Przeterminowane składniki, ceny nie wiadomo za co - gdzie tak żywią?

Szkolne i studenckie stołówki niespecjalnie dbają o tych, którzy korzystają z ich usług. Inspekcja Handlowa miała sporo zastrzeżeń

 Szwankuje niemal wszystko, bardziej lub mniej. Inspekcja Handlowa sprawdziła 86 stołówek działających na terenie szkół, uczelni, internatów, akademików, klubów studenckich - w ponad trzech czwartych z nich coś było nie tak.

Najmniej zastrzeżeń było do jakości jedzenia. Inspektorzy przyjrzeli się 366 potrawom, a 78 dodatkowo trafiło do laboratoriów. Szczególnie dokładnie sprawdzono, czy wielkość porcji jest właściwa, jakie składniki wykorzystano oraz gatunek ryb - czy rzeczywiście jest taki, jak podany w menu. Tylko pięć potraw nie odpowiadało wymaganiom oraz informacjom od pracowników stołówek: jedzenie smażono na tłuszczu złej jakości, surówki serwowano mniej niż podano w menu itd.

W dziewięciu stołówkowych spiżarniach inspektorzy znaleźli przeterminowane produkty, w sumie 28 partii żywności trzeba było wyrzucić. Dodatkowo jeszcze gdzieniegdzie źle przechowywano artykuły spożywcze, np. mięso przetrzymywano w zamrażarkach zamiast w chłodniach.

Znacznie więcej zastrzeżeń pojawiło się podczas sprawdzania, jak wygląda podawanie informacji o posiłkach oraz o obowiązujących cenach.

Połowa jedzenia z 1000 sprawdzonych zapasów, w prawie co drugiej stołówce miała złe oznakowanie. Dotyczyło to przede wszystkim potraw bez opakowania, o których nie było wiadomo, z jakich składników zostały przyrządzone; a to szczególnie ważne informacje dla osób uczulonych na niektóre składniki.

Czasami też pracownicy stołówek wprowadzali konsumentów w błąd: zamiast sera feta dodawali do jedzenia ser sałatkowy, po zamówieniu  gorącej czekolady z bitą śmietaną na stole lądował napój z mieszanki do automatów zawierającej m.in. zamiennik mleka, serwatkę i odtłuszczone mleko w proszku.

Podczas zakupów kontrolnych żadnych wpadek nie było, ale kontrolerzy ujawnili, że w 7,3 proc. stołówek z 82 sprawdzonych sprzedający nie wydawali paragonów albo rejestrowali w kasie inny produkt. W co czwartej jadłodajni nieprawidłowo informowali o cenach, a szczególnie często o tym, jaką ilość potrawy klient powinien dostać za podaną cenę.

Kontrola zakończyła się poprawianiem tego, co się dało, wysłaniem informacji np. do Państwowej Inspekcji Sanitarnej i administracji podatkowej, a oprócz tego 29 mandatami itd.

UOKiK przypomina, że zawsze, w każdej stołówce czy restauracji klient, który coś kupuje, w karcie musi się znaleźć nie tylko cena, ale też ilość potrawy, podobnie jak wykaz składników, a zwłaszcza wywołujących reakcje alergiczne. Żywność sprzedawana bez opakowania również musi zawierać informację  o składnikach (np. na wywieszce).

Więcej o: