Szef klubu Wesele: Wesela łączą ludzi bardziej niż piłka nożna

Piotr Suski

Piotr Suski (Fot. archiwum prywatne)

W każdy piątek i sobotę szaleje na najlepszym weselu w Warszawie. Zabawia gości, serwuje shoty, nóżka sama chodzi w rytm "Przez twe oczy zielone". Jak wygląda życie menedżera i pomysłodawcy klubu Wesele?

Marcin Kasprzak: Skąd pomysł na taki klub?

Piotr Suski: Niewiele jest klubów demokratycznych, ponad podziałami. Ludzie zamykają się zazwyczaj w swoich światach, bawią z podobnymi do siebie. Tymczasem jedyną imprezą, gdzie spotykają się hipster, emerytka, wylansowana kuzynka i kolega z małego miasta jest właśnie wesele. I to jest w nich najfajniejsze! Stąd pomysł na klub, gdzie nie ma selekcji ze względu na ubiór czy widzimisię bramkarza. Muzyka spodoba się wszystkim, a goście znają słowa piosenek, choć jeszcze przed przyjściem wydawało im się, że wcale nie. Jest polska wódeczka, swojskie przekąski, trochę folkloru. Swobodnie, ale jednak w niecodziennym klimacie. Dokładnie jak na weselu.

Sukces lokalu pokazuje, że kochamy wesela. Skąd ta miłość?

- Chciałoby się zanucić: "Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina, starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna”. Polacy przede wszystkim potrafią się świetnie bawić, tańczyć, śpiewać, wznosić toasty. Wesela łączą Polaków nawet bardziej niż piłka nożna. My, Słowianie, mamy to we krwi!

Jakie są podstawowe elementy weselnego klimatu?

- Porównałbym to do sztuki teatralnej, gdzie oczywiście oprócz dekoracji i całej scenografii są nasi aktorzy, czyli - jak na każdym weselu - musi być para młoda, kapela weselna, didżej, wodzirej, no i goście. Potrzebny jest też bardzo dobrze opracowany program imprezy z elementami typowo weselnymi, jak "ciuchcia" przez całą salę w rytmie "Jedzie pociąg z daleka", wspólne śpiewy, tańce, oczepiny i okrzyki: "Gorzka wódka, gorzka wódka". Tylko wtedy to całe "przedstawienie" ma sens, a goście szybko łapią konwencję.

Ludzie to podłapują?

- "Wesele" rozpoczyna się zawsze w piątki i soboty o 22:00 i trwa do rana. To „para młoda” czeka na gości, a nie odwrotnie. Nie trzeba przynosić kopert, kwiatów, wiązać krawata pod szyją. Wodzirej oficjalnie wita gości weselnych, zapraszając młodych na scenę w rytmie "Marsza Mendelsona". Młody wnosi pannę młodą na rękach, rozpoczynamy wspólnym odśpiewaniem hymnu naszego klubu, czyli "Hej wesele tańcowało, grało i śpiewało ile tchu". A potem? Zespół gra "Kaczuchy", "YMCA" czy "Makarenę", a każdy set kończy "A teraz idziemy na jednego..." (i większość gości przychyla się do jego prośby). Jest też obtańcowywanie Młodej, czyli popularny "odbijany" przy melodii "Jesteś szalona". Oczepiny mamy zawsze o 3:00, wówczas panna młoda wchodzi na bar z wiązanką kwiatów, którą rzuca w tłum. Ten, kto złapie, dostaje w nagrodę butelkę wódki. 

Nie ma pan już dość weselnej muzyki?

- Czasem jak słyszę "Te opolskie dziołchy, wielkie paradnice" czy "Wstaję rano, się ogolę, kto ja jestem? Cienki Bolek", to już tylko przewracam oczami. Ale z drugiej strony nie byłoby i wesela, i Wesela bez takich hitów. "Miłość w Zakopanem" Sławomira czy
hity Zenona Martyniuka? Owszem - lubimy pomarudzić, że to tandeta, że obciach, ale w Weselu, jak tylko polecą te piosenki, to nagle wszyscy znają każde słowo i szaleją na parkiecie. Często żartujemy, że mało kto zna tak dobrze wszystkie zwrotki naszego hymnu narodowego ("coś tam, coś tam, tarabany"), a teksty piosenek Zenona Martyniuka wszyscy mają wyryte na blachę. Co często wychodzi dopiero po kilku głębszych.

Izabela Janachowska podpowiada, ile pieniędzy dać na wesele. Też tyle wkładacie do koperty?

Czy swoje prywatne wesele zorganizowałby pan w takim stylu, w jakim utrzymany jest klub?

- Miałem wesele 22 lata temu. Było skromne, rodzinne, 120 osób, w kantynie wojskowej w Giżycku. Proste dekoracje - balony z kokardkami, napis "Szczęść Boże Młodej Parze". Dzisiaj wesela robi się w stylu "naj". Musi być najdroższe, najlepsze, najnowocześniejsze. Często to przerost formy nad wartościami. W klubie odwołujemy się jednak do tych balonów z kokardami. Bo właśnie te akcenty przeniesione sprzed 20 lat działają najbardziej na tych "starszych" klientów. Czyli na moich rówieśników (śmiech).

Jak wygląda pana dzień pracy w tygodniu, a jak w weekend?

- Klub jest czynny w piątki i soboty, ale praca trwa cały tydzień. Oprócz weekendowej zabawy zajmuję się też mediami społecznościowymi, odpowiadam na zapytania gości. Szukamy też nowych lokalizacji - w Warszawie mamy już dwa lokale, niedawno otworzyliśmy pierwszy klub we Wrocławiu. Marzy nam się sieć klubów Wesele w całej Polsce.

Jakie są pana obowiązki podczas samej imprezy?

- Menedżer lokalu to taki trochę majordomus. Wita gości, dyryguje obsługą, ale jednak pozostaje w cieniu. Gość dobrze obsłużony to taki, który o nic nie prosi, a dostanie wszystko, zanim o tym pomyśli. Istotny jest też dobór personelu, bo odgrywamy spektakl. Krąży u nas na zapleczu moje brzydkie powiedzenie "Nie bądź ch..., razem pracujem". Bo wszyscy wiedzą, że w tym moim cyrku, jak trzeba, to ja też podwijam rękawy, staję za barem czy sprzątam salę. Pomagam, w czym się da, żeby ugościć wszystkich imprezowiczów. Po ludzku. I tego wymagam od personelu. Bo, jak to często mówię: "Menedżerem się bywa, a człowiekiem się jest".

Czym zajmował się pan wcześniej?

- Chyba od zawsze pracowałem w gastronomii. To już prawie 25 lat! Zaczynałem w Warszawie U Fukiera, u pani Gessler na warszawskiej Starówce jako kelner, potem byłem barmanem w restauracji Bazyliszek, menedżerem Pubu Lolek na Polach Mokotowskich, Sketch Nite, Dekady, no i teraz klubu Wesele. I planuję tu zagrzać miejsce na dłużej, bo to superzabawa mieć dwa wesela w każdy weekend.

To pan ma bez przerwy jet lag!

- W tryb nocny często wchodzę już w czwartek - nie śpię do rana po to, by w piątek pospać do 17:00. Potem klub, po klubie do domu, cytując klasyka z "Misia": "Golę się, ubieram się, jem śniadanie i kładę się spać", żeby znów wieczór spędzić w klubie. Wtedy w pracy o 3 nad ranem wydaje mi się, że jest dopiero południe. Po jakimś czasie ten tryb pracy przestaje być problemem.

Piotr SuskiPiotr Suski Fot. archiwum prywatne

A jakie są problemy pierwszego "weselnika" kraju?

- Sytuacje konfliktowe. Przykłady? Lżejsza: ktoś zgubi numerek z szatni. Cięższa: ktoś przesadził z alkoholem i trzeba kulturalnie, acz konkretnie wytłumaczyć mu: a) Na jakiej jest planecie; b) Jak z tej planety wrócić do domu. Czasem trudno zachować uśmiech na ustach, zwłaszcza nad ranem. Ale wyznaję zasadę: "Tylko spokój w tym zawodzie daje spokój".

Nie ma pan czasami dość? Budzi się pan i myśli: "Ooo nie, znowu wesele?"

- Możecie w to nie wierzyć, ale naprawdę nie mam dość. "Rób to, co kochasz, a nie będziesz musiał pracować do końca życia". To jednak branża inna niż wszystkie. Ja mam co noc imprezę, bawię się w klubie, poznaję ludzi. Jest w tym trochę szaleństwa, lecz to w tej branży konieczność. Moja żona miewa czasem dosyć, ale rozumie moją fascynację życiem weselnika.

Na jakie imprezy chodzi pan prywatnie?

- Prywatna impreza? Przecież ja pracuję w weekendy. W tygodniu mam czas dla rodziny i znajomych, o ile oczywiście oni mają czas się ze mną spotkać, bo wtedy pracują. Dla mnie weekend trwa od wtorku do czwartku, wtedy mam luźniej. Odskocznia? Uwielbiam rower i jak tylko znajdę chwilę, to wietrzę głowę na szosie.  

Zobacz także
  • Różowy kolor niemęski? Błąd! Różowe ubrania są niemęskie - prawda czy mit?
  • Ślub poza urzędem Ślub poza urzędem. O czym należy pamiętać?
  • Wodzirej Wojciech Salamon Wodzirej: Polacy na imprezach wypijają coraz mniej alkoholu
Komentarze (2)
Szef klubu Wesele: Wesela łączą ludzi bardziej niż piłka nożna
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    leszlong

    Oceniono 13 razy 11

    "teksty piosenek Zenona Martyniuka wszyscy mają wyryte na blachę."

    Nie chrzań koleś. Nie wszyscy.

  • avatar

    grundol1

    Oceniono 11 razy 9

    "Zenona Martyniuka wszyscy mają wyryte na blachę."

    No nie wiem. Ja wyryte na blachę to mam jedynie dwie linijki o tych oczach zielonych przez które podmiot liryczny oszalał. Na szczęście najczęściej zdarza mi się ten słuchać będąc na znieczuleniu alkoholowym, bo jak bym miał tego słuchać na trzeźwo to bym oszalał jak rzeczony podmiot.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy