Recenzja filmu "Czyszczyciele internetu"

Mamy w "Logo" zabawną rubrykę "Naprawdę jest taki zawód". Aktor z horror house'u, sommelier w ciemnościach, organizator klubowych "weselisk". Z dokumentu "Czyszczyciele intenernetu" dowiadujemy się nieco o tym, kto, na czyje zlecenie, według jakich wytycznych i jak usuwa nieprawe zdjęcia z Googla, Facebooka. Generalnie - z sieci. I generalnie - nie jest zabawnie.

Duet trzydziestoparoletnich niemieckich twórców w tak małym pudełku postanowił upchnąć cały internet oraz szare proletariackie masy stojące po drugiej stronie – kontroli na zlecenie potentatów. Moderatorów znajdywanych na Filipinach, bez specjalistycznego wykształcenia IT, artystycznego, prawniczego czy… filozoficznego? Decydujących o tym, czy fotka dziecka wrzucona na publiczny serwer będzie okej, czy to już pedofilia. Czy cyfrowa replika obrazu Trumpa z małym siusiakiem jest publikacyjnie legalna (nie jest). Przerabiających miliony takich danych – tych, których z automatu nie były zdolne ocenić maszyny i ich algorytmy – i muszących sobie z takimi obrazami radzić psychicznie. Śmierć z rana, porno na lancz. Do 25 tys. wrzutek dziennie, co daje… Kilkadziesiąt decyzji na minutę?

To obraz interwencyjny – wyzysku człowieka; przedstawieni na paru przykładach Azjaci pracują za dolara na godzinę, zwalniają się po pół roku i cierpią traumy latami. To obraz filozoficzny – refleksja nad cenzurą i rolą internetu; tą przestrzenią dyskusji i propagandy, pomocy i walki, satyry i chamówy, która niby jest cyfrowa, a jednak jak najbardziej realna. Obraz typu „gadające głowy” – mamy tu kilku ekspertów kilku największych graczy oraz sceny ze słynnych procesów. Wszystko mroczne, lekko inscenizowane, ma być matriksowe i ładne.  

Premiera w dobie ACTA 2, w dobie RODO, kryzysu wizerunkowego Facebooka i administracji Trumpa. Więc niby aktualne, ale jednak nie do końca. Bo taki dokument nigdy nie może być na czasie – zawsze będzie przedwczorajszy. Niby wielowarstwowe, ale przez to w żadnej warstwie nie może być kompletne. Niby dobrze zainwestowane półtorej godziny – ale w interencie mógłbym spędzić je ciekawiej.

Więcej o: