Polski strażak będzie strzegł Wielkiego Zderzacza Hadronów. "To wielkie wyzwanie"

Młodszy brygadier Szymon Kokot-Góra na co dzień pracuje w olsztyńskiej Straży Pożarnej. Jako jedyny Polak został wybrany do elitarnej jednostki gaśniczej, która będzie chroniła Wielki Zderzacz Hadronów

Szymon Kokot-Góra będzie m.in. dowódcą zmiany w CERN (Europejska Organizacja Badań Jądrowych). Jej siedziba znajduje się na pograniczu Francji i Szwajcarii, a w jej środku - największa maszyna na świecie - Wielki Zderzacz Hadronów.

W jaki sposób udało mu się dostać do elitarnej jednostki? Czy czuje jakiekolwiek obawy? A przede wszystkim, na czym będzie polegała praca w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych? Na te wszystkie pytania odpowiada Szymon Kokot-Góra w rozmowie z Metrocafe.pl.

Metrocafe.pl: Jak zaczęła się Pana przygoda z CERN?

Szymon Kokot-Góra: Wszystko zaczęło się od krótkiej rozmowy i wymiany doświadczeń. W ośrodku szkolenia w Olsztynie, w którym pracuje, co roku organizujemy przedsięwzięcia międzynarodowe. W 2014 roku mieliśmy gościa, który przyjechał do nas z Hiszpanii i po jednym z naszych spotkań z powodzeniem udało mu się ukończyć nabór do CERN-u. Kiedy rozpoczął się kolejny nabór poinformował mnie o tym, a ja zdecydowałem się wziąć w nim udział.

Jak wygląda rekrutacja do tej elitarnej jednostki?

Na początku należało przedstawić wszystkie wymagane dokumenty dotyczące wykształcenia i zajmowanego stanowiska. Kolejnym krokiem było wypełnienie formularza, który był swego rodzaju listem motywacyjnym. Po zakwalifikowaniu się do następnego etapu, musiałem odpowiadać na pytania przez internet. Na ich przeczytanie miałem 2 minuty, a później musiałem nagrać swoją odpowiedź również w ciągu 2/3 minut.

Udało mi się dotrzeć do trzeciego etapu, który odbywał się już siedzibie straży pożarnej CERN-u w Genewie. Zabawne jest to, że wjeżdżałem na teren zakładu w Szwajcarii, ale budynek straży pożarnej jest już we Francji.

Podejrzewam, że nie od razu dostał Pan pozytywną odpowiedź?

To prawda. Na miejscu spotkałem grupę osób, która mnie egzaminowała. Mój test został podzielony na trzy części. W pierwszej musiałem odpowiadać m.in. na pytania dotyczące swojej pracy. W kolejnej musiałem wykazać się wiedzą oficerską czy wiedzą z zarządzania podczas niespodziewanego zdarzenia. Ostatnim krokiem był test planowania operacyjnego.

Na czym on polegał?

Egzaminatorzy przedstawili mi plany dużego wydarzenia, do którego musiałem przygotować proces planowania. Zakładał on, że w to przedsięwzięcie zaangażowano szereg instytucji, a moim zadaniem było narysowanie schematu wymiany informacji. W tym hipotetycznym wydarzeniu brało udział 200 vipów, w tym 12 ministrów, którym musiałem zapewnić bezpieczeństwo.

Jak Pan sobie poradził z tymi wszystkimi zadaniami?

Wydaje mi się, że dobrze, a nawet bardzo dobrze. Po trzech dniach od zakończenia ostatniego egzaminu dostałem telefon, że zostałem wytypowany jako zwycięzca. Wprawdzie wolne były dwa miejsca, o które starało się 122 kandydatów, ale w tym naborze egzaminatorzy zdecydowali tylko o zatrudnieniu jednej osoby, czyli mnie.

Od kiedy zaczyna Pan pracę?

Pierwszy dzień służby w CERN-ie wyznaczono mi na 1 września 2016 roku. Na chwilę obecną podpisałem kontrakt na 5 lat, a czy w przyszłości będzie można się starać o przedłużenie, to się już okaże na miejscu.

Myślę, że wiele osób zastanawia się, na czym będzie polegała Pana praca?

 Przez połowę mojej pracy będę dowódcą zmiany, która chroni kilkaset budynków, skomplikowane maszyny. Pozostała połowa czasu mojej pracy będzie polegała na zarządzaniu departamentem straży, tworzeniem planów operacyjnych czy szkoleniem strażaków, którzy już są na miejscu.

 Pana zadaniem będzie również ochrona największej maszyny na świecie, czyli Wielkiego Zderzacza Hadronów. W razie jakiegokolwiek wypadku zwykły, strażacki wąż nie pomoże. Czy ma Pan jakiekolwiek obawy przed nowym wyzwaniem?

Osobiście traktuje to jako bardzo duże wyzwanie. Wiem również, że w trakcie swojego pobytu będę się musiał mocno dokształcać, ale ze względu na unikalność tego miejsca, tej maszyny, jest to nieuniknione. Praktycznie każdy, kto tam przychodzi, musi się wdrażać. Szczerze mówiąc to mnie trochę uspokaja, bo nie jestem pierwszy ani ostatni w takiej sytuacji.

Przed rozpoczęciem pracy dość intensywnie zgłębiałem wiedzę na temat tego miejsca. Czytałem uspokajające wypowiedzi światowej sławy naukowców, którzy podkreślali, że żadna katastrofa nie ma prawa się tam wydarzyć. W pracy strażaka na co dzień jesteśmy konfrontowani z różnego rodzaju wyzwaniami.

Więcej o: