Rewolucja technologiczna chłopaka w czapce

Nie wierzę w głupkowate aplikacje. Chodzi mi o tworzenie innowacji, które mogą coś zmienić - mówi Mateusz Mach, nastolatek, który wymyślił program za miliony dolarów.

W 2015 roku w mediach zrobiło się głośno o Mateuszu Machu – licealiście z Lęborka, który stworzył aplikację dla osób głuchych. Five App umożliwia wysyłanie wiadomości graficznych imitujących dowolne ruchy dłoni. Początkowo przeznaczona była dla fanów hip-hopu. Jednak zamiast młodych raperów, zainteresowały się nią osoby głuche.
Nieoczekiwany zwrot akcji przyniósł Mateuszowi rozgłos, a potencjał programu dostrzegli polscy i zagraniczni inwestorzy.

Po roku budowania własnej firmy – Five App, życie Mateusza znacznie się zmieniło. Nie jest już licealistą z Lęborka, ale studentem prestiżowego Uniwersytetu Nowojorskiego w Abu Dhabi.

Z Mateuszem Machem rozmawiała Marianna Fijewska.

Marianna Fijewska: Mieliśmy już okazję spotkać się w Warszawie, kilka miesięcy temu. Byłeś wtedy licealistą z Lęborka. Dzisiaj rozmawiamy przez Skype'a, bo mieszkasz na drugim końcu świata. Wiele się zmieniło.

Mateusz Mach: To prawda. Nigdy nie pomyślałbym, że mogę studiować na Uniwersytecie Nowojorskim, ale zostałem tam zaproszony.
Pewnego dnia zapisałem się na webinar, który miał pomóc studentom w napisaniu aplikacji na ten uniwersytet. Okazało się, że osoby pracujące dla NYU czytały artykuł o aplikacji na Yahoo i skojarzyły mój adres mailowy. Dzięki temu pomogli mi przejść przez proces rekrutacyjny.

Na czym polega innowacyjność Five App?

Five App to pierwszy komunikator dzięki, któremu osoby niesłyszące mogą się porozumiewać. Aplikacja nie tylko umożliwia rozmowę w języku migowym, ale też tłumaczy go na język pisany – to dodatkowa funkcja, którą można uruchomić, kiedy osoba niesłysząca rozmawia z kimś, kto nie zna migowego.

Jak odbywa się przenoszenie znaków migowych na język pisany?

Aktualna wersja aplikacji zawiera blisko 1000 znaków w amerykańskim języku migowym ASL. Ciągle dodajemy do niej kolejne, choć wcale nie jest to takie proste – najpierw musimy nagrać migającą osobę, która pokazuje znak, później wraz z grupą animatorów wielokrotnie analizujemy znak i przygotowujemy pierwszą wersję animacji. Następnie wysyłamy znak do grupy 150 niesłyszących, którzy znają ASL. Czekamy na ich potwierdzenie, czy znak jest czytelny.

Podobno zamierzasz promować aplikację w USA?

Mamy umówione spotkania w szkołach i na uniwersytetach. Nasze prezentacje odbędą się między innymi na Gallaudet University – największej uczelni dla osób głuchych w Stanach. Środowisko osób niesłyszących jest bardzo hermetyczne, więc nie możemy ograniczać się do promocji online.

Choć kampania promocyjna dopiero się rozpocznie, aplikacja od wielu miesięcy dostępna jest w internecie. Ile osób w tej chwili korzysta z App Five?

Do tej pory aplikacja została pobrana 17 tys. razy, większość użytkowników pochodzi ze Stanów, choć Polacy też stanowią znaczącą część.

Na ile pobrań liczycie?

Zakładamy, że po pierwszych dwóch miesiącach promocji, będziemy mieć 50 tys. aktywnych użytkowników.

Czy masz w planach stworzenie polskiej wersji aplikacji?

Cały czas pracujemy nad aplikacją w polskim języku migowym, która w sumie ma zawierać ponad 5000 znaków. Pomaga nam w tym Fundacja Migaj.eu i Towarzystwo Gest, które stworzyło pierwszy w Polsce słownik języka migowego.

Kto jest waszym partnerem w Stanach?

Głównym partnerem jest Cindy Chen, dzięki której odkryliśmy potencjał Five jako narzędzie pomocne dla głuchych i ONZ. Tematem zainteresowana jest też Laura Petti, dziennikarka CNBC, największej na świecie sieci kanałów informacyjno-ekonomicznych. Naprawdę zaangażowała się w nasz projekt i będzie aktywnie uczestniczyć w marketingu, co bardzo nam pomoże, bo Laura jest rozpoznawalna w środowisku osób niesłyszących.

Znane twarze zawsze dobrze robią kampaniom promocyjnym.

To prawda, moim marzeniem jest, żeby do akcji dołączył Nyle DiMarco – facet, który wygrał amerykańską edycję „Tańca z Gwiazdami”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie był głuchy. To niezwykłe, ale tak właśnie się stało. Nyle przez to, że nie słyszy, tańczy w bardzo charakterystyczny sposób, a mimo to osiągnął wielki sukces.

W tamtym roku mówiło się, że Five App została wyceniona na dwa miliony złotych. Ile jest warta dzisiaj?

Może 10 razy więcej, a może i 20. O wartości możemy mówić dopiero w momencie inwestycji.

Z kim chciałbyś współpracować?

Naszym celem jest współpraca z firmami, które wspierają komunikację. Spotkaliśmy się już z pracownikami Samsunga, którzy bardzo dobrze zareagowali na naszą aplikację i są zainteresowani wdrożeniem Five App, jako ekskluzywnej klawiatury na telefon czy tablet. Spotkaliśmy się też z polskim oddziałem Google, im także aplikacja bardzo się spodobała. Jednak moim głównym celem jest współpraca z Facebookiem. Chciałbym, żeby tam, gdzie jest zakładka GIF na Messengerze, była dostępna nasza klawiatura z językiem migowym.

Gdyby współpraca z Facebookiem się udała, to dokonałbyś rewolucji technologicznej dla osób głuchych!

Byłoby fajnie!

Jeszcze bardziej niesamowite jest to, że masz 19 lat! Na czym polegają twoje obowiązki?

Moim zadaniem jest dostarczenie produktu na rynek. Pracuję za kulisami i tam nadzoruję wszystkie elementy układanki – uczestniczę w pracy programistów, rozmawiam z inwestorami, organizuję spotkania w szkołach i na uczelniach. Staram się też nie zaniedbywać uczelni...

Masz jeszcze jakiś czas wolny?

Właściwie nie.

A przyjemności?

Mamy na kampusie profesjonalne studio nagraniowe z wyposażeniem za ponad milion dolarów, które jest dostępne dla każdego ucznia. Chodzę tam razem z kolegą z pokoju, Koreańczykiem. Chcemy nagrać pierwszy kawałek.

Wiesz już, jaka będzie twoja kolejna aplikacja?

Mój kolejny projekt będzie dotyczył sektora medycznego. Ale teraz nie chcę bardziej rozwijać tematu.

Myślałam, że twoje zainteresowania wiążą się raczej z rapem niż medycyną.

Ja po prostu nie wierzę już w głupkowate aplikacje. Five App początkowo miała być aplikacją dla fanów rapu. Zaprogramowałem ją i było śmiesznie, ale później pomyślałem, że poświęciłem tyle czasu na stworzenie czegoś, co nie wnosi kompletnie żadnej wartości. Na szczęście okazało się, że można wykorzystać ją inaczej. To, o czym mówię, dobrze widać w zachowaniu inwestorów. Największe powodzenie mają aplikacje należące do Facebooka i Google, bo stanowią 80 proc. pobieranych aplikacji, a tylko 20 proc. należy do deweloperów trzecich. Liczba inwestycji w same aplikacje z roku na rok jest coraz mniejsza. Ich era po prostu się kończy.

Czyli swoim działaniem chcesz pomagać innym ludziom?

To nie jest tak, że od teraz jestem filantropem i skupiam się tylko i wyłącznie na projektach o charakterze prospołecznym. Chodzi mi o tworzenie innowacji, które mogą coś w życiu zmienić, wnieść dużą wartość.

Kiedy polskie media pisały o nastolatku, który wymyślił aplikację wartą milion dolarów, dużo mówiło się o twoim ubiorze. Na spotkania z inwestorami dalej chodzisz w ubraniach, które bardziej pasują do rapera niż biznesmena?

Nic się nie zmieniło – w czapce i bluzie wciąż mi najlepiej.

Więcej o: