Chorwacja dla ambitnych. Cz. 2 Wodospady i jeziora, czyli wodna bajka

Plitwickie Jeziora robią wrażenie, jak Morskie Oko połączone z Doliną Pięciu Stawów podniesione do siódmej potęgi. A zanim tam się dostaniemy, czekają nas nie mniejsze atrakcje.

1. Rastoke – wodospady jak malowane

(113 km od lotniska w Zagrzebiu, 50 km od Karlovca)

Miejsce tak bajkowe, że aż nierealistyczne. Wygląda jakby artysta namalował wodospad i tak sam się tym zachwycił, że domalował drugi i jeszcze jeden, i następny, i kolejny... Wodospad na wodospadzie, a jeden ładniejszy od drugiego. To rzeka Korana wyrzeźbiła te cuda w trawertynowej skale. Więcej o trawertynie mówią jego nazwy zwyczajowe - martwica wapienna, źródleniec czy tuf wapienny.


Wodospady to nie tylko malownicze obrazki, ale i wielka siła, którą można ujarzmić, dlatego swego czasu w Rastoke pracowało około 50 młynów wodnych. Dziś tylko trzy, które rozdrabniają ziarno na potrzeby biowypieków. Pozostali mieszkańcy starają się żyć z turystyki, więc praktycznie w każdym domu jest pokój do wynajęcia. Jak tłumaczył nasz lokalny przewodnik - ceny są niższe niż na wybrzeżu, a jakość wyższa, bo tu ludzie mają czas by zadbać o swych gości. Poza tym to dość nowa turystyczna destynacja, więc kontrole państwowe są częstsze i bardziej skrupulatne.

Rastoke. Wodospadów jest tu tyle, że nie ma mowy, by uchwycić wszytskie na jednym zdjęciu.Rastoke. Wodospadów jest tu tyle, że nie ma mowy, by uchwycić wszytskie na jednym zdjęciu. fot. Marek Krześniak


Wioska jest w cieniu wielkiej góry, więc nawet w upalne dni powietrze jest tu rześkie. Płynąca z nieodległego źródła woda jest zimna i idealnie czysta. Można ją pić wprost z potoku.
Obecnie trwają prace, by na drugim końcu Rastoke postawić jeszcze jeden most, aby turyści mogli obchodzić wodospady jedną okrężną trasą, gdyż cześć terenów i wysepek to prywatne zagrody, na które wchodzić nie wolno wcale lub wejście jest za drobną opłatą.


Na jednej z łąk z łatwością dostrzeżecie indiański totem. To wielka gratka dla fanów serii niemieckich filmów o Winnetou, kręconych w Chorwacji w latach 60. Tu była filmowa indiańska wioska.
Na miejscu jest kilka kawiarni i restauracji. Wchodzimy do Petro, gdzie w kominku trzaska ogień. W karcie świeże ryby i sporo mięs, w tym dziczyzna. Naszą uwagę przykuwa gulasz z... niedźwiedzia. Hmmm. Kiedy będzie kolejna okazja, by spróbować? Bierzemy.


Mięso okazuje się zaskakująco delikatne, a cały gulasz wręcz pyszny. Trudno będzie teraz jakiemuś misiowi spojrzeć prosto w oczy, ale przecież wzroku krów i świń też lepiej unikać, nie wspominając o tych tysiącach kurczaków. Dla uściślenia faktów, w odróżnieniu od Polski, niedźwiedź jest w Chorwacji zwierzyna łowną.
Wielbiciele kulinarnych atrakcji mogą też sprawdzić niedawno otwartą restaurację Ambar, gdzie szefem kuchni jest tam Mate Janković - chorwacki kucharz celebryta.

Rastoke - jeden z wciąż działających młynów.Rastoke - jeden z wciąż działających młynów. fot. Marek Krześniak

Tu warto wspomnieć, że Chorwaci słyną z praktycznego podejścia do nazw. I tak Rastoke dosłownie oznacza wiry, mieszanie wzburzonej w wodospadach wody, a ambar to stodoła i nazwa restauracji pasuje, bo ta mieści się na pobliskim wzgórzu pod tzw. Magazynem lub Spichlerzem Napoleona - budynkiem z czasów, gdy rządzili tu Francuzi (1809-1813). Choć był to krótki czas, jednak wywarł spory wpływ na okolicę. Gdy przybył to marszałek Marmont, Francuzi zaczęli sadzić winorośl i przekonali lokalnych mieszkańców do wina (wcześniej pito głównie piwo) i do żabich udek. Dziś jedno i drugie jest specjalnością lokalnej kuchni. W przydomowych ogrodach obowiązkowo (był specjalny przepis!) sadzono morwy, bo nimi żywią się jedwabniki, dzięki którym chciano produkować tu jedwab. Co więcej wielu francuskich żołnierzy tak pokochało te okolice (a może lokalne dziewczęta), że zostali tu na stałe, z czasem zmieniając brzmienie nazwisk na bardziej chorwackie.


Kto woli dawniejszą historię, w pobliskim miasteczku Slunj (Rastoke jest na jego obrzeżach) może zobaczyć ruiny zamku z czasów tureckich najazdów, należącego - jak kiedyś całe okoliczne ziemie - do potężnego rodu Frankopanów.

3. Plitvice – nietypowe zakwaterowanie

(140 km od lotniska w Zagrzebiu, 25 km od Rastoke)

W drodze do słynnych Jezior Plitwickich można zatrzymać się na kempingu. Choć nasza nazwa kemping zbyt mocno kojarzy się z polem namiotowym. To tutaj to prawdziwy resort wypoczynkowy, który reklamuje się jako "oaza nowoczesności w pradawnym lesie". Owszem, są tu miejsca na namioty i podjazdy dla kamperów, ale można też przenocować w eleganckich bungalowach nad pięknym jeziorkiem, przespać się w indiańskich tipi lub wybrać domek na drzewie. Lecz tu znów domek na drzewie brzmi zbyt infantylnie dla tej nowoczesnej trzypoziomowej konstrukcji urządzonej niczym luksusowy kamper. Wszystko jeszcze pachnie nowością, bo domki na drzewach powstały dopiero w zeszłym sezonie. Na miejscu można wypożyczyć rowery górskie do pokonywania niezliczonych tras.

Plitvice. Kemping. Domek - a raczej prawdziwy apartament - na drzewiePlitvice. Kemping. Domek - a raczej prawdziwy apartament - na drzewie fot. Marek Krześniak

4. Park Narodowy Jezior Plitwickich - Cud natury

Atrakcja, dla której warto tu jechać nawet z końca świata. 16 jezior połączonych kaskadowymi wodospadami i otoczonych stromymi górskimi szczytami wpisano już w 1979 r. na listę UNESCO. Jezior
i jeziorek tak naprawdę jest o wiele więcej, gdyż to żyje - tworzą się nowe zbiorniki, łączą stare - wszystko wraz z upływem czasu i w zależności od poziomu wód. A wody są krystalicznie czyste, skalne ściany strome. Ścieżki wyznaczono drewnianymi chodnikami, by turyści nie zadeptali tego przyrodniczego cudeńka. Chętnych do oglądania jest tylu, że zarządzający parkiem narodowym musieli wprowadzić ograniczenia liczby wpuszczanych zwiedzających, a bilety trzeba kupować z wyprzedzeniem przez internet.

Plitvickie jeziora. Widoki jak z pocztówek.Plitvickie jeziora. Widoki jak z pocztówek. fot. Marek Krześniak



Do wyboru jest kilkanaście różnych tras - niektóre do pokonania w całości pieszo, inne częściowo statkami. Na najkrótszą trzeba przeznaczyć 2 godziny, na najdłuższą - 8. Na noc park jest zamykany,
a rangersi sprawdzają czy na trasach nie ma zagubionych turystów.


Jeziora Plitwickie upodobała sobie swego czasu Milka Trnina (1863-1941) - najsłynniejsza chorwacka śpiewaczka operowa. W miejscu, gdzie najchętniej spędzała czas, jest tablica poświęcona jej pamięci, a Chorwaci chętnie powtarzają, że zakochany w niej Carl Russ-Suchard zaczął w 1901 r. produkcję czekolady, którą nazwał na cześć Milki. Inna wersja mówi, że to od Milch i Kakao, czyli połączenia mleka z kakao, ale w otoczeniu Jezior Plitwickich ordynarna prostota tego wyjaśnienia wydaje się po prostu nie na miejscu.

Więcej o: