Klub tak samo ubranych - sukces tkwi... w szafie?

Steve Jobs i Barack Obama, Albert Einstein i Mark Zuckerberg. Co ich łączy? Nie tylko wybitne osiągnięcia, ale też specyficzne podejście do kwestii ubrania. Taki sam strój każdego dnia pozwala skupiać się na tym, co jest naprawdę istotne, zamiast tracić czas na zastanawianie się, czy spodnie pasują do skarpetek (notabene Albert Einstein skarpetek często w ogóle nie zakładał).
1 Mark Zuckerberg Mark Zuckerberg Fot. Getty Images

Zmęczenie nadmiarem decyzji do podjęcia

Jestem szczęściarzem, bo codziennie budzę się, by służyć miliardowi ludzi. A służyłbym źle, gdybym trwonił energię na podejmowanie błahych, niezwiązanych z nimi decyzji - oznajmił Mark Zuckerberg, spytany, dlaczego zawsze nosi szary T-shirt. Pomijając typową dla Amerykanów egzaltację, średnio w tym przypadku wiarygodną, zważywszy, że owa "służba" wynalazcy Facebooka przyniosła do tej pory ponad 74 mld dol. zysku, wyznanie Zuckerbega ma sens. Każdego poranka powtarzamy przecież kilka, albo i kilkanaście, tych samych banalnych czynności. Jednak im więcej z nich wykonujemy automatycznie, tym więcej czasu zostaje na ważniejsze sprawy.

Zuckerberg już w 2004 r., z chwilą uruchomienia Facebooka, doszedł do wniosku, że jedną z udręk jest codzienne zastanawianie się, co na siebie założyć, czy będzie pasowało do innych ubrań i butów, czy dobrze będzie się w tym czuł i jak zostanie odebrany. Dlatego postanowił nosić co dzień ten sam zestaw; oprócz szarej koszulki postawił na niebieskie dżinsy, czarny pasek, jasne sportowe buty i - gdy mu zimno - czarną bluzę z kapturem. Czyż nie genialne w swojej prostocie?

Umówmy się, Mark Zuckerberg Ameryki (przynajmniej w tym przypadku) nie odkrył. Przed nim robili tak choćby Steve Jobs z Apple'a (czarny półgolf, niebieskie dżinsy, new balance'y), wynalazca segwaya Dean Kamen (dżinsowy komplet: koszula i spodnie) czy pisarz Tom Wolfe (biały garnitur plus - nierzadko - biały krawat i białe oprawki). A nawet Albert Einstein obowiązkowo w szarych garniturach i równie obowiązkowo bez skarpet. Żaden nie chciał rozpraszać swojego umysłu takimi - pardon - pierdołami, jak codzienny wybór koszul, swetrów czy, jako się rzekło, skarpetek, bo czuli się stworzeni do wyższych celów. - Naprawdę nie mogę koncentrować się na tym, co zjem na śniadanie i co rano założę, dlatego zawsze widzicie mnie albo w granatowym, albo szarym garniturze - tłumaczył inny członek nieformalnego klubu tak samo ubranych, Barack Obama. Ot, klasyczna chęć uniknięcia syndromu znanego jako decision fatigue, czyli zmęczenia nadmiarem decyzji do podjęcia.

2 Karl Lagerfeld Karl Lagerfeld Fot. Getty Images

Ktoś jeszcze nadąża za modą?

Jednak potrzeba zaoszczędzenia czasu to nie jedyna przyczyna chęci codziennego noszenia się tak samo. Winna jest także sama moda. Jest jej za dużo. Przeciętny facet, nawet taki, który chciałby w miarę możliwości modnie wyglądać, musi wziąć pod uwagę co najmniej 20 trendów. Co sezon. Tyle właśnie wylicza męski "Vogue". Co więcej, trendy te nierzadko są sprzeczne i samowykluczające się. Bo modne są, na przykład, elementy rockabilly lat 50. i hipisowskie lata 70., ale też styl z Wall Street z połowy lat 80., quasibazarowa (anty)estetyka lat 90. oraz futurystyczne uniformy z tkanin technicznych.

Tyle jeśli chodzi o ogół. W szczególe zaś zwróćmy uwagę choćby na proponowane na obecną zimę spodnie: szerokie z zaszewkami; skórzane; sztruksowe; wąskie w kratę; w prążki; ortalionowe dresowe; bawełniane dresowe; w kant; bez kantu; w napisy; gładkie; pikowane niczym narciarskie. Długość - dowolna. Kolor, stan, fason - również. Nic dziwnego, że reagujemy na modę z coraz większą niechęcią. Stała się niezrozumiała, przesadnie zniuansowana i nawet dla nieźle wyrobionego odbiorcy zasady poszczególnych stylizacji przestają być czytelne. Jasne wytyczne odchodzą do lamusa; nawet te dotyczące klasycznej elegancji, gdy kwestionuje się już przymus zachowania 1,5 cm mankietu koszuli wystającego spod rękawa marynarki czy to, że dolna część nogawki spodni powinna sięgać obcasa butów. Dziś już wcale nie powinna. A skoro w formalnym dress codzie zasady stały się względne, to co dopiero w stroju casualowym, gdzie panuje wolna amerykanka (pod warunkiem jednak, że ma się wyczucie stylu).

Dla wielu mężczyzn to stanowczo za wiele. W tym, paradoksalnie, także dla pokaźnego grona projektantów. Michael Kors sam niemal zawsze chodzi w czarnej koszulce i czarnej marynarce (spodnie też na ogół czarne); Giorgio Armani - podobnie; Alexander Wang na T-shirt nakłada czarny sweter lub bluzę, a Karl Lagerfeld wybiera misterną stylizację (co jest wyjątkowe wśród osób codziennie wyglądających tak samo), której znakami charakterystycznymi są koszula z wysokim kołnierzem, czarna marynarka, czarne rurki, rękawiczki i okulary przeciwsłoneczne. Wszyscy oni należą do klubu Jobsa.

3 Barack Obama Barack Obama Fot. Getty Images

Paradoks wyboru

Jakie są skutki takiego odwyku od trendów? Przede wszystkim komfort psychiczny, związany z brakiem potrzeby dokonywania wyboru. Im on jest bowiem w naszym życiu większy, tym jest mniejszy. Sprowadzając rzecz tylko do ubrań, to właśnie dlatego kobiety (mężczyźni też, tylko się do tego nie przyznają) patrząc na swoją pełną szafę często uznają, że nie mają co na siebie założyć.

Skąd ten (pozorny) brak logiki? Ano stąd, że im więcej mamy opcji do wyboru, tym bardziej czujemy się zagubieni. Zbyt wiele możliwych kombinacji sprawia, że paraliżuje nas lęk. - Przez długi czas duży wybór kojarzył się z wolnością, autonomią i samostanowieniem. W świecie, w którym istnieje praktycznie nieskończona liczba opcji, każdy znajdzie coś dla siebie. Lecz okazało się, że kiedy mamy tysiąc możliwości, pojawia się podstawowy kłopot z określeniem, czym to coś dla siebie tak naprawdę jest. Wtedy wybór przestaje już być błogosławieństwem - mówił w "Gazecie Wyborczej" prof. Barry Schwartz, autor książki pod wiele mówiącym tytułem "Paradoks wyboru".

Zresztą to żadna wiedza tajemna. Gdy w 2000 r. amerykańscy naukowcy przeprowadzili dobrze dziś znany eksperyment i wystawili w sklepie sześć różnych dżemów do degustacji, niemal co trzeci klient zdecydował się na promocyjny zakup któregoś z ich smaków. Jednak gdy wybór zwiększono do 24, coś dla siebie wybrał tylko co trzydziesty klient. Dlaczego? Po prostu: ludzie bali się, że nie wybiorą najlepszego dżemu. Chcąc uniknąć takiej "porażki", odchodzili od stoiska. Z modą jest podobnie. Z tą tylko różnicą, że ubrania kosztują znacznie więcej.

Oszczędność pieniędzy jest zatem kolejną korzyścią płynąca z noszenia takich samych rzeczy. Nie kupując tego, co nam niepotrzebne, nie tylko drastycznie redukujemy garderobę, w której "normalnie" byśmy chodzili, ale też i nie wydajemy pieniędzy na bezmyślnie czy omyłkowo nabyte rzeczy, które zaległyby nienoszone w szafie. Ile ich jest? W Polsce takich badań nie robiono; Brytyjczycy jednak niedawno oszacowali ich wartość u siebie nawet na 30 mld funtów. Badania - tym razem obejmujące sześć wybranych krajów Europy i Azji - na temat kompulsywnych zakupów zlecił też w tym roku Greenpeace. Znakomita większość badanych potwierdziła, że kupuje więcej ubrań, niż potrzebuje i niż ich stać. Przy okazji jednak nawet 2/3 ankietowanych przyznała, że ma z tego powodu moralnego kaca i nowymi nabytkami przestaje się cieszyć już w dniu zakupu. Dzięki minimalizmowi garderoby shopping przestaje zatem zabierać nam nie tylko pieniądze, lecz także czas i nerwy. Łatwiej też zrobić zakupy w sieci, skoro dokładnie wiemy, czego nam potrzeba i w czym wyglądamy dobrze, a fasony i rozmiary mamy już sprawdzone.

4 Steve Jobs Steve Jobs Fot. Getty Images

W końcu pusta szafa

Wraz z redukcją wachlarza ubrań pojawiają się też inne profity. Niektóre z nich są niepozorne, jak choćby mniejsza przestrzeń potrzebna do ich przechowywania. W przypadku mieszkań z nieprzesadnym metrażem to sytuacja niemal zbawienna, ale w każdej drastycznie odchudzonej garderobie o wiele łatwiej daje się utrzymać porządek. Tak samo jak bez problemu wreszcie od razu można w niej znaleźć to, czego się potrzebuje, bez przekładania sterty T-shirtów, bluz czy spodni.

No i robienie porządku nie zajmuje wiele czasu. Podobnie jak pranie zestawu "klubowego", bo właściwie jedno nastawienie pralki w tygodniu załatwia sprawę. A z segregowaniem rzeczy do prania to już naprawdę nie ma wówczas żadnego problemu. Konserwacja ubrań - pralnia chemiczna, szewc itp. - także staje się bardziej niż okazjonalna, choć tu sprawa może być dyskusyjna, bo w końcu mamy jeden zestaw, ale każdej rzeczy - po kilka lub kilkanaście sztuk.

Minimalizm garderoby potrafi jednak zaowocować czymś znacznie cenniejszym. Przede wszystkim bowiem daje poczucie, że wreszcie jesteśmy dobrze ubrani. Wszystkie elementy stylizacji są sprawdzone i nie rozczarują niedopasowaniem do sylwetki czy reszty stroju. A jeśli dobrze zbudujemy garderobę, przy okazji możemy zyskać własny, charakterystyczny styl. To właśnie żelazna konsekwencja stroju stworzyła łatwo rozpoznawalny, artystyczny niemal styl zarówno Johnny'ego Casha w czerni i Slasha z Guns'N'Roses w cylindrze i awiatorach, jak i architekta Jeana Nouvella, ubierającego się przez trzy pory w roku wyłącznie na czarno (a latem na biało), designera Karima Rashida (róż i biel) czy wreszcie Simona Cowella, mniej może artysty, a bardziej osobowości medialnej i etatowego jurora talent shows. Choć jego mocno rozchełstana biała koszula do granatowej marynarki niekoniecznie musi być dla nas dobrym przykładem.

5 Czasem warto zastanowić się, dlaczego odszedł twój poprzednik Czasem warto zastanowić się, dlaczego odszedł twój poprzednik Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Czy to jest dla mnie?

Oczywiście, każdy medal ma dwie strony. Noszenie stale tych samych rzeczy w pewnych zawodach, przy reprezentacyjnych funkcjach i na wysokich stanowiskach, gdzie ogromną wagę przywiązuje się do zasad kodu ubioru, jest niemalże niemożliwe. Choć i tu garderobę dałoby się zredukować do trzech zestawów: biznesowego, wieczorowego i casualowego. Nie wszyscy też mają ochotę stale chodzić, niczym Zuckerberg, w szarym podkoszulku. Jedni dlatego, że potrzebują silnych bodźców (np. koloru), inni zaś - bo rutyna ich przytłacza i nieustanne noszenie takich samych ubrań wpędziłoby ich w depresję.

Dlatego zanim podejmie się radykalne kroki i pozbędzie 90% ubrań z szafy, warto zrobić test. Na taki eksperyment, zupełnie od siebie niezależnie, zdecydowali się dziennikarze "Forbesa" i "Huffington Post". Przez tydzień przychodzili do pracy w tych samych ciuchach. Wnioski? Całkowicie spójne, potwierdzające wszystkie wymienione powyżej korzyści.

Przy okazji jednak redaktorzy rozwiali własne obawy: żaden z ich kolegów czy koleżanek nie zorientował się, że codziennie są ubrani tak samo. Zadziałał efekt spot-light, czyli fenomen mówiący o tym, że ludzie z reguły uważają, że są bardziej zauważalni i zwracają na siebie większą uwagę, niż jest w rzeczywistości. Zatem nie musimy się martwić, że chodząc tak samo ubrani, zostaniemy uznani co najmniej za dziwaków: naprawdę nie jesteśmy pępkiem świata.

Choć to akurat nie dla wszystkich jest dobrą nowiną...

6 Jeans Jeans Fot. Shutterstock

Jak zbudować spójną i skromną garderobę na lata

1. Przejrzyj szafę. Pozbądź się wszystkiego, czego nie założyłeś w ciągu ostatniego roku.

2. Wyjmij z szafy rzeczy, które nosiłeś rzadko, które średnio pasują ci do innych i które nieczęsto masz okazję założyć. Nie zostawiaj niczego "do noszenia po domu".

3. Z pozostałych wybierz swoje ulubione. Zastanów się, czy tworzą udany zestaw i czy będzie on nadawać się do pracy i na większość okazji i do sytuacji w twoim życiu. Jeśli brakuje ci któregoś z elementów, dołóż coś z tego, co zostało w szafie.

4. Miej na uwadze, że do najbardziej uniwersalnych ubrań należą: granatowa gładka marynarka, biała koszula, biały T-shirt, granatowe bądź czarne dżinsy (i/lub pięciokieszeniówki), prosty, krótki płaszcz oraz czarne półbuty i białe bądź czarne sneakersy.

5. Przetestuj przez tydzień zestaw. Jeśli się będziesz dobrze w nim czuł - bingo.

6. Surowo oceń stan zużycia i jakość odchudzonej garderoby. Sukcesywnie wymieniaj wszystko na nowe. Na początku kup co najmniej po dwie sztuki każdego z ubrań, byś miał na zmianę.

Skomentuj:
Klub tak samo ubranych - sukces tkwi... w szafie?
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX