"Nie jesteśmy morderczymi robotami" - wywiad z Kevinem Laczem

Snajper najskuteczniejszego oddziały Navy SEALs, weteran dwóch wojen w Iraku, a teraz także pisarz - Kevin Lacz opowiada nam o swoim emocjonującym życiu.

Który moment w karierze Navy SEAL był dla ciebie najtrudniejszy? Wielu mówi o trudach początków, które nie bez powodu są określane mianem „Piekielnego tygodnia”.

„Piekielny tydzień” to frajda tego rodzaju, której nigdy nie chciałbyś powtórzyć. Oczywiście jest ciężko pod względem fizycznym, ale dla mnie trudniej było w sferze mentalnej. Wiedziałem, że chcę tu być i muszę sobie poradzić bez względu na wszystko. Kiedy zdecydowałem, że rezygnacja nie wchodzi w grę, starałem się przetrwać następną minutę, godzinę, wreszcie dzień. Moim zdaniem ani „Piekielny tydzień”, ani nawet BUD/S [Basic Underwater Demolition/Seal – 25-tygodniowy podstawowy kurs niszczenia podwodnego - przyp. red.] nie były najtrudniejsze. Nauczyłem się sporo o samym sobie i poznałem przyjaciół, z którymi jestem blisko związany od 15 lat.

Gdybym miał wskazać najtrudniejszy moment jako SEAL, to byłoby to podjęcie decyzji o odejściu. Uwielbiałem tę pracę i ludzi z którymi pracowałem, więc było naprawdę ciężko zostawić to za sobą i spróbować czegoś nowego.

Byłeś nie tylko snajperem, ale także medykiem i kierowcą. Która rola najlepiej do ciebie pasuje?

Wszyscy SEALs są najpierw strzelcami (naszą dominującą rolą jest angażowanie wroga), ale następnie przyjmują drugorzędne i trzeciorzędne role w plutonie. Sprawdzałem się jako breacher (ekspert w zdobywaniu wejścia do budynków za pomocą materiałów wybuchowych, mechanicznych lub innych), a jazda samochodem potrafiła być zabawna. Zawsze chciałem pracować w medycynie i wszedłem na to pole po opuszczeniu marynarki wojennej, więc rola medyka była dla mnie czymś naturalnym. Jednak najbardziej podobało mi się wyzwanie bycia snajperem. Jest tak wiele elementów, których wymaga praca: ekstremalna cierpliwość, dbałość o szczegóły, samokontrola, aż po wykorzystanie matematyki i nauki do robienia zdjęć. To mi odpowiadało.

Widzieliśmy cię na dużym ekranie w „American Sniper” Clinta Eastwooda i „Ant-Manie” Marvela. Jak się czujesz jako aktor? Czy planujesz kontynuować tę drogę kariery?

Mogę szczerze powiedzieć, że nigdy nie wyobrażałem sobie siebie w filmie! Jeśli chodzi o „American Sniper” – pomagałem i po prostu znajdowałem się w tle - oczywiście dałbym z siebie wszystko, gdyby oznaczało to, że Chris nadal może tu być. „American Sniper” był wyjątkowym projektem, ponieważ był dla mnie bardzo osobisty. Cieszyłem się, że jestem na planie, ponieważ Chris nie mógł tego zrobić, i czułem, że ważne jest, aby był tam ktoś, kto znał Chrisa. „Ant-Man” to była świetna zabawa, bo nauczyłem się trochę z pracy kaskadera. Jestem jednak zadowolony ze swojej kariery i naprawdę wolę mówić profesjonalnie, więc nie spodziewajcie się, że wkrótce zobaczycie mnie na dużym ekranie.

Co możesz powiedzieć o swoich polskich korzeniach?

Wiedza o tym, że jestem Polakiem, była dużą częścią tego, jak zostałem wychowany. Dorastałem w małym miasteczku w Connecticut, które jest pełne Włochów i Polaków. Chodziliśmy do polskiego Kościoła katolickiego, mówiliśmy do naszych dziadków „Babciu” i „Dziadziu”, a na święta jedliśmy tradycyjne polskie potrawy. Moja mama jest Amerykanką drugiego pokolenia, a mój ojciec jest Amerykaninem pierwszego pokolenia, więc w naszym domu często używano polskich słów i zwrotów. Bliski przyjaciel rodziny był więźniem w Auschwitz i pamiętam, jak widziałem jego tatuaż jako dziecko. Ostatnio moja żona i ja badaliśmy historię naszej rodziny i odkryłem, że rodzina mojej matki pochodzi z terenów dawnej Galicji.

Wojsko to nie jest temat, z którego można robić sobie żarty, ale może opowiesz jakąś zabawną historię z armii?

Naprawdę podobał mi się czas spędzony w Marynarce Wojennej. Często żartowaliśmy i zawsze dobrze się bawiliśmy. W weekend, w którym poznałem moją żonę, zaprosiłem ją, żeby wyszła i zobaczyła, jak nurkujemy na południe od San Diego. Dotarła tam, kiedy mieliśmy wykonać ostatni tego dnia skok. Chłopaki i ja byliśmy w samolocie gotowi do skoku, gdy samolot się zapalił. Kadłub zaczął wypełniać się dymem i chciałem wyskoczyć w tym właśnie momencie! Zamiast tego zaczęli zamykać rampę i powiedzieli nam, że będziemy lądować. Nie chcieli, żeby grupa SEALów skakała przez meksykańską granicę. Pamiętam, jak myślałem: „I takie jest wojsko - wszyscy siedzimy tu ze spadochronami, ale oni nie pozwolą nam skakać, bo nasz samolot się pali!” Ponieważ to było pierwsze doświadczenie mojej żony, gdy skakałem ze spadochronem, to wywarło to na niej duże wrażenie. Za każdym razem, gdy zasugerowałem, żebyśmy razem poszli poskakać, szybko odmawia i przypomina, że poprzednim razem samolot się zapalił.

Czy kiedykolwiek pracowałeś z polskimi żołnierzami?

Nie pracowałem z nikim z GROM-u, chociaż znam wielu ludzi, którzy mieli tę możliwość w Iraku i Afganistanie. Z tego, co mi powiedziano, są bardzo zdolni i mają reputację niezwykle skutecznych na polu bitwy.

Ile miałeś lat, kiedy wziąłeś do ręki prawdziwy pistolet? Skąd w ogóle pomysł na to, żeby zostać żołnierzem?

Trochę strzelałem w skautach gdy byłem nastolatkiem, ale dopiero po dwudziestce dołączyłem do marynarki wojennej i tam na dobre zapoznałem się z bronią palną. Najpierw nauczyłem się strzelać na obozie dla rekrutów, a potem nabyłem o wiele więcej umiejętności technicznych, kiedy trenowałem by zostać SEALEM.

Przyłączenie się do wojska uczciwie nigdy nie przyszło mi do głowy, aż do 11 września. Jeden z ojców mojego przyjaciela zginął w jednej z wież, a ja po prostu uznałem, że nie robię nic ważnego z moim życiem. Byłem zły, że USA zostały zaatakowane, i wierzyłem, że mam obowiązek służyć w czasie, kiedy musieliśmy odpowiedzieć na ten atak.

Ludzie często wyobrażają sobie Navy Seals jako niesamowicie twardych facetów, którzy potrafią zabić człowieka gołymi pięściami i którzy nieustannie walczą z wrogami. Czy takie wyobrażenie ma cokolwiek wspólnego z prawdą? Jak wyglądał Twój „zwykły dzień w biurze”?

Filmy często przedstawiają nas jako robotów lub postaci bardzo jednowymiarowe – jako ludzi, którzy nie robią nic poza zabijaniem innych. W rzeczywistości Navy SEAL pochodzą z różnych środowisk i mają różne doświadczenia życiowe. Znałem facetów, którzy rzucili szkołę średnią, takich, którzy zanim dołączyli do marynarki wojennej kończyli szkoły prawniczą, gości którzy nie byli zbyt imponujący fizycznie, a także takich, którzy wyglądali, jakby mogli rozerwać ci głowę. Czasami lubiliśmy nazywać to „krajem niezadowolonych”, ponieważ wielu facetów nie miało uporządkowanych innych sfer swoich żyć, ale byli świetnymi SEALami. Myślę, że ważne jest, aby pamiętać, że SEALs są bardzo dobrze wyszkoleni i są najlepsi w tym, co robią podczas walki i, ale są w stanie „odłączyć się” od tego, gdy są w domu. Są zaciekłymi żołnierzami, ale są też synami, mężami, ojcami, braćmi, przyjaciółmi itp.

Czymś co naprawdę lubiłem w byciu SEALem, było to, że każdy dzień może być inny. Pojawiałem się w pracy i moglibyśmy poćwiczyć surfowanie. Albo jeździliśmy po całym kraju, żeby strenować. Pracowaliśmy ciężko, kiedy było to konieczne, i bawiliśmy się każdą chwilą, jaką mieliśmy.

Grasz w gry wideo? Co sądzisz na temat „Call Of Duty” i „Battlefielda”?

Ostatni raz miałem czas na granie w gry wideo, zanim urodził się mój syn, czyli w 2010 roku. Wtedy grałem dużo w „Call of Duty”. Kiedyś graliśmy też z kumplami w „Halo”. Ludzie zawsze mnie pytają, czy te gry są realistyczne i zawsze odpowiadam: „Nie, przepraszam. W prawdziwym życiu nie ma odradzania się co kilka minut!”

Co możesz powiedzieć o przypadkach PTSD [zespół stresu pourazowego - przyp. red.]?

PTSD jest prawdziwe, ale nie dotyczy każdego weterana. Przynajmniej w USA PTSD cieszy się dużym zainteresowaniem mediów, ponieważ ich często forsowaną narrację, że przemoc jest zła, więc wszyscy ludzie, którzy promują i uczestniczą w przemocy, mają problemy z głową. Całkowicie się nie zgadzam. Badania pokazują, że być może 20-25% amerykańskich weteranów doświadcza PTSD - co jest mniej więcej w tym samym stopniu, w jakim inni amerykańscy dorośli doświadczają pewnego rodzaju problemów psychicznych podczas ich życia. Praktykuję medycynę funkcjonalną i widzę wielu weteranów, którzy doświadczają lub doświadczyli objawów PTSD, więc wiem, że jest to prawdziwy problem, który dotyka wielu. Uważam jednak, że przeciętny dorosły Amerykanin uważa, że ??o wiele więcej weteranów cierpi na PTSD niż ma to miejsce w rzeczywistości. W rezultacie weterani mają wyższą niż średnia stopę bezrobocia, czują się odłączeni od świata itd. Uważam, że musimy lepiej wyedukować opinię publiczną na temat tego, czym naprawdę jest PTSD, ilu weteranów to przeżywa i że można je zwalczyć odpowiednią terapią.

Czy uważasz wojnę za dobry sposób na rozwiązanie światowych problemów?

Nie wiem, czy naprawdę można sklasyfikować wojnę jako „dobrą” lub „złą”. II wojna światowa była „dobra”, ponieważ zatrzymaliśmy Hitlera, ale liczba ofiar i poziom zniszczeń były oszałamiające. Nazywamy Wietnam „złym”, ponieważ nie udało nam się powstrzymać komunizmu, ale w kontekście szerszej zimnej wojny Amerykanie wierzyli, że pozwolenie Wietnamowi na podążanie w wytyczonym kierunku zagroziłoby demokratycznym ideom w innych miejscach. Myślę o tym bardziej w kategoriach konieczności. Oczywiście, II wojna światowa była konieczna, bez względu na koszty. Konieczne było usunięcie talibów z Afganistanu. Jestem pewien, że mogą istnieć argumenty za tym, że niektóre wojny w historii były niepotrzebne. Wierzę, że każdy żołnierz to tylko kawałek układanki: wiem, że moim zadaniem było zrobić to, co było konieczne, gdy znalazłem się w sytuacji bojowej. Nie myślałem o dobru ani złu tak bardzo, jak: „Co jest konieczne, abym wykonał swoją pracę? A co jest dla mnie konieczne, aby przetrwać? Niektórzy ludzie są niezdolni do myślenia. Ci ludzie reagują tylko na przemoc, a kiedy zagrażają tobie lub twojemu życiu, musisz zareagować.

Kevin Lacz - 'Ostatni snajper'Kevin Lacz - 'Ostatni snajper' mat. prasowe

Więcej o: