Superfon made in China

W czasach gdy "made in China" oznaczało "gorsze", "tańsze" i "jednorazowe", w Państwie Środka wykuwały się technologiczne potęgi, które dziś skutecznie walczą z amerykańskimi i koreańskimi gigantami. Zwyciężają cenowo, jakościowo i sprzedażowo.

Jeszcze przed paroma laty dostępne tylko przez Alibabę czy podejrzane sklepy dropshippingowe – ich zakup mógł generować problemy z cłem, a urządzenia często nie miały pełnego oprogramowania w zrozumiałym języku, o gwarancji nie wspominając. „Kumaci kojarzyli”, bo takie smartfony były dwukrotnie tańsze od konkurentów „popularnych producentów”.

W 2019 r. do dobrze zaznajomionych już z naszym rynkiem marek Huawei i Honor oraz oficjalnie rozpychającego się od kilkunastu miesięcy Xiaomi dołączyło Oppo. Czas przyjrzeć się chińskim firmom na nowo, bo to one wyprodukują twój następny telefon.

Polityka Huaweia

Huawei P30 LiteHuawei P30 Lite materiały producenta

Historia firmy Huawei (czyt. hłałej, to „u” zanika) nierozerwalnie łączy się z miastem Shenzhen. W latach 70. było niewielkim portem rybackim opodal Hongkongu. Kolejna dekada przyniosła kluczową zmianę – w Shenzhen powstała pierwsza chińska specjalna strefa ekonomiczna, nazywana potem azjatycką Doliną Krzemową, dziś licząca 15 mln osób. Chińska Nowa Huta działa na chińską skalę – eksperyment się powiódł i miasto generuje ChRL-owi największy PKB per capita, a jego produkcja gospodarcza jest wyższa niż Portugalii czy Irlandii. Na tej żyznej ziemi w 1987 r. powstaje Huawei.

Firma początkowo zajmuje się produkcją przełączników sieciowych i innego oprzyrządowania telekomunikacyjnego, jak dziesiątki chińskich start-upów tamtej ery. Do końca milenium rozbudowuje swą pozycję w kraju, wychodzi m.in. do Indii, a w roku 2000 tworzy centrum badań i rozwoju w Sztokholmie. Parę lat później działa już jako twórca infrastruktury przesyłowej sieci GSM, podpisując umowy z operatorami m.in. w Danii, Wielkiej Brytanii, a także w Polsce (Dialog). Staje się rywalem takich graczy jak Alcatel, Siemens czy Ericsson, kładąc fundamenty pod sieć 3G (potem 4G, a obecnie 5G). Bryluje też na rynku modemów dla operatorów i konsumentów, międzynarodowym hitem staje się np. miniaturowy model E220. W 2007 r. Huawei jest partnerem wszystkich liczących się telekomów w Europie.

Wtedy też powstaje pierwszy smartfon na świecie, czyli iPhone. Huawei szybko dostrzega potencjał tej gałęzi produktowej, logicznie uzupełniającej jego portfolio. Od nadajników do odbiorników (wkrótce także tablety, smartwatche i laptopy); świat w jednym technosystemie, genialne! Początkowo skupia się na klonowaniu rozwiązań i dizajnu Apple’owskiego, oferując komórki za nieporównywalnie niższą cenę, co pozwala budować pozycję w krajach biedniejszych. Jednocześnie tworzy kolejne centra badań i rozwoju. Tam rodzą się słynne flagowce.

To najliczniej obsadzony dział firmy i Huawei już od paru lat rozdaje karty w dziedzinie innowacji – i to takich, które się sprawdzają w praniu. Na przestrzeni lat redefiniuje hasło „chińszczyzna”. Sprawia, że „chińskie” znaczy „solidne” i „pomysłowe”. W 2016 r. premiera Mate 8 z autorskim procesorem Kirin 950 jest najważniejszym komórkowym ogłoszeniem prestiżowych targów CES w Las Vegas. W ubiegłym roku Huawei zgłosił niemal 5,5 tys. wniosków patentowych do szwajcarskiej Światowej Organizacji Własności Intelektualnej. Żaden inny podmiot nawet nie zbliżył się do tej liczby. W tym roku firma wprowadzi do sprzedaży pierwszy na świecie telefon zginany z łącznością 5G. A jej serie Mate oraz P stały się urządzeniami wyczekiwanymi nie mniej niż Samsugowe Galaxy S i Note czy Apple’owskie iPhone’y.

