Ratownik o plażowiczach: Obcokrajowcy nigdy nie robią tego, co Polacy

Akcja ratunkowa w Łebie

Akcja ratunkowa w Łebie (WOPR)

Jeden dzień - dwie bliźniaczo podobne tragedie. Rodzice wchodzą z dziećmi do Bałtyku, mimo wywieszonej czerwonej flagi. Dwie dziewczynki porywa fala. - Dzień później, mimo zakazu kąpieli, kolejny rodzić wszedł z dziećmi do wody - mówi Marek Chadaj, koordynator ratowników w Łebie.

Niedziela, 7 sierpnia. Nad Morzem Bałtyckim wieje porywisty wiatr, który tworzy wysokie fale. Na wielu plażach wywieszone są czerwone flagi, które oznaczają zakaz kąpieli. Tak było m.in. w Ustce i Łebie. Mimo to ratownicy mają pełne ręce roboty. Co chwila wyciągają kogoś z wody, ale zaraz wchodzą do niej następni.

Wśród nich rodzice z dziećmi. W Ustce z oczu ojca zniknęła 7-latka, w Łebie w analogicznej sytuacji 11-latka. Ciało tej drugiej morze wyrzuciło jeszcze tego samego dnia. Pierwszej najprawdopodobniej w czwartek.

Grzechów polskich plażowiczów jest jednak więcej, o czym przekonuje Marek Chadaj, koordynator ratowników w Łebie.

Patryk Skrzat: Plażowicze czują respekt przed ratownikami?

Marek Chadaj: Nie czują żadnego respektu. Uważają, że jeśli na plaży pracują młodzi ludzie, to nie mają oni żadnego doświadczenia i nie mają prawa się mądrzyć i czegokolwiek im sugerować. Tymczasem są to osoby odpowiednio przeszkolone, za którymi stoją doświadczeni koordynatorzy i kierownicy plaż. To, że ktoś jest młody, nie znaczy, że nie ma wiedzy i już nabytego doświadczenia. Ich komunikaty to nie mądrzenie się, ale ostrzeżenie, którego nie wolno ignorować.

Ostatnie tragedie wydarzyły się przy wywieszonej czerwonej fladze. Ratownicy mają jakieś możliwości, aby wyegzekwować zakaz kąpieli?

- Nie możemy stosować żadnych środków przymusu. Możemy oczywiście zadzwonić po policję lub straż miejską, ale czas gra na naszą niekorzyść. Służby mają także inne swoje wezwania, więc zanim do nas dotrą, może być już za późno. Pozostaje liczyć na rozsądek ludzi. Z tym bywa jednak różnie. Wtedy musimy być po prostu pracować ze zdwojoną siłą.

W Ustce i Łebie zginęły dzieci, które były pod opieką rodziców.

To bardzo dziwi i boli. Rodzice są dla dzieci wzorem, maluchy mają do nich pełne zaufanie, więc jeśli tata mówi chodźcie, to one idą. Do tragedii dochodzi najczęściej, gdy dzieci jest dwoje, tak jak w Łebie i Ustce. W momencie, gdy ojciec zajmie się jednym i straci na chwilę z oczu drugie, fale je porywają, a efekt niestety już znamy.

Takich rodziców powinno się jakoś dodatkowo karać?

- To, że uratowaliśmy tego ojca i że będzie on musiał żyć ze świadomością, że przez niego zginęło jego dziecko, jest już chyba wystarczającą karą. Tym bardziej, że w pierwszej chwili po odzyskaniu przytomności krzyczał w amoku: „Gdzie są moje dzieci?!”. Już wtedy miał więc przebłyski świadomości tego, co się wydarzyło. To uczucie już nigdy go nie opuści. Większej kary już nie dostanie.

Ratownicy co roku ponawiają apele o bezpieczeństwo, niestety bez skutku. Ta tragedia może coś zmienić w mentalności Polaków?

Myślę, że może do niektórych dotrzeć, jak niebezpiecznie jest nad morzem. Nie łudziłbym się jednak, że nagle wszyscy będą ostrożniejsi. Już dzień po tragedii w Łebie, gdy wciąż powiewała tam czerwona flaga, a nam ratownikom towarzyszyła ekipa telewizji, na tej samej plaży kolejny nieodpowiedzialny ojciec kąpał się wraz ze swoimi dziećmi. Na nasze upomnienia zareagował agresją. Stwierdził, że zorganizowaliśmy jakąś ustawkę z kamerami, a on przecież nad wszystkim panował i wie co jest bezpieczne dla jego dzieci. W takich momentach człowiek czuje się bezradny.

Jakie jeszcze błędy popełniają plażowicze?

Przede wszystkim wielu osobom, które przyjeżdżają nad polskie morze, wydaje się, że świetnie pływają. Może i tak jest, ale na basenie, gdzie mogą sobie złapać się ścianki i zrobić sobie przerwę albo nad jeziorem, gdzie praktycznie nie ma fali. Na morzu, gdy już odpłyną od brzegu, są zaskoczeni falami i panikują. Próbują walczyć z żywiołem, tracą na to energię i zachłystują się wodą.

Chcę też podkreślić, że w całej mojej karierze ratowniczej nie spotkałem się z tym, żeby obcokrajowiec kąpał się poza wyznaczonym kąpieliskiem. Polak natomiast uważa, że skoro jest demokracja, to może się kąpać gdzie chce. Gdy widzi czerwoną flagę, idzie kilkaset metrów dalej, żeby ratownik się nie czepiał. A tam przecież warunki są identyczne. Flaga nie wisi dla ozdoby. Ona naprawdę ostrzega o niebezpieczeństwie.

Później są krzyki o pomoc. Trzeba jednak pamiętać, że zanim ratownik dotrze na miejsce zdarzenia ze swojego stanowiska, minie trochę czasu. Poza tym bieg po plaży także zabiera mu siły i nie jest on w stanie tak sprawnie działać, jak na obszarze, który pierwotnie miał strzec.

Może strzeżonych plaż powinno być więcej?

Oczywiście, że przydałoby się więcej stanowisk, więcej ratowników i więcej sprzętu. Niestety pieniędzy brakuje. To boli tym bardziej, że życie ludzkie jest warte więcej niż jakikolwiek sprzęt. Ten, którym obecnie dysponują poszczególne jednostki, jest już często w kiepskim stanie, a nie można wszystkiego opierać na ludzkich mięśniach. Potrzebne nam są quady, łodzie czy samochody, które są w stanie jeździć po plaży.

I tu kolejna kwestia. Kiedy jeździmy nimi po plaży, ludzie nas atakują, że smrodzimy i przeszkadzamy im w wypoczynku. Miałem taką sytuację, że jechałem na akcję na sygnale, a mężczyzna stanął mi przed maską i wykrzykiwał, że nie mam prawa tu jeździć. Zamiast zabierać dzieci i parawany, utorować nam drogę, ludzie jeszcze specjalnie ją blokują! To absolutnie nie mieści mi się w głowie. My naprawdę nie robimy tego dla własnej przyjemności.

Chciałby pan przekazać coś jeszcze plażowiczom?

Przede wszystkim, aby nie utrudniali nam pracy, którą przecież wykonujemy z myślą o nich. Sprawa jest prosta, jeśli wywieszona jest czerwona flaga - nie wchodźmy do wody. Za dzień lub dwa sytuacja się zmieni i znów będzie można się wykąpać bez niepotrzebnego ryzyka.

ZOBACZ WIDEO

Zobacz także
  • Porsche Driving Experience 2018 Jeden dzień w samochodowym raju
  • Rekord Guinnessa na Największy Toast Pod Ramię Rekord Guinnessa na Największy Toast Pod Ramię pobity!
  • Kultura w windzie Czy w windzie mówimy: "Dziękuję"?
Skomentuj:
Ratownik o plażowiczach: Obcokrajowcy nigdy nie robią tego, co Polacy
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy