzi?

Kiedy kolejne kasyno po godzinie instalowania oprogramowania spławiło mnie identycznie jak poprzednie, zacząłem analizować fakty.

Nie mogą spławiać klientów -w końcu z nich żyją. Pewnie myślą, że jestem kimś, kto nie może grać.

Kto jeszcze nie powinien grać w internetowych kasynach? Dzieci - to jasne, że dzieci. Kasyna muszą być przecież jakoś zabezpieczone przed małolatami. Przecież każdy nastolatek może wpisać, że ma 30 lat i do woli przegrywać pieniądze.

W zeszłym roku w Wielkiej Brytanii jedna z gazet przeprowadziła eksperyment. Nastolatka miała się zarejestrować w kasynach i zacząć grę. Wypróbowała 37, aż siedem pozwoliło jej zagrać. Brytyjczycy uznali, że to aż siedem kasyn. Ja wiedziałem, że to tylko siedem, aż 30 było chronionych przed małolatami. Ale jak? Okazało się, że automatycznie sprawdzano, czy nazwisko chętnego występuje w spisie wyborców. Jeśli nie - dziękowano i odcinano dostęp.

Bingo - nie ma mnie na brytyjskiej, amerykańskiej, australijskiej liście wyborców, a więc dla kasyn nie istnieję.

Wciąż przecież udaje się znaleźć kasyna działające na granicy prawa albo takie, którym wystarczy moje słowo honoru, że skończyłem 18 lat.

Wybrałem 888.com. Podobno wypłaca wygrane, no i istnieje długo - od połowy lat 90. Więc właściwie jest już nestorem.

Zacząłem od ruletki. W końcu to kasyno. Wpłaciłem tysiąc dolarów na konto, wymieniłem na żetony, zaparzyłem kawę i zasiadłem przed monitorem.

5 dolarów na czerwone. Rien ne va plus, kulka zaczyna krążyć. Czarne. Pierwsze koty za płoty. 10 dolarów na czerwone. Ta taktyka podobno się sprawdza. Czarne. W porządku, nie poddaję się. 20 dolarów na czerwone. Jest. Wygrałem 40. Uff. Znowu mam tysiąc.

Po godzinie czuję się już pewnie przed zielonym stołem. Właściwie to wcale nie takie trudne, no i jaki miły dreszczyk przechodzi po plecach, kiedy sympatyczny damski głos obwieszcza wygraną.

Sposób na sukces

Różne legendy chodzą o prawdziwych, niesieciowych kasynach. I o tym, jak trafić dużą wygraną. Podobno warto wrzucać do automatów ciepłe monety, chwilę przedtem rozgrzane nad płomieniem zapalniczki. Ma to rzekomo sprawić, że mikroprocesory mają większą szansę zadziałać i coś wypłacić.

Słyszałem, że dobrze jest znaleźć automat stojący sobie na uboczu, z dala od innych. Kierownictwo kasyna ma swoje sposoby i w ten sposób rozstawia automaty, które częściej wypłacają nagrody.

No i trzeba się wystrzegać maszyn, w których dopiero co padła wygrana - bo te na pewno od razu nic nie wypłacą.

Sporo jest tych legend i, jak twierdzą fachowcy, wszystkie są absurdalnie nieprawdziwe. Wygrana zależy od generatora liczb losowych i tu nie da się nic przewidzieć. Mogą wyjść raz za razem te same numery, a inne mogą nie wyjść nigdy. To czysty przypadek. Zupełnie jak w internecie, tyle że tu nawet nie ma jak zastosować sztuczki z gorącą monetą, gdyby człowieka przypiliło. Są za to również generatory liczb losowych i jest oczywiście przypadek.

Przypadek?

No właśnie, sęk w tym, że nie zawsze. Wygląda na to, że sporo ludzi robi co może, by przypadkowi jakoś tam pomóc lub przeszkodzić.

Michael Shackleford twórca internetowego serwisu o grach hazardowych Wizard of Odds postanowił zbadać przypadek. Zaczynał grać na minimalnych stawkach w sieciową ruletkę, obstawiając wyłącznie czarne. Rzecz jasna, przy odpowiednio dużej liczbie prób czarne i czerwone powinno wyjść jednakową liczbę razy. Ku zdumieniu Shackleforda okazało się, że czarne wypadło 140 razy, a czerwone tylko 60. Prawdopodobieństwo takiego zbiegu okoliczności jest tak niesamowicie małe, że oczywiście zaczął podejrzewać, że ruletka była manipulowana. Tylko dlaczego manipulowana na jego korzyść? Odpowiedź była prosta. Aby wciągnąć klienta do gry i pozwolić mu troszkę wygrać. Niestety, oznaczało to również, że kiedy zacznę wygrywać, jakaś niewidzialna ręka może mi popsuć szyki. Ktoś kto trochę wygra, potem chętniej wszystko przegra, nie widząc szwindlu.

Hazard w internecie - Ograł mnie klasyczny jednoręki bandyta Hazard w internecie - Ograł mnie klasyczny jednoręki bandyta Ograł mnie klasyczny jednoręki bandyta

Propozycja nie do odrzucenia

Właśnie miałem tego przedsmak. Przegrałem sto dolarów i zniechęcony kliknąłem, żeby zamknąć Casino on the net - następne, które udało mi się uruchomić.

Kasyno zareagowało błyskawicznie. Nie chciałbyś 50 dolarów?

- zapytało mnie. Była 3 w nocy. Naprawdę nie chciałem. Chciałem spać. Znowu kliknąłem w "zamknij".

Dajemy ci 100 dolarów bonusu - wyświetlił się komunikat.

Hmmm, sto dolarów to jest coś. Tyle przecież przegrałem, więc byłbym na zero. Właściwie dlaczego nie spróbować? Tym razem na automatach.

Tu mnie mieli. Nie miałem pojęcia, że automaty tak wyewoluowały. Kiedyś w rządku trzeba było ustrzelić trzy truskawki, a teraz do wyboru: średniowieczni królowie, faraonowie, motywy hippisów i Azteków, a wygrywają linie proste i łamane. Zanim na to wpadłem, okrutnie przegrałem. Nie przyszło mi do głowy, że można obstawiać coś innego niż takie same symbole pojawiające się w jednym rzędzie. Postawiłem 2 dol. na zakład i beztrosko sobie klikałem w jednorękiego bandytę. Pam, pam, pam, pam kilkanaście razy i z przerażeniem stwierdziłem, że zniknęła mi połowa pieniędzy. Jakim cudem?

No, jasne. Można przecież obstawiać od 1 do 15 linii i każda kosztuje 2 dol. Każdy zakład kosztował 30 dol. i beztrosko przegrałem 300 dol. dziesięcioma kliknięciami.

W ostatnim, jedenastym, coś błysnęło. Ta linia przyniosła mi szczęście - 230 dol. Uff, trochę pod kreską, ale mało. Pora wziąć się do gry, która z matematycznego punktu widzenia powinna skończyć się moją wygraną i jest polecana dla wszystkich graczy.

Jeśli już musisz uprawiać hazard - graj w oczko.

No to zagrałem.

Hazard w internecie - Internetowe bingo. Błyszczy, bzyczy, forsa znika Hazard w internecie - Internetowe bingo. Błyszczy, bzyczy, forsa znika Internetowe bingo. Błyszczy, bzyczy, forsa znika

Czy kasyna oszukują

Michael Shackleford, guru sieciowych graczy, miał dwa życia. W pierwszym życiu był urzędnikiem w amerykańskim urzędzie pracy. Zajmował się badaniem, jakie imiona dzieci najczęściej występują w kolejnych latach. Przewidywał również, jakie imiona staną się modne w latach następnych, a jakie stracą popularność. Wyniki jego badań cytowało wielu naukowców. Od ośmiu lat Shackleford robi co innego. Prowadzi stronę internatową The Wizard of Odds (gra słów z tytułem "Czarodziej z Oz"). Jest profesorem matematyki kasyn na Uniwersytecie w Las Vegas (tylko tam jest taka katedra). Został jednym z najsłynniejszych na świecie analityków sieciowych kasyn i ma masę kłopotów z prawnikami sieciowych kasyn.

Pewnego razu postanowił zbadać, czy Casino Bar naprawdę oszukuje w blackjacku. Klienci kasyna mieli wrażenie, że nie grają z maszyną, ale z żywym człowiekiem, który podkłada im świnię - czyli złe karty. Shackleford zalogował się w kasynie i zagrał w blackjacka 332 razy. Przegrał. Potem opracował matematycznie wyniki. Prawdopodobieństwo tak złego układu kart wyliczył na 1 do 238 mld. Macie 2978 razy większą szansę zaznaczyć szóstkę w totolotka niż wygrać w blackjacka w tym kasynie - tak brzmiała jego konkluzja.

Ha, kłopot w tym, że kasyn są przecież tysiące, nawet Shackleford nie jest w stanie sprawdzić wszystkich. Na szczęście na jego stronie internetowej można znaleźć matematyczny model wygrania w blackjacka. Shackleford zapewnia, że jeśli się go trzymać, mamy szansę wygrać w 53 proc. rozdań.

Hazard w internecie Hazard w internecie

Podejście naukowe

No to siadłem do gry.

Tak, to jest zaleta internetowych kasyn. Nie wiem, jak by zareagowali w prawdziwym kasynie na mnie moszczącego się na krześle przy stoliku i przeglądającego przed przystąpieniem do gry tabelę prawdopodobieństw. A w internecie otworzyłem sobie na podglądzie.

Bardzo proszę: mam w kartach 15. Co dalej? Najpierw sprawdźmy. Tabelka Shakleforda mówi: jeśli kasyno ma w kartach 6 lub mniej - czekaj. Jeśli więcej - lepiej dobieraj. Kasyno ma 7. Dobieram. Mam 20, kasyno 19. Wygrałem 5 dolarów. Hej, podoba mi się to. Gramy dalej.

Po 3 godz. grania z tabelką miałem już trochę dosyć. Zacząłem ze 100 dol. Udało mi się dojść do 120, ale potem spadłem do 75. Teraz miałem 105 dol. i czułem, że to pora albo na zaryzykowanie, albo odejście i pocieszenie się małym, 5-dolarowym zyskiem. Shackleford miał rację. Wygrywałem, ale sam, mimo że jestem matematycznym matołem, mogłem sobie wyliczyć, ile będę miał zysku ze 100 dol., jeśli wygram w 53 proc. rozdań.

Rzuciłem tabelkę w kąt i postawiłem na szczęście i ułańską fantazję. Już po 5 min. byłem kompletnie spłukany.

Na własnej skórze poczułem, że takie granie jest bez sensu. Do puli trzeba włożyć kilka tysięcy dolarów i grać zgodnie z tabelką. Zarobiłbym kilka procent - to i tak byłoby kilkaset dolarów. Jeśli kasyno nie podłożyłoby mi świni. A tak przez skąpstwo redakcji, która bała się, że stracę wszystko i nie przydzieliła większych funduszy - nie udało się.

Ale może to i dobrze, że nic nie wygrałem. Internet jest pełen opowieści o tych, którzy wygrali w sieciowych kasynach i szczęśliwi chcieli wypłacić pieniądze. Prawie każde kasyno zwlekało z tym jak tylko mogło, całymi tygodniami. Nie dlatego, że oszukiwało. Każde miało nadzieję, że przez kilka dni, a jeszcze lepiej tygodni wygrany gracz na chwilę jeszcze zajrzy. Postanowi jeszcze raz zagrać, jeszcze troszkę wygrać. I wszystko przegra.

Kliknąłem w zakończ.

- Dostałeś 100 dol. bonusu - wyświetlił się napis.

Phi, dobrze wiedziałem, że to wirtualne pieniądze. Mogę nimi grać, ale nie mogę wycofać z kasyna.

Zakończ.

- 200 dolarów.

A właściwie dlaczego by nie. Gdybym się tak odegrał...

Włączyłem pokera. Też miałem do niego tabelkę.

 

Tekst: Leszek K. Talko

Zdjęcia: Michał Mutor, mat. promocyjne (montaż)

Więcej o:
Komentarze (1)
Ruletka online
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Tomek Sosna

    0

    Ostrożnie panowie, nowelizacja ustawy hazardowej bardzo reguluje kwestie reklamy hazardu. Pomijam fakt, że na ten moment w Polsce nie ma legalnych kasyn internetowych (będzie dopiero za rok). Wszystkim osobom, którzy interesują się takimi aktywnościami, proponuje najpierw poczytać o ustawie: www.bukmachers.pl. Nie warto ryzykować. Bardzo wysokie kary grożą osobom korzystającym z zagranicznych stron. A Izba Celna, wbrew temu co niektórzy sądzą, aktywnie działa i wyłapuje osoby łamiące prawo. A możliwa kara? Cały zysk zdobyty na nielegalnym hazardzie pomnożony przez określoną ilość dziennych stawek. Nie warto :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX