Days Gone - czego możemy się spodziewać?

Days Gone

Days Gone (mat. prasowe)

Na 26 kwietnia 2019 roku została zaplanowana premiera "Days Gone" - gry, nad którą studio Bend pracowało od czterech lat. Z jednej strony tak długi okres produkcyjny zazwyczaj nie wróży nic dobrego, z drugiej zaś mamy aż nadto dowodów potwierdzających tezę, że Sony jako wydawca nie zwykło pokazywać światu słabych gier.

„Horizon: Zero Dawn”, „Uncharted 4: Kres złodzieja”, „God Of War”, „Marvel’s Spider-Man”... Oddział Sony odpowiedzialny za wydawanie gier przyzwyczaił nas do tego, że choć wydaje gry stosunkowo rzadko, to gdy już to robi, to mamy do czynienia z tytułem naprawdę dobrym. W przypadku „Days Gone” można mieć jednak uzasadnione wątpliwości – prace nad grą rozpoczęły się w 2015 roku, a ona sama po raz pierwszy ujrzała światło dzienne już podczas E3 w 2016 roku. Cztery lata to w tej branży naprawdę długi okres – gra, która na początku produkcji wyglądała świeżo, w momencie wydania może pod wieloma aspektami być może nie tyle przestarzała, co powielać schematy innych tytułów. A jak to wygląda w przypadku „Days Gone”?

 

Days Gone – pierwsze wrażenia

Akcja „Days Gone” rozgrywa się w północno-zachodniej części Stanów Zjednoczonych (to nie przypadek – w stanie Oregon swoją siedzibę ma studio Bend, czyli twórca gry). Region ten, choć niepozbawiony pewnego surowego uroku, nie jest jednak zbyt łatwym miejscem do życia. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy pojawiają się w nim różnego rodzaju zainfekowani – gra oczywiście nie nazywa ich „zombiakami”, zamiast tego używając terminu „świrusy”.

Głównym bohaterem „Days Gone” jest Deacon St. John – członek klubu motocyklowego, który stara się odnaleźć w nowej, nieprzyjaznej rzeczywistości. Na początkowym etapie gry – miałem okazję spędzić z tytułem około dwóch godzin – poznajemy także jego kumpla z gangu oraz żonę Sarę. Nie zdradzając zbyt wiele fabuły powiem jedynie, że na skutek wspomnianej epidemii świeżo upieczeni małżonkowie będą zmuszeni do rozłąki, a główną motywacją Deacona będzie odnalezienie żony.

Gra nie czeka z dawkowaniem emocji i już na dzień dobry pokazuje nam, co będzie jednym z głównych elementów rozgrywki. Pierwsze zadanie polega bowiem na schwytaniu człowieka, który ucieka przed nami na motocyklu. Deacon oczywiście również porusza się na jednośladzie – widać, że twórcy mocno skupili się na tym aspekcie, bo jazda nim jest niezwykle przyjemna i intuicyjna. Sama maszyna nie jest zresztą jedynie środkiem transportu, a ważnym elementem rozgrywki – można ją modyfikować na różne sposoby i zwiększać jej funkcjonalność. Koniecznie będzie samodzielne tankowanie.

Days Gone – fabuła i rozgrywka

W publikowanych przed premierą materiałach twórcy zapewniają, że czas przejścia gry ma wynieść około 30 godzin, z czego aż 6 ma zostać przeznaczone na przerywniki filmowe. Cieszy zatem fakt, że studio Bend postanowiło w sporym stopniu skupić się na fabule, a bieżące wydarzenia mają się przeplatać retrospekcjami sprzed wybuchu epidemii i podczas jej początku.

Sama fabuła nie zda się jednak na wiele, jeśli nie pomoże jej w tym rozgrywka. Jeśli miałbym krótko podsumować to, co zobaczyłem na przepremierowym pokazie, powiedziałbym po prostu, że jest bardzo dobrze. Twórcy „Days Gone” nie wymyślają koła na nowo i stawiają na sprawdzone rozwiązania – mamy tutaj rozwój postaci poprzez wykorzystywanie zdobytych punktów w drzewku umiejętności, tworzenie i modyfikowanie przedmiotów (także broni oraz wspomnianego motocykla), pozyskiwanie zasobów, skradanie się oraz walkę. Ta ostatnia jest dość prosta, ale na szczęście nie opiera się na QTE.

Przeciwnicy, których spotkamy na swojej drodze, dzielą się na kilka rodzajów. Mamy tradycyjnych zom… to znaczy „świrusów”, którzy z opętańczym krzykiem na wpół zgniłych ustach atakują, gdy tylko nas zobaczą, płochliwe „traszki”, czyli zainfekowane dzieci (swoją drogą nie przypominam sobie mainstreamowej gry, w której można było zabijać dzieci, nawet w formie „truposzy”), kultystów, którzy uważają chorych za nową, lepszą rasę oraz pospolitych bandziorów.

 

Days Gone – warto czekać?

Studio Bend tworzyło ten tytuł tak długo, że wielu przestało na niego czekać – tym bardziej, że w ostatnich latach motyw „żywych trupów” być mocno eksploatowany zarówno w grach, jak i telewizji. Paradoksalnie takie postrzeganie może wyjść „Days Gone” na dobre – dwie godziny spędzone z tytułem zdecydowanie zaostrzyły mój apetyt na całość. Nie będzie to tytuł przełomowy, który sprzeda kolejne kilka milionów sztuk PS4, ale Sony z pewnością nie będzie się go wstydzić. A jeśli fabuła, która na początku jest serwowana dość oszczędnie, spełni rozbudzone oczekiwania, będziemy mieli do czynienia z kolejnym tytułem na PS4 (i tylko na PS4), który głupio będzie pominąć.

Zobacz także
  • 6 pytań, które musisz sobie zadać, zanim zmienisz pracę 6 pytań, które musisz sobie zadać, zanim zmienisz pracę
  • Jack Ma - założyciel Alibaby Nie rzucaj roboty (zbyt szybko)
  • Sokół dla Vistula&Prosto Vistula i Prosto - o co chodzi?

Polecamy