Huawei organizuje promocyjne eventy z pompą, ozdabia scenę gwiazdami pokroju Gal Gadot. Czarteruje samoloty dla dziennikarzy i influenserów, zakumplowuje się z nimi na Facebooku, rozdaje sprzęt, zaprasza do fabryk. Na marcowej paryskiej prezentacji serii P30 Polskę reprezentowali m.in. piosenkarka Sarsa, aktorka Marta Wierzbicka oraz zwycięzcy programów „Top Model” i „Masterchef”. Huawei inwestuje też w „ambasadorów” z najwyższej półki, takich jak Lewandowski, który niejednokrotnie przybywał na ich imprezki w Warszawie.

Ale porównań z konkurencją nie boi się przede wszystkim dlatego, że wygrywa z nią technologicznie. I to porównań – odważne i wyjątkowe – dosłownych. Podczas debiutanckiej prezentacji P30 Pro, modelu, który chwali się m.in. superzoomem, prowadzący robił zdjęcia odległemu o 50 m napisowi „rewrite” (ang. przepisać, napisać na nowo) również telefonami Samsung Galaxy 10+ oraz iPhone XS Max. Ten ostatni miał problemy z ostrością, samsung poradził sobie nieźle, a P30 Pro… strzelił takie zbliżenie, że ekran wypełniły nie tyle wyraz czy litery, ile małe naklejki „P30”, z których – jak się okazało – zostały złożone.

Huaweia, firmy urzędowo zobligowanej do – niezupełnie dla nas jasnych – kontaktów z władzami swego państwa, z pasma sukcesów nie wybijają nawet geopolityczne zawieruchy. Gdy Chińczycy postanowili zacząć w ubiegłym roku smartfonowy podbój Ameryki, Donald Trump zakazał swoim urzędnikom i kontrahentom korzystania z ich technologii. Pod rządowymi naciskami ugięli się też najwięksi operatorzy. Verizon, AT&T czy T-Mobile US nie sprzedają urządzeń Huaweia.

Ale w ojczyźnie wolności nie jest tak, że można wykopać wolnorynkowego gracza dekretem. Huawei sam się sprzedaje, np. przez Amazona, a do tego pozywa Stany za bany w ich własnym sądzie w Teksasie. [tekst powstał przed wpisaniem Huaweia na „czarną listę” – przyp. red.]

Podobnym restrykcjom został poddany wcześniej inny chiński gigant elektroniki. ZTE, czyli firma, która w Polsce poniosła spektakularną smartfonową porażkę. O co chodzi Stanom? Podejrzenie szpiegostwa na rzecz ChRL wysunęły jednogłośnie najważniejsze agencje: NSA, FBI i CIA. Huawei twardo zaprzecza, ale USA są nieugięte. W grudniu na lotnisku w Kanadzie na ich wniosek zatrzymana została Meng Wanzhou, dyrektorka finansowa i córka założyciela firmy. Zarzut: łamanie amerykańskich sankcji wobec Iranu. Wanzhou wyszła z więzienia, lecz nie może opuszczać Kanady i grozi jej ekstradycja do Stanów (sprawa rozwojowa). Opór wobec wymuszanego przez USA oporu zgłosiły Niemcy i Wielka Brytania, „raczej nieodnajdujące” w działaniach Huaweia znamion szpiegostwa. Ale lista państw, które zaczynają wątpić w przejrzystość działań firmy, się wydłuża. Są na niej m.in. Japonia, Australia, Norwegia, Dania, Czechy.

Na mapie zawieruchy spektakularnie pojawiła się też Polska. W ręce ABW trafiły dwie osoby podejrzane o współpracę z chińskim wywiadem: Weijing W., jeden z dyrektorów krajowego oddziału Huaweia, oraz Piotr D. z Orange, wcześniej związany z samą agencją. Za szpiegostwo grozi im 10 lat więzienia. Sprawa jest w toku.

Nieustannie pragnący udowodnić czystość biznesowych intencji Chińczycy zamierzają teraz otworzyć u nas (oraz w Brukseli) centrum cyberbezpieczeństwa, gdzie będą analizowane produkty firmy. Podobny projekt zrealizowali w Wielkiej Brytanii w 2010 r. Polska jest dla Huaweia ważnym rynkiem, co trzeci sprzedany tu telefon ma ich kwiecisty logotyp. Firma jest o krok od zabrania Samsungowi złotego medalu, głównie dzięki sprzedaży urządzeń ze średniej półki (aż 40% rynku w tym segmencie); dynamicznie rośnie też zbyt modeli premium.

W skali globalnej Huawei ma blisko 20% udziału i ostatnie miejsce podium, wyprzedza go jeszcze Apple. Przychód technologicznego giganta wynosi przeszło 105 mld dol. Pracuje dla niego 180 tys. osób w 170 krajach. Nad Wisłą niemal tysiąc osób.

Honor młodzieży

Huawei ma w portfolio również drugą markę. Honor powstał w celu zdobycia młodszych użytkowników. Jest kolorowy, wyluzowany, instagramowy i raczej tani. W 2013 r. smartfony można było kupić wyłącznie w Chinach i przez internet. Dwa lata później były już obecne w 74 krajach, w tym w Polsce. Dziś Honor jest w europejskim top pięć.

Szef firmy George Zhao chwali się nie tylko dynamicznym wzrostem sprzedaży, ale też niezależnością od starszego i większego brata. Podkreśla, że czerpią z jego możliwości technologicznych, ale kwestie dizajnu i określania grup docelowych należą do zarządu marki Honor.

W przebogatym katalogu nawet najtańsze modele lśnią porządnym wykonaniem, a topowe chwalą się np. aparatem umożliwiającym analizowanie głębi obrazu i gamingową optymalizacją procesora. Niedawno pojawiły się pierwszy honorowy smartwatch oraz laptop. – Wciąż się zmieniamy, tak jak młode pokolenie. Dzięki przechodzącym, nakładającym się na siebie kolorom nowe logo marki jest odzwierciedleniem dynamicznego życia, a slogan „Honor My World” oznacza śmiałość w podejmowaniu kolejnych wyzwań. Systematycznie zwiększamy portfolio produktowe, także w Polsce. Dążymy do osiągnięcia tu czwartego miejsca na rynku w ciągu trzech lat. Będziemy obecni w mediach społecznościowych, prasie, kinach i na ulicach z outdoorem – zapowiada Michael Jing szefujący marce w naszym kraju. 

Oppo szansą na kumpla

Smartfony OppoSmartfony Oppo Fot. Agata Jakubowska / Agencja Gazeta

Oppo czytasz jak „oppo”, normalnie i wspak. To jedna z niewielu chińskich firm, której nazwa po chińsku nie znaczy nic (chyba…). Trudno jednak uznać za przypadek, że jest tak blisko angielskiego słowa „opportunity”, czyli szansa. Kiedy zaś zapytamy Brytyjczyka, co znaczy „oppo”, odpowie: stary kumpel albo przyjaciel.

Historia zaczyna się w połowie lat 90. w mieście Dongguan, rzut beretem od Shenzhen, gdzie powstaje konglomerat BBK Electronics. Ten sam, który w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2018 r. dostarczył na globalny rynek o 20 mln urządzeń więcej niż znajdujący się na trzecim miejscu Huawei, ustępując jedynie Samsungowi.

Jak to możliwe? Otóż BBK jest właścicielem nie tylko marki Oppo (piąte miejsce na świecie), ale również Vivo (oczko niżej) i OnePlus. W Dongguan znajduje się centrum dowodzenia firmy i potężna fabryka, w której pracuje 17 tys. osób. Marka Oppo krystalizuje się w 2004 r.; zaczyna od produkcji plejerów MP3. Tworzy również odtwarzacze Blu-ray i słuchawki. Ta produkcja stopniowo jest „wygaszana”, bo największe sukcesy odnosi w segmencie smartfonów.

Zajęli się tym przed dekadą. Teraz mają 10 fabryk i sześć centrów badawczo-rozwojowych. Producent zarejestrował 32 tys. patentów, w tym 1,8 tys. na rozwiązania związane z mobilną fotografią. Odważna firma była pierwszą z 5- i 16-megapikselowymi kamerami selfie oraz z obrotową kamerą wysuwaną mechanicznie. Mogła się pochwalić komórką najcieńszą. W zeszłym roku złożyła kilka patentów na telefony zginane. Współpracuje z Lamborghini (ekskluzywna wersja modelu Find X za 7300 zł). Sprzedaż oparta jest w dużej mierze na sklepach offline (Oppo znajdziesz w 400 tys. placówek na świecie). Co oczywiście nie znaczy, że nie kupisz tych komórek u operatorów i w internecie.

Smartfonów Oppo używa 250 mln osób, czas na ciebie. Warszawska gala inauguracyjna na początku roku była zorganizowana z pompą, bo plany są dalekosiężne.

Chcemy być obecni w miejscach bliskich wartościom marki i poznawać ludzi, którzy spędzają tam czas. W związku z debiutem serii Reno w Polsce [topowy topowiec! – przyp. red.] postawiliśmy na partnerstwo z Jazz Art Fashion Festival. Zapraszamy w drugi weekend maja do stołecznego Konesera

– zachęca menedżerka Oppo w naszym kraju Mo Zhang. I mówi to po polsku!

Daj mi Xiaomi

Smartfony XiaomiSmartfony Xiaomi Fot. Agata Jakubowska / Agencja Gazeta

Najmłodszy z chińskich gigantów o najwyższym wskaźniku „cool factor” ma siedzibę w Pekinie. Ta komórkowa supersiła ostatnio prześcignęła nawet Oppo. Produkuje praktycznie wszystko, co elektroniczne, inteligentne i koniecznie podłączane do smartfona! Hulajnogi, odświeżacze powietrza, telewizory, drony, smartopaski i smartżarówki. Produkuje i współpracuje z firmami zewnętrznymi oraz wspiera start -upy, metkując towar swą nazwą. W efekcie na świecie jest już koło 90 mln urządzeń połączonych w ich technologicznym ekosystemie.

Smartfony są świetne i niedrogie, mają charakterystyczne firmowe oprogramowanie, nawet własną przeglądarkę. Ludzie kochają „siaomi”, bo jest porządnie zrobione i tanio wycenione (efekt marży maksymalnie 5-procentowej). Polacy przez lata kupowali ten towar przez Alibabę (bo nie mogli korzystać z Mi.com, trzeciej największej platformy e-commerce w Chinach). Teraz mogą udać się do firmowego salonu w jednej z galerii handlowych – w 2017 r. Xiaomi zadomowiło się w Europie, a ekspansja zaczęła się właśnie od naszego kraju.

Teoretycznie Xiaomi powstało dziewięć lat temu. Praktycznie początki sięgają 2004 r., gdy Amazon wydaje 75 mln dol. na zakup Joyo, największego w Państwie Środka e-sklepu z książkami, muzyką i grami wideo. 

Po przejęciu firma przekształca Joyo w Amazon China. Zyskuje na tym Lei Jun, 35-letni biznesmen. Sześć lat po sprzedaży sklepu wraz z siedmioma innymi ekspertami z branży technologii zakłada firmę i zamierza podbić świat. Plotka głosi, że młody przedsiębiorca uwielbia po godzinach rozkładać komórki na czynniki pierwsze i sprawdzać ich budowę. Ile w tym prawdy?

Nie wiemy. Wiadomo natomiast, że w 2013 r. wychodzi pierwszy model hitowej serii Redmi. Rozchodzi się w 19 mln egzemplarzy. Od początku tego roku to osobna marka pod flagą Xiaomi. Inną fajną serią jest Mi Mix: te modele trafiają do muzeów dizajnu w Helsinkach czy Monachium. Przez parę lat flagowe komórki sprzedają się na pniu w internetowych przedsprzedażach. W 2015 Xiaomi opyla ponad 2 mln telefonów jednego dnia i trafia do „Księgi rekordów Guinnessa”. Firma ma rzeszę mifanów kupujących w ciemno miurządzenia. 

Nasze produkty cenione są nie tylko za użyteczność, wygląd i wydajność, ale przede wszystkim za świetny stosunek jakości do ceny. Lepiej zapłacić za smartfon z mocnymi parametrami połowę ceny niż dwa razy więcej tylko dlatego, że reklamuje go znana osoba

– mówi Tonego Chen zarządzający naszym regionem Europy.

Aha, nazwa jest zbitką dwóch słów. W „Xiao” zaklęto buddyjską myśl o ziarnie ryżu wielkim jak góra. Drugi człon wskazuje na mobilność. Choć można to też tłumaczyć mniej poetycko jako „proso”. Proste.

Więcej o: