Uratował ostatnią budkę telefoniczną w mieście. Będzie atrakcją?

W ostatnich latach z polskich ulic ubyło kilka tysięcy aparatów telefonicznych. Ich utrzymywanie jest nierentowne, bo Polacy przestali z nich korzystać. Zyskują jednak nową wartość, bo stają się symbolem pewnej epoki. Właśnie dlatego Andrzej Sadowski postanowił uratować ostatnią budkę telefoniczną w Olsztynie.

Przy ruchliwych ulicach, na dworcach czy w szpitalach. Dawniej budki telefoniczne były dosłownie wszędzie. W ostatnich latach ich widok to już jednak rzadkość. Dwa lata temu metrocafe.pl informowało, że w kraju pozostało około 13 tys. publicznych aparatów telefonicznych. Dziś ta liczba jest już nieaktualna. Jak zdradza Wojciech Jabczyński, rzecznik Orange Polska, która to firma przejęła automaty po dawnej Telekomunikacji Polskiej, obecnie utrzymywanych jest ok. 4,4 tys. telefonów. - Znajdują się przede wszystkim w zakładach zamkniętych i placówkach medycznych - precyzuje.

Przyczyna ich usuwania jest prosta, w dobie telefonów przenośnych, a nawet zegarków z funkcją prowadzenia rozmów, budki są już niepotrzebne. Do ich utrzymania Orange musi za to dopłacać. Im mniej aparatów telefonicznych na ulicach, tym większa jest ich wartość. Przede wszystkim sentymentalna. Dlatego Andrzej Sadowski postanowił zawalczyć o ostatnią budkę w swoim mieście. „To trochę taki zabytek, relikt ze starych czasów, gdy nie ganialiśmy z komórkami, ba nawet o nich nie marzyliśmy, tylko dzwoniliśmy używając kart magnetycznych. Te się nawet zbierało, sam próbowałem ale zbyt długo nie dałem rady. Chowaliśmy się w nich przed deszczem, całowaliśmy z dziewczynami, piliśmy piwo, dzwoniliśmy do rodziców że nie wrócimy o 22 do domu, i pewnie każdy miałby 1000 wspomnień z budką” – napisał na fanpage’u „Ostatnia budka telefoniczna w Olsztynie”, który utworzył.

– Pomysł ratowania budki narodził się przypadkiem, kiedy szedłem do pracy. Gdy zobaczyłem, że panowie rozbierają budkę przy olsztyńskiej starówce, postanowiłem ich zaczepić. Byli wyraźnie zaskoczeni moim zainteresowaniem, ale od słowa do słowa zgadało się, że to ostatnia budka mieście. Uznałem, że skoro jest ostatnia, to nie można pozwolić, żeby zniknęła. To symbol pewnej epoki – wyjaśnia metrocafe.pl Sadowski.

Wsparcie mieszkańców i pracowników

Z pomocą pracowników rozbierających budkę, skontaktował się z osobami, które mogły mu pomóc w jej odkupieniu. Nie jest to rzecz prosta. - Nie prowadzimy ich regularnej sprzedaży, ale jeśli pojawi się kupiec to możemy to zrobić – wyjaśnia rzecznik Orange Polska. - Dotychczas były pojedyncze takie przypadki. Pozostałe aparaty są utylizowane – dodaje.

Olsztynianin na swojej drodze do kupna publicznego telefonu spotkał wielu przyjaznych mu ludzi. – Formalności, jak to formalności, trochę trwały. Pracownicy Orange pomagali mi jednak jak mogli, żeby wszystko przebiegło sprawnie. Dzięki ostrożności panów, którzy budkę rozbierali, nic nie zostało uszkodzone i nie zawieruszyły się żadne części – mówi Sadowski.

Profil budki na Facebooku lubi dziś ponad 250 osób. – Znaleźli się ludzie, którzy zdecydowali się wesprzeć inicjatywę jej ratowania. Koszt odkupienia konstrukcji i aparatu telefonicznego to około 800 zł. – zdradza olsztynianin.

Teraz przed nim kolejne zadanie, złożenie budki. – Chcemy przywrócić ją może nie do stanu pierwotnego, ale takiego sprzed rozbiórki - wyjaśnia. Zaznacza, że oczywiście budka nie będzie już służyła jako aparat telefoniczny. – Nawet gdybyśmy chcieli ją do tego wykorzystać, to poprzedni właściciel zastrzegł sobie, że nie może ona pełnić takiej funkcji. Mamy jednak na nią inne pomysły. Myślimy m.in. o wyposażeniu jej w kamerę i mikrofon. Dzięki temu mogłaby służyć np. do badania opinii przyjezdnych o mieście – tłumaczy.

Więcej o: