Tajemnicza kolacja - czy warto się wybrać?

Połączenie kolacji z interaktywnym spektaklem i rozwiązywaniem zagadek - w teorii brzmi świetnie, jak jednak wypada w rzeczywistości?

Jeszcze nie tak dawno temu restauracje były miejscami, do których chodziło się w jednym, nieskomplikowanym celu – napełnienia żołądka. Coraz większa konkurencja i rosnące wymagania klientów sprawiły jednak, że od restauracji zaczęto wymagać więcej – nie tylko dobrego jedzenia, ale również ciekawych wrażeń, które mu towarzyszą. Sukces organizowanych w wielu polskich miastach kolacji w ciemności sprawił, że postanowiono pójść o krok dalej – stąd wzięła się tajemnicza kolacja.

Tajemnicza kolacja to efekt współpracy serwisu Wyjątkowy Prezent i firmy Art Movement. I trzeba przyznać, że już sam opis wydarzenia przygotowany przez organizatora prezentuje się intrygująco:

Przygotujcie się na ciekawe niespodzianki w formie zagadek, które doprowadzą Was do rozwiązania opowieści wraz z innymi uczestnikami Tajemniczej Kolacji. Interaktywna zabawa odbywa się przy stolikach. Cały wieczór będzie przeplatany z rozwiązywaniem zagadek, np. uwolnienie kogoś z opresji lub uniewinnienie jakiejś osoby. Dreszczyk emocji gwarantowany, a tajemnicy dodadzą kelnerzy, którzy nie mogą odzywać się do Gości oraz mają na sobie maski. Realizacja będzie odbywała się podczas specjalnie organizowanych eventów w grupach. W międzyczasie podawane są posiłki.

Co się dzieje podczas tajemniczej kolacji?

Obecnie projekt tajemniczej kolacji jest realizowany tylko w jednym miejscu – w Małej Warszawie. Każdy z przy wejściu otrzymuje wenecką maskę, lupę z numerem stolika oraz powitalnego drinka. Kilka minut po zajęciu miejsc spektakl się rozpoczyna.

Opowiadana na scenie (oraz między stolikami) historia zaczyna się całkiem obiecująco. Barman Konrad przedstawia losy swojej znajomości z Klarą – kobietą, która przekonała go do porzucenia dotychczasowej pracy na rzecz wspólnego prowadzenia restauracji. Wymieniona dwójka zdecydowanie wiedzie prym podczas przedstawienia – co prawda występuje w nim jeszcze postać kelnera Brunona, ale ten nie odzywa się ani słowem i pełni funkcję comic reliefa, co jakiś czas nieporadnie się potykając. Do samej postawy aktorów nie można mieć pretensji, chociaż maniera odgrywającej rolę Klary Diany Krupy dla wielu może być na dłuższą metę nie do zniesienia – Klara wszystko robi w sposób hałaśliwy i egzaltowany, a jej styl bycia i śmiech przypomina Dodę sprzed kilku lat.

Klara, Konrad i Bruno - bohaterowie tajemniczej kolacjiKlara, Konrad i Bruno - bohaterowie tajemniczej kolacji Marcin Cedzyński

Rozwinięcie historii oraz jej zakończenie nie spełniają jednak oczekiwań rozbudzonych na samym początku. Historia toczy się w sposób wolny i umiarkowanie interesujący, a samo zakończenie jest przewidywalne i mało satysfakcjonujące. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby przewidzieć końcowy twist i zorientować się w prawdziwych zamiarach bohaterów. To zdecydowanie największy, choć niestety nie jedyny minus całego przedsięwzięcia – bo choć sam pomysł połączenia kolacji z interaktywnym teatrem jest znakomity, to mam wrażenie, że w samej historii czegoś zabrakło. Nie mam wątpliwości, że gdyby opowiadana historia była ciekawsza, odbiór całości byłby zdecydowanie lepszy.

A co z zapowiadanymi zagadkami i łamigłówkami?

Cóż, te polegają głównie na odszyfrowywaniu zakodowanych wyrazów i wykonywaniu niezbyt skomplikowanych działań matematycznych (spokojnie, powinni sobie z nimi poradzić nawet ci, których przerażała wizja obowiązkowej matematyki na maturze). Pojawiło się również zadanie polegające na znalezieniu drogi w labiryncie. Całość należy ocenić pozytywnie – rozwiązywanie zagadek zdecydowanie sprzyja integracji przy stole (ośmioosobowym) i dodaje kolorytu całemu wydarzeniu.

Odszyfrowywanie kodów to główna oś większości zagadekOdszyfrowywanie kodów to główna oś większości zagadek Marcin Cedzyński

Jedzenie

Główny ton całemu wydarzeniu nadają spektakl i zagadki, ale nie można zapomnieć o jeszcze jednym istotnym elemencie całości, czyli jedzeniu. I choć chciałbym tu użyć innego słowa, to do jego określenia najlepiej pasuje przymiotnik „poprawne”. Można wybierać spośród dwóch opcji – mięsnej i wegetariańskiej. Zdecydowałem się na pierwszą z nich i dostałem krem z buraków, polędwiczki drobiowe i szarlotkę. Biorąc pod uwagę fakt, że całość trwa około dwóch godzin można odnieść wrażenie, że interwały pomiędzy posiłkami są nieco za długie. Nie do końca też rozumiem decyzję organizatorów o dodatkowej płatności za napoje – nie zapominajmy, że koszt całości to niemal 500 złotych, jeśli zdecydujemy się pójść na tajemniczą kolację w dwie osoby.

I tu należy odpowiedzieć na pytanie, czy 499 złotych i 99 groszy to uzasadniony wydatek za to, co otrzymujemy. I cóż, nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi twierdzącej. Tak byłoby w sytuacji, gdyby spektakl opowiadał ciekawszą, lepiej poprowadzoną i mniej przewidywalną historię, a odpowiedzialni za kulinaria wyraźnie wzbili się poziomem powyżej tego, co oferuje niemal każda restauracja w Warszawie w porze lunchu. Na razie mamy do czynienia z niewykorzystanym potencjałem.

Więcej o: