"W lesie dziś nie zaśnie nikt" trafił na Netfliksa. Serwis obniża jakoś streamingu w Europie

Film, zapowiadany jako "pierwszy polski slasher" miał trafić na ekrany kin 13 marca 2020 roku. Z oczywistych względów tak się jednak nie stało, a dystrybutor dość nieoczekiwanie porozumiał się z Netfliksem, na skutek czego horror trafił do oferty serwisu. Niestety, na tę dobrą wiadomość związaną z Netfliksem przypada druga, gorsza.

„W lesie dziś nie zaśnie nikt” to film czerpiący garściami z dorobku amerykańskich slasherów z lat 80., czyli podgatunku horrorów, skupiających się na grupie ludzi, na których czai się seryjny morderca. Nie dziwi zatem pomysł, aby film trafił do kin w piątek trzynastego („Friday the 13th” to tytuł jednej z najbardziej kultowych serii tego typu). Ci, którzy chcieli obejrzeć film Bartosza Kowalskiego, nie muszą dłużej czekać – film bez żadnej wcześniejszej zapowiedzi trafił bowiem na Netfliksa. Jeśli sądzicie, że wyjście z domu do lasu w obecnej sytuacji jest dobrym pomysłem, zalecamy seans „W lesie dziś nie zaśnie nikt” – zmienicie zdanie. A nawet jeśli nie, to na jakiś czas odwerwiecie się myślami o rzeczywistości.

 

Netflix obniża jakość streamingu w Europie

Przymusowa izolacja i apele o pozostanie w domach sprawiły, że średnio o 20% zwiększyło się zainteresowanie serwisami streamingowymi (w niektórych krajach było jednak o wiele większe – np. w Austrii o 44%, a w Hiszpanii o 42%). Taki stan rzeczy ma jednak swoje negatywne skutki w postaci przeciążonych łącz internetowych. Unia Europejska zaapelowała do Netfliksa, aby ten obniżył jakość filmów i seriali – tłumaczono to tym, że infrastruktura internetowa nie służy jedynie rozrywce, ale stanowi też kluczowy element działania dla państwowych służb czy w systemie zdalnego nauczania. CEO Netfliksa Reed Hastings przychylił się do tej prośby i ogłosił, że jakość streamingu na terenie Europy zostanie obniżona na najbliższe 30 dni, co ma się przełożyć na zmniejszenie ruchu o 25%.

Taki ruch nie spotkał się ze zrozumieniem wszystkich subskrybentów platformy. Sporo z nich uważa, że skoro jakość przesyłanych filmów uległa pogorszeniu, to klientom powinno się zaproponować czasową obniżkę opłat. Na razie jednak nic nie wiadomo o tym, czy ceny rzeczywiście ulegną zmianie.

Kino w czasach koronawirusa

Branża filmowa jest jedną z tych, które najbardziej ucierpiały na skutek pandemii koronawirusa. Zamknięcie kin pokrzyżowało plany twórcom i dystrybutorom na całym świecie. Premiery największych potencjalnych hitów zostały przesunięte o kilka miesięcy – jak choćby „Nie czas umierać”, czyli najnowszej odsłony przygód Jamesa Bonda, a także marvelowskiej „Czarnej wdowy”.

W Polsce sytuacja wygląda różnie w zależności od konkretnego tytułu. Najnowszy film Jana Komasy, czyli „Sala samobójców: hejter” zdążył co prawda zadebiutować w kinach (premiera miała miejsce 6 marca), ale z pewnością nie zdążył zgromadzić zakładanej wcześniej widowni. Dystrybutor wpadł więc na dość smiały pomysł – film trafił do oferty Player.pl, jednak aby go obejrzeć, trzeba było zapłacić 35 zł, a więc więcej, niż za jeden bilet do kina.

Więcej o: