Jak osiągnąć cyfrowy dobrostan? Wywiad z twórcami Mudita Pure

Zastanawiasz się, czy w sieci 5G film z Netfliksa da się puścić w przyspieszeniu? Czy raczej myślisz o tym, by trochę zwolnić? Wypisanie się z Instagrama i wyciszenie powiadomień to kierunek, w jakim zmierzają tzw. świadomi użytkownicy. Polski start-up ma dla nich rozwiązanie. To Mudita Pure.

Jak to się stało, że zebraliście na Kickstarterze i Indiegogo 1,2 mln zł na telefon bez internetu kosztujący 1400 zł?

Łukasz Anwajler: – Ludzie są przepracowani, coraz mocniej odczuwają potrzebę, by się odciąć, skupić na tu i teraz. Ten trend nazywa się „digital well being”, czyli „cyfrowy dobrostan”. Wyczuwają go także najwięksi gracze. W iPhonie mamy „screen time”, pozwalający śledzić, ile czasu spędzasz z telefonem i w jaki sposób, a także ustawić ograniczenia. Ale takie PR-owe działania nie rozwiązują podstawowego problemu – człowiek za dużo czasu poświęca komórce. Potrzebne jest radykalne podejście. Osoby, które wsparły nas w kampanii, żyją na własnych zasadach. Decydują, kiedy można się z nimi połączyć. Oczywiście, wiemy, że bycie offline jest luksusem, na który nie każdy może sobie pozwolić. Część nabywców będzie używać Muditę Pure jako drugi telefon – na wieczory, weekendy i wakacje.

Tomasz Nosal: – Podobne software’owe rozwiązania stosuje Google, ale również dostarcza tylko feedback – informacje, ile czasu zajmuje ci cyfrowe życie. To nie pomaga go zmienić, zbilansować. Takie podejście wynika z modelu biznesowego tych firm. Skoro sprzedają reklamy, czyli twój czas spędzony ze smartfonem, ich celem nie będzie zabieranie tego czasu. My pamiętamy jeszcze erę internetu wdzwanianego przez modem, gdy każda minuta była na wagę złota. Dzisiaj walczymy o te minuty, których na internet nie poświęcimy, a o cyfrowym minimalizmie powstają książki.

Nie wystarczy po prostu odłożyć telefon? Wyłączyć powiadomienia?

T.N. – Gdyby to było takie proste, nasz produkt nie byłby potrzebny. Łatwo powiedzieć, trudniej zrealizować.

Ł.A. – Są tacy, co potrafią. Jak z nikotyną. Niewielu potrafi bez pomocy.

Mudita Pure to cyfrowy esperal? Odcina źródło uzależnienia.

T.N. – Odcięcie internetu to jedno. Kolejną sprawą jest ekran e-inkowy, który nie wydziela światła niebieskiego jak LCD i nie blokuje produkcji melatoniny, a tym samym nie utrudnia zasypiania. Wreszcie kwestia ekranowania anteny. Opracowane przez nas rozwiązanie zapewnia najniższy współczynnik SAR, mamy na nie patent.

Co to SAR?

Ł.A. – Specific Absorption Rate – miara określająca, jak dużo przyjmujemy promieniowania od telefonu w trakcie rozmowy. To promieniowanie po prostu nagrzewa nam tkanki. Jest odczuwalne, jeśli trzymasz telefon długo przy głowie.

Tej liczby nie znajdujemy w specyfikacjach, obok RAM-u czy grubości obudowy.

Ł.A. – Jest zakopana, trzeba poszukać.

A wy z tego robicie atrybut sprzedażowy. To realnie szkodliwe? Czy tak jak 5G? Nie jest tak, że telefon się po prostu nagrzewa?

Ł.A. – Wiedzę, którą zebraliśmy, publikujemy na stronie Mobileradiation.com. Są tam opracowania naukowe, zmiany legislacyjne, oczywiście nie tylko w Polsce. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) klasyfikuje działanie promieniowania magnetycznego (IMF) jako potencjalnie rakotwórcze. Z drugiej strony nie ma badań mówiących, że na 100% zachorujesz. Nasze stanowisko jest takie: promieniowanie elektromagnetyczne to kolejny czynnik – po smogu, złej diecie, stresie, używkach – obciążający nasz organizm. Warto go minimalizować.

T.N. – Światek naukowy jest bardzo podzielony, na argument po jednej stronie znajdzie się kontrargument. Jeśli mamy rozwiązanie na zabezpieczenie się, dlaczego z niego nie skorzystać?

Łukasz Anwajler i Tomasz Nosal,
prezesi Mudity. Zespół liczy kilkadziesiąt osób.Łukasz Anwajler i Tomasz Nosal, prezesi Mudity. Zespół liczy kilkadziesiąt osób. materiały prasowe

Pytanie: jakim kosztem. Czy taka antena nie zwiększa kosztów? Gabarytów?

Ł.A. – Koszty tak, gabarytów nie. Powstała w Gdańsku. Historia Mudity zaczęła się właśnie od badań nad promieniowaniem. Nasz założyciel Michał Kiciński zainteresował się tematem i spotkał Przemka Kitowskiego, który dziś jest szefem naszego działu badań i rozwoju (R&D). Prace nad anteną, która nie ograniczając zasięgu, ma możliwie najmniejsze promieniowanie, zajęły mu dwa lata. Okazało się, że to da się zrobić. Wtedy zdecydowaliśmy się stworzyć produkt komercyjny. Pomyśleć nad komponentami, opracować fajny dizajn.

I gdzie doszliście?

Ł.A. – To tzw. feature phone, z klawiaturą numeryczną. Można przez niego rozmawiać, wysyłać za jego pomocą SMS-y. Ale ma też świetny ekran e-inkowy o rozdzielczości lepszej niż konkurenci z naszej półki. Ma bardzo dobry głośnik Harman Kardon i odtwarzacz muzyki. Ma globalny moduł GSM, który również nie jest standardem na tej półce – feature phone’y często działają tylko na wybranym obszarze. Nie ma internetu, ale może służyć jako modem podłączony do komputera. Jest też prosta aplikacja do medytacji pomagająca w odliczania czasu. Ma tryb „tylko wiadomość” – telefon łączy się ze stacją bazową co pewien ustalony czas i wtedy pobiera SMS-y i rejestry połączeń. Czyli przez większość czasu jesteś poza zasięgiem.

Kto chce kupić taką komórkę?

Ł.A. – Na przykład osoby „elektrowrażliwe”, o większej świadomości ciała, często medytujące. One wyczuwają telefon z dużym SAR-em, bo mają obniżony próg odporności na takie fale. Podobnie reagują na komputery z aluminiową obudową – mrowieniem palców. Przychodzą do nas na targach z miernikami, by sprawdzić, czy Mudita naprawdę nie promieniuje.

A gdzie się pokazujecie? Imprezy technologiczne czy jogiczne?

T.N. – Byliśmy i na CES-ie w Las Vegas, największej imprezie technologicznej na świecie, i na Life Balance Congress pod Warszawą, imprezie lifesyle’owej.

Life Balance… Co to jest?

T.N. – Duża dawka wiedzy o zdrowiu, rozwoju osobistym, duchowym, biznesowym.

Mudita – to coś związanego z medytacją?

Ł.A. – Słowo z sanskrytu. Selfless joy. Bezinteresowna radość. Przykład: radość rodzica dziecka. Ale… ze szczęścia innego dziecka.

Czy wy korzystacie ze swojego telefonu?

Ł.A. – Na razie jesteśmy w fazie prototypu. Testujemy. A czy bylibyśmy w stanie, prowadząc taki interes? Pod skrzydłami mamy jeszcze inne projekty, lecz przy odpowiedniej organizacji to jest możliwe, a komputer jest często bardziej efektywny.

Tak, ale nie o to przecież chodzi. Mogę spytać, jak wygląda wasza higiena cyfrowa?

T.N. – Jeszcze nie jesteśmy cyfrowymi minimalistami, ale kroczymy tą ścieżkę. Kiedyś dzień zaczynałem w łóżku od maila i Slacka. Świadomość wzrastała wraz z pracami nad Muditą. Dziś w telefonie nie mam powiadomień. Jeśli wchodzę na Slacka czy maila, to dlatego, że chcę tam wejść, a nie dlatego, że komórka mi to powie. Na razie postrzegam Muditę Pure jako drugi telefon – wieczorem, na weekend czy na wakacje.

Ł.A. – Tu ważne jest hasło „intencjonalność”. To ja decyduję o sobie, nie świat zewnętrzny. Jeżeli wstajesz rano i masz plan dnia – kiedy jest czas na komputer, a kiedy na telefon – nie musisz cały czas sprawdzać ekranu. Takie życie jest szczęśliwsze.

Dobra, to gdzie ten telefon? Pierwsi klienci mają go dostać w kwietniu. Robi się?

Ł.A. – Robi się. Wersje prototypowe powstają na miejscu. W Instytucie Lotnictwa i w tym budynku [willa na Mokotowie – przyp. red.] drukujemy w 3D. Tu powstaje software, tu pracują designerzy. Obudowa powstaje częściowo w Polsce, a część przychodzi z Japonii. Materiał to recyklingowalny polikarbon. Ekran z Tajwanu. Składanie w kraju. Gwarantujemy odpowiednie warunki socjalne. Jasne, w dużym stopniu z tego powodu Mudita nie tak tania jak feature phone’y, a nawet smartfony. Ale człowiek portfelem decyduje, jak będzie wyglądał świat za kilka lat. To nie jest komórka dla wszystkich. To komórka dla świadomych.

Więcej o: