Marvel's Spider-Man - recenzja

Ci, którzy lubują się w oglądaniu przygód superbohaterów na dużym ekranie, od kilku lat mogą mieć wrażenie, że żyją w raju - praktycznie nie ma miesiąca, żeby do kin nie trafił film, traktujący o - przepraszam za uproszczenie - przebierańcach ratujących świat. O ile jednak Marvel niepodzielnie rządzi w kinach, o tyle na polu gier komputerowych musiał jak dotąd uznawać wyższość bohaterów ze stajni DC. Aż do teraz, bo najnowsze dzieło Insomniac Games to najlepsza gra z superherosem w roli głównej, w jaką miałem okazję grać.

Stwierdzenie, że Insomniac Games to studio znane z tego, że nie zwykło wypuszczać słabych gier jest tyleż banalne, co prawdziwe. Trylogia o smoku Spyro jest obecnie uznawana za jedną z najlepszych serii, jakie pojawiły się na pierwszym PlayStation, a kolejne odsłony przygód Ratcheta i Clanka tylko uświadczyły graczy w przekonaniu, że na producencie z kalifornijskiego Burbank można polegać. Jednak stworzenie gry z bohaterem tak popularnym jak Spider-Man to zupełnie inny ciężar gatunkowy – oczekiwania fanów Petera Parkera i jego alter ego od początku były olbrzymie i nawet niewielki błąd mógł spowodować falę krytyki i niskich ocen. Tak się jednak nie stało – „Marvel’s Spider-Man” to gra bardzo dobra, choć nie pozbawiona całkowicie wad. Ale po kolei.

Marvel's: Spider-ManMarvel's: Spider-Man fot. DM

„Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność”...

… Ale na szczęście nie dowiadujemy się tego z gry. Na szczęście twórcy nie zdecydowali się po raz setny opowiadać origin story Człowieka-Pająka – to znamy aż za dobrze z filmowych adaptacji. W produkcji Insomniac Games Peter Parker jest dorosłym facetem, doskonale świadomym swoich możliwości. Już na samym początku Spider-Man zostaje wezwany do pomocy w walce z Kingpinem i jego zbirami. Wilson Fisk zostaje aresztowany, ale jednocześnie ostrzega, że wsadzenie go za kratki zaowocuje wzrostem przestępczości. Ma rację – niedługo potem w mieście pojawiają się tajemnicze postaci w demonicznych maskach, a także znani z komiksów wrogowie Spider-Mana (między innymi Rhino, Electro i Vulture). Nie będę się rozpisywał o fabule, żeby nie psuć nikomu zabawy – powiem jedynie, że ta trzyma poziom i doskonale wpisuje się w konwencję opowieści. Można ją ukończyć w kilkanaście godzin, co wydaje się być optymalną długością. Moim zdaniem jednak nie fabuła jest tu najważniejsza, a rozgrywka. I na szczęście gameplay okazał się być najmocniejszą stroną tytułu.

Nowy Jork z perspektywy bujanej

Model poruszania się po mieście wyszedł Insomniac Games znakomicie. Jeden z recenzentów (a konkretnie Tomek Drabik z kanału quaz9) słusznie zauważył, że gdyby bujanie się na pajęczynach było zrobione źle, to wpłynęłoby radykalnie na odbiór całości. Model poruszania się jest jednak świetny – na tyle łatwy, że już od pierwszych minut możemy poczuć się jak superbohater, jednak wymagający nabrania pewnej wprawy, aby wykorzystać w całości jego potencjał. Twórcy zresztą zdawali sobie sprawę z wagi tego aspektu – za każdym razem, gdy nasz Pająk zaczyna bujać się na pajęczynie pomiędzy budynkami, włącza się odpowiedni motyw muzyczny.

 

Podróż z użyciem pajęczyn nie jest jednak celem samym w sobie. Najważniejszy z nich to rzecz jasna wykonywanie misji – zarówno głównych, jak i pobocznych. A w tych często powtarzającym się elementem jest walka. Nieco przypomina ona tę z serii Arkham, ale Spider-Man to nie Batman i radzi sobie ze zbirami na swój sposób. Możemy walczyć zarówno w zwarciu, okładając bandziorów rękami i nogami (na ziemi lub w powietrzu) oraz na dystans przy użyciu gadżetów. A tych nie brakuje – oprócz standardowych pocisków z siecią możemy przyklejać wrogów do ścian, razić ich prądem, nasyłać na nich specjalnego drona, rzucać bombami… Możemy także przebierać naszego bohatera w różne stroje, które nie pełnią jedynie funkcji estetycznej – każdy kostium posiada inną właściwość, która zmienia oblicze starć. Mnogość możliwości, których nieustannie przybywa, przypomina mi nieco „God Of War” – w tym sensie, że im dalej w jesteśmy w grze, tym wachlarz ruchów jest większy i pozwala na coraz bardziej widowiskowe walki. Gadżety i stroje można rzecz jasna ulepszać – dokonujemy tego za pomocą żetonów, otrzymywanych za wykonywanie zadań pobocznych. Mechanika ta sprawia, że ich wykonywanie nie jest co prawda koniecznie, ale znacznie uatrakcyjnia zabawę i za czyszczenie mapy z ikonek zabiorą się nie tylko ci, którzy uwielbiają „wbijać platynę” w każdym ogrywanym tytule.

Marvel's: Spider-ManMarvel's: Spider-Man fot. DM


Ogromne wrażenie robi też sam Nowy Jork. Miasto zostało odwzorowane z uwzględnieniem najdrobniejszych szczegółów. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko budynków, pomiędzy którymi przelatujemy, ale także powierzchni, która teoretycznie nie jest tak istotna. Na ulicach roi się od samochodów oraz pieszych, którzy żywo reagują na obecność Spider-Mana. Niestety, ja również doświadczyłem błędu, o którym wspominali inni recenzenci – większość przechodniów mówi po polsku, ale słychać także głosy z oryginalnej, angielskiej ścieżki dźwiękowej. Której to zresztą nie można wybrać z poziomu – konieczna jest zmiana języka w menu głównym samej konsoli.

No dobrze, ale czy ta gra ma jakieś minusy?

Niestety tak, choć nie są one na tyle poważne, żeby psuć wrażenia z rozgrywki. Nie wszystkie aktywności poboczne trzymają równy poziom – najnudniejsze są chyba te, które pozwalają na zdobycie żetonów badawczych, w których musimy nurkować w chmury smogu, aby zebrać próbki zanieczyszczonego powietrza. I chociaż zdaniem niektórych będzie to czepianie się na siłę, to niestety „Marvel’s Spider-Man” nie jest grą zbyt innowacyjną – mamy tu do czynienia z powielaniem schematów z innych gier, jak chociażby odsłanianie mapy poprzez synchronizację wież rodem z „Assassin’s Creed”. Wadą dla wielu może być też zastosowanie Quick Time Eventów – chociaż mi osobiście one nie wadziły, bo występują w stosownych momentach i nigdy nie pełnią rolę zbędnych wypełniaczy. Na dłuższą metę niestety nudne są czynności, które wykonujemy jako Peter Parker – głównie mam na myśli mini-grę, polegającą na poprowadzeniu prądu z punktu A do B. W niektórych misjach kierujemy innymi postaciami, między innymi Mary Jane Watson. Na początku taka różnorodność cieszy, ale później zaczyna nieco męczyć ze względu na ograniczony zakres ruchów – gdy już przyzwyczaimy się do strzelania siecią i chodzenia po ścianach, trudno wejść w skórę zwykłego człowieka.

Marvel's: Spider-ManMarvel's: Spider-Man fot. DM

Podsumowując, „Marvel’s Spider-Man” to bez wątpienia jedna z lepszych gier tego roku i najlepszy jak dotąd tytuł, w którym wcielamy się w rolę superbohatera. Nie jest to może pozycja całkowicie przełomowa i zmieniająca sposób postrzegania gier jako takich, ale z pewnością warta sprawdzenia. Gdy cykl życia konsoli PlayStation 4 będzie dobiegał końca, a serwisy branżowe będą prześcigać się w tworzeniu list najlepszych gier na ten system, to przygody Człowieka-Pająka autorstwa Insomniac Games z pewnością niejednokrotnie trafią do czołowej dziesiątki. Bo zdecydowanie na to zasługują.

Więcej o: