Ten Typ Mes: Gadam z ludźmi przy barach w całej Polsce. Mówią mi, co kochają, czego nienawidzą

Ten Typ Mes

Ten Typ Mes (Fot. Paweł Zanio)

- Nie mam nic przeciwko temu, byśmy się pięknie różnili. Zawsze chodzi o to, co zrozumie z tego agresywny, naj****debil na ulicy i jego kilku koleżków, którzy zaczną lać w sześciu np. ciemnoskórego typa - mówi raper Ten Typ Mes w rozmowie z Michałem Wróblewskim.

Michał Wróblewski: Kilka dni po wydaniu twojej płyty "Rapersampler" widziałem cię w "Pegazie", ale nie jako "rapera", a jako „poetę”...

Ten Typ Mes: Był Światowy Dzień Poezji, wydawcy programu potrzebowali ludzi z różnych planet. "Pegaz", elitarny program, fajnie było wpaść... A że mnie tak podpisali na belce? Bomba (śmiech).

Czujesz się "jak swój" w takich programach?

- Dopóki nikt nie stara się mnie urazić jakimiś stereotypami raperskimi, w stylu yo, machanie rękami, trzy zwoje mózgowe w głowie, to jestem w stanie swobodnie rozmawiać. Z każdym.

Takie stereotypy wciąż cię dopadają?

- O, tak. Wiesz, to się zmienia bardzo powoli. Ale to, że ludzie, a ściślej - dziennikarze, mają skojarzenie z raperem takie stricte stereotypowe, nie zależy tylko od tego, że oni są dyletantami czy że nie chciało im się sprawdzić, z kim mają do czynienia, o co chodzi w tej muzyce itd. To też wina samych raperów. Raperzy w swojej masie są zwykle zamknięci na "inną" kulturę. W ogromnej części. Ja akurat przyjaźnię się z tymi wyjątkami, ludźmi, którzy mają szersze horyzonty. Ale raperzy jako masa, tysiące osób rapujących w tym 40-milionowym kraju, raczej z otwartością się nie kojarzą. To jest trochę samonapędzający się mechanizm wykluczania hip-hopu z pozastereotypowego patrzenia na tę muzykę i kulturę w ogóle. My, takimi ruchami jak "Albo Inaczej", gdzie rapowe teksty wykonują wokaliści najwyższej próby, czy to, że ja sobie nagram piosenkę z Dawidem Podsiadło albo napiszę tekst dla artysty typu Kortez, to tym samym sam sobie udowadniam, że jestem pełnoprawnym muzykiem. A to, że ktoś ma jakiś stereotypowy obraz mnie, nie wpływa na moją samoocenę, nie mam kompleksów, gdy budzę się rano. Coś pozarapowego w życiu osiągnąłem.

Pytam o te stereotypy, bo w tzw. mainstreamie, tym telewizyjnym, sztucznym i jakościowo marnym szołbiznesie hip-hopowcy są traktowani jako często - przepraszam - "kosmici", ciekawostki, którzy zaklną, porobią groźne miny i pani Janina z ciotką Grażyną tym chętniej to obejrzą. Peja w "Agencie", Popek w "Tańcu z Gwiazdami"...

- Akurat nie oglądałem ich występów.

Dekadę temu, na "Zamachu...", krytykowałeś ten świat. Nie tylko w tekstach, ale samą okładką płyty. A dziś najpopularniejsi raperzy, idole dzieciaków z ulicy, w ten świat wchodzą.

- Na "Zamachu..." krytykowałem dążenie do popularności poprzez nierobienie niczego albo poprzez robienie rzeczy ch*****. Nie przypominam sobie, żebym jakoś bardzo krytykował dążenie do popularności przez osoby, które mają już dorobek, takie jak wymieniony przez ciebie Peja. To, o czym mówisz, to nie jest dla mnie coś przerażającego. Przerażający dla mnie w popkulturze zawsze był człowiek, na którego są skierowane wszystkie światła, mimo że nie wytwarza on zupełnie nic. To mnie wk**** i wk**** nadal.

Kiedyś przeczytałem taką wypowiedź Lady Gagi, bardzo celną moim zdaniem, że nie ma dwóch takich samych karier w show-biznesie. To, co będzie dobre dla Peji, nie będzie dobre dla mnie, to, co będzie dobre dla podziemnego rapera, nie będzie dobre dla rapera, który z tego podziemia się wywodzi, spędził tam 7 lat i nie ma sensu, żeby do tego świata wracał. A to, co będzie świetne dla wokalistki, która ma teksty o niczym, nie zda egzaminu w przypadku panny, która jednak chce ze swoją twórczością związać się na dłużej i podporządkować jej wszystkie swoje uczucia. Każda kariera w show-biznesie jest inna i mądrzenie się na ten temat moim zdaniem nie ma sensu. Nie ma karier przebiegających liniowo, gdzie w tym samym momencie i okolicznościach wszyscy razem upadają albo się wznoszą.

Ten Typ MesTen Typ Mes Fot. Paweł Zanio

15 lat temu, gdy wychodził pierwszy legalny Flexxip, myślałeś o tym, żeby dotrzeć do tego miejsca, w którym jesteś teraz? Wyjścia poza ramy wyłącznie rapera? Wiesz, "Pegaz" i poeta, felietony w "Wyborczej"... To jest tego konsekwencja?

- Tak, zdecydowanie. Jest mnóstwo ludzi, którzy w muzyce nie mają absolutnie nic do powiedzenia, a zajmują te wszystkie stołki, mądrzą się, podczas gdy ich płyty nie są tak naprawdę żadnym dowodem na to, że mają do powiedzenia coś ciekawego. I ja chciałem to ich miejsce zająć.

Który to był moment dla ciebie?

- Po "TBZD", 2014 r.

Wiem, że w okolicach "Kandydatów...", czyli jakieś 8-7 lat temu, otrzymałeś propozycję bycia jurorem w pewnym popularnym programie...

- To prawda...

Nie myślałeś o tym, że już wtedy przyjęcie tej propozycji pomogłoby ci zainteresować "pozahiphopowych" słuchaczy twoją muzyką?

- Nie, to nie miałoby takiego prostego przełożenia. Mógłbym to zrobić ze względu na to, że chciałbym w jakiś sposób, nie wiem, przeżyć swoją wizję tego, jak muzyka powinna brzmieć, ale to było jurorowanie w takim programie, gdzie wiesz, masz mieć piękny głos i jakąś łzawą historię, a to, czy masz pomysł na swoją muzykę, było najmniej istotne. Mógłby powstać taki program, w którym promuje się autorską muzykę, a nie gdzie coveruje się tysięczny raz balladę Adele. W ramach takiej przygody, po to, by szerzyć swoje poglądy, mógłbym się dziś na uczestnictwo w takim programie zgodzić.

Telewizja odchodzi do lamusa, jeśli chodzi o promocję artystów?

- Ja z telewizją mam o tyle do czynienia, że mam telewizor, na którym włączam tzw. rzeczy na żądanie. Loguję się na HBO GO i zachwycam się ostatnim sezonem Gomorry. "Zwykłą" telewizję odpalam dlatego, że są tam rzeczy ultraśmieszne, np. to, co dzieje się na TV Silesia, całe te hajmaty disco-śląskie... Zauważyłem zresztą, że ludzie z telewizora przechodzą na Instagram, że tam stają się jeszcze "popularniejsi", wokalistki, aktorki... Ja sam do każdego z tych elementów, telewizji czy Internetu, staram się dokładać ludziom coś dobrego i sam wybierać z mediów dobrą kulturę. Jeśli mogę iść do TOK FM, to idę promować swoją muzykę, bo obstawiam, że słuchacze tej stacji lubią słowo. Jeśli mogę wrzucić coś na Instastory, co może doprowadzić ludzi do mojej płyty, ok, godzę się na to. Wybieram sobie wąskie kanały, którymi staram się przypominać ludziom o swojej sztuce. A wywiady? Nie jestem człowiekiem nieśmiałym, swobodnie czuję się w rozmowie, nie muszę pokonywać nieśmiałości, żeby nawiązać z kimś relacje. Najważniejsi są jednak słuchacze, nie dziennikarze. Gadam z ludźmi przy barach w całej Polsce, męczę ich o to, czego nienawidzą w swojej pracy, co kochają w swoim życiu i czerpię od nich inspiracje.

"Uważam Internet za skrajnie powierzchowne medium i ci, którzy nadymają się, że on zmienia świat i daje poczucie wolności są w błędzie". Powiedziałeś to dwa lata temu. Dziś sam promujesz się w Internecie bardzo intensywnie. Stwierdziłeś, że mimo wszystko należy się podporządkować regułom panującym w świecie choćby social mediów?

-  To nie ja wybieram wiodące kanały, którymi komunikuje się świat, tylko świat wybiera je za mnie. To jest podporządkowanie się czasom, w których żyjesz. Oczywiście, można promować swoją płytę dzwoniąc tylko i wyłącznie na telefon stacjonarny i odciąć telefon komórkowy, tylko w końcu stwierdzisz, że to nie ma sensu. To, że ja wybieram Instagram, nie oznacza, że jestem entuzjastą socialmediów.

Musimy oddzielić dwie rzeczy. Ja nie widzę świata przez pryzmat swojego pępka. Uważam, że ja, jako Mes, jako część Alkopoligamii, jestem w stanie zrobić przez Internet mnóstwo dobrych rzeczy. Natomiast świat jako całość przez Internet ma głównie dostęp do głupoty, dezinformacji i zła. Ktoś zapytał na konferencji rosyjskiego pisarza, Petera Pomerantseva - to było z 5 lat temu - co on myśli o dezinformacji, jak działa sieć i jak zgrabnie Rosja to wykorzystuje. I on odpowiedział, że ostatni raz tak gigantyczna zmiana w komunikowaniu się zaszła wtedy, gdy wynaleziono telewizję i kino - i przez te wrota, które się otworzyły, weszli Hitler i Stalin. I jak widzisz filmy propagandowe, dotyczące rzekomej agresji Polaków na Niemców, które mają usprawiedliwiać najazd na Polskę w 1939 r., to są to takie fake newsy, które zdążyły zainfekować umysły milionów ludzi. Można uznać kino za przyjemny wynalazek, który ma dostarczać ludziom filmy, po których poczują się dobrze, ale jeśli zrozumiesz, że dzięki kinu propaganda poszła o cztery levele wyżej, pozwoliła zamulić umysły milionom Niemców, którzy potrafili po tym rozpętać największe piekło w historii świata, to chyba lepiej byłoby, gdyby tej technologii nie wprowadzać - bez kontroli i dla wszystkich. Tego właśnie życzyłem internetowi od samego początku.

Od 1997 r. miałem Internet i ta ilość wolności jaka wtedy na mnie spłynęła - miałem wtedy 14 lat - była przerażająca. Czekałem, aż ktoś to weźmie, i zacznie to, k****, kontrolować. A ja wtedy mogłem wejść i zobaczyć wszystkie pornosy świata za jednym kliknięciem i nikt z mojej rodziny nie miał nawet o tym pojęcia. I, dość naiwnie, czekam na to do dziś, że ktoś wyznaczy jakieś reguły, które w Internecie będą nieprzekraczalne. Ale niestety, jest na to oczywiście dziś już za późno i ludzie nie dadzą sobie już narzucić żadnych reguł. Ten czas został zmarnowany.

Ten Typ Mes: Bycie zawodowym muzykiem to bycie odszczepieńcem [PRZEŚWIETLENIE]

Prawie dekadę temu, na "Zamachu...", gdy ten świat social mediów, Instagramów, Fejsów, właściwie jeszcze nie istniał, już mocno go dissowałeś: lukier, sztuczność, próżność. Nie masz wrażenia, że już wtedy - w 2008, 2009 roku -przewidziałeś pewne zjawiska, z którymi musimy zderzać się dzisiaj?

- Może trochę tak. Warto postrzegać świat nie jako wierchuszkę uprzywilejowanych ludzi, którzy mogą oceniać restauracje i dzięki temu mieć fajniejszy wybór między knajpą A, a knajpą B. Dzieci czują się dziś dojeżdżane przez ciągłe ocenianie, wprowadzone przez tzw. Internet 2.0 i przez to liczba samobójstw wśród młodych ludzi jest horrendalnie wysoka w porównaniu choćby z tym, co było 20 lat temu. Trzeba myśleć o tym, że technika jest skutkiem. Jest tym, czym ludzie ją uczynią. Rozumiesz? Może to zbyt drastyczne porównanie, ale być może cyklon B też powstał w zbożnym celu w jakimś niemieckim laboratorium i pierwotnym pomysłem było to, żeby unieszkodliwiał komary? Tylko okazało się, że posłużył do zagazowania milionów ludzi w obozach koncentracyjnych. Więc nie chodzi o to, czy wynalazek sam w sobie jest ok i czy działa, wszystko zależy od tego, co zrobią z nim ludzie. A większość ludzi na potężne wynalazki nie jest przygotowana.

"Wymiana autorytetów z profesorów na blogerki", to cię kiedyś mierziło i mówiłeś o tym publicznie. Dziś blogerki - tak jak Maffashion, z całym oczywiście szacunkiem dla niej - pojawiają się w twoim teledysku, wrzucasz z nimi zdjęcia na Instagram...

- Mam nadzieję, że Maffashion nie jest dla nikogo autorytetem pod tytułem "jak żyć", bo życzyłbym sobie, by to starzy ludzie, którzy pięknie żyli mieli raczej takie poważanie. Jest autorytetem w dziedzinie mody, zna się na tym, ale, okazało się, zna się też na muzyce. Do momentu, kiedy nie zauważyłem, że ta dziewczyna ma dobry gust muzyczny i poświęca muzyce sporo czasu, to uważałbym, że może być jedynie kwiatkiem do kożucha w moim teledysku. A dowiedziałem się - z kilku źródeł - że to jest osoba, która po prostu bardzo jara się muzyką i nie traktuje jej jako przedsionek do pokazania się gdzieś. Jest po prostu zajawkowiczem z dobrym gustem.

Ten Typ MesTen Typ Mes Fot. Paweł Zanio

Siedzimy w twojej kawalerce, na Wyględowie, nieopodal warszawskiego "Mordoru". Tam żyją ludzie, o których ty nawijałeś w takich piosenkach jak "Na później". Wielu z nich nie znosi swojej pracy, ale tyra w korporacjach na swoje kredyty, rodziny, uczciwie i ciężko pracując. Ale niekoniecznie są zadowoleni z tego, co robią. Ty ich, mam wrażenie, traktowałeś na "Zamachu na przeciętność" protekcjonalnie. A dziś?

- "Zamach..." nagrałem 10 lat temu. Wtedy traktowałem tych ludzi protekcjonalnie, bo miałem 25 lat i z mojej strony była to zemsta za to, że to ja byłem wtedy przez nich traktowany protekcjonalnie. Dlatego, że jak masz 25 lat, to - chcąc nie chcąc - ekipa statystycznie wokół ciebie się zmniejsza, jeśli masz ciągoty artystyczne, to ludzie, którzy tych ciągot nie mają i zarabiają w korporacjach, będą cię oceniać jako osobę nieogarniętą, nieodpowiedzialną, jak "niebieskiego ptaka". Miałem wtedy mnóstwo takich rozmów na koncie, moi rówieśnicy pouczali mnie, przekonywali, że tylko oni są mistrzami przewidywania tego, co się w życiu wydarzy i projektowania swojego poczucia bezpieczeństwa, a moim zdaniem nie mieli kompetencji, żeby mnie oceniać.

Dziś, po 10 latach od tamtego czasu, wyszło na moje. Mamy rok 2018 i niektórym z nich po prostu współczuję. Ale też mnóstwo z tych osób szanuję, bo nie robią z tych korporacji religii, nie wczuwają się w to, myślą po prostu tylko o tym, żeby zapewnić jak najlepszy byt swoim rodzinom. Po 10 latach mogę posypać głowę popiołem i przyznać, że trochę generalizowałem osoby pracujące w korporacjach. Ale wtedy to była moja reakcja zwrotna po prostu, na ich podejście do mnie jako artysty. Po dekadzie okazuje się, że nie wyrosłem na aż takiego szaleńca i też potrafiłem zaprojektować swoją przyszłość. Na swój sposób.

W ciągu tej dekady mocno zmieniło ci się podejście do stałych związków.

- Moja kobieta została wybrana z klucza osoby pięknej w swojej niezależności. Ja przez takie kobiety zostałem wychowany. I podobną kobietę sobie znalazłem. Nie jestem w związku papużkowo-nierozłącznym. O mojej kobiecie nie stanowi to, że jest dziewczyną Mesa, a o mnie to, że jestem facetem nauczycielki. My jesteśmy dla siebie inspirujący przez swoją niezależność. Ona jest w stanie iść na miasto, łazić po klubach, a ja robię to samo, nie musimy tego robić zawsze razem. Stały związek nie oznacza lajfstajlu opartego na nudzie. Może być tak samo wybuchowy i premiujący zachowania, które wiążą się z łażeniem po mieście i silnymi bodźcami jak w "Otwarciu", w tym samym momencie. To zależy od wyboru kobiety. Jestem z plemienia, które ceni kobiety niezależne, i tak samo zamierzam projektować swoją przyszłość. Kobieta niezależna jest dla mnie bardziej pociągająca niż gwardia przyboczna, która tylko mi przytakuje.

Zdolność do zmiany poglądów jest miarą dojrzałości?

- Są poglądy, które nigdy się nie powinny zmienić. Dotyczące przyjaźni, lojalności. Wartości, w których duchu cię wychowano.

Poglądów politycznych artyści się boją?

- W większości chyba tak. Powiem tak - jeśli polityka wpływa na obyczaje, na to, jak ludzie się do siebie odnoszą, jak myślą, że im wolno, to wtedy zaczynam się robić polityczny. Ale tylko w kwestii obyczajów. Nie mam kompetencji, by pouczać kogoś w kwestiach gospodarczych czy prawnych.

Przyjąłeś kiedyś rodzinę migrantów ze wschodu.

- Tak, nie na długo, ale użyczyłem im mieszkania. To byli Białorusini.

Polityczna debata o uchodźcach, o migrantach, zmieniła obyczaje, o których mówisz.

- Zgadzam się. Ludzie są bardziej agresywni w stosunku do obcokrajowców. I to jest odpowiedzialność, która spoczywa na obozie rządzącym, nie wyłączając tych wszystkich skinheadowskich klimatów skupionych wokół Kukiz'15. Jeśli klimat polityczny jest sprzyjający, to z ludzi częściej wychodzi zło. Jak niektórzy ludzie, idioci, posłuchają sobie tego izolacjonistycznego bełkotu, jak sobie popiją, poczują się pewnie itd., to zachowują się tak, jak się zachowują.

Widzisz coraz większe podziały na tym tle? Tle politycznym?

- Nie mam nic przeciwko temu, byśmy się pięknie różnili. Mam prawicowego ziomka w zespole 2Cztery7 i udaje nam się ze sobą nie n*****. Zawsze chodzi o to, co zrozumie z tego agresywny, naj****debil na ulicy i jego kilku koleżków, którzy zaczną lać w sześciu np. ciemnoskórego typa. Nie chodzi o różnice poglądów, chodzi o tych właśnie ludzi. To słowa polityków nadawane 24 godziny na dobę z wszelkich możliwych rządowych tub, tworzą określony klimat w głowie debila. O głowę Pjusa czy innego intelektualisty prawicowego się nie boję.

Artyści powinni się angażować w politykę? Na przykład w "czarne protesty", jak Flow czy Natalia Przybysz?

- Sam bywam na demonstracjach, nie wszystkich, na jednej z nich dostałem mandat, siedziałem 20 minut w policyjnej suce. Ale nie lansuję się na tym, raczej chodzę tam robić liczby, jako obywatel, który zajmuje tam miejsce i udziela się swoim gardłem. Nie robię z tego social-mediowych materiałów. Może to błąd, zobaczymy, dopiero dojrzewam jako "demonstrant".

Warszawa to wciąż "zjeb*** miasto" wyglądające jak "skrin z Pudelka"?

- Warszawa jest brzydka jak noc (śmiech). Działania deweloperów estetycznie mnie irytują, wiele działań reklamowych mnie wkurwia, przez nie to miasto jest brzydkie jak skur****. Nie sądzę, że to miasto zmienia się na lepsze. Jest parę fajnych rozwiązań komunikacyjnych, metro też, choć w tempie kreta po heroinie, ale jednak się rozwija... Natomiast miasto jako takie jest brzydkie, dlatego trzeba wiedzieć, w które dzielnice Warszawy się zapędzić, żeby odkryć jej piękno. Ale wciąż to miasto daje mi więcej energii, niż mi jej zabiera. Dopóki ten bilans jest na plus, dopóty nie opuszczę Warszawy dla życia na prowincji. 

Ten Typ Mes - raper, producent muzyczny, założyciel i szef wytwórni Alkopoligamia. W marcu tego roku ukazała się jego siódma studyjna płyta - "Rapersampler". 

Zobacz także
  • Lotnisko Rzeszów-Jasionka Często podróżujesz? To musisz wiedzieć!
  • Gardłowa sprawa... Broda czy wąsy, czyli co mówi o tobie zarost
  • Grzegorz Krychowiak , Lukasz Teodorczyk i Thiago Cionek podczas meczu towarzyskiego Polska - Litwa na Stadionie Narodowym. Warszawa, 12 czerwca 2018 Co Senegalczycy, Kolumbijczycy i Japończycy wiedzą o naszym futbolu?
Komentarze (1)
Ten Typ Mes: Gadam z ludźmi przy barach w całej Polsce. Mówią mi, co kochają, czego nienawidzą
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: Światło

    Oceniono 1 raz 1

    Zajbisty wywiad, dzięki!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy