Syren Ariel. 24-letni Eryk jedynym rybim facetem w Polsce

Na co dzień studiuje politologię i kulturoznawstwo, pracuje w biurze obsługi widza w teatrze. Po godzinach wkłada syreni ogon i nurkuje pod wodę. 24-letni Eryk Weber z Poznania twierdzi, że jest jedynym syrenem w Polsce. Skąd tak nietypowa pasja?

Z Erykiem Weberem - Syrenem Arielem - rozmawiał Marcin Kozłowski

Marcin Kozłowski: Czy pamięta pan moment, kiedy po raz pierwszy zapragnął pan zostać syrenem?

Eryk Weber: Do wody ciągnęło mnie od najmłodszych lat. Do tego, że mogę stać się częścią podwodnego świata zainspirował mnie film "Splash" ("Plusk" w polskiej wersji), gdzie po raz pierwszy zobaczyłem prawdziwy syreni ogon. Miałem wtedy około 8 lat.

Jak dużo czasu zajęło panu opanowanie pływania w ogonie? To przecież musi być trudne.

Pływanie w ogonie to dla mnie przyjemność, chyba urodziłem się z tą umiejętnością. W każdym razie, nikt mnie nie musiał tego uczyć. Dodatkowo chodzę od czasu do czasu na siłownię, skupiam się na mięśniach grzbietu, nóg. To one są kluczowe w ruchu "wykopowym" ogona.

Musi pan wzbudzać spore zainteresowanie. Bliscy nie mieli o to do pana pretensji?

Rodzinie i przyjaciołom nie robi większej różnicy to, że po godzinach tracę nogi na rzecz ogona. Moje życie poza wodą wygląda całkiem normalnie. Za to podoba im się to, gdy ludzie zaczepiają mnie na ulicy - bliscy mają frajdę z tego, że ich znajomy jest rozpoznawalny. Reakcje obcych ludzi na basenie to zazwyczaj uśmiech, zadają mi pytania. Dzieci chcą dotknąć mojej płetwy.

Ratownicy nie próbują pana wyprosić?

Nikt nie miałby podstaw, żeby mnie wyrzucić. Ogon jest certyfikowany, mogę legitymować go dokumentem poświadczającym, że jest wyrobem pływackim.

Jak porusza się pan z szatni na basen?

Wiem, że większość osób chciałaby zobaczyć, jak się przenosi syreny z miejsca na miejsce. Wolę jednak być samodzielny, ogon zakładam nad brzegiem i tam też go zdejmuję.

Gdzie się kupuje taki ogon?

Głównie przez internet. Ten, w którym obecnie pływam, jest wykonany z materiałów pływackich i kosztował ok. tysiąca złotych. Ogony nie zużywają się, prędzej to właściciel może przestać do niego pasować np. w wyniku zmiany wagi. W przyszłości chciałbym kupić sobie silikonowy ogon - to koszt ok. 10- 25 tys. zł. Mam już upatrzony model i wykonany projekt.

To sporo pieniędzy. Będzie zbiórka crowdfundingowa?

Chcę dojść do tego własną pracą. Jeśli ktoś zamierza przekazać komuś pieniądze, niech lepiej przeleje je na schronisko dla zwierząt. Tam się bardziej przydadzą.

Ogon to jedno, ale na pańskich zdjęciach widzę również ozdoby.

To zależy od pomysłu na siebie, kreatywności i ambicji. Dziewczyny uwielbiają tworzyć wymyślne biustonosze jako uzupełnienie swoich ogonów. My, faceci, mamy łatwiej, wystarczy nam jakiś dodatek. Sam jestem zwolennikiem minimalizmu. Podczas pływania wystarczy mi naszyjnik z moją szczęśliwą muszlą czy bransoleta. Do sesji zdjęciowych można dodać łuski, koronę. Te wszystkie rzeczy najczęściej spotykam w najmniej oczekiwanych sklepach.

Prowadzi pan zajęcia z dziećmi na basenach, także z niepełnosprawnymi.

Nie jestem instruktorem pływania. Spotkania na basenie z dziećmi dostosowuję do ich wieku i możliwości z zachowaniem największego bezpieczeństwa. Kontaktują się ze mną rodzice dzieci niepełnosprawnym ruchowo, autystycznych. Spotykamy się na basenie, indywidualnie bądź z wykwalifikowanym terapeutą. Moja obecność motywuje je do ruchu, kontaktu. Zapominają o swoich słabościach. Jestem zapraszany także na urodziny. Wtedy np. organizujemy konkursy w poszukiwaniu skarbu na dnie, skoków do wody.

Pracuje pan w biurze obsługi widza w Teatrze Muzycznym, studiuje kulturoznawstwo i politologię. Bycie syrenem to nie jest główny plan na życie?

Byłoby wspaniale utrzymywać się tylko z bycia syreną, jednak nie zapominajmy, że jesteśmy w Polsce. Mimo to, nigdy nie planowałem utrzymywać się z mermaidingu. Traktuję to jako marzenie, które spełnia się na nowo za każdym razem, gdy wchodzę do wody lub gdy jestem zapraszany do mediów. Prywatnie mam zamiar zrobić doktorat i działać na rzecz zwierząt, by ludzie traktowali je jak braci, a nie przedmioty.

Sporą sławę w ostatnich dniach przyniósł panu występ w "Dzień Dobry TVN". Napisał pan na Facebooku, że posypało się sporo ofert. Jakich?

Głównie sesje zdjęciowe, propozycje spotkań z dziećmi. Na to pierwsze zaczekam do lata i słońca, drugie mogę realizować już dzisiaj.

Było też sporo hejtu.

Polska okazała się jednym z niewielu krajów, który bardzo znienawidził mermaiding, zaraz obok Rosji, która go zdelegalizowała. Mam przyjaciół syreny na całym świecie, wszyscy byli w szoku, gdy dowiedzieli się o polskich reakcjach. To smutne, że Polska topi się we własnym szambie nienawiści. Powtarzam sobie, że średniowiecze też miało swoje uroki i osiągnięcia, dlatego nie przejmuję się smutnymi zawistnikami. Jedyne, co mogę, to ich żałować. Często są to ludzie, którzy sami nie zrobili nic ponad w swoim życiu. Mam tylko nadzieję, że nikt nie chwyci za widły i pochodnie.

Pod jednym z tekstów o panu znalazłem komentarz czytelnika "tryton, a nie syren!".

Polacy uwielbiają tworzyć problemy. Syren to proste tłumaczenie angielskiego słowa "merman". Poza tym, trytony były bożkami, mogły mieć dodatkowo końskie kopyta. Żaden normalny syren nie uważa się za bożka czy inne bóstwo, więc trudno by się nim mianował, nie wspominając już o kopytach.

Czy zainspirował pan już jakiegoś faceta do tego, by także został syrenem?

Rybich facetów jest wystarczająco dużo, to oni raczej inspirowali mnie. W Polsce nadal jestem jedynym. Syren w Polsce jest coraz więcej, co jakiś czas dostaję wiadomości, że otworzyłem komuś oczy lub ktoś zbiera właśnie na swój ogon. Mam nadzieję, że uda mi się pojechać na zlot syren do Hiszpanii bądź Niemiec. Na takich zlotach można wymienić się doświadczeniami, sprzedać nieużywany ogon, dowiedzieć się czegoś nowego, przeżyć wspólny czas z ludźmi takimi, jak my.

Więcej o: