Spowiedź Bartosza "Fisza" Waglewskiego: nasz świat pęka

Z jednej strony rządzi Putin, z drugiej skrada się Trump, i moje dzieci będą dorastać w czasie obudzonych ze snu demonów - mówi Bartosz "Fisz" Waglewski, wokalista Tworzywa Sztucznego, które wydało nową płytę "Drony".

Konrad Wojciechowski: Posłuchałem nowej płyty Tworzywa i doszedłem do wniosku, że jak tak dalej pójdzie, to – trawestując klasyka – „rozdziobią nas kruki i drony”.

Bartosz „Fisz” Waglewski: -  „Drony” to ładny wyraz, podoba mi się i pasował na tytuł płyty. Mój syn mnie prosi, żebym mu takiego drona sprawił. To urządzenie, które faktycznie czasami ułatwia życie. Przy produkcji teledysku do piosenki mogliśmy niedrogo zrobić dronem ujęcie z lotu ptaka. Pojawia się mnóstwo tego typu gadżetów.

Używasz ich i masz nad nimi kontrolę czy to one mają ją nad tobą?

– Od niektórych jestem uzależniony – od internetu kiedyś na pewno. W piosenkach na płycie szukamy granic tego nowego wspaniałego świata; pytamy, jak będzie wyglądał. I o prywatność, która zdaje się nie istnieć w mentalności młodych pokoleń. Wspomniane granice bardzo się przesunęły. Zdjęcia z gołym brzuchem w windzie w moich podwórkowych czasach byłyby nie do pomyślenia. Taki obciach wykluczałby z grupy.

Jak patrzysz na siebie dzisiaj i jak wspominasz siebie z wczoraj, to który „ty” jest tym prawdziwym?

– Odpowiem wspomnieniem z dzieciństwa: przeszło 20 lat temu nie wiedzieliśmy tego wszystkiego, co wiemy dziś, i nie było nam z tym najgorzej. Nie było komórek, chodziło się do budki telefonicznej, dzwoniło raz dziennie do chłopaków i umawiało na osiedlu o ustalonej godzinie. Teraz obcujemy w wykreowanym świecie – pytanie, czy jest nam niezbędny i na ile nas zmienia. Rozumiem ludzkie skłonności do budowania utopii, w czym pomagają internet i social media. Ale jak ci młodzi ludzie poradzą sobie z tym namacalnym światem, kiedy dotrze do nich, że nie są tacy piękni jak w Photoshopie i wszyscy są śmiertelni? W dodatku czasy są niepewne – z jednej strony rządzi Putin, z drugiej skrada się Trump. I moje dzieci będą dorastać w czasie obudzonych ze snu demonów, które – tak się wydawało – zostały dawno zażegnane. A jednak wychodzą na powierzchnię, co jest konsekwencją budowania świata wedle bardzo prostej, czarno-białej recepty na życie.

Masz na myśli te wielkie idee, o których śpiewasz w „Biegnij dalej sam”?

– Tak. One są mi obce, bo wprost odwołują się do nacjonalizmów. Sporo też śpiewam o duchowości, która znalazła się w głębokim kryzysie. Brakuje mi ludzkiej empatii, a empatia łączy się z edukacją – takie mam wrażenie. Moi znajomi często dyskutują o socjalizmie skandynawskim, bo tam się socjalizm udał i społeczeństwo ze sobą współpracuje. Pomijając kwestie ekonomiczne, u nas ciągle jest problem z mówieniem sobie dzień dobry. Do budowania wspólnoty jeszcze daleka droga.

 

Może oduczyliśmy się jej budować i już nie potrafimy tego robić?

– Jeżdżę dużo na wieś, na Lubelszczyznę – tam napisałem większość tekstów na „Drony”. Ktoś zainwestował na tych terenach w ogromne wesołe miasteczko – idealnie wpasowane w miejscowy krajobraz. Do budowy zostali zaangażowani miejscowi. Sami porąbali drewno i poskładali z desek cały ten „małpi gaj”. Świetna sprawa! I okazało się, że antagonizmy antagonizmami, walka klasowa walką klasową, a ludzie jednak potrafią coś wspólnie zrobić.

To była zelektryfikowana wieś? Dochodziły SMS-y?

– Słabo. Musiałem zrezygnować z gadżetów, bo nie było zasięgu ani wi-fi. Początkowo czułem syndrom odstawienia, nie wiedziałem, co ze sobą zrobić.

Ale dzieciaki miały frajdę – ganiały po podwórku z tamtejszą nowo zapoznaną ekipą. Inna sprawa, że później siadały grać na PlayStation [śmiech]. Tam też było trudno się odciąć od tych zdobyczy techniki.

Muzyka na „Dronach” niespecjalnie odbiega od tej z poprzedniej płyty „Mamut”.

– Jest beat, ale pojawia się też riffowe granie. Ponadto Mariusz Obijalski rozpisał wszystkie smyczki. To będzie doskonała płyta do grania na żywo, na koncertach. Niewykluczone, że to jedna z ostatnich naszych płyt, na których rządzi beat.

Dlaczego?

– Jesteśmy już zmęczeni czysto elektronicznym beatem. Elektronika nie będzie więcej aż tak dominująca. Trochę ryzykujemy, ponieważ brzmienie Tworzywa to od zawsze koktajl samplingu, beatu i czegoś, co trudno do końca nazwać rapem.

Dziś w ogóle trudno klasyfikować muzykę – na rap, pop, rock. Nie uważasz?

– Mamy do czynienia z powrotem do tego, co już było. Muzyka popowa coraz częściej ląduje na półce z muzyką alternatywną. Wraca moda na lata 80., a teraz na 90. Ja już to przeżywałem, mnie już to nie kręci.

A w rapie coś jeszcze cię kręci?

– Podoba mi się ostatnia płyta O.S.T.R.-ego, który opowiada o sobie i tę opowieść potrafi zuniwersalizować. Interesujące jest to, co robi Bisz i Taco Hemingway. A co do reszty. Słuchałem ostatnio płyt kilku młodych raperów i nie bardzo wiem, jakie oni mają zmartwienia. Cały czas ważne są samochody, dziewczyny, żeby wypić drinka i zajarać. Chyba nasz pękający, chwiejący się świat nie do końca ich interesuje.  

 
Więcej o: