Ostatni kawałek tortu - jak po niego sięgnąć?

Zauważyłem, że większość osób wstydzi się sięgnąć po ostatnie ciastko, cukierka itp. Ludzie po prostu się krępują. Kto ma prawo do ostatniego kawałka tortu? Czy każdy może go po prostu wziąć, czy trzeba coś przy tym powiedzieć?

Odpowiada Adam Jarczyński, dyrektor generalny Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety:

Niektórzy z nas posiadają wrodzoną albo wyuczoną zdolność oceny, co w danym momencie wypada, a co nie. Nazwijmy to taktem. Czasem pomagają nam niepisane, ale uznawane w każdym środowisku zasady, np. miłośnika tytoniu nie pozbawia się ostatniego „dymka”. No, chyba że ten nalega i jest przekonujący, a nie tylko udaje kurtuazję: „Mam nową paczkę, bierz” – mówi. Albo żeby zabrzmiało to zgodnie z duchem czasu: „Właśnie rzucam, ostatni dla ciebie”.

Wróćmy do słodyczy. Na decyzję związaną z sięgnięciem (lub nie) po ostatni kawałek wpływa kilka ciekawych czynników: obawa przed oceną, że jesteśmy zachłanni i nie liczymy się z innymi, a z drugiej strony chęć pozostawienia dodatkowej porcji dla innych jako przejaw altruizmu (niektórzy robią to na pokaz, bo grupa uznaje ich wtedy za bardziej atrakcyjnych, są na to badania). Nie wchodząc głębiej w dodatkowe wątki związane ze współczesną dostępnością żywności i jej różnorodnością, czego kiedyś nie było, można śmiało powiedzieć, że wzięcie ostatniego kawałka bez słowa, będzie wciąż uznane za nieeleganckie, szczególnie w gronie mało zżytym.

Minimum przyzwoitości to spytanie innych, czy nie mają nic przeciwko, dodając, że chętnie się podzielimy, bo ten kawałek jest trochę dla nas za duży (oczywiście łżemy w szczytnym celu – żeby się trochę usprawiedliwić, ale wychodzi to zręczniej niż nie powiedzieć nic, a ktoś jeszcze może skorzystać).

Co ciekawe, w wielu kulturach ostatni kawałek (niech będzie wciąż ciasta) na talerzu, to sygnał dla gospodarzy, że goście chcą więcej, albo że nie zadbaliśmy o wystarczającą ilość, bo został jeden, którego nikt przecież nie ruszy. Podczas przyjęć biurowych, gdy zostanie trochę ciasta, a zjawią się kolejni goście, to nowo przybyli powinni odkrajać sobie takie ilości (nawet grubości kartki z ksero), by zawsze coś zostało dla kolejnych (o ile jest samoobsługa).

Ostatecznie prawo do ostatniego kawałka przypisałbym jubilatce, gościowi honorowemu albo na końcu gospodarzowi, by zadecydowali, co z tym kawałkiem zrobić. Zawsze można podzielić ciasto na kilka mniejszych, dodając: „Widzę, że ciasto spełniło oczekiwania naszego podniebienia, a ja przygotowałem go za mało, wybaczcie i pozwólcie, że jeszcze wyporcjuję, dla każdego na jeden kęs”.

A przy okazji, bardzo ciekawą akcję zrobiła jakiś czas temu Milka, produkując tabliczkę czekolady bez ostatniego kawałka. Polecam poszukać w sieci.

Więcej o: