Kibuc - jak żyje się we wspólnocie na pustyni

Na pustyni wystarczy talerz anteny satelitarnej oklejony folią aluminiową, by wiązkę siana zapalić w minutę

Na pustyni wystarczy talerz anteny satelitarnej oklejony folią aluminiową, by wiązkę siana zapalić w minutę (fot. Marek Krześniak)

Kibuce - wspólnoty, które powstały na pustyni Negew w Izraelu początkowo miały mocno socjalistyczny charakter. Teraz funkcjonują bardziej jak przedsiębiorstwa. Tyle, że nadal wszyscy dostają po równo. Jak wygląda życie we współczesnym kibucu?

Palmy daktylowe na pustyni, czyli kibuc jest blisko. Palmy mają w korzeniach system filtrów, więc można podlewać ja każdą wodą, nawet morską.Palmy daktylowe na pustyni, czyli kibuc jest blisko. Palmy mają w korzeniach system filtrów, więc można podlewać ja każdą wodą, nawet morską. fot. Marek Krześniak

Na południu Izraela, na pustyni Negew niczym „zielone wyspy” wzdłuż drogi nr 40 pojawiają się ludzkie osiedla. To kibuce – wspólnoty, które w socjalistycznym stylu dzielą się wszystkim.

-  Na pustyni jeden człowiek, czy nawet jedna rodzina nie mieliby szans przetrwać – tłumaczy Yuval Ben-Hai z kibucu Ketura.

- Jest nas tu 170 dorosłych członków kibucu oraz 120 dzieci. Mieszkają tu też pracownicy, których zatrudniamy, a którzy nie należą do wspólnoty – Yuval prowadzi nas do dużej sali, gdzie członkowie kibucu debatują i głosują nad ważnymi dla wspólnoty sprawami.

– Gdy trzeba, to miejsce zmienia się w synagogę, ale nie wszyscy są tu religijni. Nie na takiego wymogu. Wszyscy gdzieś pracujemy – w kibucu lub poza nim – i nasze zarobki wpływają na wspólne konto. Z niego finansowana jest stołówka czy szkoły. Nie mamy prywatnych samochodów. Kupiliśmy 20 aut i jeśli ktoś potrzebuje gdzieś jechać, to rezerwuje je przez aplikację w smartfonie.

Samochody należące do kibucu są własnością wspólną. Mają dobrze widoczne numery. Kto chce skorzystać z auta musi je sobie zarezerwować w specjalnej aplikacji.Samochody należące do kibucu są własnością wspólną. Mają dobrze widoczne numery. Kto chce skorzystać z auta musi je sobie zarezerwować w specjalnej aplikacji. fot. Marek Krześniak

Każda rodzina dostaje takie samo mieszkanie – 80 m2. Otrzymują też co miesiąc coś w rodzaju kieszonkowego, na prywatne potrzeby – za te pieniądze można iść do restauracji, kupić ubrania czy oszczędzać je, by pojechać na wycieczkę. W kibucu są też sklepy, ale „na zeszyt”. Nikt nie płaci, rachunki potrącane są co miesiąc.

- Nasze pensje to byłoby za mało, żeby się utrzymać, dlatego każdy kibuc musi mieć co najmniej 2-3 biznesy. U nas to produkcja prądu. Jako pierwsi w Izraelu, jeszcze w latach 50. stawialiśmy panele słoneczne. Dziś produkujemy tyle energii, że sprzedajemy ją do krajowej sieci energetycznej. Drugie przedsięwzięcie to algi – Yuval wskazuje długie rzędy czerwonych rurek pozwijanych jak w kaloryferze. – W tych szklanych rurkach hodujemy algi, które są najlepszym naturalnym antyoksydantem dodawanym do suplementów diety. Normalnie te algi hoduje się w otwartych zbiornikach, ale u nas na pustyni ta woda natychmiast by wyparowała, dlatego opracowaliśmy metodę hodowli w tych rurkach, których jest tu w sumie 500 km. To bardzo nowatorskie przedsięwzięcie, ale mamy też tradycyjnie uprawę palm daktylowych. Właśnie skończyliśmy zbiory. Co roku z samych daktyli mamy milion dolarów na czysto – opowiada Yuval.

Niezła suma, ale szybko przeliczam: milion na 290 osób (bo liczę też dzieci) dzielone przez 12 miesięcy – wychodzi niecałe 300 dol. na głowę miesięcznie. Czyli jednak daktyle, to nie są jakieś kokosy.

Plac zabawa w kibucu Ketura. Dzieci w kibucu wychowują się razem.Plac zabawa w kibucu Ketura. Dzieci w kibucu wychowują się razem. fot. Marek Krześniak

Jak zostać członkiem kibucu?- Trzeba być obywatelem Izraela. Chętny zgłasza się do nas, a my zastanawiamy się, czy jego wiedza, doświadczenie i umiejętności przydadzą się naszej wspólnocie. Jeśli tak, zostaje z nami na próbę na rok. Po tym czasie zbieramy się i głosujemy, czy powinien zostać. Przynajmniej 50% z nas musu być na tak. Ale to nie koniec. Po kolejnym roku jest drugie głosowanie i wtedy trzeba zdobyć już 66% poparcia, w innym wypadku jest jak w reality show – prosimy się spakować i opuścić kibuc. Głosujemy tylko nad najważniejszymi kwestiami, czyli np. jak zainwestować pieniądze, na co dzień mamy zespół ds. rolnictwa, finansowy itp.

Co ciekawe dzieci członków kibucu nie są automatycznie kibucnikami. Wspólnota łoży na ich edukacje, przygotowuje po 100 tys. szekli na studia dla każdego, a potem zachęcają by ruszały w świat i zbierały doświadczenie. Jeśli potem taki człowiek już z solidnym fachem w ręku chce dołączyć do kibucu musi starać się o to, jak każdy inny.

 Idziemy przejść się po kibucu. Niedaleko nas dziewczyna parkuje traktor z przyczepą, na który ludzie wrzucają liście palm. – Wczoraj była impreza i właśnie dostaliśmy SMS-y, by każdy kto może przyszedł pomóc posprzątać. Na szczęście sporo osób przyszło – u uśmiecha się Yuval i prowadzi nas przez plac zabaw pełen dzieci ku parterowemu budyneczkowi z rzędem okienek.

Tu mieszkańcy kibucu wrzucają swoje rzeczy do praniaTu mieszkańcy kibucu wrzucają swoje rzeczy do prania fot. Marek Krześniak


- Tu przynosimy swoje rzeczy do prania. Segregujemy je wrzucając do odpowiednich okienek – białe, czarne, kolorowe, itp. Rzeczy mamy ponumerowane, np. moja rodzina ma numer 39 i jest on na wszystkich ubraniach. W pralni piorą je, segregują i zwykle następnego dnia dostajemy 95% rzeczy z powrotem. 5% znika. Po prostu ktoś położy coś na złą kupkę i nasze ubranie trafia do kogoś innego. Zdarza się, że potem wiedzę sąsiada w mojej koszulce, ale to dobrze, bo jak ją ubrudzi, to odda do prania i wtedy wróci do mnie. Gorzej jak zobaczy, że to jakaś dziwna koszulka i zostawi ją na półce. Wtedy rzeczy mogą wrócić do nas po kilku latach, jak sąsiad zrobi porządki w szafie i się zorientuje, że to nie jego – śmieje się Yuval.

Czy z kibucu można odejść? Oczywiście. Co więcej wspólnota daje takiej osobie sporą sumę na start. – Nie chcieliśmy, aby ludzie zostawali tu z przymusu, bo nie mają innego wyjścia. Jak ktoś w wieku 50 lat miałby zaczynać wszystko od zera? Jeśli ktoś zapragnie odejść dostanie pieniądze na mieszkanie i nowe życie, tyle że przez 7 lat, odkąd ja tu jestem, to była tylko jedna taka osoba.

Piwo na pustyni

Kibuc Yuval wkrótce może prowadzić kolejny biznes. Neil i Richard zapraszają nas do swojego... browaru. Richard pochodzi z Australii.  - Przyjechałem tu popracować rok jako wolontariusz, poznałem dziewczynę i już zostałem – śmieje się. Neil wychował się w USA w bardzo religijnej żydowskiej rodzinie. – Ojciec, zabrał nas na wycieczkę do Izraela. Pamiętam, jak jadąc przez pustynię wskazał na jeden z kibuców i powiedział „Nie wiem co za idiota, mógłby tak żyć”. No i proszę, jestem! – rechocze Neil. Obaj panowie pracują w sklepie na terenie kibucu, a w wolnym czasie zaczęli warzyć piwo. Wychodzi im tak dobrze, że myślą już o produkcji na skalę przemysłową. Problemem jest woda – tu na pustyni korzysta się z tej odsalanej z morza wzbogacanej tą ze studni głębinowych. Panowie nie ukrywają też, że musza ograniczać się do piw górnej fermentacji.

-         Przy temperaturze dochodzącej latem do 50 st.C, za dużo kosztowałoby nas chłodzenie przy warzeniu lagerów – tłumaczy Richard.

Neil z kibucu Ketura z dumą prezentuje kolekcję piw warzonych na pustyni. Oczywiście są koszerneNeil z kibucu Ketura z dumą prezentuje kolekcję piw warzonych na pustyni. Oczywiście są koszerne fot. Marek Krześniak

Ich ale przy zachodzie słońca smakuje wybornie. Dostajemy klucze do domków – kibuce stawiają na turystykę więc można je nie tylko zwiedzać, ale też przenocować lub pomieszkać nawet dwa tygodnie – i idziemy na kolację.

W drzwiach stołówki mijamy grupę młodych osób o różnym stopniu niepełnosprawności. Jak potem wyjaśnia Yuval, członkowie kibucu zdecydowali się przyjąć ich z okolicy. – Mamy dobrą państwowa opiekę nad dziećmi do 18 roku życia, ale potem jest problem. Dlatego postanowiliśmy wziąć 12  takich osób. Mieszkają z nami i opiekujemy się nimi.

Kibuc pomaga też na inny sposób: co roku funduje wspólną naukę grupie studentów z Izraela, Palestyny i Jordanii. – Nie unikamy przy tym rozmów o konflikcie między naszymi krajami. Wręcz, przeciwnie, zachęcamy aby na zajęciach studenci szczerze opowiadali, jak to wygląda z ich perspektywy, aby nawzajem zrozumieli się, to taka nasza mała cegiełka w budowanie porozumienia – tłumaczy Yuval.

Na kolacji jest specjalny bufet dla gości – typowe hotelowe jedzenie, a do tego świeża ryba i wino. Mieszkańcy kibucu dostają tylko pieczywo, jajka, jeden rodzaj sera białego i jeden żółtego oraz wybór warzyw. Przysiadam się do Yuvala, aby o to zapytać.

- Zdecydowaliśmy, że nie chcemy dosłownie przejadać naszych pieniędzy. Na stołówce mamy tylko podstawowe produkty. Dla gości mamy osobne dania, bo turyści są przyzwyczajeni do innych standardów. Zobacz tego człowieka przy kasie. Jest tu, choć nikt za nic nie płaci. On liczy ile osób przyszło na stołówkę i co jedli, aby na przyszłość nie robić za dużo ani za mało. Jeśli ktoś chce coś więcej, to sobie po prostu to kupuje w sklepie. Ja na przykład mam w domu całą lodówkę jogurtów – śmieje się Yuval.  – Poza tym, zawsze na posiłkach jesteśmy razem, więc człowiek raz w tygodniu na ochotę zjeść sobie samemu w domu.

Czyli dokładnie odwrotnie niż u nas, bo przecież zwykle jadamy w domu i raz w tygodniu wychodzi się gdzieś ze znajomymi.

Kibuc Lotan stawia na ekologiczną edukację. Studenci sami robili te energooszczędne domki na bazie kopuły geodezyjnej. R2D2 jest tylko do ozdobyKibuc Lotan stawia na ekologiczną edukację. Studenci sami robili te energooszczędne domki na bazie kopuły geodezyjnej. R2D2 jest tylko do ozdoby fot. Marek Krześniak

Czekają nas kolejne kibuce – Lotan, gdzie od lat stawiają na recykling i ekologię, ucząc studentów z całego świata, jak postawić z gliny i słomy dom na bazie struktury geoidalnej lub jak z odpadów spożywczych wytworzyć gaz, na którym ugotujemy obiad.

Wnętrze 'geoidalnego domku' zbudowanego przez studentów. Turyści mogą wybrać też tradycyjne pokoje.Wnętrze 'geoidalnego domku' zbudowanego przez studentów. Turyści mogą wybrać też tradycyjne pokoje. fot. Marek Krześniak

Kibuc Elifaz jeszcze w latach 90. był bliski zakończenia działania – zostało w nim wówczas tylko siedmioro dorosłych. Dziś jest ich ponad setka i z dumą prezentują swoje pola na pustyni, gdzie oprócz palm daktylowych uprawiają pomelo („Nasze w tym słońcu dojrzewają najwcześniej”), melony, arbuzy, paprykę i swoją największą dumę – ogórki. Oczywiście szklarniowe, choć tu tunele mają chronić rośliny nie przed zimnem, ale przed piekielnie prażącym słońcem.

Drzewo z dojrzałymi pomelo. Kibuc Elifaz specjalizuje się w rolnictwie. Uprawiają też daktyle, melony, paprykę i... ogórki na pustyni.Drzewo z dojrzałymi pomelo. Kibuc Elifaz specjalizuje się w rolnictwie. Uprawiają też daktyle, melony, paprykę i... ogórki na pustyni. fot. Marek Krześniak

I bez względu na to, czy ktoś zazdrości kibucnikom ich socjalistycznej wspólnoty, czy też z rezerwą podchodzi do tego dzielenia się wszystkim, widok pustyni, która wysiłkiem ludzi jednak staje się zielona, napawa optymizmem i choćby dla tego warto to miejsce odwiedzić.

Ogórki na pustyni. Oczywiście w szklarni, która ma... chłodzić. Piasek pustyni służy za wielką donicę. Pod ogórki trzeba wsypać prawdziwą ziemię.Ogórki na pustyni. Oczywiście w szklarni, która ma... chłodzić. Piasek pustyni służy za wielką donicę. Pod ogórki trzeba wsypać prawdziwą ziemię. fot. Marek Krześniak

Zobacz także
  • Qatar Airways Jakie są najlepsze linie lotnicze na świecie?
  • 'Mamy psychozę lajkingu' "Mamy psychozę lajkingu" - rozmowa z Tomaszem Szlendakiem
  • Na co uważać przy wynajmie samochodu? Na co uważać przy wynajmie samochodu?

Polecamy