"Luke Cage". Za kulisami serialu Netflixa

Luke Cage 2

Luke Cage 2 (fot. Netflix)

Jak powstaje seria o kuloodpornym bohaterze z Harlemu? Kto dziurawi jego koszulki? I w ogóle od czego zaczyna się tworzenie serialu "Luke Cage", który wyprzedza "Koronę królów" o kilkaset lat i to nie tylko czasem akcji. Przed Wami: Mike Colter (Luke Cage), Mustafa Shakir (Bushmaster), Theo Rossi (Shades), Alfre Woodard (Mariah Dillard), Simone Missick (Misty Knight) oraz showrunner Cheo Hodari Coker.

Nowy Jork wydał mi się dziwnie znajomy. Ulice, domy, mosty. Jakbym przeżywał deja vu. No tak, przecież widziałem to setki albo i tysiące razy! W kinie i telewizji. Trudno zliczyć wszystkie filmy tu zrealizowane. Dlatego idąc ulicami Brooklynu czułem się jakbym był na planie którejś z tych produkcji. Zresztą filmowe skojarzenia były na miejscu. Przyleciałem zobaczyć jak wygląda praca na planie serialu „Luke Cage”.

Świat żyje serialami

Dziś seriale są tym, co najbardziej przykuwa nas do ekranów. Ba, znam wiele osób, które zarzekają się, że nie oglądają telewizji, nie mają nawet telewizora, ale na laptopie czy nawet na smartfonie śledzą seriale. Największym ich źródłem jest Netflix. Zaczęło się, przynajmniej w zbiorowej świadomości, od wielkiego hitu "House of Cards”, a potem już poszło...

Netflix, gdzie dostępnych jest 140 milionów godzin filmów, dokumentów i seriali (ich obejrzenie zajęłoby prawie 16 tys. lat), sam też je produkuje. Tylko w tym roku wyda na to ponad 7,5 miliarda dolarów! Nie dla kaprysu. Te pieniądze zwracają się z nawiązką.

Jeśli seriale są dla platform streamingowych jak złoto, to odkryciem prawdziwej żyły złota był mariaż z komiksowym gigantem firmą Marvel. Spider-Man, Punisher, Daredevil, Jessica Jones, Iron Fist i Luke Cage to komiksowi bohaterowie, których przeniesienie na ekran dało im nową,wielomilionową widownię i równie pokaźne zyski producentom. Światy komiksowych bohaterów przenikają się i łącza, pozwalając na kolejne permutacje przygód (patrz „Defenders). Uniwersum Marvela wydaje się studnią pomysłów bez dna. I w sam środek tego świata miałem trafić. Dokładnie na plan drugiego sezonu „Lukea Cagea”.

Harlem w Brooklynie

Jedziemy na plan. Mieści się na Greenpoincie, czyli w najbardziej z polskich dzielnic w Nowym Jorku. Przynajmniej do niedawna. Brooklyn (którego częścią jest Greenpoint) w ostatnich latach przechodzi rewitalizację, staje się coraz bardziej hipserski, a co za tym idzie rosną tam czynsze i Polacy przenoszą się do bardziej odległego Queens, do Ridgewood. Mimo to, wszędzie za oknami naszego busa widzę polskie szyldy i reklamy: polski sklep "U Kasi", agent ubezpieczeniowy, biuro podróży, gabinet lekarski i oczywiście kościół. Wszędzie napisy w naszym języku. Nawet oficjalne miejskie tablice informujące o karach za śmiecenie w parkach są dwujęzyczne - po angielsku i po polsku.

Wjeżdżamy na tereny gdzie robi się dziwnie pusto, a zamiast sklepów i knajpek pojawiają się długie rzędy magazynów lub hal fabrycznych. To właśnie w takim "pejzażu" na filmach odbywają się wszelkie brudne interesy i mafijne porachunki zakończone strzelaninami.

Brakuje tylko furgonetki i bandy zakapiorów krzyczących "To jest nasz towar, gdzie wasze pieniądze?" Zamiast nich czeka na nas Mellisa, sympatyczna trzydziestolatka, która wygląda jak ambitna singielka z komedii romantycznej. Jest tak hipstersko wystylizowana, że zastanawiam się, czy to ona wzoruje się na tych filmach, czy może ich twórcy od niej biorą inspirację.

Skrzyżowanie Masserole Avenue i Jewel Street jest puste. Żadnych ludzi oprócz nas, żadnych samochodów oprócz trzech wielkich ciężarówek z filmowym sprzętem. Na latarniach wiszą kartki, by tu nie parkować, gdyż w dniach takich a takich będzie tu kręcona "Tiara". To zakamuflowany tytuł serialu "Luke Cage". Chodzi o to, by nie ściągać tu gapiów. Zresztą i tak by niczego nie zobaczyli, bo kręcenie trwa w magazynach, zaadaptowanych na studia filmowe.

My wchodzimy do środka. Pomieszczenie jest ogromne i bardzo wysokie. Na stalowych linach przymocowane są ściany z płyt pilśniowych, które łatwo podnieść wysoko pod sufit i opuścić w dowolnym miejscu. Bardzo łatwo z nich zrobić eleganckie hotelowe wnętrze, lub mroczne lochy. W jednym miejscu. Ekipa już kręci. A wokół ekipy kręci się mnóstwo ludzi. Naliczyłem ze 30 osób. Większość zatopiona w swoich... smartfonach. Znak czasów. Zauważyłem też dwie czarnoskóre dziewczyny podobne do siebie, a nawet identycznie ubrane. "Bez sensu" - myślę i dopiero po chwili doznaje olśnienia - to Misty Knight, a w zasadzie grająca ją Simone Missick, i jej dublerka.

Reżyser krzyczy "Rolling!", czyli nasze "Poszła!" i kamera rusza. Każda scena kręcona jest z dwóch kamer. Po chwili, aktorzy wychodzą zza drewnianych ścian i oglądają efekt swej kilkunastosekundowej pracy na zawieszonym wielkim telewizorze. Głośno komentują i wracają do zdjęć. Każde ujęcie powtarzane jest 3 razy, potem następuje zmiana ustawienia kamer i... wracamy do tej samej sceny w innym ujęciu. Mamy szczęście, bo to akurat sceny walki. Misty nieźle obrywa markowanymi ciosami, a my nie zobaczymy jak się rewanżuje, bo musimy iść na górę.

Mike Colter (Luke Cage)Mike Colter (Luke Cage) fot. Netflix

Mike Colter (Luke Cage):

Pracuję po 14 godzin dziennie. Staram się nie myśleć o tym jaki to nawał pracy. Mówię sobie: Nie myśl o tym wszystkim. Po prostu rano wsiadaj do samochodu, którym zabierają cie na plan, rób swoje, ciesz się tym, gdy wracasz, idź spać i rano to samo od nowa. Nie myśl ile jeszcze roboty zostało, bo to zbyt przytłaczające. 

 

Muzyka, głupcze!

Pomieszczenie na górze przypominałoby biuro w fabryce, tylko że jest ogromne... i puste, nie licząc stołu przy którym siadamy i czekamy na aktorów. Tu będziemy mogli z nimi porozmawiać. Pierwszy pojawia się Cheo Hodari Coker. To tzw. showrunner, co można przetłumaczyć jako pomysłodawca i twórca serialu.

- 24 godziny na dobę żyję tym serialem. Pracuję ze scenarzystami i czuję się jak schizofrenik, bo cały czas słyszę w głowie głosy moich postaci - śmieje się Cheo. - Pracujemy pod dużą presją, ale jeśli się nad tym zastanowić, to najlepsza praca jaką można by mieć.

Cheo przez 20 lat był dziennikarzem muzycznym, teraz jest uznanym scenarzystą, producentem i reżyserem. To on odpowiadał za "NCIS: Los Angeles", i napisał scenariusz do biograficznego "Notorious".

- Nie zaczynam pracy nad serialem, dopóki nie wybiorę 13 utworów, których tytuły będą tytułami kolejnych odcinków. Aż wstyd się przyznać, jak wiele czasu mi to zabiera - przyznaje. - To wzięło się z mojego muzycznego doświadczenia, gdy pisząc jakiś artykuł, najpierw przeglądaliśmy swoją kolekcję płyt, by znaleźć utwory, które będą nam pomagały w tworzeniu. Teraz konkretne piosenki pozwalają mi stworzyć myśl przewodnią odcinka.  To głównie hip-hop, ale też jego korzenie, czyli blues i jazz, a w drugim sezonie dochodzi jamajskie reagae - wyjaśnia Cheo i dodaje: - Wielki wpływ miał na mnie Martin Scorsese. Gdy oglądasz "Chłopców z ferajny" czy "Casino", to muzyka prowadzi akcję tak samo jak scenariusz. Drugą moją inspiracją była Beyonce i  nawet powtarzam, że Luke Cage to "Kuloodporna Lemoniada" (Nawiązanie do albumu Beyonce "Lemonade") - śmieje się.

po lewej Theo Rossi (Shades)po lewej Theo Rossi (Shades) fot. Netflix

Aktorzy mają nieco mniej do powiedzenia, choć to nie oznacza, że mniej mówią. Najlepiej ujął to Theo Rossi, znany z "Projektu: Monster" i  "Synów Anarchii", który w "Luke'u Cage'u" występuje jako  Shades: - Możemy rozmawiać o czym chcecie, bo potrafię dużo gadać o wszystkim, by tak naprawdę nic nie powiedzieć - śmieje się. Pytam o szramy i siniaki na twarzy. - Wczoraj w nocy nieźle się bawiłem, więc niektóre mogą być prawdziwe - odpowiada. - Co? Już mnie wołają na plan? OK. Musze lecieć skopać komuś tyłek.

Theo Rossi (Shades):

Przez całą karierę ma jeden cel - aby widzowie coś do mnie czuli, to może być miłość lub nienawiść, byle nie obojętność. Najgorsze co może mnie spotkać, to gdy ktoś podejdzie na ulicy i powie:"Widziałem cie w tym filmie, byłeś nawet niezły". Wolę usłyszeć: Boże, nienawidzę cię w tej roli.

Aktorów obowiązuje zakaz zdradzania szczegółów z planu. Nas zresztą też. Jeszcze przed wyjazdem podpisałem "lojalkę", że nie będę wrzucał na media społecznościowe informacji z planu. Nie wszystkie sekrety da się zachować. W drugim sezonie pojawi się nowy przeciwnik Luke'a. Fani szybko odkryli co to będzie za postać.

- Gdy robiliśmy casting napisaliśmy, że szukamy wysokiego, czarnoskórego mężczyzny, potrafiącego mówić z jamajskim akcentem - wspomina showrunner Cheo. - Fani mieli łatwy ciąg skojarzeń: Jamajka, Karaiby, Luke Cage, czarny charakter, BUM!, to musi być Bushmaster! Trzeba było nie mówić nic o tej Jamajce, nawet jeśli u Marvela on nie jest z Jamajki - śmieje się Cheo.

po prawej Mustafa Shakir (Bushmaster)po prawej Mustafa Shakir (Bushmaster) fot. Netflix

W rolę Bushmastera wciela się Mustafa Shakir. Chłopak z Harlemu, któy podobnie jak komiksowy Luke Cage zaczynał pracując u fryzjera.

- Znam wszystkie postaci, bo byłem wielkim fanem komiksów. Oczywiście pierwszy sezon Luke'a Cage'a obejrzałem kilkukrotnie - zapewnia Mustafa.

Czym jego postać różni się od komiksowego bohatera?

- W oryginale, najpierw współpracuje z mafią w Europie, my tego wątku nie ciągniemy, poza tym...

- Chyba nie możemy o tym mówić - włącza się czujna Melissa.

- No tak - śmieje się Mustafa. - Cieszę się, że ma kto mnie stopować.

Aktor mieszka w Harlemie, więc gdy zdjęcia są w jego dzielnicy mógłby chodzić na obiadki do domu...

- Kocham swoją rodzinę, ale tego nie robię. Chcę cały czas być skoncentrowany na roli. Przez 6 miesięcy byłem skupiony wyłącznie na tym.

Mustafa Shakir (Bushmaster):

Moje podejście do roli? Mieć otwarty umysł, by dać się prowadzić reżyserowi. Tu dodatkowo słuchałem jamajskiego gospel i oglądałem filmy o Karaibach, by wczuć się w klimat. I robiłem mnóstwo pompek. Jestem wysportowany, lubię się ruszać, lubię sceny akcji, ale jeszcze nigdy nie uczestniczyłem w tylu bójkach. 

Przychodzi do nas wymęczona Simone Missick :

- Mam na ramieniu kilka pięknych sinaków, z których jestem dumna, bo to ślady po moich scenach kaskaderskich - uśmiecha się.

- Na pewno będą fajne walki i dobre sceny kaskaderskie.  Mamy choreografa scen walki z "Defendersów" - zachwala sam Mike Colter, czyli serialowy Luke Cage. - Po pierwszym sezonie powiedziałem producentowi, że przydałoby się więcej akcji. I teraz mamy więcej akcji niż się spodziewałem. Aż zacząłem pytać, czy musimy mieć tyle pojedynków w każdym odcinku (śmiech).

Nawet Alfre Woodard, która gra poważną bizneswoman Mariah Dillard przyznaje: - O dwóch dni nagrywamy sceny walki i to jest świetna zabawa. Oczywiście mamy kaskaderów, ale muszę wstawać i ruszać głową, jakbym dopiero co oberwała.

Alfre Woodard (Mariah Dillard):

 Moje zadanie polega na tym, aby oblec słowa ze scenariusza w ciało. Nie mogę ich wypowiadać jako ja, bo tak robią celebryci, ani dowolna kobieta, tylko moja konkretna postać. Na tym polega aktorstwo. Gdyby wszystko dało się wyczytać ze scenariusza, nie trzeba by kręcić filmu.

Mike Colter opowiada bardziej szczegółowo:  - Każdą sekwencję scen akcji kręcimy przez dwa dni, a na ekranie trwa to tylko dwie lub trzy minuty. Potrzeba do tego wiele przygotowań, wiele energii, sceny kręcone są  w różnych ujęciach. Często dostaję przy tym kopniaki, mam siniaki. Wczoraj zakończyliśmy scenę walki w magazynie, gdzie wystąpiło mnóstwo kaskaderów. Zwykle najpierw mamy próby, potem pokaz i mamy tydzień, żeby to przetrawić i przetrenować, więc na planie to już nie jest dla nas nic nowego. Tym razem nic takiego nie było, weszliśmy i usłyszeliśmy co mamy robić. Nie ma wtedy mowy o żadnej pamięci mięśniowej, trzeba działać instynktownie. A jeszcze musisz robić nie to, co ty byś w takiej sytuacji zrobił, tylko działać tak jak twój bohater by się zachował.

Cheo Hodari Coker (showrunner) i Mike Colter (Luke Cage)Cheo Hodari Coker (showrunner) i Mike Colter (Luke Cage) fot. Netflix

Marvel i Easter eggs

Myli się jednak ten, kto sądzi że "Luke Cage" to tylko bezmyślna nawalanka.

- Historia w drugiej serii przypomina matrioszki, gdzie w lalce, skrywa się lalka, a w niej kolejna - tak tu zapętlają się zagadki - wyjaśnia Cheo i dodaje, że w serialu pojawia się mnóstwo tzw. Easter Eggs, niespodzianek dla widzów. - I nie mówię tu o nawiązaniach do Marvela, ale do całej kultury. Wielu ludzi nie ma pojęcia o filmach czy utworach muzycznych, do których się odnosimy, ale dzięki temu, że spodobał im się serial, oglądają go 3 czy 4 razy i w końcu zaczynają szukać, sprawdzać kim jest ten człowiek, o którym była mowa, co to za piosenka leci w tle i nagle Fan Wu Tang Clan dowiaduje się, kim był John Lee Hooker. Dlatego serial warto obejrzeć kilka razy, bo za pierwszym skupiasz się na akcji, a w kolejnych dostrzegasz te wszystkie smaczki. W drugiej serii razem z zespołem scenarzystów zadbaliśmy o to, by również tego nie zabrakło. Tak jak zawsze powtarzam "Odwołania do kultury to najtańsze, ale dobre efekty specjalne".

Twórcy serialu muszą mierzyć się nie tylko z własną wyobraźnią, ale też z istniejącym uniwersum Marvela. Ich bohaterowie istnieją już w pokulturze. Jednak postaci z papieru nie da się przenieść się 1-1 do filmu, zresztą nie miałoby to sensu. Jak wybrać to co istotne, a co nie?

- Na chybił trafił - śmieje się Cheo.  - Bierzemy postaci z komiksów Marvela, ale na potrzeby serialu tworzymy ich własną interpretację, tak będzie np. z Bushmasterem - możemy rozwijać tę postać w takich kierunkach jak chcemy, ale też staramy się nie niszczyć wyobrażenia fanów, którzy znają postać z komiksów. Staramy się ich nie rozczarować. Zresztą sam jestem maniakiem komiksów i wciąż zastanawiam się, co z uniwersum Marvela by pasowało, a co nie.

Simone Missick (Misty Knight):

W nowym sezonie pojawiają się nowe wątki i postaci. Pamiętacie taką zabawę, że wbijasz jakiegoś stworka do dziury, a z innej wyskakuje następny? Tu właśnie tak jest. Wciąż pojawiają się nowe postaci. Ktoś ginie, ktoś przeżyje. Ważne kto przetrwa...To jak "Gra o tron", tylko bez smoków.

Mike Colter (Luke Cage) i Simone Missick (Misty Knight)Mike Colter (Luke Cage) i Simone Missick (Misty Knight) fot. Netflix


 

Witajcie w Harlem’s Paradise

- Chodźcie, pokażę wam coś fajnego - woła Melissa i idziemy za nią. Długo krążymy między identycznymi halami, aż zaczynam zastanawiać się, czy nie chodzimy w kółko. W końcu wchodzimy do jednej z nich. Schodki, korytarz, skręt, znowu schodki i kolejny wąski korytarz - przeciskamy się jak w labiryncie. W końcu wchodzimy na ogromną salę, na środku której stoi drewniana budowla cała opleciona biało-czerwoną taśmą z napisem "Don't cross".

Oczywiście przechodzimy przez nią. - Witajcie w Harlem's Paradise! - woła Melissa. Jesteśmy w serialowym nocnym klubie. Wrażenie niesamowite, bo jeszcze przed momentem byliśmy w obskurnym magazynie. - Tylko błagam niczego nie dotykajcie. Plan jest przygotowany do zdjęć i wszystko musi być tak jak było.

A była tu chyba niezła rozróba, bo na barze są poprzewracane szklanki i słomki, obok powywracane krzesła.

- Lokacje, w których kręcimy tylko jedną czy dwie sceny budujemy i rozbieramy w studiu, w którym byliście wcześniej. W klubie akcja dzieje się często, stoi więc cały czas - wyjaśnia Meliisa. - Chodźcie poznać scenografa.

Kolejne korytarze, zakręty, schody i Production Designer Scott Murphy wita nas w aptece.

- To kolejne ważne dla serialu miejsce.  Jak powstało? Scott wyjmuje trzy grube segregatory pełne zdjęć: mamy tu miejsce bardziej przypominające starą aptekę, inne jest bardziej uduchowione, bardziej związane z religią i trzecie w stylu New Age. Od tego zawsze zaczynam, i nawet jeśli potem nie idziemy w tym kierunku, taki research zawsze się przydaje. W końcu producent znalazł artykuł o starej aptece na Brooklynie. Pojechaliśmy ją obejrzeć. Okazała się zbyt mała, by tam filmować, ale na niej się wzorowaliśmy. Wykorzystaliśmy też wiele elementów z naszych wcześniejszych poszukiwań. To takie połączenie starej apteki i sklepu zielarskiego. Część mebli kupiliśmy ze sklepu jubilerskiego, którego właściciele wyprzedawali stare meble, inne dorabialiśmy same, aby do nich pasowały. Nie było tanio, za te 5 cabinets zapłaciliśmy 10 tys. dol., ale zrobienie ich kosztowałoby 3 albo 4 razy drożej. Od pierwszych rekonesansów do rozpoczęcia zdjęć mieliśmy jakieś 5-6 tygodni.

Za oknem widać kurtynę ze zdjęciem prawdziwej ulicy.

- Sprawdzaliśmy różne lokalizacje w Harlemie, które by nam pasowały z zewnątrz, a potem zbudowaliśmy to pomieszczenie, które odpowiada prawdziwemu. To co widać za oknem, to ogromny slajd. Nowa technika. Dawniej potrzebowaliśmy dwóch takich kurtyn, w wersji na dzień i nocnej. Tu wystarczy jedna. W wersji wieczornej wystarczy wyłączyć podświetlenie z przodu i puścić światło z tyłu, wówczas rozświetlają się okna w budynku.

Dziury po... nożyczkach


Idziemy jeszcze spotakć się z kostiumografką (tak kolejny labirynt schodów i korytarzy). Za stroje w serialu odpowiada pani o polskobrzmiącym nazwisku - Stephanie Maslansky

- Pracowałam też przy Iron Fist, Jessice Jones -  reklamuje się, ale przyznaje, że przy wszystkich marvelowskich produkcjach nie dałaby rady.

- Strojów dla wszystkich postaci w jednym serialu jest tka dużo, że nie jestem w stanie zliczyć. Jest tyle scen kaskaderskich, że wiele ubrań musimy mieć po kilka sztuk. Samych czarnych bluz z kapturem i złotymi lamówkami dla Luke'a mamy około 50. To szaleństwo - przyznaje.

Rzeczywiście, ogromne pomieszczenie wygląda jak pralnia chemiczna w samym Pekinie. Ubrania wiszą w każdym możliwym miejscu. Każde dokładnie opisane.

- Wiele strojów szyjemy sami. Zwłaszcza dla głównych bohaterów, a w szczególności dla kobiet. Po pierwsze, dzięki temu mamy więcej zabawy, po drugie tak jest bardziej wyjątkowo, a po trzecie możemy kontrolować ile sztuk mamy przygotować - opowiada Stephanie.

- Przed każdym odcinkiem dostaję informację ile takich samych sztuk odzieży potrzeba dla każdej postaci. To może być 10 albo 15 sztuk, ale trzeba też brać pod uwagę kaskadera dublera oraz dublera do zdjęć. Ostatnie czego byśmy chcieli, to wstrzymanie zdjęć, bo nam zabrakło koszulek dla kogoś. A kiedy wydaje się, że sytuację mamy opanowaną, okazuje się, że w kolejnym odcinku potrzebne są te same ubrania do sceny walki

Twoja koszulka nie jest podziurawiona kulami. To chyba rzadki widok?

Na plecach też nie mam dziur? To rzeczywiście dziwne (śmiech).

Luke w każdym odcinku dostaje 4-5 postrzałów. Mike na spotkaniu z nami jednak - o dziwo - - nie był w koszulce podziurawionej kulami. Sam przyznał, że to rzadka sytuacja. - Na plecach też nie mam dziur? To rzeczywiście dziwne - śmiał się aktor. Jednak żarty na bok. Jak liczyć i sprawdzać ile, w której scenie powinien mieć dziur w T-shircie?

- Całe szczęście to nie moje zadanie. Ja muszę tylko dostarczyć ubrania - odpowiada szczerze Stephanie. - Mamy cały dział garderobiabny, który pilnuje, żeby wszystko było spójne, współpracują z ludźmi od efektów specjalnych, sprawdzają z wyprzedzeniem scenariusz. Muszą to robić, bo często kręcimy w innej kolejności, niż biegnie akcja, np. zaczynamy od ostatniej sceny.

Sama pani strzela do koszulek, żeby zrobić dziurę po kulach?

-     Wiem, że to straszne, ale dziury robimy nożyczkami (śmiech), a potem jakoś to obrabiają. To cała nauka. Już raz to tłumaczyłam i okazało się, że źle wyjaśniłam, więc nie będę znów się pogrążać. Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami, proszę sobie wygooglować. 

Czy trudno było stworzyć garderobę bohatera, który już funkcjonował jako postać z komiksu?

-     To było wyzwanie. Ludzie z Marvela byli w to mocno zaangażowani. Byli bardzo... zastanawiam się jakie słowa użyć... drobiazgowi - opowiada Stephanie.  Istotne było to, na których odcinkach komiksu się wzorować, z jakich lat ma to być seria, odcień każdego koloru był bardzo istotny. Tyle rzeczy musiało być  zatwierdzone przez Marvela, że było to sporym wyzwaniem. Ale to fajnie, bo lubię wyzwania. Mnie też zależy, aby nie rozczarować fanów komiksu.

Zobacz także
  • Luksusowy jacht na kołach. California Ocean kosztuje niemało, ale jak wygląda! Dom na kołach | VW California
  • Szarpana wołowina: 3 pomysły Szarpane mięso: 3 pomysły
  • DJI Osmo X3 i Removu K1 Test nowych gimbali
Skomentuj:
"Luke Cage". Za kulisami serialu Netflixa
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy