Ziemia obiecana, słońce gwarantowane, czyli po co lecieć na południe Izraela

W Morzu Martwym nie da się zanurzyć. Ciało unosi się nad wodą. Starożytni Rzymianie, aby się o tym przekonać, wrzucali niewolników. Turystów na kąpiel nie trzeba namawiać.

W Morzu Martwym nie da się zanurzyć. Ciało unosi się nad wodą. Starożytni Rzymianie, aby się o tym przekonać, wrzucali niewolników. Turystów na kąpiel nie trzeba namawiać. (fot. Shutterstock)

Do niedawna mniejsze samoloty lądowały w samym centrum Ejlatu, większe 60 km dalej na dawnym wojskowym lotnisku Ovda. Teraz otwarto nowoczesny port lotniczy 18 km od centrum miasta. Skoro tak łatwo się tam dostać, sprawdzamy, co warto zobaczyć na południu Izraela.

Dla przeciętnego turysty Izrael to przede wszystkim tętniący życiem Telaviv lub biblijna Jerozolima. Ale to niepełny obraz. Izrael jest mały, ale nie aż tak – po względem obszaru można go zestawić ze Słowenią, Natomiast jest to jedyny kraj, gdzie jednego dnia możesz wykąpać się w trzech morzach.

-         Med, Red or Dead? – pytają Izraelczycy, gdzie zamierzamy plażować. Jest Morze Śródziemne, Czerwone i Martwe. I nie ma znaczenia, że to ostatnie tak naprawdę jest jeziorem. Tekst się rymuje i oddaje zróżnicowanie kraju.

W Izraelu ortodoksyjny Żyd może kupić tańsze ubezpieczenie auta, które nie działa w sobotę, bo przecież w szabas i tak jeździć nie będzie

Ejlat, jedyne izraelskie miasto nad Morzem Czerwonym.Ejlat, jedyne izraelskie miasto nad Morzem Czerwonym. fot. Marek Krześniak

My ruszamy na południe do Ejlatu. To najbardziej na południe położone miasto w kraju i jedyne nad Morzem Czerwonym - z prostej przyczyny, Izrael ma tylko 12 km linii brzegowej między Egiptem a Jordanią. Ma to swoje plusy – wszystkie wodne atrakcje skomasowane są blisko siebie. Najciekawszą jest chyba oceanarium, gdzie żółwie morskie można oglądać w odkrytych basenach, a rekiny w gigantycznych akwariach, pod którymi przechodzimy przeszklonym tunelem. Dodatkowo wszystkich mieszkańców rafy koralowej możemy podglądać na żywo w podwodnym obserwatorium – dochodzimy pomostem do budyneczku, gdzie przeszklone sale położone są sześć metrów pod powierzchnią wody.

Oceanarium w EjlacieOceanarium w Ejlacie fot. Marek Krześniak

Niedaleko (tu wszystko jest niedaleko) jest delfinarium. Wyjątkowe, bo nie ma tu sztuczek cyrkowych, tylko delfiny cieszące się wolnością. Te morskie ssaki przypływają tu kiedy chcą i odpływają, gdy chcą. – Dlatego nie ma sensu przyjechać do nas na godzinę, by zobaczyć show, bo żadnego show tu nie ma – tłumaczy trener delfinów i od razu dodaje, by nie mylić go z treserem. – W parkach rozrywki delfiny dostają jedzenie za to że coś zrobią, u nas nagrodą za to, że delfin podpłynie, jest zabawa z trenerem i tyle. Dokarmiamy je, ale trwa to raptem dwie minuty i dajemy im niewiele, by cały czas wypływały w morze i jednak same polowały.

Czekając na delfiny można spędzić czas w barze nad wodąCzekając na delfiny można spędzić czas w barze nad wodą fot. Marek Krześniak

Mimo to można zapłacić za pływanie lub nurkowanie z delfinami i jak widzieliśmy zwierzęta chętnie w tym uczestniczą. Przedstawiciele gatunku homo sapiens jeśli są z dziećmi, to wylegują się stadnie na plaży, a samotne osobniki dorosłe bardziej kusi bar zbudowany nad pomostem. Luźna hipsterska atmosfera przypomina tę z australijskich barów dla surferów. Potrzebujący większego relaksu znajdą go w basenach, gdzie muzyka puszczana z podwodnych głośników ma nas odprężać, gdy swobodnie unosimy się na wodzie, zwłaszcza w tym z wodą z Morza Martwego.

Zawartość soli w soli


Nad Morze Martwe wybrać się trzeba. Choćby dlatego, że co roku jego poziom opada o metr i jak tak dalej pójdzie to w końcu zniknie (choć Izrael i Jordania, dla których to jezioro graniczne, i które biorą wodę z zasilającego Morze Martwe Jordanu do podlewania upraw, zaczęły wspólnie działać, by ten akwen zachować).

Woda w Morzu Martwym w pierwszym zetknięciu wydaje się... oleista. To efekt zasolenia – woda z niego nie opływa tylko odparowuje w wyniku czego, stężenie soli przekracza tu 30%. Ile to „soli w soli”? Dla porównania średnie zasolenie Bałtyku wynosi 7, ale nawet nie procent tylko promili! Jeśli przez przypadek (lub z ciekawości) napijemy się wody z Morza Martwego, jej słony smak jest tak obezwładniający, że mamy wrażenie, iż połknięcie zawartości solniczki przyniosłoby ulgę.

Sól, sól, wszędzie sól, czyli Morze Martwe.Sól, sól, wszędzie sól, czyli Morze Martwe. fot. Marek Krześniak

Kąpiel jest jeszcze ciekawsza  - jest polecana osobom z chorobami skóry (niech każdy swoją wygoogluje) – ale przede wszystkim nie da się utonąć, woda wyrzuca w górę nasze ciało jakby było z korka, ale to sprawia także, że nie da się pływać. Co z tego, że machasz nogami, skoro są one nad powierzchnią wody. Pozostaje nam więc dryfować bez materaca i przeglądać gazetę lub sprawdzać na tablecie czy smartfonie – na plaży w En Bokek jest bezpłatne wi-fi, a zasięg na wodzie – doskonały.

Historia i geologia 

Do ruin twierdzy Masada najlepiej dojechać kolejką górską.Do ruin twierdzy Masada najlepiej dojechać kolejką górską. fot. Marek Krześniak

Kto lubi historię lub piękne widoki powinien odwiedzić pobliskie (już pisałem, że wszędzie jest niedaleko?) ruiny twierdzy Masada, zbudowanej przez króla Heroda Wielkiego, a zniszczonej po długim oblężeniu przez Rzymian prawie dwa tysiące lat temu. Osadzone na niedostępnej skale pałace górowały nad okolicą, dziś do ich ruin można wjechać w kilka minut kolejką linową, choć masochiści mogą też wybrać kozią ścieżkę, jednak przy panujących tam upałach, może to być odebrane jako próba samobójcza.

Krater Ramon.Krater Ramon. fot. Marek Krześniak

 Osobną atrakcją jest krater Ramon. Geologiczny raj. Miejscami może przywodzić na myśl Wielki Kanion Kolorado, choć powstał w inny sposób – to największe zapadlisko na świecie. Gdy zakładano państwo Izrael, szybko okazało się, że tworzący się przemysł znajdzie tu wszystkie potrzebne minerały – na miejscu jest 80 pozycji z tablicy Mendelejewa. Dziś to park narodowy, który można zwiedzać dżipami, rowerami a nawet pieszo. Wszystkie trasy są oznaczone i opisane na mapach, przygotowane są miejsca do biwakowania (namiot trzeba mieć własny), zbudowano też centrum turystyczne. Student geologii może oszaleć tu ze szczęścia, „janusz” pewnie będzie zastanawiał się, gdzie kończy się ten plac budowy, a kot – wiadomo – nie ogarnie tej kuwety. Zresztą chyba nikt nie ogarnia, bo to część Pustyni Negew, która zajmuje 40% obszaru Izraela.

Po wnętrzu krateru Ramon można jeździć dżipami, rowerami lub wybrać się na pieszą wędrówkę.Po wnętrzu krateru Ramon można jeździć dżipami, rowerami lub wybrać się na pieszą wędrówkę. fot. Marek Krześniak

Ile zapłacimy?

Waluta w Izraelu to szekle. Pierwsza dobra wiadomość dla nas, to łatwy przelicznik na złotówki, praktycznie 1:1. Druga to, że Ejlat jest strefą wolnocłową, gdzie nie płaci się 17-procentowego podatku VAT. I to na tyle dobrych wiadomości.

Przykładowe ceny:

  • Bilet wstępu do oceanarium - 109 szekli
  • Wejście do delfinarium – 69 szekli
  • Pływanie z delfinami – 290 szekli
  • Mała butelka wody – 5 szekli
  • (miejscowi nigdzie nie chodzą bez butelki wody)
  • Piwo w markecie – 7 szekli
  • Piwo z manufaktury – 17 szekli
  • Espresso – 9 szekli
  • Kilogram daktyli – 50 szekli
  • Duże frytki przy plaży – 20 szekli
  • Pizza margherita – 46 szekli  
Zobacz także
  • Panasonic Croustina SD-ZP2000 Testujemy wypiekacze do chleba
  • Długopisy w sklepie z pamiątkami w Medinat Jumeirah w Dubaju Top 10 atrakcji: Dubaj (2019)
  • Południowy Tyrol Południowy Tyrol: gdzie sznycel spotyka spaghetti

Polecamy