5 podpowiedzi, jak obniżyć ratę kredytu walutowego

Umowy na kredyty walutowe zawierają wiele punktów, które można uznać za nieważne i wiele niedozwolonych. Rzecznik Finansowy podpowiada, gdzie ich szukać

 Banki naruszają interesy konsumentów, choćby w ten sposób, że ustalają kursy walut według własnego uznania. A klienci podpisują takie umowy, nie przeczuwając niczego złego.

- Pokazujemy, że wiele z umów na kredyty walutowe zawierało zapisy, które można uznać za niedozwolone, a nawet nieważne. To oznacza, że nie wiążą kredytobiorców z mocy prawa. Dlatego banki powinny zwracać klientom część rat, które ci wpłacali na podstawie zapisów niezgodnych z prawem - mówi Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Finansowy. I zapowiada, że jej urząd będzie wspierał klientów w sądowych bataliach.

Osoby, które wzięły kredyty, najczęściej skarżą się na zapisy, które pozwalają na zmianę kwoty kredytu lub odsetek w zależności od kursów walut (40 proc.) oraz na ubezpieczenie niskiego wkładu własnego (24 proc.).

Na liście banków, które szczególnie dają się klientom we znaki, bezsprzecznie króluje mBank - to co czwarta skarga do rzecznika. Na drugim miejscu plasuje się Millennium (12 proc.), a tuż za nim jest PKO BP (11 proc.). Sporo kłopotów kredytobiorcy mają też z Bankiem BPH (8 proc.) i z Reiffeisen Bankiem (7 proc.). W sumie aż trzy czwarte skarg dotyczy właśnie tych sześciu banków.

Co, zdaniem rzecznika, może stanowić podstawę ubiegania się o to, żeby raty kredytu były mniejsze lub zostały częściowo zwrócone?

Kredyt to tyle, ile dostał klient

To jedna z bardziej istotnych kwestii w przypadku kredytów tzw. waloryzowanych lub indeksowanych do waluty obcej, czyli takich, których wartość jest zmieniana w zależności od kursów. Jeśli np.  klient ma w umowie wpisane 100 tys. zł, to od tej kwoty mają być obliczane odsetki. Niezależnie od tego, że wzrósł kurs np. franka i teraz te 100 tys. przeliczone na franki daje inną wartość niż kilka lat wcześniej.

- Klient ma zwrócić otrzymaną kwotę kredytu, a nie zwaloryzowaną, zresztą według arbitralnie przez banku ustalonego kursu walut - uważa Agnieszka Wachnicka, z biura Rzecznika Finansowego. Ale podkreśla, że na razie nie ma jeszcze żadnego wyroku sądowego w tej sprawie.

Jednostronne ustalanie kursów

Kredytobiorca powinien jeszcze przed podpisaniem umowy dostać rzetelne i pełne informacje. Umowa musi być precyzyjna i nie może się zmieniać w nieprzewidywalny sposób, np. decyzją zarządu.

- W umowie bank nie może sobie przyznawać prawa do jednostronnego określania wysokości rat w zależności od kursu walut, który bank sam uznaniowo ustali. To niedozwolone. Tak samo w przypadku odsetek - podkreśla Bartosz Wyżykowski z biura rzecznika.

Dwa różne kursy tej samej waluty

Rzecznik za niedopuszczalne uważa to, jak banki korzystają z kursów walut. Po pierwsze, nie powinno być tak, że kwota kredytu jest przeliczana ze złotówek na np. franki po kursie kupna, zaś raty są przeliczane z franków na złotówki po kursie sprzedaży. To ma być jeden i ten sam kurs w obie strony. "Podwójne" przeliczanie zawyża zobowiązania klienta.

Po drugie, bank nie powinien wedle swoich zasad ustalać kursów, które będą obowiązywały, ale opierać wyliczenia na średnim kursie NBP.

Biuro Rzecznika wyliczyło: gdyby ktoś wziął kredyt we frankach, na 300 tys. zł, na trzy lata, oprocentowany na 4 proc., to jeśli bank obliczałby należności, biorąc pod uwagę kurs kupna albo sprzedaży, koszty tego kredytu byłyby aż o 72 tys. zł wyższe niż przy uwzględnieniu średniego kursu NBP.

Minus powinien dawać obniżkę

Tutaj ratunkiem dla klientów może być LIBOR, czyli punkt odniesienia, codziennie ustalane oprocentowanie kredytów międzybankowych. Jeżeli LIBOR jest na minusie - uważa rzecznik - to banki powinny to wziąć pod uwagę, określając wysokość raty. I je obniżyć. Chyba, że w umowie zapisały, że LIBOR lub oprocentowanie kredytu nie może wynosić mniej niż zero.

Nielubiane ubezpieczenie

Biuro rzecznik widzi też możliwość zakwestionowania niektórych zapisów dotyczących ubezpieczeń niskiego wkładu własnego. Zwłaszcza, jeśli składkę bank również wyznaczał uznaniowo, na nieznanych klientom zasadach.

Każdy indywidualnie

Rzecznik Finansowy podkreśla, że nawet jeśli któraś z tych bankowych zasad zostanie uznana za niedozwoloną, to w przypadku każdego kredytu trzeba będzie taki zapis ocenić na nowo. Zwłaszcza, że kredyty są bardzo różne (np. złotówkowe, walutowe, waloryzowane, denominowane). Klienci mogą też walczyć o swoje prawa, składając pozwy zbiorowe.

- Rzecznik nie może nic nakazać bankowi. Mediować, pośredniczyć - tak, a jeżeli to zawiedzie, musi przygotować tzw. stanowisko w sprawie. Ten dokument może bardzo pomóc podczas sprawy sądowej; w 90 proc. wyroki są zgodne z tym stanowiskiem - mówi Aleksandra Wiktorow.

Więcej o: