Make Life Harder: Tak strasznie, że aż śmiesznie

18.10.2017 11:16
Parodiowali Kasię Tusk, pozując w białych skarpetkach i klapkach Kubota. Radzili, że jeśli chcesz przestraszyć Weronikę Rosati, powinieneś przebrać się za jej karierę w USA. Teraz twórcy bloga Make Life Harder wystartowali z internetowym programem, którym - jak sami mówią - chcą zedrzeć z rodzimej polityki płaszczyk powagi.

Kuba Dobroszek: Jest aż tak strasznie czy aż tak śmiesznie, że zdecydowaliście się stworzyć własny program?

Jakobe Mansztajn: Tak strasznie, że aż śmiesznie. Dwa lata temu, pisząc latarnik wyborczy, niechcący się przebranżowiliśmy. Niedługo później powstała nasza książka "Przewodnik po polityce i nie tylko, ale też". W której jednak bardziej niż z samej polityki nabijamy się z polityków. Mamy świadomość, że polityka jest niezwykle istotna. Program "Make Poland Great Again" to naturalna kontynuacja wątku politycznego naszej twórczości.

Co to znaczy, że przebranżowiliście się "niechcący"?

Rafał Żabiński: Z natury wskakujemy na każdą falę, którą uważamy za ciekawą, nośną. Mówiąc pół żartem pół serio: nie ma gówna, do którego nie włożylibyśmy palca. Kiedy zorientowaliśmy się, że nasz pierwszy polityczny tekst chwycił, postanowiliśmy brnąć w to dalej.

Co się wtedy stało, że go napisaliście? Aż tak się wkurzyliście? To było chyba jeszcze za czasów rządów PO.

Jakobe: Lubimy trzymać rękę na pulsie. Poza tym czuliśmy, że to się kliknie (śmiech). Ale potem PiS doszedł do władzy, więc zaczęliśmy dostawać kolejne pożywki do tekstów. Prawo i Sprawiedliwość bardzo się stara, byśmy się nie nudzili. My jako "satyrycy" - zaznacz, że pokazuję cudzysłów, bo nie lubię tego słowa...

...dlaczego?

Jakobe: Bo mam wrażenie, że w Polsce satyrycy to przede wszystkim kabarety.

Rafał: I Jan Pietrzak...

Jakobe: Nawet jeśli ktoś ocenia, że robimy podobną szmirę co oni, to ja świadomie nie chciałbym się stawiać z nimi w jednym szeregu.

Szmira szmirą, ale niektóre z waszych facebookowych wpisów są cytowane na Twitterze nawet przez co poważniejszych publicystów.

Jakobe: Skoro cytują dwóch amatorów, to może należałoby zapytać, czy faktycznie są "co poważniejszymi publicystami". Ale odpowiadając serio na wcześniejsze pytanie: zauważyłem, że człowiek z biegiem lat zaczyna się mimowolnie interesować polityką. Nie wiem, z czego to się bierze. Może z tego, że z wiekiem robisz się bardziej odpowiedzialny - nie tylko za siebie i najbliższych, ale w pewnym sensie również za swój kraj. Można oczywiście przymknąć oczy, przestać się polityką interesować, w końcu to, co widzimy w mediach, to przeważnie zwykły teatr, ale nie zmienia to faktu, że rzeczy się dzieją, Polska się wydarza.

Rafał: Ja akurat studiowałem politologię, więc polityką zacząłem interesować się gdzieś w okolicach liceum.

Modne jest jednak mówienie - zwłaszcza wśród młodych - że nie interesują się tymi zagadnieniami.

Jakobe: Dlatego wspomniałem o tym wieku. Mnie 10 lat temu też niespecjalnie interesowało, kto jest ministrem finansów. Można przy okazji zapytać, kto w takim razie idzie w politykę, jeśli młodzi mają ją w dupie. Zostają wilczki bez idei. Ludzie z przypadku. Amatorzy drogich zegarków. No i jak ma być w tym kraju lepiej?

Rafał: Ja bym się nie zgodził. Mam wrażenie, że interesowanie się polityką robi się modne. Różnej maści blogerki udowadniają, że fajnie jest się pokazać na proteście przed sejmem i zrobić sobie selfie ze znajomymi. W tym zresztą upatruję plusów obecnej sytuacji w Polsce. To wszystko, co robi PiS, sprawia, że młodzi ludzie jednak coraz bardziej zaczynają się interesować polityką. Rodzi się tylko pytanie, czy to zainteresowanie nie ograniczy się do chodzenia w T-shirtach z symbolem Polski Walczącej lub uczestnictwa w Czarnych Protestach.

Jakobe: Jedno jest pewne. Nikt tak jak Prawo i Sprawiedliwość nie budzi w Polakach świadomości politycznej i w ogóle świadomości swoich praw. Podejrzewam, że jedną z konsekwencji rządów PiS będzie rekordowa frekwencja podczas kolejnych wyborów. Za PO polityka była przezroczysta.

Polityka "ciepłej wody w kranie".

Jakobe: Właśnie. A teraz na żółtych paskach w TVN-ach królują ministrowie, prezesowie, posłowie, prokuratorzy. Ten powiedział to, tamten zrobił tamto. Nawet celebryci zeszli na dalszy plan.

Można więc stwierdzić, że gdyby nie PiS, nie byłoby waszego nowego programu?

Jakobe: Tego nie wiem. Ale rzeczywiście propozycje wystartowania z podobnym formatem zaczęły się pojawiać, kiedy partia Jarosława Kaczyńskiego doszła do władzy. My też poczuliśmy, że teraz polityka będzie tematem nr 1.

"Make Poland Great Again" ma formułę "late show". To format bardzo popularny w Stanach Zjednoczonych, ale u nas - niekoniecznie.

Jakobe: Bo nikt nie wie - łącznie z nami - jak się go robi.

Rafał: Nasz program nie jest oczywiście klasycznym "late show" w stylu Davida Lettermana, do którego przychodzi gość, a prowadzący ma swój monolog. "Make Poland Great Again" to bardziej publicystyczny sitcom. I rzeczywiście niekoniecznie u nas popularny. Ale głównie dlatego, że nikt tego w Polsce jeszcze nie robił.

Dlaczego?

Rafał: Bo to strasznie trudne. Nie traktuj tego oczywiście jako asekurację czy usprawiedliwienie z naszej strony, ale jesteśmy po nagraniu kilku odcinków i możemy z czystym sumieniem powiedzieć: to horror.

Co jest najtrudniejszego?

Rafał: Wszystko. Najpierw musisz wykonać pracę dziennikarską. Musisz mieć materiał, który nawet po pozbawieniu warstwy humorystycznej, broni się jako materiał dziennikarski. To musi być ciekawe, oparte na faktach, zweryfikowane. Dopiero kiedy masz tę podstawę, możesz nakładać warstwę humorystyczną. I to jest kolejny horror, bo żarty na papierze zupełnie inaczej brzmią w telewizji.

Może po prostu "late show" to format, na który polscy widzowie nie są gotowi?

Rafał: Nie zaryzykowałbym takiego stwierdzenia. My jednak kierujemy swój przekaz do konkretnej grupy. Wydaje mi się, że wielu z naszych widzów kojarzy oryginalne amerykańskie odpowiedniki. Myślę, że młodzi ludzie nie tyle są gotowi na polski "late show", co wręcz na niego czekają.

Jakobe: Póki co jednak program spodobał się głównie naszym mamom.  

A co miały mówić?

Jakobe: Że zbyt młodzieżowe.

Nie jestem pewien, czy starsi ludzie zrozumieli żart o Gulczasie z "Big Brothera", którego użyliście w premierowym odcinku.

Rafał: Ja bym raczej zapytał, czy pokolenie 20+ zrozumiało.

Jakobe: Wracając jeszcze do pytania o gotowość polskich widzów na tego typu format - gotowość jest, sęk w tym, że w Polsce robienie programów zaczyna się często od pytania "Na czym możemy przyciąć, gdzie oszczędzić?". Amerykańskie odpowiedniki to potężne produkcje. Sam garnitur prowadzącego kosztuje pewnie więcej niż miesięczny budżet "Szkła kontaktowego". I to jest coś, czego nie przeskoczymy.

Rafał: Musimy też pamiętać o różnicach kulturowych. W Stanach Zjednoczonych każdy gość "late show" - czy to aktor czy polityk - jest showmanem. Jedni mają zabawne anegdoty, inni potrafią tańczyć, jeszcze inni śpiewać. A w Polsce? Do programu przyjdzie Małgorzata Foremniak i co...

Jakobe: Jest jeszcze kwestia języka. W język angielski wpisany jest pewien luz i potoczność, nie uświadczysz takich form, jak per pan, per pani.

Zawsze fascynował mnie Obama, który na konferencjach prasowych zwracał się do dziennikarzy po imieniu.

Jakobe: A w Polsce nieumiejętnie użyjesz kolokwializmu i wszyscy od razu robią aferę.

Skąd się to bierze?

Jakobe: Polacy lubią się śmiać, jesteśmy śmieszkami. Ale jednocześnie czujemy, że w przestrzeni, która z założenia jest poważna – jak właśnie polityka – wszyscy muszą być poważni jak Waldemar Pawlak. Ten brak luzu prowadzi do tego, że polityk już na starcie jest posrany, że coś palnie, a potem ktoś mu to wyciągnie. W efekcie mówi okrągłymi zdaniami, które nic nie znaczą. Beata Szydło jest tego najlepszym przykładem.

Chyba wszyscy pamiętamy "udział" pani premier w "Uchu Prezesa": "Przez osiem ostatnich lat, Polki i Polacy..."

Rafał: Ale Beata Szydło - pod tym względem - nie różni się specjalnie od Ewy Kopacz, która również miała wyuczone formułki.

Jakobe: "Pewne tematy były, są i będą poruszane na spotkaniach międzynarodowych, ale to jest jeszcze ustalane..." to przykładowe zdanie pani Ewy. Polityka jest świątynią powagi i drętwoty. My w "Make Poland Great Again" spróbujemy ten płaszczyk powagi zedrzeć.

Rafał: Jednym z elementów "sukcesu" naszego bloga jest fakt, że nigdy nie baliśmy się nazywania rzeczy po imieniu. I osób. W Polsce jest dużo żartownisiów, ale większość boi się wychylić. Oglądasz wywiad i słyszysz: "Jest taki aktor, on tam coś robi chujowego, ale oczywiście nie powiem, kto to, bo co środowisko na to?". Tak samo mnóstwo osób boi się używać w żartach konkretnych marek czy firm. Wszystko jest obwarowane paragrafami. W Stanach mają to w dupie i jadą po całości.

A więc macie po prostu misję. Chcecie przekuć ten cały pompowany balonik.

Jakobe: Wiesz co, chyba chcielibyśmy wreszcie po sześciu latach działalności "Make Life Harder" zacząć wreszcie robić coś, co ma trochę więcej sensu niż przebieranie się w ciuchy swoich matek i robienie sobie zdjęć na śniegu.

Rafał: Ja bardziej niż przekuć ten balonik - chciałbym, żeby ktoś kiedyś dowiedział się czegoś istotnego z "Make Poland Great Again". Tego typu sytuacja ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie mnóstwo ludzi poniżej dwudziestego roku życia czerpie wiedzę o świecie właśnie z tego typu programów. Oni przecież nie oglądają CNN, który jest dla nich nudny. O poważnych sprawach w żartobliwy sposób - to nasze nowe hasło. Reklamowe.  

ZOBACZ WIDEO

Skomentuj:
Make Life Harder: Tak strasznie, że aż śmiesznie
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy